Wtorek, 11 grudnia 2018. Imieniny Biny, Damazego, Waldemara

Zakaz ułatwi zakupy w sieci?

2018-12-04 17:37:52 (ost. akt: 2018-12-04 17:40:19)
Nowe przepisy nie obejmują e-booków, muzyki, gier i oprogramowania

Nowe przepisy nie obejmują e-booków, muzyki, gier i oprogramowania

Autor zdjęcia: Pixabay

W Unii Europejskiej weszły w życie nowe regulacje dotyczące zakazu geoblokowania w handlu internetowym. Sprzedawcy nie będą więc mogli odmówić sprzedaży swoich produktów klientom z innych krajów. Tyle w teorii. A w praktyce?

Geoblokowanie jest dyskryminujące. To ograniczanie dostępu konsumentów do towarów i usług ze względu na to, w jakim kraju się znajdują. Zakaz geoblokowania wynika z rozporządzenia Parlamentu i Rady Unii Europejskiej. Obejmuje ono transakcje zawierane przez przedsiębiorców z konsumentami, ale też z innymi przedsiębiorcami zamieszkałymi lub prowadzącymi działalność gospodarczą na terenie Unii Europejskiej.

Przez geoblokowanie możemy mieć problem, gdy chcemy coś kupić u zagranicznego dostawcy. Zdarza się, że transakcja jest po prostu niemożliwa albo klient jest automatycznie przekierowywany na lokalne strony producenta. A tam towary nierzadko sprzedawane są po wyższych cenach albo ich wybór jest znacznie ograniczony.

W mediach przytacza się przykład paryskiego Disneylandu, który żądał od mieszkańców niektórych krajów unijnych wyższych cen za bilety wstępu. W ten sposób Niemcy czy Włosi płacili za rezerwację online nawet 15 proc. więcej niż Francuzi czy Belgowie. Po interwencji Komisji Europejskiej z kwietnia 2016 roku Disneyland zrezygnował z takiego podejścia.

Geoblokowanie kłóci się także z ideą wspólnego rynku cyfrowego, który powinien być w równym stopniu dostępny dla wszystkich mieszkańców UE. Zniesienie ograniczeń w sprzedaży online Komisja Europejska proponowała jeszcze w maju 2016. A jeszcze w 2015 roku 63 proc. stron internetowych (np. sklepów internetowych) nie dawało możliwości zakupu towaru lub usługi, jeśli kupujący był obywatelem innego kraju UE.

Co się zatem zmieni? Zgodnie z nowymi przepisami sprzedawcy nie będą mogli odmówić sprzedaży towaru klientom z zagranicy. Przedsiębiorca nie będzie mógł także zawyżać cen towarów w zależności od tego, na jaki rynek je sprzedaje. Klient z zagranicy będzie płacić tyle samo, co klient w danym kraju. Zabronione zostanie także automatyczne przekierowywanie klientów na inne strony sklepu, chyba że konsument wyrazi zgodę na skorzystanie z innego serwisu. Sklepy nie będą także mogły dyskryminować kart płatniczych wydanych w innym kraju UE.

I tu w zasadzie kończy się teoria, a zaczyna praktyka.

Komisja Europejska wezwała bowiem wszystkie państwa członkowskie do wdrożenia przepisów i dołożenia starań, aby rozporządzenie było skuteczne egzekwowane. Państwa członkowskie będą oczywiście odpowiedzialne za egzekwowanie przepisów. Mają powstać odpowiednie organy, których zadaniem będzie praktyczna pomoc konsumentom. Państwa mają też określić sankcje w przypadku naruszeń rozporządzenia. KE przeprowadzi pierwszy przegląd rozporządzenia do marca 2020. Geoblokowanie nie zniknie zatem z dnia na dzień.

Poza tym, przepisy nie obejmują produktów i usług audiowizualnych świadczonych drogą elektroniczną, takich jak e-booki, muzyka, gry i oprogramowanie. Czyli geoblokowanie wciąż będą mogły stosować serwisy streamingowe, np. Netflix, gdzie część treści jest dostępna tylko w wybranych krajach.

Dlaczego w praktyce wszystko będzie wyglądać inaczej?

Jeśli chodzi o różnice w cenach, to nie znikną one choćby dlatego, że w krajach unijnych obowiązują różne stawki podatku VAT na te same produkty. Sklepy nie będą też musiały oferować wysyłki do każdego kraju unijnego. Jeżeli więc kupimy produkt w sklepie, to transport (w innej firmie) trzeba organizować na własną rękę.

Przedsiębiorcy w dalszym ciągu będą mieli dowolność w ustalaniu cen. Na szczęście zmiana polega na tym, że konsumenci będą mieli dostęp do cen oferowanych na stronach w innych krajach UE.

Co grozi za złamanie przepisów? Jeżeli geoblokowanie okaże się nieuzasadnione, może zostać uznane za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, a wówczas UOKiK może nałożyć karę w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu.

— Kupuję przez internet. I to coraz więcej rzeczy — mówi dr Waldemar Kozłowski, ekonomista z UWM. — To całe geoblokowanie jest znane od dawna. Gospodarka przenosi się już od jakiegoś czasu na e-gospodarkę. Coraz więcej kupujemy, jest coraz więcej regulacji dotyczących internetu, telefonii czy RODO. Mam mieszane uczucia co do ingerencji państwa w gospodarkę — stwierdza.

I dodaje: — Czy rynek jest w stanie temu przeciwdziałać? E-biznes znajdzie na to jakiś sposób. To samo było z niedzielami handlowymi czy RODO. I tak do mnie dzwonią, mimo że nie wiem, skąd mają moje dane. Może część tego zjawiska zostanie ukrócona, ale na pewno nie całość. Znowu powstaną rzesze urzędników, którzy będą musieli śledzić ruch w sieci i nie wiem, czy po prostu nie wyrzucimy pieniędzy w błoto.

Paweł Jaszczanin
Od autora:
O ile sam pomysł uznaję za całkiem trafiony, to nie bardzo widzę jego zastosowanie w praktyce. Póki co konsumenci pewnie nie odczują różnicy. Samą ideę wypadałoby chyba uznać za słuszną ze względu na dobro klienta, ale KE dopiero za dwa lata będzie badać, jak wdrażane są przepisy, a na dodatek dopiero wtedy oceni, czy muzyka, e-booki, oprogramowanie i gry internetowe też powinny pod to podlegać. Dlaczego akurat multimedia zostały z tego pomysłu wyrzucone?


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mój grosik #2637175 | 5.173.*.* 4 gru 2018 20:02

    Kiedy skończy się ta głupia w marketach cena towaru ..,99gr

    ! - + odpowiedz na ten komentarz