Niedziela, 21 lipca 2019. Imieniny Danieli, Wawrzyńca, Wiktora

Zawsze trzeba iść za głosem serca

2019-07-08 16:01:00 (ost. akt: 2019-07-05 15:13:55)
Agnieszka Skrycka z zespołem

Agnieszka Skrycka z zespołem

Autor zdjęcia: Michał Ciucias

Kobieta nie musi być kurą domową, a tym bardziej niewolnicą macierzyństwa. Przede wszystkim powinna realizować swoje pasje, bo jeśli będzie szczęśliwa, to i dzieci będą zadowolone. Z Agnieszką Skrycką, wokalistką, rozmawia Ada Romanowska.

— Nigdy się nie poddawaj — to twoje motto. Naprawdę nigdy?
— Absolutnie nigdy, czyli zawsze trzeba iść do przodu. Nie poddaję się i mam to już we krwi. Nawet jeśli coś mi się nie uda, staje, głośno krzyczę tak do zdarcia gardła, otrząsam się, by móc iść dalej. Kobieta to wcale nie słaba płeć. Wręcz przeciwnie. Im bardziej ktoś mi mówi, żebym czegoś nie robiła, tym bardziej ja w to wchodzę. Myślę, że każda kobieta tak ma.

— A co ciebie najbardziej wzmacnia? Macierzyństwo?
— To na pewno bardzo dobra szkoła życia. Tym bardziej, że dzieciaki mają różne okresy w swoim życiu i różne humory. Moja najstarsza córka, a mam trzy, ma ostatnio czas buntu. Jak to szesnastolatka. Usłyszałam nawet niedawno, że powinnam zająć się normalną pracą.

— Czyli jaką?
— Sama się zastanawiam, bo jeśli coś robimy dobrze, to nie może być to nienormalne. Ale może chodzi o to, że nie śpiewam od ósmej do szesnastej. Być może to miała na myśli. Jest w trudnym wieku, więc mogę ją zrozumieć. To hardcore, a nie disco. Ale przecież ludzie mają różne zawody, a świat jest różnorodny. Jako matka chcę pokazać moim dziewczynom, że kobieta nie musi być niewolnicą własnego domu. Że może czerpać z życia to, co najlepsze. Że może być szczęśliwa. Że nie musi być kurą domową, a tym bardziej niewolnicą macierzyństwa. Przede wszystkim powinna realizować swoje pasje, bo jeśli będzie szczęśliwa, to i dzieci będą zadowolone. To naczynia połączone. Oczywiście dzieci są najważniejsze, ale nie można popaść w paranoję i ze wszystkiego rezygnować. Trzeba iść za głosem serca, po prostu.

— A gdybyś, powiedzmy, miała normalną pracę, czyli na przykład sprzedawała owoce na ryneczku… Byłabyś szczęśliwa?
— Pewnie bym się odnalazła. Gdyby los rzucił mnie w takie rejony, zakasałabym rękawy i sprzedawała. Oczywiście robiłabym to śpiewająco! Jestem kobietą i żadnej pracy się nie boję. Jestem kobietą pracującą, ale też studiującą. Aczkolwiek największym szczęściem jest praca połączona z pasją. Mi się to udaje, za co jestem wdzięczna losowi.

— Sesja już za tobą?
— Całe szczęście już wszystko za mną. Od dwóch lat studiuję edukację muzyczną i pilnie dziennie uczęszczam na zajęcia. Ale również pracuję jako instruktor — w Bartoszycach.

— Mieszkasz w Olsztynie, czyli do pracy masz kawał drogi.
— Mam, ale jeżdżę tam dwa razy tygodniu. Mam czas więc i na dzieci, i na dom, i na studia, i na pracę, i na muzykę. Rozwijam się jednym słowem. Nie jest łatwo to podzielić, ale staram się jak mogę, by dać radę. Być może moja córka jeszcze sobie tego w głowie nie poukładała. Natomiast ja ją rozumiem.

— Też taka byłaś?
— Oj, wcale nie byłam lepsza. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Karma wraca. Buntowałam się, tupałam nogą i miałam moment z mamą, że w ogóle nie mogłyśmy się dogadać. Uważałam, że robiła mi na złość.

— A robiła?
— Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie robiła. Że mnie chroniła i pokazywała dobrą drogę. Ale wtedy byłam młoda i zbuntowana. Myślałam, że mama chce mi zabrać moją suwerenność. Byłam zła na nią, że się wtrąca, że mnie kontroluje. Miałam wrażenie, że nie ma o mnie pojęcia. Dziś wiem, jak bardzo się myliłam bardzo to doceniam. Niestety jestem w takiej samej sytuacji, w jakiej ona była kiedyś. Mam przecież zbuntowaną córkę. Ale jak będzie miała trzydziestkę, zrozumie. Tak jak ja. Poczekam.

— Historia się powtarza.
— Tak, życie zatacza koło. To, jacy byliśmy jako nastolatkowie, wraca do nas w postaci naszych dzieci. Ale na szczęście muzyka łagodzi obyczaje. To jedyne miejsce na ziemi, taki azyl, daje siłę i energię, jakiej potrzebuje, aby funkcjonować, w którym mogę się zatopić. Każdy chyba taki ma.

— A co jeszcze poza muzyką cię odstresowuje?
— Jeżdżę na rowerze, czytam książki na jeziorem. Ostatnio nawet miałam przyjemność jeździć nocą wokół jeziora Ukiel. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie próbowali. Nocą jeździ się rewelacyjnie. W ogóle staram się trzymać formę i robię to również w ciągu dnia. Latem w grę wchodzą sporty wodne. Wychodzę z domu i mam dwieście metrów do jeziora. Jak z tego nie korzystać?

— W Olsztynie, w którą stronę nie pójdziesz, trafisz nad jezioro.
— Przyroda zdecydowanie ładuje mi akumulatory. Aczkolwiek muzyka ma w tej kwestii znacznie większą moc. Najwięcej energii dają mi koncerty — te większe, i te mniejsze. Sporo gramy w tym sezonie. Ostatnio wróciliśmy też do akustycznej formy i często można mnie spotkać na olsztyńskiej starówce. Mieliśmy długą przerwę w muzykowaniu bez prądu, bo przecież z zespołem gramy mocno, rockowo i w pełnym składzie. Jednakże to lato coś w nas zmieniło i wracamy do korzeni.

— A co ze studiem?
— Cały czas czekamy na premierę naszej piosenki, która „robi się” od dwóch lat i biedna zrobić się nie może. Jesteśmy już na finiszu, więc już niedługo będzie się można cieszyć naszą muzyką. Niestety w życiu nigdy nie jest tak, jak sobie zaplanujemy. Czasami trzeba poczekać. To nic złego przecież — jesteśmy jak owoce dojrzewające w pełnym słońcu. Albo jak wino. Czas tu wpływa na smak. Jeśli nie uda się nam wypuścić tego kawałka latem, a trzymam za to kciuki, to na pewno pojawi się wczesną jesienią. Czyli właściwie lada dzień.

— Jeśli nie latem, to chociażby babim latem.
— Jedno jest pewne — planujemy wypuścić kolejne utwory, bo to już czas. Od ponad pół roku gramy w zmienionym, solidnym i świetnie dogadującym się składzie. Ktoś kiedyś mądrze powiedział: „jeżeli coś robisz prosto z serca, to nie pchaj się za szybko w komercję. Prędzej czy później przyjdzie na ciebie czas.” Uznaliśmy, że to nasze motto i się tego trzymamy. Wszystko robimy z serducha i mam nadzieję, że to zaowocuje. Bez ciśnienia i parcia. Wszystko w swoim rytmie.

Agnieszka Skrycka — olsztyńska wokalistka, niegdyś związana z zespołem Ejtobangla, a dziś koncertująca z grupą Nieprzytomni. W zespole grają z nią Oskar Guziak, Adam Dzieżyk, Bogusław Buczyński i Damian Sawicki.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Z"ukosa" #2762134 | 83.9.*.* 14 lip 2019 18:35

    Ok... tylko ta "karma wraca"...kolejny slogan z trudem umierający....

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. bbbbbb #2759627 | 155.136.*.* 9 lip 2019 15:28

    prowincjusze

    ! - + odpowiedz na ten komentarz