Niedziela, 15 grudnia 2019. Imieniny Celiny, Ireneusza, Niny

Hania Rani: Lubię przyglądać się zwykłościom

2019-05-18 19:01:43 (ost. akt: 2019-05-18 17:03:55)
Hania Rani

Hania Rani

Autor zdjęcia: Nat Kontrakiewicz

Ze wszystkich sztuk całe życie memu sercu najbliższa jest muzyka. Śpiewam, gdy jestem szczęśliwa i zakochana — śpiewam, gdy cierpię, tęsknię, żałuję… Zawsze, gdy mimo szerokiego zasobu słów i łatwości w posługiwaniu się nimi nie umiem swoich emocji ubrać w zdania.

— Co takiego trzeba w sobie mieć, z czym się urodzić, żeby w głowie powstała nigdy wcześniej niegrana muzyka?
— To naprawdę trudne pytanie… Wydaje mi się, że generalnie ludzie mają wrodzony talent twórczy, ale większość z nas albo nie ma szansy go odkryć, albo się tego odkrywania boi. I ja trzymam się tej drugiej hipotezy. Bo rzeczywiście — sprawdzenie, czy aby na pewno ja też nie umiem komponować i ogólnie wykreować muzyki wymaga odwagi. Trudność dotyczy głównie muzyki poważnej, klasycznej, bo program studiów nie przewiduje praktycznych zajęć z kompozycji. Praktycznie przez cały okres szkoły i studiów grasz czyjeś kompozycje.
Obserwuję znajomych muzyków, którzy na co dzień zajmują się raczej muzyką rozrywkową, i wiem, że jest im łatwiej. Im nikt nigdy nie powiedział, że komponowanie jest zajęciem skomplikowanym, zarezerwowanym wyłącznie dla osób z solidnym wykształceniem muzycznym lub muzycznych geniuszy. I może dlatego twórców muzyki popularnej jest więcej niż tych, którzy tworzą muzykę poważną.
Ale ponieważ jestem idealistką, uważam, że każdy ma w sobie jakiś pierwiastek twórczy. Komponowanie opiera się przecież na określonych zasadach. Można zacząć od nazwijmy to „naśladowania” twórcy ulubionej piosenki, utworu, a następnie na zasadzie analizy i syntezy wypracować własne wzorce, metody, schematy… Moim zdaniem to przede wszystkim kwestia odwagi zmierzenia się z tematem.

— Masz bardzo klasyczne, akademickie wykształcenie muzyczne. A jednak twoja muzyka łączy raczej elementy dalekie od klimatów Mozarta czy Chopina. Skąd zamiłowanie do Islandii? I gdzie tu jeszcze Bieszczady?
— Początki fascynacji Islandią i muzyka Islandii to przede wszystkim muzyka, chociażby zespół Sigur Rós. Dodatkowo w czasie studiów w Berlinie na pierwszych zajęciach poznałam Islandkę. Zaprzyjaźniłyśmy się natychmiast, była pod ogromnym wrażeniem mojej wiedzy o islandzkiej muzyce i o Islandii w ogóle. Dzięki tej przyjaźni zaczęłam Islandię regularnie odwiedzać, poznawać ludzi, muzyków. I to dzięki niej poznałam reżysera dźwięku Bergura Þórissona, który zaprosił mnie do Reykjaviku, byśmy właśnie tam nagrali kolejną część mojej płyty. Może też z ogromnego sentymentu do Islandii zatytułowałam swoja płytę Esja — niejako na „cześć” góry, czy dokładnej pasma górskiego niedaleko Reykjaviku. Uważam, że bardzo pasuje do mojej muzyki, bo to historia o Islandii.
A jeśli chodzi o Bieszczady — to one dla mnie są taką naszą polską Islandią. Trafiłam tam trzy lata temu przy okazji otwarcia wystawy instalacji artystycznej architekta Łukasza Pałczyńskiego, którego wernisaż wspólnie z wiolonczelistką Dobrawą Czocher uświetniłyśmy koncertem. Od tamtego czasu regularnie w Bieszczady wracam. Rok temu razem z przyjaciółmi, też zakochanymi w Bieszczadach, postanowiliśmy stworzyć swój własny mały festiwal artystyczny Tchnienia, choćby po to, by mieć powód, by tam wracać i pokazywać innym, jak piękne i dziewicze to jest miejsce.

— Zajmujesz się również animacją kultury: organizujesz Piano Day w Warszawie, cyklu koncertów na warszawskim osiedlu Jazdów — Muzyka w Pracowni, opiekujesz się programem muzycznym wydarzeń grupy twórczej Terytoria Kultury. Czy twoje projekty to taka muzyka klasyczna dla nie-znawców?
— Na pewno trochę tak. Poza tym, niektóre elementy w muzyce klasycznej, choćby przebieg i charakter koncertów muzyki poważnej, nie bardzo mi odpowiadały. Uważam, że jest sztuczny i skostniały, bo muzyka klasyczna jest o wiele żywsza niż smokingi i długie wieczorowe suknie wykonawców. Tworzyli ją przecież ludzie niezwykle żywi, energiczni, pasjonaci i to w bardzo młodym wieku. Dziś też wykonują ją głównie ludzie młodzi. Dlatego moim celem było wyprowadzenie jej z tych nieco sztywnych miejsc w te bardziej nietuzinkowe i do ludzi, którzy będą jej słuchać, choćby siedząc na dywanie.
Bo słuchaczy muzyki klasycznej nie brakuje — trzeba do nich tylko wyjść z inną formą, pokazać, że ona nie jest zarezerwowana wyłącznie dla wąskiego kręgu elit, przygotowanych na jej odbiór. Wierzę, że każdy słuchacz jest osobą inteligentną i otwartą na dźwięk.

— W 2015 r. wspólnie z Dobrawą Czocher stworzyłaś projekt pt. Ciechowski klasycznie. Skąd sympatia do Grzegorza Ciechowskiego i jego muzyki?
— Z muzyką zaznajomiła mnie moja przyjaciółka, tak w życiu, jak i w muzyce — Dobrawa Czocher. Zaprosiła mnie do stworzenia kilku aranżacji utworów lidera Republiki na zamówienie festiwalu Grzegorz Ciechowski In Memoriam w Tczewie. Te aranżacje przygotowałam w bardzo klasyczny sposób, czerpiąc z muzyki, którą się wtedy zajmowałam. Słuchacz odnajdzie tam odniesienia do Piazzolli, Erica Satie ale i naszego Krzysztofa Komedy. Szczerze mówiąc, nie było na ten projekt żadnego większego planu. Pewnie gdybyśmy od dzieciństwa zajmowały się muzyką elektroniczną, to aranżacje stworzyłybyśmy w takiej właśnie formie.

— Czasem mówisz, że jesteś dziwna? Na czym ta twoja dziwność polega, jak się objawia?
— Może jestem dziwna choćby dlatego, że nie dzielę muzyki na gatunki, że łączę stosunkowo odległe od siebie światy i to dla mnie naturalna rzecz. Lubię też przyglądać się zwykłościom i zwyczajnościom. Moja muzyka, jak mi się zdaje, jest tego wszystkiego odzwierciedleniem. Jest minimalistyczna, często oparta na jednym tylko instrumencie. Nie potrzebuję wiele, by się po prostu czymś zachwycić.

— Intryguje mnie też twój pseudonim artystyczny. Nie boisz się, że Hania Rani, czyli trochę sprawia ból?
— Nie, nie boję się. To pomysł mojej mamy, która zawsze skracała nazwisko, choćby w adresach mailowych, według mnie bardzo trafiony. Z jednej strony zachowuję przecież swoje nazwisko, a z drugiej wymowa i pisownia nie sprawiają trudności zagranicznym odbiorcom. Sporo zresztą występuję zagranicą, więc ten krótki pseudonim bardzo ułatwia życie .

— Lubisz fotografię i inne sztuki wizualne. To oddech od muzyki czy jej dopełnienie?
— Przede wszystkim wielka inspiracja. lub jej szukać w wizualnym świcie. Fotografią zajmuję się amatorsko, na zasadzie hobby. W czasie podróży, czasem też przyjaciołom robię zdjęcia analogowe. A potem te wrażenia uwielbiam przekładać na swó językj muzyczny. Takie połączenia wydają mi się stosunkowo mocno abstrakcyjne i powodują dość synestetyczne wrażenia, gdy dźwięk może budzić w odbiorcy jakieś obrazy. Zresztą często otrzymuję opinie od słuchaczy moich koncertów, że tak im się właśnie przydarzyło. I to chyba nie przypadek.

— Nasza rozmowa pojawi się w sobotnim wydaniu „GO” w całości poświęconemu kobietom „Bez Gorsetu”. Czy ty się czujesz kobietą bez gorsetu?
— Wyrazem wolności kobiet dziś jest według mnie robienie rzeczy, które nas fascynują, bez zbędnego analizowania, czy nadajemy się do tego, czy nie, według schematów nadanych przez historię czy kulturę. Wiele badań potwierdza, jak często kobiety podają pod wątpliwość swoje talenty i umiejętności, a to potem rzutuje na ich decyzje. Na to, że odrzucają propozycje objęcia wysokiego lub odpowiedzialnego stanowiska. Gdyby nie wątpiły i te stanowiska obejmowały, możliwe, że świat wyglądałby zupełnie inaczej.

— BNiedawno ukazała się twoja debiutancka płyta solowa „Esja”. Jak namówisz mnie do jej wysłuchania?
— Moja płyta z pewnością dostarcza dużej dawki ciszy i oddechu. Mam zatem nadzieję, że jej słuchanie da możliwość wzięcia głębokiego oddechu właśnie, bez względu na to, gdzie się jej słucha. Myślę też, że jest to spora dawka gimnastyki dla wyobraźni: twoje myśli mogą przy dźwiękach muzyki zacząć krążyć wokół osobistych skojarzeń i stać się miłą odskocznią w tych naszych nieco przerażających czasach.

Hania Rani
właśc. Hanna Raniszewska, rocznik 1990, urodzona w Gdańsku. Polska pianistka i wokalistka, absolwentka Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku i Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. W 2017 założyła z Joanną Longić duet Tęskno. Zespół wydał w listopadzie 2018 płytę „Mi” i w tym samym roku otrzymał Nagrodę Artystyczną Miasta Torunia im. Grzegorza Ciechowskiego. W 2019 wygrała plebiscyt GW na najciekawszą nową twarz w polskiej muzyce. 5 kwietnia 2019 ukazała się jej debiutancka płyta solowa „Esja”.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Ania22 #2734772 | 93.105.*.* 19 maj 2019 21:23

    Cześć, zapoznam się z Panem na dyskretne i sekretne randki. Liczę 22 wiosen jestem po rozwodzie i nie oczekuje faceta na dluzszy zwiazek. Zachęcam do kontaktu przez ten serwis: http://czatkobiet.pl/ania22

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz