Sobota, 22 września 2018. Imieniny Maury, Milany, Tomasza

Za mundurem... panowie sznurem!

2018-08-24 19:00:00 (ost. akt: 2018-08-21 12:50:02)
Jolanta Burakiewicz

Jolanta Burakiewicz

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Są zawody skazane na kobiety, choćby księgowość. Ale już taki saper, strażak, inżynier budowy mostów czy policjant nieodparcie kojarzy się z płcią stricte przeciwną. Czyżby...? Przedstawiam Magdalenę Urbańską i Jolantę Burakiewicz, dwie wspaniałe policjantki z Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. Obie nie tylko godnie noszą mundur, ale także współkierują wydziałami.

— Jak to się stało, że wybrały panie zawód i służbę kojarzoną głównie z mężczyznami? Jak przebiegało szkolenie i początki służby?
Magdalena Urbańska: — +Miłość i szacunek do munduru wpoił mi mój ojciec, który większość swojego życia poświęcił służbie wojskowej. To on zmotywował mnie do tego, żeby wstąpić w szeregi policji. Do tej pory jest moim autorytetem i zawsze mogę liczyć na jego wsparcie.
Od początku marzyłam, by pełnić służbę w drogówce. Dlatego po wstąpieniu do policji w 1999 roku i po zakończeniu 9-miesięcznego kursu w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie udało mi się dostać do Wydziału Ruchu Drogowego w olsztyńskiej komendzie. Oczywiście nie było łatwo. Musiałam posiadać prawo jazdy kat. A i B, a także przejść pozytywnie dodatkowe badania psychologiczne — bez nich praca w tym wydziale nie byłaby możliwa.
W tym czasie w moim zespole większość stanowili mężczyźni. Ale nigdy nie dali mi odczuć, że jestem w czymś gorsza, że z pewnymi rzeczami mogę sobie nie poradzić. Miałam okazję uczyć się policyjnej roboty od bardzo doświadczonych policjantów, dla których praca w drogówce była również ich pasją. W szkole wygląda to nieco inaczej. Nie zawsze pokrywa się z praktyką. A prawdziwa służba i doświadczeni koledzy to najlepszy podręcznik.
Oczywiście, nie brakowało też trudnych momentów, kiedy trzeba było poinformować rodzinę, że ich bliski zginął w wypadku. Tego nie da się nauczyć i zrobić beznamiętnie. Takim chwilom zawsze towarzyszą trudne emocje.

Jolanta Burakiewicz: — Na początku chciałam zostać nauczycielką wychowania fizycznego, ponieważ od szkoły podstawowej uprawiałam sport, a poza tym moi rodzice byli nauczycielami, więc myślałam, że to fajny i ciekawy zawód. Jednak na drugim roku dowiedziałam się, że jest nabór z „cywila” dla kobiet do Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Konkurencja duża — 5 osób na jedno miejsce, ale obudził się we mnie duch sportowej rywalizacji i pomyślałam, że spróbuję. Udało się. Zdałam egzaminy, dostałam się i ukończyłam WSpol.
Zaraz po szkole rozpoczęłam służbę wśród samych mężczyzn, bo trafiłam do tzw. patrolówki. Nie było tak jak dzisiaj, że kobiet jest niewiele mniej niż mężczyzn — ja byłam jedna. Ten czas wspominam bardzo miło, bo był to moment, kiedy nauczyłam się podstaw pracy policyjnej. Koledzy mnie nie oszczędzali, ale też dawali ogromne wsparcie. Do dzisiaj z niektórymi pracuję.

— Jak godzicie panie służbę z rolą żony, matki? Jak organizujecie swoje domy?
M.U.: — Staram się nie zabierać pracy do domu, natomiast doświadczenie, jakie zdobyłam, pełniąc służbę, pozwoliło mi wpoić pewne zasady moim dwóm dorastającym córkom. Zdaję sobie sprawę, że nie ochronię ich przed wszystkimi zagrożeniami tego świata, ale staram się je przed nimi przestrzegać, uświadamiać im te rzeczy, na które muszą w życiu uważać. Na szczęście pasją moich córek jest jeździectwo sportowe i dzięki temu nie mają czasu na „głupoty”.
W każdej wolnej chwili staram się spędzać z nimi swój wolny czas, patrząc, jak dzielnie pokonują kolejne przeszkody, zarówno te na parkurze, jak i te w życiu codziennym. Jeżeli któraś z moich córek zdecyduje się w przyszłości ubrać mundur, to na pewno nie będę im tego odradzać, a wręcz przeciwnie: będę im w tym kibicować. Uważam, że ten zawód uczy siły charakteru i samodyscypliny.

J.B.: — Niekiedy trudno jest pogodzić rolę żony i matki z codzienną służbą, ale dzięki wsparciu moich bliskich jakoś daję radę. Zawsze staram się te wszystkie role równoważyć, to, co w domu, zostawiam w domu, to, co w pracy, w pracy. Bardzo duże wsparcie mam w mężu, który cierpliwie czeka z dziećmi w domu do mojego powrotu z pracy, w której niejednokrotnie spędzam po kilkanaście godzin dziennie.

— Czy kobiecość pomaga, czy może czasem przeszkadza w pracy zawodowej?
M.U.: — Na początku mojej służby przyjmowano do Policji znacznie mniej kobiet niż teraz. Ja swojego fachu uczyłam się od starszych kolegów i byli to ludzie, których bardzo sobie cenię. Obecnie wiele moich koleżanek zajmujących kierownicze stanowiska to prawdziwe kobiety „z jajami”. Osiągnęły sukces wyłącznie dzięki swojej determinacji i ciężkiej pracy.
Myślę , że czasami „kobiecość” pomaga łagodzić sytuacje trudne, konfliktowe, szczególnie gdy pracujemy w większym zespole. Obecnie mam ogromną przyjemność pracować w wydziale, którego szefem jest kobieta: bardzo doświadczona policjantka, która pomimo swojej kobiecości i wrażliwości ma wielką charyzmę, w trudnych chwilach nigdy się nie poddaje i walczy o swoich ludzi jak lew.

J.B.: — Kobiecość… I w tej chwili zadajmy sobie pytanie: co to jest kobiecość. Bo w policji kobiecość równoważy się z męskością, nikt nie traktuje i nie faworyzuje „moich” policjantek w służbie patrolowej, i ja, i ich partnerzy z patrolu wymagamy takiego samego zaangażowania, wsparcia, a niejednokrotnie także siły fizycznej i mentalnej. Kobiecość to dla każdego coś innego, cechy zewnętrzne, cechy charakteru… Ja staram się być sobą i nie przybieram cech męskich tylko dlatego, że policjant to zawód uważany za męski.

— Jakie są wasze prywatne pasje, zainteresowania?
M.U.: — Niestety z uwagi na obowiązki zawodowe nie mam zbyt wiele czasu na swoje pasje. Jednak każdą wolną chwilę staram się spędzać aktywnie. W miarę możliwości systematycznie chodzę na siłownię, bo uważam, że kondycja fizyczna w naszej pracy jest bardzo wskazana. Czasami taki konkretny wysiłek fizyczny pomaga mi odreagować stres i naładować akumulatory. Poza tym kocham zwierzęta i uwielbiam spacery z moim owczarkiem niemieckim. Gdyby na początku mojej zawodowej kariery nie udało mi się dostać do drogówki, na pewno chciałabym zostać przewodnikiem psa, bo uważam, że praca z tymi inteligentnymi zwierzętami może sprawiać dużo satysfakcji.
Moim kolejnym małym marzeniem jest udział w profesjonalnym szkoleniu doskonalenia taktyki i techniki jazdy. Uwielbiam jazdę samochodem, ale nigdy nie przeceniam swoich umiejętności. Dlatego w celu ich doskonalenia mam zamiar wkrótce zrealizować ten plan.

J.B.: — Uwielbiam sport i staram się co najmniej trzy razy w tygodniu znaleźć czas na oddanie się tej pasji. Poza tym rodzina i nasze wspólne spacery, wyjazdy, kino, wieczorami dobra książka… A w zimowe długie popołudnia wyszywam.

— Jakie macie panie plany zawodowe?
M.U.: — Jeżeli chodzi o moje plany zawodowe, to na pewno nie myślę o emeryturze. Lubię to, co robię i na razie nie wyobrażam sobie życia bez tej pracy. Dalej stawiam na doskonalenie zawodowe. Chciałabym w przyszłości ukończyć jeszcze kilka kursów specjalistycznych, które pozwolą mi profesjonalnie zmagać się z nowymi zadaniami. Mam wielkie szczęście współpracować z ludźmi, którzy tworzą zgrany zespół, potrafią się wspierać i którzy pomimo ciężaru obowiązków starają się wykonywać swoje zadania na wysokim poziomie. Myślę, że to właśnie praca z ludźmi daje mi największą satysfakcję.

J.B.: — Plan na przyszłość zawodową jest na dziś jeden: wykonywać powierzone mi obowiązki z zaangażowaniem i pełnym profesjonalizmem. Może brzmi to banalnie, ale takim podejściem do pracy chcę pokazać młodym policjantom, jak trzeba pracować. Kiedyś to oni zajmą przecież nasze miejsca.

Magdalena Maria Bukowiecka

Magdalena Urbańska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także