Czwartek, 18 lipca 2019. Imieniny Kamila, Karoliny, Roberta

Słodka piecze niezłe ciacha w telewizji

2019-01-07 13:50:00 (ost. akt: 2019-01-07 13:56:15)
Magdalena Siedlecka

Magdalena Siedlecka

Kiedyś piekła ciasta tylko na deser, dziś walczy o wygraną w telewizyjnym show "Bake off — Ale ciacho". Cukiernictwo to jej pasja. Dlatego w sieci znana jest jako Słodka. A wszystko zaczęło się od ciąży... Z Magdaleną Siedlecką rozmawia Ada Romanowska

— Gdybym była facetem, przywitałabym się tak: niezłe z ciebie ciacho!
— Dziękuję! Staram się.

— Powiem więc po babsku: słodycze to kalorie. Idą w boczki.
— No właśnie dlatego się staram, żeby mi nie poszły. Niektórzy żartują ze mnie, że kompletnie nie widać po mnie, żebym zjadała to, co piekę. A ja się przyznaje — smakuję wszystkiego. Na szczęście lubię się ruszać. Spędzam aktywnie czas, więc mogę spalać to, co zjem. Cieszę się, że mieszkam w Olsztynie i mogę korzystać z walorów miasta. Latem wybieram jezioro, kajaki, rowery wodne. Gdy jest zimniej przychodzi czas na bieganie, jazdę na rowerze. Ruszam się sporo i dzięki temu wieczorem bez wyrzutów sumienia mogę się zajadać.

— Skąd więc pomysł, żeby wyjść z domowej kuchni i wystąpić w programie „Bake off — Ale ciacho”?
— Zmotywowała mnie córka, która ma półtora roku. Dzieci zdecydowanie dają powera w życiu. A ja w dodatku nie potrafię usiedzieć w miejscu. Tak było też w czasie ciąży, mimo że ten czas spędzić w domu, bo miałam zwolnienie lekarskie. Potrzebowałam znaleźć sobie zajęcie, żeby nie zwariować. I padło na pieczenie…

— Czyli zaczęłaś piec z nudów?
— Można tak powiedzieć. (śmiech) Wcześniej też coś piekłam, ale nie na taką skalę jak teraz. To były normalne ciasta, takie do kawy, na deser. W tej chwili moje umiejętności bardziej się wzbogaciły. W czasie ciąży jednak nie myślałam o telewizji. Piekłam dla przyjemności, dla przyjaciół i dla rodziny. Dla męża przede wszystkim.

— Ale i dla siebie.
— Lubię twórcze zajęcia, a pieczenie to otchłań, w której się realizuję. Bo nie piekę już zwykłego sernika czy jabłecznika z przepisu. Nawet w święta Bożego Narodzenia starałam się te zwykłe ciasta odkryć w nowej formie. Chciałam zaskoczyć rodzinę. I to jest fascynujące, bo za każdym razem ciasto można zrobić w inny sposób. Można bawić się formą, kształtem, kolorem, smakiem. Nauczyłam się tego, że słodycz odbiera się nie tylko kubkami smakowymi, ale warto pobudzić wszystkie zmysły. Na tym bazuję. Przede wszystkim trzeba pobudzić oczy. Nimi się przecież je.

— No i przez żołądek do serca. Mąż jest pewnie zachwycony.
— Jest moim największym fanem i testerem nowości. Piekę przecież prawie codziennie. Prowadzę bloga, mam konto na Instagramie, więc potrzebuje materiałów. A poza tym przynosi mi to ogrom radości. Muszę też zdobywać doświadczenie. Bo jeżeli coś dla kogoś piekę, chcę to wcześniej przetestować.

— Ale to córka namówiła cię do wzięcia udziału w „Bake off”. W jaki sposób? Nie mówi przecież, a telewizję kojarzy raczej ze świnką Peppą niż z cukierniczym show.
— Dała mi po prostu siłę. Dzieci zarażają swoją energią do życia. Ten uśmiech, ta radość w oczach. Ta słodycz. Aż chce się działać! Nie ukrywam też, że gdy zamykam się w kuchni, mam czas tylko dla siebie. Często piekę z nią, ale są chwile, gdy już śpi. A gdy jest się mamą, wszystko jest na głowie. Dlatego cieszę się, gdy mogę piec w samotności. Fajnie jest mieć swój kawałek dnia. Żeby odreagować. Żeby spełniać się nie tylko jako mama. Upiekłam oczywiście tort na jej pierwsze urodziny. Oczywiście z malinami, bo córka ma na imię Malina.

— Słodkie, jakżeby inaczej!
— Wiąże się z tym historia sprzed wielu lat, kiedy jeszcze nawet nie planowałam dzieci. Spotkałam dziewczynkę w blond loczkach, z dużymi oczkami. Zakochałam się w niej. Miała na imię Malinka. Wróciłam do domu i opowiedziałam o tym jeszcze nie mężowi, a chłopakowi: „Ja też chcę, żeby moja córka miała na imię Malina". On to zapamiętał, ja nie za bardzo. I gdy zaszłam w ciążę, gdy zastanawiałam się nad imieniem, przypomniał mi tę historię: „Przecież mamy już wybrane imię”. Bardzo pozytywnie mnie tym zaskoczył.

— A ty zaskakujesz w programie. Jesteś specem od marketingu. Udział w "Bake off" to sposób na promocję swojej pasji?
— Przede wszystkim biorę w nim udział dla własnej satysfakcji. Gdy piekę w domu i wszyscy chwalą, to w pewnym momencie można stanąć w miejscu. Oczywiście opinie męża, mamy czy taty, są dla bardzo cenne, ale zdanie jurora ma zupełnie inną wartość. Wtedy można nabrać wiary w siebie.

— A może to też potrzeba rywalizacji?
— Przyznam, że trochę tak. Dla mnie to ogromna przygoda. W domu nikt mnie nie podgląda, a w telewizji kamery patrzą na ręce. I jeszcze ta presja czasu, myślenie „tu i teraz”. To są niecodzienne doznania. Poznałam też wielu fantastycznych ludzi. Każdy z zawodników dużo mi dał. Nasze rozmowy to doświadczenie, którego nie zdobyłabym siedząc we własnej kuchni. Odkryłam w sobie więcej możliwości i dostałam kopniaka motywacyjnego, żeby działać dalej. Żeby zmienić swoje życie. Nie jestem przecież cukiernikiem.

— Marketing daleki jest od mąki i blachy.
— Ale ciasto też trzeba dobrze sprzedać. Wykorzystuję więc umiejętności zawodowe również na tym polu. To między innymi organizacja czasu czy rozwiązywanie problemów.

— To nie cechy marketingowca, ale matki przede wszystkim!
— A no właśnie. Każda matka musi się zorganizować. Zawsze się dziwię, że od chwili, gdy jestem mamą, wyrosła mi trzecia ręka. Więcej mogę, a dzień trwa 24 godziny. Chociaż czasem to za mało… Prawie wszystko robię z dzieckiem. W kuchni Malinka jest bardzo przydatna. Dzięki niej odkryłam zdrowe cukiernictwo. Staram się dla niej piec bez białego cukru. Często kombinuję z różnymi mąkami. Z takimi, które przyniosą jej więcej walorów odżywczych niż zwykła pszenna. Malinka jest ekspertem smaku i wylizuje miski palcami. Wie też, do czego służy wałek. Pomaga mi w kuchni, mimo że pozwalamy sobie w niej na małe szaleństwa.

— Czas w kuchni was łączy.
— To świetna zabawa, bo córka czuje się zabawiana, a ja realizuję siebie. Zdecydowanie nawiązuje się między nami bezcenna więź. Trochę jak przez żołądek do serca.

Magdalena Siedlecka — olsztynianka, specjalistka ds. marketingu, która odkryła nową pasję — cukiernictwo. Prowadzi bloga parentingowego „Przepis na mamę”, którego można śledzić pod adresem przepisnam.blogspot.com. Wśród znajomych i w mediach społecznościowych znana jako „Słodka”. Interesuje się fotografią kulinarną, snowboardem, kitesurfingiem i wakeboardem. Marzy o wydaniu książki z własnymi przepisami.

„Bake off — Ale ciacho!” — piąta edycja najbardziej apetycznego programu w polskiej telewizji. Dwanaścioro uczestników, przez dziesięć tygodni walczy o tytuł Polskiego Mistrza Wypieków i 50 tysięcy złotych. W każdym odcinku jedna osoba odpada. Program wystartował 23 grudnia 2018 roku. Za Magdaleną Siedlecką już dwa odcinki. Można kibicować w niedzielę o godz. 15.15 w TVP2.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. nieslodki #2657713 | 5.172.*.* 8 sty 2019 08:22

    Otylosc cukrzyca trzy nadcisnienia rak jelita grubego i brak kondycji. Czy potwierdza pani zamowienie?

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz