Czwartek, 12 grudnia 2019. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Iwińskiego zabrakło na listach Lewicy

2019-08-27 13:03:03 (ost. akt: 2019-08-27 13:30:22)

Na listach wyborczych lewicy nie ma prof. Tadeusza Iwińskiego. Polityk, który siedmiokrotnie zasiadał w Sejmie, napisał w tej sprawie list otwarty do szefa SLD, w którym decyzję uniemożliwiającą mu start w wyborach uznał za błąd.

Listy wyborcze rozgrzewają i to bardzo. A dowodem tego jest list otwarty Tadeusza Iwińskiego do Włodzimierza Czarzastego, szefa SLD, który zamieścił w niedzielę wieczorem na swoim profilu na Facebooku. List zbiegł się z sobotnią konwencją lewicy, na której trzy partie tworzące blok przedstawiły swój program, z którym chcą iść do wyborów.

Tadeusz Iwiński, to jeden z najbardziej znanych polityków polskiej lewicy. Choć siedmiokrotnie zasiadł w Sejmie, tym razem dla byłego posła, byłego sekretarza stanu w Kancelarii Premiera zabrakło miejsca na listach Lewicy do parlamentu.
— Szczerze mówiąc nie pojmuję dość arbitralnie podjętej decyzji uniemożliwiającej mi udział w wyborach i uważam ją za błędną — pisze w swoim liście prof. Iwiński. — To głosujący ostatecznie decydują, a ich wyrok będzie ostateczny.

Tadeusz Iwiński swój list zaczął od informacji, że w ostatnim czasie jest często pytany o to, czy będzie kandydował w najbliższych wyborach parlamentarnych.
— Odpowiadam otwarcie i ze smutkiem, że chyba nie, ponieważ — ku memu zaskoczeniu i mimo poparcia ze strony struktur SLD na Warmii i Mazurach (m.in. w Olsztynie, Kętrzynie, Szczytnie, Elblągu i Ostródzie) — moje nazwisko nie znalazło się dotąd na listach kandydatów — napisał prof. Iwiński. 

Prof. Iwiński zapewnił, że od dawna wyrażał gotowość startu w wyborach. Chciał walczyć o mandat w okręgu 35 (Olsztyn) albo 34 (Elbląg) — jak pisze — z dowolnego miejsca na liście Lewicy. 

Polityk przyznał, że w rozmowach dotyczących wyborów usłyszał kierowany do niego argument, że „czas na zmiany”.
— Tak - te zmiany już zachodzą: powstał nowy, trójczłonowy blok Lewicy trójpokoleniowej, a dopiero co przyjęto na Konwencji ciekawy i śmiały program — napisał.— Finalnie, przy urnie, liczy się siła przyciągania głosów przez poszczególnych kandydatów. I wszyscy, którzy nią dysponują powinni być wykorzystani— bez kombinowania kto komu na liście może „zaszkodzić” — stwierdził w liście.

Dlaczego polityk zdecydował się na taką publiczną debatę, jaką jest list otwarty?
— List jest bardzo spokojny, grzeczny — podkreślił już w rozmowie z nami prof. Iwiński, dodając ze jego zdaniem niewystawienie go na listy to błąd. — To powinny być listy, które składają się z ludzi młodych, bo odmłodzenie jest też potrzebne, ale i doświadczonych. To są najważniejsze wybory od 30 lat. Głównym kryterium powinna być więc siła przyciągania głosów, bo może się okazać, że kilku posłów więcej lub mniej może zadecydować o utworzeniu rządu. Gra idzie o najwyższą stawkę. Nie można w żadnym z 41 okręgów wyborczych do Sejmu, które są w Polsce, tracić szans na zdobywanie głosów. To mnie zmartwiło bardzo.

List prof. Iwińskiego odbił się sporym echem wśród polityków lewicy. Katarzyna Maria Piekarska, była wiceszefowa SLD, która niedawno zrezygnowała z członkostwa w Sojuszu napisała na swoim Facebooku: "Witaj w klubie".

Czy lewica robi błąd nie wystawiając na swoje listy znanych twarzy, czy czas starej gwardii już przeminął?
 — Mówimy tu o dwóch profesorach, bo o panu Iwińskim, jak też Jaskierni —  zauważa prof. Kazimierz Kik, politolog. — Trudno, żeby kończył się czas ludzi merytorycznie przygotowanych. Ze świecą szukać ludzi o takim poziomie wiedzy, doświadczenia politycznego, to są ludzie jak najbardziej godni być kandydatami na lewicy. Do wiedzy, umiejętności dochodzi się latami. I trudno powiedzieć, czy zamiana doświadczonego, przygotowanego merytorycznie człowieka na młodego, energicznego i obiecującego jest z korzyścią, czy nie. Moim zdaniem w polityce jest miejsce dla jednych i drugich.

Dlaczego więc ani prof. Iwińskiego ani Jaskierni nie ma na listach?
— Powody są oczywiste, to jest niewystawianie listy na atak postkomunizmu — dodaje prof. Kik. — Partie chcą zyskać jak najwięcej głosów i nie chcą tworzyć dwuznacznych sytuacji wokół swoich kandydatów. Postkomunizm nie jest atutem politycznym.

List profesora Iwińskiego zbiegł się z sobotnią konwencją Lewicy. Liderzy SLD, Wiosny i partii Razem przestawili program, którym koalicja pójdzie do wyborów. Wiadomo już, że kampania lewicy będzie koncentrować się wokół spraw socjalnych i walki o praworządność. A wśród postulatów , które padły z ust trzech tenorów Lewicy warto zwrócić uwagę na nośne społecznie 1600 zł gwarantowanej emerytury oraz podniesienie płacy minimalnej do 2700 zł, tyle że już bez słowa plus.

Andrzej Mielnicki

***
Przypominamy o naszej akcji, w której możecie ocenić dotychczasowych parlamentarzystów.
Jak waszym zdaniem sprawowali się przez ostatnie cztery lata? Dobrze? To postawcie im plus. Źle? Stawiajcie minus. Prosimy też o komentarze oceniające pracę parlamentarzystów z naszego regionu. Zagłosować lub zostawić komentarz można :


KLIKNIJ TUTAJ
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także