Poniedziałek, 18 listopada 2019. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Popkultura Bez Gorsetu: Dziewczyny mają moc!

2019-10-11 18:32:30 (ost. akt: 2019-10-11 16:35:20)

Autor zdjęcia: Netlix/ materiały prasowe

Dzień Dziewcząt, obchodzony 11 października, nie cieszy się taką popularnością jak Dzień Chłopaka. Młode kobiety ze świętowaniem czekają raczej do 8 marca. My nie czekamy. Już dzisiaj przedstawiamy kilka serialowych bohaterek, które, mimo młodego wieku, są dowodem na istnienie „girl power”.

Ania (wciąż) nie chce być Anną
Ania z Zielonego Wzgórza to z pewnością postać kultowa. Z książkami Lucy Maud Montgomery w ręku i w roli przewodnika, dorastały kolejne pokolenia. Bo, choć trudno w to uwierzyć, rudowłosa Ania znana jest czytelnikom od 111 lat. Jak to z tak popularnymi postaciami bywa, pojawiła się ona także na ekranach i na teatralnych scenach. Dla wielu osób Ania ma twarz Megan Follows, bo to właśnie ta aktorka wcielała się w postać nietuzinkowej mieszkanki Avonlea w trzech filmach telewizyjnych, ale Montgomery opisała losy Ani, mając w pamięci zdjęcie Evelyn Nesbit. Sama historia Anny Shirley to z kolei wypadkowa doświadczeń i wspomnień autorki, prasowego doniesienia o pomyłce, jaka zaszła przy pewnej adopcji i... wyobraźni Lucy Maud Montgomery.

Książkowa Ania z Zielonego Wzgórza może i ma cechy młodej feministki (nie boi się mieć swojego zdania, odrzuca wizję podporządkowania się mężczyźnie i na pierwszym miejscu stawia przyjaźń z inną dziewczynką), ale o to, by postrzegać ją jako jeszcze większą emancypantkę, zadbali twórcy serialu stworzonego dla Netfliksa.

„Nową” Anią została Amybeth McNulty, irlandzka aktorka, która, podobnie jak literacki pierwowzór, może odbiega od klasycznych kanonów piękna, ale ma ogromny urok i sprawia, że jej bohaterka staje się postacią wzbudzającą natychmiastową sympatię... u widza. Bo w serialowym świecie Ani jest o wiele trudniej. To nie jest to samo sielankowe Avonlea, które znamy z książek, a jego mieszkańcy są gotowi sprawić rudowłosej sierocie o wiele więcej przykrości, niż przewidziała to dla niej Lucy Maud Montgomery.

W serialu „Ania, nie Anna” wydarzenia z życia głównej bohaterki są opowiedziane w sposób o wiele bardziej naturalistyczny i dosłowny. Z literackiego oryginału nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele o traumach Ani, choć uważna lektura i zdrowy rozsądek powinny nam podpowiedzieć, że dziecko, które tyle przeżyło, na pewno niesie też ogromny bagaż emocjonalny. Ania, zanim trafiła na Zielone Wzgórze (gdzie wcale nie była przecież oczekiwanym gościem), mieszkała przecież w sierocińcu i u kilku rodzin, w których zamiast ciepła, zapewniono jej całą listę obowiązków. Serial Netfliksa stara się historię Ani bardziej uwspółcześnić, w sceneriach sprzed ponad wieku opisać uniwersalne problemy, z jakimi mierzą się współczesne nastolatki. Czy to się udaje? To już kwestia indywidualnej oceny, ale na pewno warto spojrzeć na Anię z Zielonego Wzgórza z tej nowej perspektywy.

Dziewczyny ze „Stranger Things”
Choć może się wydawać, że „Stranger Things” to serial o chłopakach, do paczki których nieoczekiwanie dołącza nietypowa dziewczyna, to trzeci sezon pokazał, że jego twórcy potrafią w scenariuszu znaleźć miejsce dla większej liczby ciekawych dziewczyn.

Oczywiście, prym wiedzie obdarzona niespotykanym mocami Jedenastka, w rolę której wciela się odnosząca ogromne sukcesy Milli Bobby Brown. Kiedy trafia do miasteczka, w którym mieszka czwórka głównych bohaterów, zdecydowanie różni się od reszty dziewczynek. Uwagę zwracają jej bardzo krótkie włosy i niedostatki w procesie socjalizacji. Swoją nadprzyrodzoną siłę wykorzystuje do ochrony nowych przyjaciół i powoli odnajduje swoje miejsce w nowym dla siebie świecie.
Dobrze znane z pierwszych sezonów walka z potworami i nostalgia za latami osiemdziesiątymi (a także młodzieńczą przyjaźnią) mieszają się w trzeciej serii „Stranger Things” z tym, co stanowi o jego sile: zwrotem ku opowieści o dziewczynach.

Fot. Netflix /materiały prasowe

Nastka wiele zyskuje dzięki relacji z Max. Ta druga podaje jej dziewczęcą, przyjazną dłoń, kiedy trzeba stawić czoła nie tylko przerażającym potworom, ale i... dorastaniu. Ich przyjaźń staje się dla Jedenastki lekcją. Nie ma tu wielkich słów, nie ma deklaracji o „sile sióstr”, a jednak czuć tę nową koalicję zawiązaną w obronie poczucia niezależności. Kobieca solidarność opłaci się wszystkim.

O tym, że lata 80. nie były łatwe dla kobiet, świadczą też doświadczenia Nancy. Poznajemy ją jako dość stereotypową wzorową uczennicę, która daje się ponieść fali zauroczenia chłopakiem, przez co, tu kolejny stereotyp, oddala się od swojej przyjaciółki. Jednak to właśnie Nancy, której nikt by chyba o to nie podejrzewał, zaskakuje w kolejnych odcinkach siłą psychiczną, odwagą i nieustępliwością. Jej zmagania z szefostwem redakcji, w której odbywa staż, to z kolei zmagania z seksizmem, będącym problemem dla wielu innych młodych kobiet, które muszą walczyć o bycie traktowaną poważnie.

W ostatnim sezonie bracia Dufferowie przedstawili widzom jeszcze jedną postać, która warta jest uwagi. Robin (Maya Hawke) jest inteligentna i ma cięty język. Nie boi się zakpić z przystojniaka, któremu coraz bardziej zawraca zresztą w głowie. Pojawienie się Robin było dla wielu odbiorców serialu jednym z najjaśniejszych punktów trzeciej serii, komentowano wręcz, że jest bohaterką, na którą czekano. Powodów jest co najmniej kilka, ale ich zdradzanie byłoby też zdradzaniem fabuły.

Elena waleczna
„One Day at a Time” opowiada o o latynoskiej rodzinie mieszkającej w Stanach Zjednoczonych. W centrum zainteresowania scenarzystów sitcomu stoi Penelopa Alvarez, rozwódka, która po powrocie z wojska (była na misji w Afganistanie) musi stawić czoła nie tylko wyzwaniom, jakie stawia przed nią życie samotnej matki. Kobieta zmaga się też z własnymi traumami, którymi nie chce obarczać najbliższych, czyli dwójki dzieci i matki. Siła Penelopy, jej niezależność i gotowość do poświęceń wydają się wpływać na jej córkę, Elenę. Jest ona bardzo świadomą siebie dziewczyną, można wręcz odnieść wrażenie, że jest bojowniczką o sprawiedliwość społeczną i poprawność polityczną. Często bierze udział w manifestacjach i nie boi się iść pod prąd. Mimo że jej babcia jest bardzo konserwatywną osobą, potrafi ją przekonać np. do tego, by pozwalała jej swoim strojem wyrażać własną osobowość.

Fot. Adam Rose/Netflix /materiały prasowe


Choć serial utrzymany jest w komediowej konwencji, kiedy Elena decyduje się na coming-out, nie ma w tym niczego zabawnego. To odważna decyzja młodej dziewczyny, która nie chce żyć w kłamstwie i świecie pozorów. I choć na pewno nie jest łatwo (pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny imigrantów, na dodatek jest wychowywana przez samotną matkę), to decyduje się zawalczyć o swoją tożsamość. Jej siła jest wypadkową charakteru, świadomości społecznej i wsparcia, które otrzymuje od najbliższych.

Daria Bruszewska-Przytuła
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Kulson #2803176 | 88.156.*.* 11 paź 2019 20:06

    Łeeeee co za bzdury

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz