Wtorek, 16 października 2018. Imieniny Ambrożego, Florentyny, Gawła

Jestem zakochana w Łynie

2018-10-08 12:04:00 (ost. akt: 2018-10-08 12:17:44) Artykuł sponsorowany

Wioletta Śląska-Zyśk, wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego, mówi o sobie, że jest lokalną patriotką. Chce wykorzystać gospodarczy i turystyczny potencjał regionu poprzez przygotowanie sieci wodnych szlaków. Sama bardzo lubi pływać kajakiem, a oprócz tego jest pasjonatką tańca i gotowania. 


― Jak czuje się pani w tak męskim świecie jak świat polityki? Nie czuje się pani dyskryminowana?

— Jestem menedżerem, ekonomistą i coachem, a od ponad 20 lat samorządowcem, który jest blisko ludzi i ich potrzeb. Mieszkańcy regionu od lat obdarzają mnie zaufaniem. To oznacza, że rzetelnie wykonuję swoją misję, bo tak traktuję działalność publiczną. W merytorycznej pracy i profesjonalnym podejściu do obowiązków nie spotykam się z przejawami dyskryminacji. Co więcej, mam wrażenie, że kobiety — może dzięki miękkim cechom charakteru — czasem są bardziej skuteczne w polityce niż bardziej skłonni do impulsywnych postaw mężczyźni (śmiech).



― Kobiety zajmujące się biznesem mówiły mi, że mężczyźni najważniejsze sprawy załatwiają po oficjalnych rozmowach, przy winie. Stąd moje pytanie. 

— To raczej rozpalający emocje stereotyp znany z mediów. W mojej pracy takie mechanizmy nie występują. Ważne sprawy załatwiam zawsze tam, gdzie jestem. Obojętnie czy jest to urząd, instytucja, spotkanie u przedsiębiorcy, czy z mieszkańcami w wiejskiej świetlicy. Lubię pracować „w terenie”, bo tam dowiaduję się najwięcej o prawdziwych, a nie wyimaginowanych potrzebach mieszkańców.



― I czego im potrzeba? Bo choć Polska nie jest w ruinie, nie wszędzie zrobiono już wszystko. 

― Nasze województwo jest bardzo zróżnicowane, dlatego trudno odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem. Oczekiwania mieszkańców są inne w Olsztynie, inne w gminie Purda czy Kolno, a jeszcze inne w Dobrym Mieście. Te potrzeby czasem bardzo się różnią, choć dostrzegam pewien pakiet wspólnych potrzeb. Są to przyjazna komunikacja (ta infrastrukturalna i międzyludzka), chęć zdrowego życia, poczucie bezpieczeństwa i dumy z miejsca, w którym się mieszka.



― Czy największym problemem takich małych miejscowości nie jest wykluczenie komunikacyjne? 

― Otóż nie wszędzie, choć remonty lub budowa nowych dróg są potrzebą najczęściej artykułowaną przez mieszkańców. Wbrew pozorom, ludzie bardzo potrzebują miękkich atrybutów rzeczywistości, np. dostępu do kultury, poczucia realnego współudziału w decyzjach zmieniających ich bezpośrednie otoczenie, organizowania się i integrowania na poziomie sołectwa, gminy, ale i grup zawodowych czy hobbystycznych. 



― Na swoim blogu nazywa pani siebie lokalną patriotką. Ale z tego, co pani mówi wynika, że mieszkańcy regionu też są takimi patriotami.

― W Europie panuje moda na regionalny patriotyzm. To zjawisko staje się powszechne również i u nas — to przejaw rosnącej dojrzałości społecznej. Ludziom chce się zrobić coś nie tylko w granicach własnej zagrody. Powstają cenne, oddolne inicjatywy, za którymi stoją mieszkańcy w formalnych bądź nieformalnych grupach. Rośnie rola budżetów obywatelskich na poziomie miast, ale i sołectw. Jestem też wielką orędowniczką patriotyzmu lokalnego polegającego na wspieraniu lokalnego biznesu, czyli kupowaniu regionalnych produktów. Mamy świetne musztardy z Olsztynka, nabiał z Olecka, cukierki z Dobrego Miasta, majonez z Kętrzyna czy maślankę z Mrągowa. Sery kozie, miody, chleby, ryby, meble... Moim celem jest, by jak najwięcej tych produktów trafiało do naszych sklepów i domów. Moim marzeniem są bazarki z produktami z Warmii i Mazur. Kupując regionalne produkty, wspieramy regionalną gospodarkę, czym pośrednio poprawiamy poziom naszego życia. Państwa zachodnie osiągnęły mistrzostwo w promowaniu filozofii "buy local". My jesteśmy na początku tej drogi.



Mam wrażenie, że kobiety, może dzięki miękkim cechom charakteru, czasem są bardziej skuteczne w polityce niż bardziej skłonni do impulsywnych postaw mężczyźni


― Chciałam zapytać panią o Łynę. Wiem, że jest pani jej entuzjastką.

― To niesamowita i jakże dziewicza rzeka! Jestem zakochana w Łynie. Wszystkich moich gości spoza regionu zapraszam na obowiązkowy spływ Łyną i wyprawy rowerowe w jej okolicach. Cudownie jest zwłaszcza u schyłku lata, kiedy kwitną nenufary. Dlatego jednym z moich planów jest to, by symbolem Olsztyna stał się kajak miejski: jako ciekawostka komunikacyjna, produkt turystyczny i bodziec rozwojowy dla małego biznesu. Natura obdarzyła nas potencjałem, którego grzech nie wykorzystać. Zwłaszcza, że mamy w regionie setki kilometrów szlaków kajakowych. A przed nami kolejna unijna perspektywa finansowa, czyli źródło sfinansowania takiego projektu. Chodzi mi o stworzenie sieci wodnych szlaków, jakiej nie ma chyba na świecie. Olsztyn w Polsce nie kojarzy się z rzeką, ani — o paradoksie — nawet z jeziorami.


― Nie?! 

― Otóż nie. Choć nam, mieszkańcom wydaje się, że to oczywistość. Dopiero, gdy ktoś przyjeżdża, ze zdziwieniem dostrzega, że mamy kilkanaście jezior. I wtedy jest ten efekt: „WOW!”. Budujmy więc markę miasta i powiatu w oparciu o potencjał naturalny, ale zagospodarowany i przyjazny w praktycznym użytkowaniu. Musimy skutecznie konkurować na rynku miast i regionów, a do tego potrzeba przewag konkurencyjnych. Taką przewagą jest układ wodny, który aż prosi się o kompleksowe zagospodarowanie, aby korzystali z niego mieszkańcy i turyści. Olsztyn Wenecją wschodu? A dlaczego nie. Nie boję się odważnych i wizjonerskich projektów. Tym bardziej, że mam duże doświadczenie w inwestycjach wodnych na Mazurach. Nasza przyroda z atmosferą miasteczek w sieci Cittaslow wespół z trasami kajakowymi i atrakcjami historycznymi plus wyborna kuchnia skazuje ten region na sukces, tylko trzeba do tego umiejętnie doprowadzić.



― Pochodzi pani z Pisza. Dawno mieszka pani w Olsztynie? 

― Od czterech lat. Tutaj kupiłam dom, tu znalazłam swoje miejsce na ziemi i… „Olsztyn kocham!”. Mieszka mi się tu cudownie, to moja przystań na całe życie.



― Ale Pisz też ma swoje piękne jezioro Roś, które łączy się ze Śniardwami. 

― Tak i ja to w pełni wykorzystałam. Jako zastępca burmistrza wraz z zespołem opracowałam „Strategię dla Wielkich Jezior Mazurskich”. To wielki sukces, bo dziś gminy z tego obszaru korzystają z kilkusetmilionowego wsparcia unijnego. Zagospodarowywane 
są nadbrzeża jezior i rzek, powstał most w Mikołajkach, będzie nowa śluza Guzianka II. Ogromna ilość środków przeznaczona jest też na promocję gospodarczą tego terenu. Chcę moje doświadczenie, kompetencje i umiejętność pozyskiwania środków na śmiałe projekty wykorzystać teraz w Olsztynie i powiecie olsztyńskim. Dość skojarzeń Mazur z dziką polaną i namiotami. Dziś towarem jest spokój i niematerialny komfort w wymiarze naturalnym, ale z zaawansowaną infrastrukturą turystyczną na poziomie europejskim w tle.



― Kajaki, rower, co jeszcze pani lubi? 

― Moją pasją i receptą na wypoczynek jest taniec towarzyski. W wolnych chwilach uwielbiam też gotować. I choć mam słabość do tradycyjnej polskiej kuchni, nie waham się eksperymentować z fuzją europejskich smaków. Może kiedyś zrealizuję swoje marzenie i gdzieś przy stacji kajaka miejskiego założę regionalną restaurację? (śmiech)




Polub nas na Facebooku: