Sobota, 15 grudnia 2018. Imieniny Celiny, Ireneusza, Niny

W poszukiwaniu Anny Kareniny

2018-09-29 12:00:00 (ost. akt: 2018-10-09 18:56:13)
Bohaterowie "Anny Kareniny" razem

Bohaterowie "Anny Kareniny" razem

Autor zdjęcia: Teatr Jaracza

Rozmawiamy z Radosławem Paczochą, autorem adaptacji "Anny Kareniny", którą wystawił olsztyński Teatr Jaracza.

Powieść Lwa Tołstoja inspiruje ludzi kina i teatru od ponad 100 lat. Już w 1914 roku na ekran przeniósł ją Władimir Gardin. A w kolejnych filmowych adaptacjach w Annę wcielały się m.in. Greta Garbo, Sophie Marceau czy Keira Knightley i oczywiście Tatiana Samojłowa. To ona zagrała Annę w 1967 roku w jeszcze radzieckiej ekranizacji powieści w reżyserii Aleksandra Zacharchiego. W roli Wrońskiego wystąpił wówczas Wasylij Łanowoj. Rok temu Karen Szachnazarow nakręcił swoja wersję dramatu — „Annę Kareninę. Historię Wrońskiego”.

Przypomnijmy, że w olsztyńskiej inscenizacji Annę gra Katarzyna Kropidłowska, Wrońskiego Dawid Dziarkowski. Spektakl wyreżyserował, a właściwie zainscenizował jak to określa, Janusz Kijowski, były wieloletni dyrektor Teatru Jaracza. Jest to jednocześnie jego pożegnanie z olsztyńską sceną. Pożegna się z nią z rozmachem, bo w widowisku usłyszymy 20 songów, aktorzy wystąpią w ponad 70 kostiumach, a akcja spektaklu toczy się na 40 planach.

Autorem adaptacji jest Radosław Paczocha, znany publiczności Teatru Jaracza m.in. jako autor „Fazy delta” i „Rewolucji zwierząt”. Przygotował także adaptację „Układu” Elie Kazana.

Jak powiedział Kijowski praca nad adaptacją „Anny Kareniny”, ponad 700-stronicowej powieści, trwała dwa lata. Powstało 13 wersji scenariusza.

Radosław Paczocha „Annę Kareninę” zna od dawna, ale przygotowywanie adaptacji było odkryciem powieści na nowo. — Jednak to, co nas zwykle uwodzi w literaturze, niekoniecznie przekłada się na scenę — tłumaczy. — Tołstoj opisywał i analizował przeżycia swoich bohaterów w sposób niezwykle drobiazgowy. Jest jednym z najlepszych psychologów wśród pisarzy. I od adaptatora wymaga to czujności Musi wyłapywać sytuacje, które pozwolą dylematy głównych bohaterów pokazać na scenie. Nie może jest pozwolić sobie na słowotok. W przypadku Kareniny jest i łatwiej, i trudniej.

— Dlaczego?

— Każdy z nas ma wyobrażenie Anny czy Wrońskiego. Adaptator zmaga się więc z powieścią, a z drugiej strony mierzy się z tymi wyobrażeniami, choć ja skupiłem się przede wszystkim na tym co może zadziałać teatralnie. Z bardzo wielu wątków trzeba było zrezygnować, ale to nie znaczy, że zrezygnowaliśmy z tego, co może uwodzić w obrazie. Taka jest scena na balu czy scena na dworcu.

— Tak to sobie wyobrażałam pana pana pracę. Bo przecież nie chodzi o to, by został ogryzek samej intrygi.

— Dlatego nie można za bardzo skracać. Widz się nudzi nie wtedy, kiedy spektakl trwa trzy godziny, ale wtedy, kiedy pewne wątki stają się nieczytelne. Wówczas nić uwagi się rwie. Skrócenie „Anny Kareniny” do godziny nikomu nie sprawiłoby przyjemności. Bo nie mielibyśmy kiedy przejąć się jej losem i dorastaniem do tragedii. Dlatego trzeba być klarownym w tym, co się robi. Należy dać szansę czas widzowi i czas aktorom na budowanie postaci.

— Rozumiem, że trzeba wybrać ważne i teatralnie ciekawe elementy, a potem posługując się nimi opowiedzieć tę historię po swojemu, mając oczywiście w głowie oryginał.

— Ale też fragmenty, które można ominąć. W „Annie Kareninie” Tołstoj zastanawia się nad kształtem ówczesnej rosyjskiej wsi. Nie bardzo nas to obchodzi.

— Choć w opowieści ważną rolę odrywa postać Lewina, ziemianina, który próbuje żyć inaczej niż jego sąsiedzi, w zgodzie z naturą i ludem, tak jak próbował Tołstoj.

— I to jest wielka uczta dla adaptatora pracować nad tak złożonym psychologicznie portretami bohaterów. Portret Anny ma taką siłę i uniwersalność. Ta uniwersalność wynika z konfliktu jednostka-normy społeczne. Mamy z nim do czynienia od czasów Antygony. Są to również nasze konflikty, niezależnie od tego jaki mamy ustrój i czy żyjemy w mieście czy na wsi. Napięcie między oczekiwaniami grupy, a pragnieniem szczęścia jednostki występuje zawsze.

— Zdaniem dyrektora Kijowskiego „Karenina” to szukanie odpowiedzi na pytanie, co wybrać — wielką miłość, od której można spłonąć, czy dobre małżeństwo.

— Jestem w stanie się zgodzić z tą opinią. Dla mnie ważny jest konflikt między oczekiwaniami wspólnoty i pragnieniami jednostki. I nie jest on tak do końca rozstrzygnięty. Pamiętam słowa Anny, która powiedziała przyjaciółce, że dziecko mężczyzny, którego nie kocha, kocha najbardziej na świecie. Chodzi o Sieriożę, syna którego ma z Kareninem. A dziecko ze związku z Wrońskim, mężczyzną, którego kocha najbardziej na świecie, jest jej właściwie obojętne. Tu widzimy napięcie między kobietą-matką i kobietą, która chce się spełnić w namiętnym romansie. Jednak ogień między Wrońskim i Kareniną się wypala i to z kolei pozwala nam zadać pytanie, czy dobrze wybrała i czy rzeczywiście warto było. Nie mówię o tym tylko w odniesieniu do samobójstwa, ale z perspektywy matki, która zostawiła swoje dziecko. To jest dramatyczne. Idealny scenariusz były taki...

— No, jaki? Z happy endem?

— Tołstoj nie napisał bajki. On pokazał, że konflikt powoduje ofiary. Jest w nas poczucie winy, kiedy przekroczymy cienką czerwoną linię i z tym też musi żyć Anna Karenina. Jest w niej napięcie między matką i kochanką. Tołstoj, jak pisze o nim Gustaw Herling-Grudziński, miał seksualną obsesję. Był człowiekiem o wielkim libido, wykorzystującym chłopki, które do niego należały (z racji pańszczyzny — EM), ale czuł się winny. Bo pragnął być anachoretą i prorokiem. I to napięcię między zmysłowością a pragnieniem czystości w Kareninie jest. Mamy wrażenie, że Tołstoj jest w pewnym stopniu Anną Kareniną — chce zaznać ognia namiętności, a jednocześnie chce się za ten ogień ukarać.



Lew Nikołajewicz Tołstoj: Anna Karenia; przekład Kazimiera Iłłakowiczówna; adaptacja — Radosław Paczocha; rezyseria Janusz Kijowski; choreografia — Tatiana Asmolkova; autor tekstów songów — Jan Wołek; muzyka — Jerzy Satanowski. Występują m.in.: Cezary Ilczyna — Karenin, Agnieszka Castellanos-Pawlak — hrabina Wrońska, Agnieszka Giza — Kitty, Ewa Pałuska-Szozda — Dolly, Marcin Kiszluk — Obłoński i Wojciech Rydzio — Lewin.
Premiera 29 września na scenie dużej Teatru Jaracza.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mama #2591997 | 83.6.*.* 1 paź 2018 08:20

    Cudowny spektakl. Polecam każdemu. Kostiumy, muzyka, rewelacja.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Arminia #2591964 | 195.136.*.* 1 paź 2018 07:25

    Mam nadzieję, że w interpretacji Pana Janusza bohaterowie poznają się na odpowiedniej demonstracji i wszyscy w spektaklu bohatersko noszą koszulki z Tym Napisem. Inaczej nie kupię biletów!

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz