Niedziela, 23 września 2018. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Moja żona po prostu ma talent

2018-09-10 10:00:00 (ost. akt: 2018-09-06 09:15:51)
Alina i Zenon Drozdowie

Alina i Zenon Drozdowie

Autor zdjęcia: Ewa Lubińska

Alina Drozd z Lidzbarka Warmińskiego nie chciała malować, ale kiedy mąż namówił ją, by wstąpiła na chwilę na warsztaty malarskie, spod jej rąk wyszło kilkaset obrazów, które cieszą oczy. A mąż... zrezygnował z malowania.

— Przez to jej malowanie, zrezygnowałem z warsztatów, bo okazało się, że jest ode mnie dużo lepsza — śmieje się Zenon Drozd. Sam na zajęcia z malarstwa i rysunku w Domu Środowisk Twórczych "Ratusz" w Lidzbarku Warmińskim prowadzone przez dr Wiolettę Jaskólską poszedł, bo chciał udoskonalić swoje umiejętności. Wtedy prowadził jeszcze firmę budowlaną. Zajmował się nie tylko remontami nowych domów i mieszkań, ale też odnawianiem zabytków, których na Warmii i Mazurach nie brakuje.

— Restaurowałem między innymi pomniki i stare nagrobki — wspomina. — Wymagało to precyzji, więc pomyślałem, że dobrze byłoby trochę się podszkolić na zajęciach plastycznych, poznać lepiej warsztat i tak trafiłem do "Ratusza".

Jak wspomina pan Zenon, na budynku był napis, że jedynym warunkiem uczestnictwa w zajęciach jest ukończone 18 lat. — Tyle miałem, więc postanowiłem się zapisać. Poszedłem do pani Wioletty i powiedziałem, że nie umiem malować, ale chciałbym spróbować. No i zostałem. Spodobało mi się to malowanie. Kiedyś pracowałem w domu nad obrazem, a żona co chwilę podchodziła i robiła uwagi: "nie ten kolor kładziesz", "pociągnij tym światłem". Tak mnie zdenerwowała, że powiedziałem, żeby sama malowała i wyszedłem do kotłowni. Kiedy wróciłem, byłem w szoku — to, co namalowała, było wspaniałe. Dałem jej kolejne zadanie do wykonania. Była w tym dużo lepsza ode mnie.

Pan Zenon zaczął namawiać żonę, żeby chodziła z nim na warsztaty malarskie, ale odmawiała. Jednak w końcu poddała się namowom i tak zaczęła się jej malarska przygoda. — Jeszcze wtedy nie byłam na emeryturze, więc nie miałam zbyt wiele czasu na malowanie, ale tak mnie wciągnęło, że nawet jak wracałam z pracy po godzinie 20, brałam pędzle i zabierałam się do pracy — opowiada pani Alina. — Jak znajdę temat, który mnie wciągnie, to nie liczę czasu.

Pani Alina ma już na swoim koncie około 300 obrazów, a maluje dopiero od czterech lat.

Szczególnie lubi warmińskie pejzaże i motywy roślinne. Malowanie nie jest to jej jedyne zajęcie. Jest co prawda na emeryturze, ale prowadzi dom. Piękny budynek opleciony winnym gronem, otoczony ogrodem, który wymaga pracy. A jeszcze państwo Drozdowie mają na wsi działkę, na której uprawiają warzywa. — To wszystko jest na głowie Alinki — mówi pan Zenon, który wybudował dom. — I to nie tylko prace domowe, czy w ogrodzie, ona nawet kładła płytki na podłogę. Gdzie sięgnąć wzrokiem — to wszystko jej dzieło.

Oboje kochają starocie, zwłaszcza pan Zenon. Na starocia przeznaczył jedno z pomieszczeń gospodarczych, ale pełno pamiątek można też znaleźć w domu i ogrodzie. Na ścianie tarasu wisi wielki kowalski miech — pamiątka rodzinna po tacie gospodarza domu, który był kowalem. W ogrodzie kuchenka z fajerkami, a na niej stare obracane gofrownice, które nakładano zamiast fajerek. Małżonkowie kochają też naturę. Ich stół tarasowy powstał z rozłożystego pnia, wszędzie kwiaty, krzewy, stawek z rybkami i... betonowe pałacyki.

— Mąż robił dla wnuków i tak zostały jako dekoracje ogrodu — wyjaśnia pani domu, pokazując zamki wyglądające jak ceramiczne rękodzieła z galerii sztuki.
Sztuka towarzyszy Alinie i Zenonowi Drozdom wszędzie. — Odziedziczyliśmy to po córce. Tak to wszystkim tłumaczę, bo jedna z naszych córek skończyła Akademię Sztuk Pięknych. To pewnie po niej mamy te zdolności — żartuje lidzbarczanin.

Małżonkowie udzielają się też w lidzbarskim zamku. Biorą udział w inscenizacjach z okazji Nocy Muzeów, czy przedstawieniach związanych z tradycjami warmińskimi, takich jak Gody. Chętnie też uczestniczą w innych lokalnych wydarzeniach kulturalnych, lubią także podróżować.

— Nie planujemy wyjazdów. Po prostu jedziemy — zwierza się pani Alina. — Zawsze się znajdą przyjaźni ludzie po drodze. Lubimy poznawać mieszkańców innych terenów. Potrafimy spontanicznie podróżować nawet poza granicami kraju. Wszędzie można przeżyć coś ciekawego, spotkać interesujących i życzliwych ludzi. Świat jest piękny.

Ewa Lubińska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB