Piątek, 15 listopada 2019. Imieniny Amielii, Idalii, Leopolda

Nasza praca to nie epizod! Nauczycielki z Olsztyna opowiadają o swojej pasji

2019-05-01 16:06:37 (ost. akt: 2019-05-01 15:24:40)
Renata Pasymowska - nauczycielka z SP 10, która wymyśliła zabawkowe literaki pomocne w nauce ortografii

Renata Pasymowska - nauczycielka z SP 10, która wymyśliła zabawkowe literaki pomocne w nauce ortografii

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Zgodnie przyznają, że ich praca nie jest obowiązkiem, ale powołaniem. Niektóre odkryły je bardzo późno, inne nauczanie mają we krwi. Trzy nauczycielki z Olsztyna opowiadają nam, jak ich praca stała się ich pasją. I za co ją kochają.

Rok 1972. Do pracy w małej szkole w Zalbkach kieruje Zofię Frudko urząd powiatowy. Dostaje stypendium naukowe, ale chce jeszcze bardziej odciążyć rodziców. Pierwszą pracę, pierwszych uczniów i pierwsze wrażenie zapamiętuje na zawsze.

— Szkoła urokliwa, a klasy łączone — wspomina z rozrzewnieniem pani Zofia, dziś emerytowana nauczycielka z sekcji Emerytów i Rencistów Związku Nauczycielstwa Polskiego w Olsztynie. — Klasy były małe. Miałam jednocześnie czwarto- i piątkoklasistów. Jednych uczyłam biologii, drugich geografii. Trzeba było być niezłym aktorem, żeby to zrobić. Ale wcześniej trzeba było napisać ładny konspekt i pokazać dyrektorce. I tak przez pierwsze trzy lata.

Nie było wtedy internetu, a w klasie telewizora. Ale za to ogromna ciekawość świata i szacunek do nauczycieli. Pani Zofia chodziła do biblioteki, żeby wyszperać ciekawe materiały. Za swoje pieniądze kupowała książki i uzupełniała domową biblioteczkę.

Zofia F


— Ciekawostki przydatne do pracy wycinałam również z „Gazety Olsztyńskiej” — uśmiecha się. — Przeglądałam roczniki statystyczne.

Kiedy pani Zofia była dzieckiem, ustawiała przedszkolaków w pary. Siadała wyżej od nich, opowiadała przeróżne historie. Dryg przywódczy miała od małego. W zawodzie przepracowała 38 lat. Jak mówi, ani jednego dnia nie żałowała.

— Z uczniami jeździłam w teren, mieliśmy ogródki działkowe — opowiada. — Kiedy spotykam już dorosłe dzieci, one mówią: „Proszę pani, jakie to były fajne czasy!” Ja też tak uważam. Cudownie się współpracowało nie tylko z nimi, ale także z ich rodzicami. Uczniowie mieli wielki szacunek do nauczycieli, do przyrody i do samych siebie. Dziś niestety tego nie widzę...

Lwia część pracy pani Zofii to wycieczki, biwaki i rajdy. Nauczycielka opiekowała się także drużynami harcerskimi. — Swoją miłość przelałam na dzieci w szkole — uśmiecha się.

Przepracowała w olsztyńskich podstawówkach: SP 12, SP 7, SP 25 i w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 5 Mistrzostwa Sportowego.
W 2006 roku pani Zofia przeszła na emeryturę.

— Postanowiłam, że swoje umiejętności organizacyjne będę wykorzystywać — opowiada. — Przecież nie będę siedziała w domu! I razem z koleżankami powiększyłyśmy już istniejącą Sekcję Emerytów i Rencistów przy Zarządzie Oddziału ZNP w Olsztynie. Zaproponowałyśmy liczne, ciekawe formy spędzania wspólnie wolnego czasu. Chodzimy do kina, do teatru, do filharmonii. Nasz zarząd składa się z 10 osób i każda z nas organizuje wyjścia. To nas relaksuje.

Wyjeżdżamy co roku: do Ustki, do domu związkowego. Jesienią na wczasy turystyczne. Ludzie są szczęśliwi, bo takiej Polski nie widzieli. Jest piękna! Nasze koleżanki polonistki wyszukują miejsca naszych polskich bohaterów, wieszczów, gdzie utworzono poświęcone im muzea.

Kiedy Teresa Rutkowska nie pracuje, pisze. Kiedyś to były wiersze, a dzisiaj... romanse. „Kwitnące łany rzepakowych pól ” okazały się takim hitem, że pani Teresa nie odkłada pióra. Teraz powstaje „Syndrom złamanego serca”. Ale do pisania siada wtedy, kiedy obowiązki są już wypełnione. A jest ich sporo. Pani Teresa od 44 lat pracuje w oświacie. Z tego ostatnie 26 lat w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niesłyszących w Olsztynie.

Pochodzi z Ostrowca Świętokrzyskiego. Jak mówi, w jej rodzinie wcześniej nie było nauczycieli. — Ja zapoczątkowałam tę tradycję — opowiada. — Moja córka też została nauczycielką. Jest muzykiem i pracujemy w jednej placówce.
Początki były trudne. — Był pot i płacz z mojej strony — wspomina. — Po pierwsze nie mogłam się pogodzić z losem niesłyszących dzieci, że są tak nieszczęśliwe. Po drugie pot ciekł mi po plecach, bo nie mogłam się z nimi porozumieć. Brak komunikacji był straszny.

Dzieci, które mieszkały w internacie, tęskniły za mamą. — Problemy się nawarstwiały, ale ja skończyłam cztery stopnie języka migowego. Nie poddałam się — opowiada.

Wcześniej pani Teresa pracowała w kuratorium. Była pracownikiem administracyjnym. Ale cały czas się kształciła. A to podyplomówka z surdopedagogiki, a to kurs dziewiarstwa.

— Jak tak policzyłam, to mam 150 form doskonalenia — uśmiecha się. — Napisałam wiele programów, które realizuję w swojej pracy. Teraz na topie jest „Origami z wierszykami”.

Od 15 lat pani Teresa jest ekspertem ds. rozwoju nauczycieli.
— Z uczniami jesteśmy taką minirodziną — podkreśla. — Wstaję rano i cieszę się, że pójdę do swoich dzieci.

Renata Pasymowska, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej Szkoły Podstawowej nr 10 w Olsztynie, kiedyś marzyła, żeby zostać lekarzem. Los sprawił inaczej.


— Powołanie do zawodu nauczyciela poczułam dopiero na studiach podczas lekcji pokazowej — opowiada. — Wtedy odkryłam w sobie pedagoga. Poczułam przyjemność obcowania z uczniami i to dało mi wielkiego kopa.

Pani Renata bardzo przywiązuje się do uczniów. Nie kryje, że trudno się jej z nimi rozstać. Największe wzruszenie? — Kiedy dorosły już uczeń ze swoim dzieckiem na rękach odwiedza mnie w domu. Bo uczniowie do mnie przychodzą — uśmiecha się. — Opowiadają, co u nich słychać, co w ich życiu się dzieje.

Panie Renacie zawsze zależało na tym, żeby jej uczniowie osiągali sukcesy. — I staram się im w tym pomagać. W jaki sposób? Staram się zastosować edukacyjną magię — zdradza.

Pani Renata skradła serce największym wrogom ortografii. Postanowiła spisać i usystematyzować prowadzone przez siebie w nowatorski sposób zajęcia i wydała książkę „Moi przyjaciele z Literkowa. Program do nauki ortografii w klasach I-III”. Uszyła maskotki literek, które sprawiają najwięcej kłopotów.

— Program szalenie się rozwija w całej Polsce — opowiada. — Stworzyłam coś większego: „W literkowie, cyferkowie i nutkowie — świat i teatr w mojej głowie”.
W szkole, w której uczy pani Renata, jest także reżyserem teatralnym. — Moja praca nie jest epizodem, daje mi ogromną przyjemność. Ja nie pracuję, ja po prostu realizuję swoją pasję.

Pani Renata uwielbia też spacery, basen i odizolowanie się na chwilę od świata. — Lubię też pobyć sama ze sobą. Mam bogatą wyobraźnię, bo ja nigdy nie przestałam być dzieckiem — uśmiecha się.

Aleksandra Tchórzewska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB