Niedziela, 19 maja 2019. Imieniny Celestyny, Iwony, Piotra

Moja energia i siła pochodzą od ludzi

2019-01-04 08:44:07 (ost. akt: 2019-01-04 17:51:30)

Autor zdjęcia: Arch

O komornikach, spółdzielniach, dopalaczach i planach na 2019 rok rozmawiamy z senator Lidzią Staroń.

— W ostatniej, przedświątecznej rozmowie przyznała pani, że choroba nie powstrzymała pani od pracy, pomagania ludziom, walczenia o nowe, lepsze prawo... Z jednej strony musi pani bardzo ciężko pracować, by pokonać skutki udaru: właściwie od nowa nauczyć się mówić, chodzić bez bólu… ale z drugiej strony wciąż nie zapomina pani o innych, w tym słabszych i potrzebujących. Kolejny rok z rzędu spełnia pani marzenia chorych dzieci, podopiecznych Fundacji „Mam Marzenie”.
— To wspaniała inicjatywa. Udowadniamy, że warto marzyć, bo marzenia nadają życiu sens, dają siłę do walki z przeciwnościami losu, z chorobą i… się spełniają. A wtedy już wiadomo, że nie ma rzeczy niemożliwych. W tym roku obdarowałam Darię, pacjentkę szpitala dziecięcego w Olsztynie. Dziewczynka dostała wymarzonego iPhone’a i głośnik JBL. To dla mnie ogromna radość. Uśmiech i radość w oczach dziecka jest bezcenna! „Gdy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”. Zresztą sama wiem, jak ważne jest wsparcie i pomoc drugiego człowieka w chorobie. Każdego dnia dostawałam je od moich wyborców – moja energia i siła pochodzą od ludzi! Nie mam żadnego zaplecza politycznego, ale nie jestem sama, czuję wsparcie ludzi, którzy są od lat przy mnie. To daje motywację i energię do tego, by wciąż pomagać tym, którzy powierzają mi swoje problemy, tragedie... Niejednokrotnie czuję, że ich los jest w moich rękach i nie chcę ich zawieść. Te sprawy to także krzyk o lepsze prawo i jego skuteczną egzekucję…



— Wybory parlamentarne coraz bliżej. Jakie ma pani związane z tym plany?
— Mam nadzieję, że do tego czasu, dzięki codziennej intensywnej rehabilitacji, będę już w pełni sił. Oczywiście chciałabym dokończyć to, co zaczęłam w obecnej kadencji. W toku jest wiele spraw legislacyjnych, m.in. ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, dzięki której poszkodowani w wypadkach komunikacyjnych będą mogli nadal pobierać rentę, mimo wyczerpania się sumy gwarancyjnej. Trzeba sfinalizować kwestię przepisów antylichwiarskich, żeby ukrócić haniebne praktyki firm żerujących na ludzkich dramatach. Najnowszy przykład z mojego biura: kilka lat temu człowiek wziął „chwilówkę” – 500 zł, spłacił 600 zł. Pożyczkodawca chciał dużo więcej. Dzisiaj spłacone jest… 46 tys. zł, a do spłaty wciąż pozostało ponad... 170 tys. zł! To są długi na całe życie, praktycznie niemożliwe do spłacenia! Kolejny przykład: pewne małżeństwo pożyczyło 20 tys. zł, notariusz w akcie wpisał 100 tys. zł i... przewłaszczenie nieruchomości jako zabezpieczenie. Ludzie zupełnie nieświadomie pozbyli się gospodarstwa, domu – dorobku życia... Co prawda po mojej interwencji notariusz ma postawione zarzuty, ale do tego i wielu innych dramatów w ogóle by nie doszło, gdyby zaproponowane przeze mnie zmiany były już obowiązującym prawem. Przygotowałam nowelizację Prawa o notariacie, która m.in. wprowadza nagrywanie czynności notarialnych. Inna kwestia to skrajnie niekorzystne umowy, także z bankami. Człowiek pożycza 90 tys. zł, z czego ponad 30 tys. zł to... „koszt ubezpieczenia kredytu”. Tym samym z pożyczki 90 tys. zł pożyczkobiorca na rękę dostaje 60 tys. zł.

— Miliony spółdzielców w Polsce liczą także na ostateczne rozwiązanie swoich problemów.
— Moja walka o spółdzielców trwa już od lat i wbrew niezliczonym przeszkodom, układom i interesom spółdzielczego lobby udało mi się wiele na tym polu osiągnąć. W 2007r. przeforsowałam przepisy dotyczące „uwłaszczenia spółdzielców”. Dzięki temu miliony ludzi mogły stać się właścicielami swoich mieszkań. Niestety, rok później Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że mieszkańcy spółdzielczych osiedli nie muszą być właścicielami mieszkań, nawet jeśli za swoje mieszkanie zapłacili… Po zaciekłej walce udało mi się obronić przepisy o tzw. uwłaszczeniu, obalając niekorzystny projekt rządowy, który był pokłosiem wskazanego wyżej orzeczenia Trybunału… Walka o prawa spółdzielców trwała nadal. Z wielkim trudem udało się utworzyć komisję nadzwyczajną ds. spółdzielczych.
Liczyłam na to, że wspólnymi siłami wypracujemy jak najlepszy projekt. Niestety okazało się, że komisja tylko pozorowała pracę nad rozwiązaniami korzystnymi dla spółdzielców, a tak naprawdę chciała przeforsować zmiany umacniające pozycję prezesów spółdzielni! Byłam wiceprzewodniczącą tej komisji… i wbrew wszystkim chciałam uchwalić przepisy wprowadzające demokrację w spółdzielniach.
Byłam niewygodna, więc najpierw próbowano mnie przekupić, później straszyć, ale nie dałam się…
Przeczuwając, że w komisji nic nie wskóram, równolegle, poszłam z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, Wiedziałam, że kluczowe przepisy ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych nie są zgodne z konstytucją. Ale prezesi też nie próżnowali. Zebrałam pod wnioskiem do TK potrzebną liczbę podpisów. Wniosek może być rozpoznany w Trybunale dopiero wówczas, gdy podpisze go ponad 50 posłów. Jeśli nie – wniosek upada. Nie sposób w kilku słowach opowiedzieć, jak posłowie (na marginesie, dzisiaj są to znane twarze krzyczące o demokracji, wolności) aktywnie paraliżowali legislację – nie tylko tych ustaw. Mimo tych problemów wniosek ostatecznie dotarł do TK. Tu też widziałam rzeczy, które nigdy nie powinny się zdarzyć… i niestety można wyrazić opinię, że Trybunał był organem politycznym… Tym razem jednak – ze względu na rażącą niekonstytucyjność przepisów ustaw spółdzielczych – Trybunał musiał podzielić moje zarzuty. I tu ponownie trzeba było stoczyć walkę w parlamencie. Dopiero w tej kadencji, 2 lata później, w 2017 r. – udało się w Senacie wprowadzić poprawki do ustawy rządowej i przeforsować nowe, korzystne dla ludzi przepisy. Najważniejsze: prawo do majątku spółdzielni i środków z funduszu remontowego, prawo do decydowania o remontach, „uwłaszczenie” byłych mieszkań zakładowych przejętych przez spółdzielnie, członkostwo związane z prawem do lokalu bez konieczności wpłacania wpisowego i udziałów... Do zmiany są jeszcze bardzo ważne przepisy dotyczące praw właściciela w spółdzielni, w tym prawa do informacji i dokumentów, trzeba też uporządkować kwestię spółdzielczych gruntów… W tych sprawach mam już gotowe projekty.

— Jest pani jedynym parlamentarzystą, który nie tylko głośno mówi o potrzebie zmian w spółdzielniach, ale osiąga w tej dziedzinie wymierne efekty. Chce pani zmian i krok po kroku zmienia niekorzystne prawo. Prawo dotyczące milionów ludzi w Polsce… Mierzy się pani z grupami o ogromnych wpływach. Jaka jest na to reakcja z ich strony?
— Lobby prezesów spółdzielni nigdy nie śpi. Dysponują oni potężnymi narzędziami wpływu, mogą szafować mieszkaniami, zleceniami, prawnikami, etatami, a to wszystko za pieniądze spółdzielców… Zjednują sobie lokalne elity, tworzą lokalne układy… Jednocześnie niektórzy traktują spółdzielnie jak prywatne folwarki, swoją własność, zapominając o tym, że są zatrudnieni przez spółdzielców. Na przykład prezes jednej z spółdzielni nabył lokal użytkowy najpierw wybudowany za pieniądze spółdzielni, oczywiście po cenie dużo niższej niż rynkowa, płacił na raty. Następnie z parkingu spółdzielców zrobił sobie prywatny parking...

— Po drugiej stronie barykady są bezsilni spółdzielcy...
— Tak. Na przykład pani Basia wyrzucona przed laty z własnego mieszkania, w zaawansowanej ciąży, z małymi dziećmi na bruk! Kiedy jej mąż stracił pracę, stanęli przed wyborem: zapłacić za opłaty w spółdzielni czy kupić jedzenie dla dzieci…. Wtedy powstał dług za opłaty… Zrozpaczona kobieta błagała prezesa, aby nie wyrzucał jej rodziny z mieszkania, mieszkania, za które z mężem zapłaciła! Cały dług został uregulowany! Co z tego… Rodzina została na bruku… Nie zwrócono jej pieniędzy za mieszkanie, tylko podstawiono do podpisania kwit, że kwotę groszowego „wkładu” odebrała… Dowiedziałam się o tym, o tragedii tej rodziny i o setkach podobnych historii. Walczyłam, jeszcze wówczas wierząc w sprawiedliwość. „Biłam się” o nich w prokuraturze, potem w sądzie. Jaki był wyrok w tej sprawie? Jaką kwotę kazał oddać sąd za mieszkanie? Sąd prezesa spółdzielni… uniewinnił, skazano tylko księgową, która miała zapłacić kobiecie jedynie… 20 tys. zł i to w ciągu… roku! Jest mi wstyd, bo przecież to jest… wymiar sprawiedliwości?! Oczywiście walczę dalej o odszkodowanie…
Prezesi wielu spółdzielni bezpodstawnie odmawiają też przekształcenia mieszkania w odrębną własność, żądając po raz drugi zapłaty, albo celowo utrudniają wgląd do dokumentów, zawyżają opłaty, koszty remontów, traktując spółdzielców jak niewolników, a nie właścicieli, którymi są… Nie mogę być na to obojętna…

— Pani działania, wbrew grupom interesów, powodują, że stale jest pani na celowniku, naraża się pani na niebezpieczeństwo. Prezesi robią wszystko, żeby zachować dotychczasowy status quo, pozostać przy władzy, która oznacza duże pieniądze. Jak udało się Pani zrobić tak dużo w obliczu takiego oporu?
— Praca komisji nadzwyczajnej pokazała dobitnie, że większość posłów, niezależnie od partii, była po stronie prezesów. Jak już mówiłam – w tej sytuacji wiedziałam, że jedyną drogą jest wniosek do Trybunału. Poprosiłam posłów o podpisy pod wnioskiem, zebrałam nawet więcej podpisów niż trzeba. Ale wpływano na parlamentarzystów, aby wycofali swoje podpisy... Niektórzy ulegli… Mimo to, udało się! Sama, z pomocą pracowników, przygotowałam wniosek, sama występowałam w Trybunale. Posłowie deklarowali poparcie, ale nie podejmowali żadnych działań. Mimo wszystko, mimo opinii, która była przeciwko spółdzielcom, udało nam się wygrać. Była to strasznie ciężka bitwa, ale Trybunał musiał przyznać nam rację i położyć kres niewolnictwu w spółdzielniach… Tak dużo udało się zrobić… ale trzeba to dokończyć. Projekty są gotowe.

— Naraziła się pani także komornikom. Wprowadziła pani zmiany, których skutki finansowe dotkliwie odczuli. Dzięki pani działaniu od początku roku mamy nowe prawo komornicze. Doprowadziła pani też do skazania pierwszego w Polsce komornika na karę pozbawienia wolności…
— Niestety, nieraz dostawałam niepokojące sms-y, listy, telefony, „przyjacielskie” porady. Także na forum internetowym komorników pojawił się wpis nawołujący do podjęcia działań przeciwko mojej osobie: „(…) KRK (…) podejmie się rozpracowania (…) posłanki staron (pisownia oryginalna). Oczywiście pod kątem procesowym ustalić kontakty, kogo faktycznie reprezentuje, kto inspiruje ją do działania przeciwko samorządowi, tak jak to porządnie w latach 80. robiono (wszyscy wiemy, o co chodzi). (…) Naprawdę są rzeczy, o których posłom się nie śniło”.
Sprawa trafiła do prokuratury. Chciałam i chcę walczyć o normalność… Każdego dnia dotykałam bezkresu krzywd ludzi, którym za bezcen zabierano mieszkania, domy, ruchomości, pieniądze… tym samym odbierając godność, człowieczeństwo. Oczywiście, że trzeba spłacać swoje długi, to nie podlega dyskusji, ale wiele razy widziałam, jak za niewielki dług zabierano dłużnikowi wszystko, dorobek całego życia… Odbierali majątki także… Bogu ducha winnym ludziom, nie dłużnikom... Zmiany w ustawie o komornikach można było wprowadzić dużo wcześniej, dałam gotowe projekty ustaw, ale zostały zamrożone w komisjach. W tej kadencji na szczęście i tak wiele udało się na tym polu zmienić: obniżyć opłaty, wzmocnić nadzór nad komornikami, wprowadzić nagrywanie czynności egzekucyjnych. To efekt wieloletniej, niejednokrotnie bardzo trudnej walki. Najważniejsze, że skutecznej. Nie można nie wspomnieć o poparciu tych wszystkich rozwiązań przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Przepisy, od 1 stycznia br., są obowiązującym prawem. (Niestety, choroba uniemożliwiła mi wniesienie pewnych poprawek,
które już opracowałam).

— Czym pani się zajmuje oprócz spółdzielni, komorników i lichwy?
— Jest dużo obszarów, które należy zmienić, bo prawo musi być dla wszystkich równe… Nie może być ono przywilejem wybranych, małych grup interesu. Mam głowę pełną nowych pomysłów, propozycji ustaw, nowelizacji... To życie, każdego dnia, weryfikuje prawo. Ono ma służyć ludziom… Interwencje w moim biurze są często drogowskazem na drodze do nowego, lepszego i korzystnego dla ludzi prawa… Dlatego na przykład przygotowuję przepisy dotyczące biegłych sądowych, do czego zmobilizowało mnie wiele życiowych historii, w tym ta pana Jerzego, który z powodu fałszywej opinii biegłej stracił dorobek życia! Biegła nie miała zastrzeżeń do stanu technicznego budynku użytkowego pana Jerzego, po czym okazało się, że groził on katastrofą budowlaną! Mam też wątpliwości co do rzetelności niektórych opinii biegłych dotyczących błędów medycznych. Konieczne są również nowe regulacje pracy syndyków. Bardzo często nadzór sądu nad ich działaniami jest tylko teoretyczny… Upadłość ciągnie się latami, majątek upadłego zostaje sprzedany za grosze, a w tym czasie syndyk skupia się przede wszystkim na… swoim wynagrodzeniu… Ponadto, wraz z ekspertami, postuluję wprowadzenie przepisów, które zapewnią skuteczną walkę z dopalaczami. W tej materii m.in. powinna obowiązywać zasada, że na rynek mogą trafić tylko substancje dopuszczone do obrotu, a nie tak jak jest obecnie – wciąż rozszerza się listę substancji zakazanych. Co więcej, to przedsiębiorca, na swój, a nie społeczeństwa koszt, powinien mieć obowiązek poddawania substancji badaniom przed wprowadzeniem produktów do sprzedaży... Trzeba także odmienić los lokatorów byłych mieszkań zakładowych. Całe nieruchomości były za darmo przekazywane w prywatne ręce razem z mieszkańcami (wieloletnimi pracownikami, którzy te mieszkania budowali).
Najwyższy czas rozprawić się także z absurdalnymi zasadami tworzenia gminnych ewidencji zabytków. Wpisuje się tam nieruchomości na podstawie dokumentacji, np. daty powstania budynków, nie weryfikując ich rzeczywistego stanu. W dodatku, bez powiadomienia właścicieli, którzy najczęściej dowiadują się o tym fakcie, chcąc przeprowadzić konieczny remont. I nagle okazuje się, że to niemożliwe! Tym samym domek przysłowiowego pana Kowalskiego, nieważne, czy jest niszczejącą ruiną czy wyremontowanym w latach 90. domem, zostaje zabytkiem – zza biurka, z perspektywy urzędnika!
Jest więc jeszcze dużo do zrobienia!

— Jak pani ocenia obecną politykę władz wobec wymiaru sprawiedliwości?
— Od lat zwracają się do mnie ludzie pokrzywdzeni niesprawiedliwymi wyrokami sądów. Sędziowie powinni kierować się przede wszystkim etyką zawodową, szacunkiem do drugiego człowieka, szukać sprawiedliwości. Nie może być tak, że priorytetem jest wydanie jak największej liczby wyroków w jak najkrótszym czasie. Najważniejsze, by były one zgodne z prawem i po prostu sprawiedliwe. Osoba orzekająca cały czas powinna mieć na uwadze to, że decyduje o ludzkich losach, w każdej sprawie zobaczyć człowieka. Sędzia, który dopuszcza się nieprawidłowości, nie może być bezkarny, musi być rozliczany ze swoich działań. Oczywiście jest niezawisły, jeśli chodzi o orzekanie, natomiast nie może być wyjęty spod prawa. Jeśli wyrok jest rażąco niesprawiedliwy, to nie możemy zamknąć na to oczu. I znowu przykłady dwóch wyjątkowo skandalicznych spraw. Co prawda ostatecznie zakończyły się one pozytywnie, ale dopiero po mojej interwencji. W pierwszej sąd po trzech latach nakazał oddać ponad 230 tys. zł uzyskane z licytacji, które wcześniej nie wiadomo dlaczego zatrzymał – tym samym zostawiając dłużnika bez majątku, za to cały czas z długiem! Inny sąd oddał przedsiębiorcy nieruchomość, którą ten kupił na licytacji 10 lat wcześniej! Przez te wszystkie lata przedsiębiorca nie dostał ani nieruchomości, ani zwrotu pieniędzy. Cieszę się, że weszły w życie przepisy o izbie dyscyplinarnej, a przede wszystkim o skardze nadzwyczajnej, o które od lat zabiegałam, jak się okazało, skutecznie. Wiedziałam, że w tej kwestii nie mogę się poddać, bowiem w niektórych sprawach to już jedyna droga...

W Nowym Roku życzę czytelnikom „Gazety Olsztyńskiej” przede wszystkim zdrowia, pogody ducha, optymizmu, wewnętrznej harmonii, wytrwałości w realizowaniu planów, satysfakcji z wykonywanej pracy i życia osobistego. By omijały Państwa złe wydarzenia, a los przynosił tylko pozytywne zaskoczenia. Życzę Nowego Roku 2019 spełniającego marzenia, pełnego miłości, wiary, szczęścia i nieustających Łask Bożych…


Fot. arch.\\\ Pan Andrzej z synem dziękują za skuteczną interwencję. Odzyskali nieruchomość po dziesięciu latach od jej nabycia na sądowej licytacji
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także