Poniedziałek, 17 grudnia 2018. Imieniny Jolanty, Łukasza, Olimpii

W miejscu, gdzie było nasze boisko, rośnie 45-letni las

2018-09-24 11:05:07 (ost. akt: 2018-09-19 11:52:04)
Weterani z Szerokiego Boru

Weterani z Szerokiego Boru

Autor zdjęcia: Archiwum

Po blisko 50 latach grupa przyjaciół postanowiła odwiedzić swoje ulubione miejsca z dzieciństwa. Zjazd kolegów z Szerokiego Boru w w powiecie piskim odbył się kilka tygodni temu. Po ich kryjówkach i bazach nie ma już śladu. Czas wszystko przykrył. Pozostały jednak wspomnienia.

Pięćdziesiąt lat temu w Szerokim Borze żyło kilkanaście rodzin, w większości wielodzietnych. Ludzie pracowali głównie w lesie. Pojedyncze osoby były zatrudnione na fermie zwierząt futerkowych w Wiartlu. Każda rodzina miała krowy, cielaki, trzodę chlewną, drób i kawałek ziemi do uprawiania. Nieliczni posiadali konia lub owce.

Weterani z Szerokiego Boru


Dziś wieś bardzo się zmieniła i postarzała, bo stałych mieszkańców jest garstka. Zamiast ziemi do uprawiania są działki przyjezdnych. Pozostał jednak bruk i dąb w środku wsi, przy którym spotkali się koledzy sprzed lat. Na spotkanie pod hasłem „Szanujmy wspomnienia” przyjechało 7 osób — panowie Wiesław Dębek, Janusz Krzyszkowski, Marian Ulążka oraz bracia Szymańscy: Edward, Kazimierz, Marian i Mieczysław.

— Byliśmy bardzo zgraną paczką, dlatego wpadliśmy na pomysł, by wrócić do naszych ulubionych miejsc z dzieciństwa — mówi jeden z inicjatorów spotkania Kazimierz Szymański, który obecnie jest nauczycielem w Olsztynie.
Weterani z Szerokiego Boru (bo tak się nazwali — red.) swoją sentymentalną podróż rozpoczęli od stuletniego dębu. To właśnie tam niegdyś było miejsce ich zbiórki. To właśnie tam zaczynały się wszystkie przygody. Koledzy spacerowali po wsi blisko dwie godziny. Chodzili z przygotowaną na tę okazję mapę. Zostały na niej zaznaczone wyjątkowe dla nich miejsca. Między innymi stare bazy, bunkry, boisko oraz jezioro Jaśkowo Duże.

— Maszerowaliśmy po tych starych kątach i wspominaliśmy — opowiada pan Kazimierz. — Chyba władza ludowa w ówczesnej Polsce szukała metod, aby odciągać dzieci od kościoła. W związku z tym w każdą niedzielę rano w telewizji emitowane były ciekawe programy dla dzieci i młodzieży. Jednym z nich był Telewizyjny Klub Śmiałych. W 1969 roku napisałem do telewizji, bo nasza paczka chciała przyłączyć się do pancerniaków. I udało się. Otrzymaliśmy specjalne legitymacje członkowskie. Od tego tak naprawdę wszystko się zaczęło. Byliśmy jedną drużyną. Ja zostałem dowódcą. Każdy z nas miał hełm z właściwą literą. Te litery tworzyły napis: ZUCHY.

Czy weterani z Szerokiego Boru byli zatem łobuzami?
— Absolutnie nie! — odpowiada pan Kazimierz. — Robiliśmy wiele dobrego. Wspólnie dbaliśmy o miejscowe kąpielisko. Jezioro zawsze było czyste i zadbane. Teraz w tym miejscu nie można nawet nóg zamoczyć. Stworzyliśmy nie tylko boisko do gry w piłkę, ale i stadion z bieżnią i skocznią. Już na boisku w nowym miejscu w 1971 roku rozegraliśmy niezapomniany mecz z Jaśkowem. Mieliśmy w naszej drużynie samego Włodzimierza Lubańskiego, piłkarza i reprezentanta Polski. Był wówczas w nadleśnictwie na wczasach. Mieliśmy zawsze problem ze skompletowaniem drużyny, czasami trzeba było brać nawet sześciolatków. Postanowiłem zaprosić go do gry, aby zwiększyć szanse na wygraną. On się zgodził, ale zaznaczył, że nie będzie szalał na boisku, bo jest po kontuzji. Oczywiście mecz wygraliśmy. Dwa tygodnie później pojechaliśmy do Jaśkowa na rewanż już bez Włodzimierza Lubańskiego w składzie. Nie dość, że przegraliśmy, to jeszcze nieźle oberwaliśmy od naszych rywali. To były jakieś dziwne metody. Dziś biją się kibice, a kiedyś to zawodnicy ścierali się po każdym meczu. Zawsze chodziło o podtrzymanie honoru, raz wygranych, innym razem pokonanych. W każdym bądź razie zawsze tych silniejszych. My oberwaliśmy za to, że mieliśmy Włodzimierza Lubańskiego w drużynie.

Ówcześni nastolatkowie z Szerokiego Boru należeli także do telewizyjnego Klubu Niewidzialnej Ręki. Bycie w popularnym bractwie polegało na spełnianiu dobrych uczynków.

— W naszej wsi mieszkała starsza pani Elżbieta Pawełek — wspomina pan Kazimierz. — Była ta najstarsza Mazurka, której pomagaliśmy przy pracach domowych. Bardzo miło ją wspominamy. Pani Elżbieta zawsze chętnie nas przyjmowała, częstowała herbatą i ciasteczkami. Uwielbialiśmy słuchać jej opowieści, bo miała bardzo dużą wiedzę historyczną i dużo pamiętała. Pani Pawełek w czasie wojny prowadziła w Szerokim Borze karczmę. Chwaliła się, że na dole miała restaurację i kawiarnię, a na górze hotelik. Niestety, w 1945 roku Sowieci wysadzili w powietrze ten dom. Doskonale pamiętam, jak na dyngusa biegaliśmy ją popryskać wodą. Z czystego interesu. Czasami każdy nas dostawał od niej nawet 5 złotych.

Ze względu na czasy i miejsce, w którym przyszło żyć chłopcom, nie brakowało też niebezpiecznych zabaw.
— W czasie II wojny światowej w Szerokim Borze Piskim, gdzie teraz znajduje się jednostka wojskowa, swoją kwaterę miał Hermann Göring, jeden z twórców i głównych postaci hitlerowskiej III Rzeszy, dowódca niemieckiego lotnictwa wojskowego Luftwaffe. Niemcy przygotowali tam potężną linię obrony. Sowieci bali się wejść do Puszczy Piskiej, więc wybrali inną opcję. Podpalili las. Pożar wygonił Niemców. Naziści nie zdążyli nawet zabrać uzbrojenia i amunicji. Sporo tego zostało. My po latach wygrzebywaliśmy w okopach te niewypały. Wszystko dla zabawy. Sprawą honoru było mieć wtedy półlitrowy słoik prochu z uzbieranej amunicji. Jeden z kolegów rozbrajał nawet granaty. Ale był na tyle honorowy, że dzielił się trotylem z kolegami. To dość wstrząsające wspomnienia i aż dziwne, że nie doszło wtedy do jakiegoś wypadku, że nikt nie został ranny. Dziś na pewno nie pozwoliłbym swoim dzieciom na takie zabawy — przyznaje pan Kazimierz.

Weterani z Szerokiego Boru

W pamięci pana Mieczysława Szymańskiego, drugiego z inicjatorów zjazdu, utkwiły seanse filmowe w rodzinnym domu. — Wszyscy pamiętają seanse filmowe u Szymańskich. Jako jedni z pierwszych we wsi mieliśmy telewizor, dlatego to u nas spotykaliśmy się, by obejrzeć „Stawkę większą niż życie”. Pamiętam jedną zabawną sytuacją. W pokoju stała maszyna do szycia, którą chowało się w stole. Niestety, pewnego razu ktoś za ciężki na nią usiadł i połamał klapkę — śmieje się.
W Szerokim Borze nie ma już śladu po dawnych kryjówkach chłopców. — W miejscu, gdzie było nasze boisko, rośnie 45-letni las — mówi pan Kazimierz. — Tamte czasy już nie wrócą. Wszystko przykrył czas. W Szerokim Borze nie ma ani jednej krowy. Nieliczni mają kury. Jest dużo nieużytków. We wsi nie ma w ogóle dzieci. Podczas naszego spaceru spotkaliśmy tylko dwie osoby.
Weterani zrobili sobie zdjęcie przed podwórkiem, które kiedyś należało do państwa Szymańskich. Było ono inspirowane fotografią sprzed pięćdziesięciu lat. Oba zdjęcia łączą ludzie i miejsce. Dzieli zaś upływający czas. Na starej fotografii jest bowiem m.in. rodzina państwa Szymańskich.

Dzisiaj z Szerokim Borem bezpośrednio związany jest tylko Wiesław Dębek, który na ziemi ojca postawił domy do wynajęcia. Pozostali są tam gośćmi, choć pan Edward Szymański mieszka tylko 2 km od wsi. Inni przyjechali na zjazd z okolic Olsztyna, Mławy, Siedlec i Warszawy.
Po spacerze wszyscy spotkali się u pana Edwarda na pobliskim Pieczysku przy ognisku. Była prezentacja z archiwalnymi zdjęciami, przy która wzbudziła dużo śmiechu, filmik z Szerokiego Boru nagrany przez jednego z weteranów przed kilkoma laty. Pomysłodawcy spotkania są nauczycielami, więc każdy miał napisać wypracowanie o dzieciństwie, przywołując różne wspomnienia. Dla niezorganizowanych była przygotowana nawet ośla ławka. Jednak nikt na nią nie trafił.

Weterani z Szerokiego Boru


Jak przyznaje pan Kazimierz, weterani z Szerokiego Boru mieli dość burzliwe oraz pełne przygód dzieciństwo. Mimo że zniknęły ich kryjówki i bunkry, pamięć o wszystkich przygodach jest ciągle żywa.

bs
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Wypedzeni #2591225 | 37.201.*.* 29 wrz 2018 17:25

    A gdzie są właściciele przed 1945 roku.wlasnosc jest swieta Państwo katolicy.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. ja #2589606 | 213.76.*.* 26 wrz 2018 21:35

      super :)

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Marek #2588153 | 99.203.*.* 25 wrz 2018 03:16

      To były piękne czasy .Wychodzilo się z domu rano a wracało się wieczorem.Ganialo się po wiosce na bosaka.Szkoda tamtych lat.Dzis mieszkam w U.S.A ale tęsknota pozostała po tamtych latach

      Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. Marek #2588152 | 99.203.*.* 25 wrz 2018 03:14

        To były piękne czasy .Wychodzilo się z domu rano a wracało się wieczorem.Ganialo się po wiosce na bosaka.Szkoda tamtych lat.Dzis mieszkam w U.S.A ale tęsknota pozostała po tamtych latach

        Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz