Wtorek, 16 października 2018. Imieniny Ambrożego, Florentyny, Gawła

Bolek Krawczyk: Jestem dzikim mustangiem na prerii

2018-10-06 10:00:00 (ost. akt: 2018-10-03 15:30:57)
Bolek Krawczyk cieszy się świetną kondycją.

Bolek Krawczyk cieszy się świetną kondycją.

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Na Bolka Krawczyka nie ma mocnych. Cały czas jest aktywny i zdobywa medale. Ma ich już, jak sam mówi, pół wiadra. A co najważniejsze, cieszy się wolnością na emeryturze. Ma 66 lat, ale... czuję się jak młody Bóg.

Jeździ na rowerze, pływa w pław i na smoczych łodziach, wiosłuje, żegluje, tańczy… I można tak wymieniać bez końca. Bo Bolek Krawczyk żadnego sportu się nie boi. W każdym sobie radzi i zdobywa medale. Weszło mu to już w krew i nie ma roku, żeby czegoś nie zdobył.

— Nie powiem, ile mam medali. Nie powiem nawet, ile kilogramów. Gdyby wszystkie zebrać, byłoby z tego z pół wiadra — żartuje Bolek Krawczyk, sportowiec. — Są to przeróżne krążki. Z mistrzostw świata, z mistrzostw Polski. Złotych, srebrnych, brązowych mam chyba 27… Są też puchary. Wszystkie można oglądać w Muzeum Sportu w Olsztynie. Mam dwie piękne gabloty. Czasami, gdy mam deprechę, idę tam, siadam i patrzę. Wzmacniam się tym patrzeniem i dalej się realizuję. Mam nawet zdjęcie w telefonie i czasami też czerpię siłę z niego, ale na żywo patrzy się lepiej. Bo wtedy wspomnienia odżywiają. I to jest największy skarb. I wtedy myślę: ile mnie to sportowych przeżyć i nerwów kosztowało. Ale zawsze warto było. Bo, jak to się mówi: pierwszy jest pierwszy, a drugi już jest ostatni.

Największym wyczynem pana Bolka było pobicie rekordu świata dziesięć lat temu w 24-godzinnej jeździe na rowerze. W ciągu doby przejechał 864,270 km ustanawiając tym samym również rekord Guinnessa. Bolek Krawczyk jeździł po pętli o długości 8730 metrów. W ciągu 24 godzin przejechał ją 99 razy. Rekord Guinnessa pobił podczas 93. okrążenia. Dziś też chętnie jeździ na rowerze.
— Gdy tylko jest pogoda, wsiadam na dwa kółka i jadę przed siebie — mówi Bolek Krawczyk. — Gdy trzeba, jadę do Mani i Tosi, do wnuczek z Bartoszyc. To 150 kilometrów, ale kręcę. Ostatnio oglądałem kolarskie mistrzostwa świata, które odbywały się w Austrii. Bardzo je przeżywałem. Wiem, ile trzeba wysiłku, aby dojechać do mety.

Kiedy aura nie sprzyja, pan Bolek robi pauzę w sportach, które trenuje na świeżym powietrzu.
— Właśnie rozpoczynam sezon przygotowań w tenisie stołowym — cieszy się Bolek Krawczyk. — Przygotowuję się też do pływania. Prawdopodobnie w tę sobotę wystartuję w pierwszym meetingu „Warmia i Mazury pływają”. Będę pływał wpław, ale dystans jest krótki, bo zaledwie 50 metrów. To błyskawica. Ale pływam dwa razy dziennie, więc daję radę. Startuję w najstarszej kategorii, więc nie ma na mnie mocnych. Żartuję, że startuję w „umarlakach”, czyli doświadczonych pływakach. Śmieją się ze mnie, ale tak samo reagują, gdy patrzą na moją fryzurę. Mówią, że jestem łysy, a ja im wtedy odpowiadam, że jestem modnie ostrzyżony. Bo jestem!

Bolek Krawczyk kiedyś trenował tańce towarzyskie i też zdobywał medale. Dziś ma więcej energii na parkiecie i tańczy salsę.
— Mam fajną partnerkę. Jest bardzo dobra technicznie i świetnie nam się tańczy. Jest fajnie — opowiada Bolek Krawczyk. — Ale prywatnie też nie żałuję sobie rozrywki. Chodzę na dyskoteki dwa razy, czasem raz w tygodniu. Mam wspaniałą partnerkę życiową, która też świetnie tańczy. I tak nam życie leci.

Można powiedzieć, że życie leci nie tylko od dyskoteki do dyskoteki, ale przede wszystkim od medalu do medalu. W tym roku było ich, jak zwykle, kilka.
— W Toruniu zdobyłem mistrzostwo Polski w tenisie stołowym amatorów w grze pojedynczej. W Iławie natomiast w grze podwójne z Mirkiem Smółką, znanym neurochirurgiem z Olsztyna, zdobyliśmy brąz — wylicza pan Bolek. — W mistrzostwach Polski nauczycieli zdobyłem dwa złote medale w pływaniu na mistrzostwach Polski nauczycieli. Choć jestem emerytem, mogę startować. Mam więc medal na 50 i 100 metrów. W sztafecie z kolegami udało nam się wyrwać brąz.

Od pięciu lat jest na emeryturze i w końcu ma czas tylko dla siebie.
— Nigdzie się nie śpieszę, nikt mnie nie rozlicza, czy przyszedłem do pracy na czas. Śpię też tyle, ile potrzebuję. Nie zrywam się z samego rana, bo muszę gdzieś biec — podkreśla sportowiec. — Proponowano mi pracę, ale odmówiłem. Mam swoje zajęcia sportowe chcę się realizować. Poza tym idę tam gdzie chcę, bawię się, tańczę. Popływam, pogram. Jest super! Jestem dzikim mustangiem na prerii. Ciężko byłoby mnie zamknąć w stajni.

W wakacje startował w zawodach rzadziej, bo to czas odpoczynku.
— Spędzałem czas na jeziorze, pływałem kajakiem i żaglówką. Moja partnerka jeszcze pracuje, więc po piętnastą jechałem samochodem po nią do pracy. Później skoczyliśmy coś zjeść na mieście, a jeszcze później pływaliśmy. I tak do wieczora. Korzystaliśmy z cudnej pogody — zauważa pan Bolek. — Olsztyn jest wspaniałym miastem. Niby mówią, że leży na uboczu, że to chata za wsią. Że do Warszawy daleko. Ale nie zamieniłbym Olsztyna na inne miejsce do życia. Znam tu każdy kąt i skwerek. Wiem, gdzie mam iść i w jakiej sprawie. Nigdy nie wyjadę z Olsztyna. To miasto moich sukcesów.

ADA ROMANOWSKA
a.romanowska@gazetaolsztynska.pl
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. nick #2599966 | 217.99.*.* 12 paź 2018 07:57

    Bolo to pozytywny człowiek, ale chyba jednak pływa wpław.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. jacekk #2599872 | 81.190.*.* 11 paź 2018 23:43

    Ja też go znam, faktycznie, pływa w pław.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. olsztynianka #2597949 | 188.146.*.* 9 paź 2018 14:26

    Znam Pana Bolka osobiście. To wielki wesoły i jurny człowiek. hii brawo

    ! - + odpowiedz na ten komentarz