Niedziela, 16 grudnia 2018. Imieniny Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Zofia Barankiewicz: selfie bez pomysłu są nudne

2018-09-29 08:00:00 (ost. akt: 2018-09-27 09:49:45)
Pasją Zofii Barankiewicz jest fotografia.

Pasją Zofii Barankiewicz jest fotografia.

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Zofia Barankiewicz zaczęła fotografować w czasach czarno-białych zdjęć. Dziś świat nabrał koloru, a życie nabrało tempa. Ona jednak jednak idzie z duchem czasu. Analogowy aparat zamieniła na cyfrowy. Ostatnio przekonuje się do smartfona. Zrobiła sobie nawet selfie!

Zofia Barankiewicz aparat nosi w plecaku. Codziennie i w każdej sytuacji znajduje moment, który chce uwiecznić.

— Kupiłam sobie dwa aparaty cyfrowe, bo są wygodniejsze niż analogowe — opowiada Zofia Barankiewicz. — Jeden z nich został poświęcony i absolutnie zawsze zabieram go ze sobą. Sprawiłam mu nawet ciepłe ubranko, żeby się nie niszczył. Muszę zrobić chociażby jedno zdjęcie dziennie. Ale teraz jeszcze bardziej ułatwiłam sobie życie, bo mam smartfona, więc więcej możliwości. Mam też konto na Facebooku i mogę na bieżąco zamieszczać małe reportażyki. Jeśli jestem na jakimś spotkaniu, na wystawie, koncercie — fotografuję. Albo wyszukuję ciekawostki przyrodniczo-uliczne, z których chcę zrobić wystawę. Kiedy potem pokazuję znajomym te zdjęcia, dziwią się, kiedy i gdzie coś tak ciekawego wypatrzyłam. A po prostu trzeba umieć patrzeć.

Ile pani Zofia zrobiła zdjęć, trudno zliczyć. A fotografować zaczęła, gdy była nastolatką. Dostała wtedy małoobrazkowy aparat fotograficzny Retina. Dostała go od chłopaka, który później został... jej mężem. Zdjęcia robili razem. Między innymi podczas podróży motocyklem po Europie. Przejechali 70 tys. kilometrów. Ale i w Olsztynie chętnie fotografowali.

— Mam bardzo dużo zdjęć, nawet jeszcze na negatywach, których jeszcze nie przetworzyłam. Pewnie już tego ie zrobię, bo to dla mnie kosztowne. Zwłaszcza dla samotnej emerytki, bo mąż zmarł — opowiada pani Zofia. — Zdjęć mam sporo, dużo z nich to fotografie zabytkowe. Od zawsze uwieczniałam Olsztyn i życie jego mieszkańców. Robiłam również zdjęcia podczas realizacji serialu „Stawka większa niż życie”. Później byłam fotografem medycznym, a nawet wojskowym. Dlatego dziś marzy mi się, aby wydać album, który byłby zapisem życia Olsztyna. Szukam sponsora, może mi pomoże. Na pewno znalazłyby się w nim zdjęcia z lat pięćdziesiątych. To wtedy dostałam Retinę i wtedy zaczęłam obserwować miasto. Mąż wtedy mi powiedział: „fotografuj, to zatrzymasz życie w kadrze”. Wtedy jeszcze nie rozumiałam tych słów, bo byłam za młoda, ale dziś wiem, że miał rację. Dlatego przez lata uwieczniałam to, jak zmienia się miasto.

Fotografia sprzed lat ma niewiele wspólnego z dzisiejszą. Niepotrzebna jest ciemnia, odczynniki, a nawet czas. Kiedyś też nikt nie robił sobie selfie. Pani Zofia zresztą do dziś nie widzi sensu, żeby fotografować siebie samą. Nie rozumie też tych, którzy na zdjęciach najchętniej widzieliby swoją twarz. Jednak, żeby nie było, w tej kwestii pani Zofia poszła z duchem czasu i zrobiła sobie selfie. Raz. Oczywiście telefonem.

— Nikt nie może uwierzyć, że moje selfie tak dobrze wygląda — cieszy się Zofia Barankiewicz. — Nawet Tomasz Śrutkowski zamieścił je nawet w „Kalendarzu Olsztyńskim”. Gdy je zobaczył, uznał, że jest rewelacyjne. A dlaczego? Bo jest przemyślane. Bo przy każdym zdjęciu, nawet przy selfie, trzeba pomyśleć. A nie robić na „chybił trafił”. Kawał twarzy każdy może sobie zrobić. Zdjęcie jednak musi coś opowiadać. Selfie bez pomysłu nic nie mówią, są nudne i monotonne. Moje selfie zrobiłam w mieszkaniu. Odsłoniłam zasłonę, odpowiednio ułożyłam rękę i... mam!

https://m.wm.pl/2018/09/orig/img-20180925-122345-1-496501.jpg

Pani Zofia uczyła się fotografii analogowej od mistrzów fotografii, którzy przybyli po wojnie na Warmię i Mazury. Wtedy rzemiosła fotograficznego można było nauczyć się, terminując w zakładzie fotograficznym. Zdjęcia w atelier robiono na kliszach szklanych, w sklepach nie było zestawów do wywoływania zdjęć, chemię trzeba było samemu składać według receptury i ważyć na wadze laboratoryjnej. Kiedy pani Zofia została czeladnikiem, robiła zdjęcia do pierwszych dowodów osobistych, legitymacji i dokumentów. Były też zdjęcia ślubne, chrzty i inne uroczystości. Jednak to miasto pochłonęło ją najbardziej. Do dzisiaj. Dlatego aparat ma zawsze w plecaku.

Ada Romanowska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. tlen49@wp.pl #2591164 | 195.136.*.* 29 wrz 2018 14:18

    Pani Zofia jest po prostu artystą w swoim zawodzie. Ponadto jest uczciwą i wspaniałą osobą, dla której człowiek jest priorytetem, a nie planem B. Oglądanie zdjęć wykonanych przez Panią Zofię to rozkosz dla oczu. Tak trzymać. Życzę dalszych sukcesów i dużo zdrowia. Pozdrawiam, Henryk B.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)