środa, 12 grudnia 2018. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Bibliotekarka z przypadku

2018-10-22 13:00:00 (ost. akt: 2018-10-25 11:56:38)
Elżbieta Muż, filia nr 9 MBP

Elżbieta Muż, filia nr 9 MBP

Autor zdjęcia: arch. MBP

Niektórzy twierdzą, że to dzięki niej maluchy złapały bakcyla do czytania. Ona sama nigdy nie zakładała, że zostanie bibliotekarką. Rozmawiamy z Elżbietą Muż, kierowniczką osiedlowej filii nr 9 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie.

— Co jest największym koszmarem każdego bibliotekarza?
— W moim przypadku sytuacja, kiedy mija więcej niż 10 minut, a w bibliotece nie pojawi się żaden czytelnik. Poniedziałki w bibliotece są trudnym dniem, bo tego dnia nasi czytelnicy odbierają zarezerwowane pozycje, więc jest ich dużo. Wychodzimy zmęczone, ale mamy satysfakcję, że nie było wspomnianych 10 minut bez czytelnika. Choć senny koszmar trochę się sprawdza, bo maleje liczba dzieci, które przychodzą do biblioteki.

— Powodem są telefony komórkowe, które stały się konkurencją dla książek?
— Myślę, że tak. Poprawiła się też sytuacja bibliotek szkolnych. Otrzymały one dofinansowanie i dzieci nie przychodzą już po lektury do osiedlowych placówek. Z drugiej strony, kto wie, może w niektórych rodzinach sytuacja ekonomiczna poprawiła się i dzięki temu rodzice kupują najmłodszym książki?

— Z bibliotekarskiej pasji nigdy się nie wyrasta?
— Nie, choć zawsze też mówię, że jestem bibliotekarzem z przypadku. Naprawdę! Bardzo chciałam pracować w domu dziecka. W czasie nauki w szkole średniej mieszkałam w internacie z dziewczyną, która wychowała się w domu dziecka. Miała olbrzymi szacunek do swoich wychowawców. Pomyślałam, że też tak bym chciała.
Kiedy jednak zdawałam egzaminy na studia, okazało się, że na mój kierunek jest przerażająca liczba chętnych. Pomyślałam więc, że pójdę na bibliotekoznawstwo i informację naukową. Okazało się jednak, że ten kierunek mnie zainteresował. Po pół roku polubiłam się z moimi dziewczynami ze studiów. Może parę rzeczy w życiu mi nie wyszło, ale to, że jestem tutaj i wykonuję ten zawód, jest moim sukcesem.

— Wcześniej była pani też nauczycielką.
— Tak, uczyłam w wiejskiej szkole i pracowałam w szkolnej bibliotece. Później nadszedł czas zmian w szkołach, zmuszona byłam skupić się tylko na pracy bibliotekarza. Praca w bibliotece przynosi mi tyle satysfakcji, co praca nauczyciela.
Lubię, gdy dzieci przychodzą do biblioteki i mówią, że w szkole przeczytano fragment książki, a one chciałyby przeczytać całość. To miód na serce bibliotekarza.

— Biblioteka to nie tylko wypożyczenia książek. To także różne zajęcia.
— Oczywiście. Zajęcia odbywają się u nas niemal każdego dnia. Niestety wciąż zbyt wielu rodziców nie dostrzega potrzeby obcowania dziecka z książką. Wierzę, że po prostu nie mają czasu, by to zrobić.
Są jednak rodzice, którzy co miesiąc przychodzą do biblioteki w sobotę i razem z dziećmi wybierają książkę. Rzeczowo rozmawiają o tych, które mają wypożyczyć. Tacy rodzice wiedzą, że konkretna książka musi być dopasowana do wieku i zainteresowań malucha. Przed laty, czyli 17 lat temu, kiedy rozpoczynałam pracę w tej filii, dzieci było najwięcej. Teraz to się zmieniło. Jest ich coraz mniej.
— Znajduje pani również czas wolny, który poświęca na spotkania z pisarzami.
— Tak, kiedyś nawet myślałam, żeby zrobić wystawę z autografami pisarzy. Chodzę na te spotkania, bo nie wszystko przecież mogę przeczytać. Zawsze powtarzam moim czytelnikom, że piekarz nie je wszystkich bułek, które upiekł. Podobnie jest z bibliotekarzami. Czytamy dużo, ale nie jesteśmy w stanie przeczytać wszystkiego.

— A jaką osobą trzeba być, żeby zostać bibliotekarzem?
— Na pewno cierpliwą, miłą i potrafiącą rozmawiać z ludźmi. Nie zdarzyło mi się, by ktoś miał do mnie pretensje. Ostatnio przyszedł chłopiec, który chciał przeczytać „Chłopców z Placu Broni”. Sprawdziłam, że w żadnej filii nie ma już wolnego egzemplarza. Wzruszył mnie tak bardzo, że postanowiłam zamówić książkę, by była w naszych zbiorach.

— Pani ma talent do zdobywania książek.
— Mamy swój fundusz, ale dostajemy też piękne dary od czytelników — nowe książki. To okazuje się niezwykle pomocne, bo czasem do lektury jednej książki ustawia się kolejka ponad 20 czytelników. Czyli jedna z osób czekałaby na swoją kolej na przykład dwa lata. Tak było w przypadku powieści Joanny Jax.
Kiedyś mówiono o nas, że w naszej filii jest pięć książek na krzyż. Tak było. Zaczęłam więc robić wszystko, by to się zmieniło. Teraz się nie mieścimy. Kilkaset książek wysłałam do biblioteki szkolnej pod Ełkiem. Rośnie tam czytelnictwo, co mnie cieszy. Przecież nie wyjdziemy na ulicę i nie będziemy nawoływać, by do nas przyszli. Możemy przyciągnąć i zatrzymać czytelnika tylko dobrą książką.

kajot

Elżbieta Muż, filia nr 9 MBP


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB