Niedziela, 23 września 2018. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Kobietom trzeba więcej Pilchów!

2018-08-13 19:50:18 (ost. akt: 2018-08-13 19:52:11)
Jerzy Pilch

Jerzy Pilch

Autor zdjęcia: Jacek Poremba

Twórczość Jerzego Pilcha odkryłam jako licealistka, pod koniec lat 90. ubiegłego wieku. Zachwyciło mnie jego lekkie pióro, humor i autoironia. Właściwie to całe szczęście, że "Tysiąc spokojnych miast" potraktowałam jak kryminał, a potem... Przepadłam z kretesem!

Co tu dużo mówić, mama chowała mnie na sensacji i kryminałach. Królowała Agatha Christie, ale czytałam też Fredericka Forsytha, Alistaira MacLeana, Stephena Kinga, medycznego Robina Cooka, czy nieco mniej znanego, a genialnego Jerzego Siewierskiego. Na 12. urodziny dostałam "Nawiedzony dom" Joanny Chmielewskiej i, choć jej prozę określiłabym raczej kryminałem humorystycznym, to sama Chmielewska jest główną odpowiedzialną za mój niepohamowany zapał do grafomanii.

Jerzy Pilch kompletnie się w ten kanon nie wpisuje, bowiem jego powieści to raczej przenikliwy opis rzeczywistości, mistrzowsko przelany na papier, przepleciony humorem, wątkami autobiograficznymi i ogromnym, jakże potrzebnym dziś dystansem do samego siebie. Bez upiększania, ale i bez przesadnego dramatyzowania. I przez to, jak dla mnie, jest Jerzy Pilch marką samą w sobie, metrem z Sèvres, niedoścignionym wzorem do naśladowania! A rzeczywiście: "Tysiąc spokojnych miast" na podstawie recenzji potraktowałam jak zapowiedź świetnego kryminału. Może o recenzencie nie świadczy to najlepiej — nie pisze się recenzji na podstawie dwóch pierwszych stron powieści, choć na jego obronę przypominam, że wątek planowanego morderstwa Władysława Gomułki jakby sensacją trąci. A już szczególnie trącił w roku 1963. Tak czy siak: daj mu Boże zdrowie. Inaczej twórczości Pilcha mogłabym nie odkryć lub mogłabym ją odkryć za późno.

Szybko nauczyłam się stylu Pilcha. Uwielbiam choćby jego "specjalnie" używane w znaczeniu "szczególnie". To z jego książek znam przymiotnik "epifaniczny", którego nawet niekiedy używam z sensem we własnym pisaniu, oraz przymiotnik "frajerski", którego używam w mowie potocznej, też z sensem. Albo "ma się rozumieć", które za sprawą Pilcha przestałam kojarzyć wyłącznie z Misiem Uszatkiem. Oraz z lubością i premedytacją plagiatowane przeze mnie "powiedzieć (o moim ojcu, że był toksyczny), to nic nie powiedzieć. I te powtórzenia trącące barokową aliteracją.

"Polska to jest kraj, który cudami stoi, cudami słynie i z cudów jest znany."
Albo: "Nie mam na chleb! Rozumiesz!? Nie mam grosza ani na chleb, ani na suchą bułkę! Pójdziemy z torbami! Wszyscy pójdziemy z torbami! I my pójdziemy z torbami! I nasze dzieci pójdą z torbami! I nasz wnuk pójdzie z torbami!"

"Miasto utrapienia" wielbię fanatycznie i bałwochwalczo. Swego czasu, nieistniejąca już księgarnia "Tajemnica Poliszynela" (szkoda!), organizowała wieczory głośnego czytania. Na jeden z seansów wybrałam epizod z życia Karola Adolfa Wojewody i pamiętam, że publiczność szczerym i gromkim aplauzem nagrodziła nie tylko moje ekspresyjne odczytanie tego fragmentu, ale nawet Marek Barański, dziś mój redakcyjny kolega, pochwalił kapitalny wybór akurat tych konkretnych wersów. Jeśli to możliwe, Pilcha i "Miasto utrapienia" pokochałam tamtego wieczora jeszcze bardziej...!

Znana jest też rodzinna historia o lekkim zabarwieniu roszczeniowym: Moja mama w czasach panieństwa regularnie spędzała wczasy w Wiśle. Poznawszy szczegóły biografii Jerzego Pilcha zgłosiłam ciężką pretensje o to, że — będąc Pilcha rówieśniczką — gdzieś go w tej Wiśle nie wyrwała.

— Po co to się szwendać po jakichś muzeach, górach i dolinach? — zapytałam któregoś dnia, możliwe, że napastliwie. — Praktyczne trzeba mieć podejście i zawsze łączyć przyjemne z pożytecznym! — wytknęłam z naganą.

— No, bo może ja nie byłam w jego typie... — wyznała mama po dłuższym namyśle i bez krzty przekonania.

A guzik prawda! Moja mama jest całe życie kobietą piękną, a już w młodości jedynie przy Afrodycie mogła się z lekka poczuć nieswojo. A ponieważ Jerzy Pilch, pisarz doskonały, jest także doskonałym piewcą kobiecego piękna oraz kobiet jako takich — na mur-żelazobeton, jestem pewna, że jedno mamine mrugnięcie okiem i dziś, ho, ho! Pisałabym te słowa nie tylko jako Pilcha wierna czytelniczka...!

"Jak człowiek interesuje się kobietami — nigdy nie traci nadziei. Interesuje się nimi zawsze — i jako rozdygotany młokos, i jako zobojętniały starzec, i jak jest napalony, i jak jest wypalony, i jako samiec alfa, i jako straceniec omega." — tak pisze Mistrz w swojej ostatniej, wydanej właśnie powieści "Żywego ducha".
Od pierwszej strony jest nietypowo. I tragicznie zarazem. Cały świat szlag trafił, apokalipsa stała się faktem dokonanym, a na domiar złego zniknęły wszystkie ciała.

Na świecie sam jeden pozostał jedynie bohater, mam wrażenie, że alter ego Jerzego Pilcha, oraz snujące się wszędzie, na wpół dzikie koty. "Szkoda. Liczyłem na parę lat samotnej pracy, otrzymałem bezmiar samotności" — żali się już na drugiej stronie. A pewnie, że szkoda. Ktokolwiek tej apokalipsy dokonał, sam Bóg Najwyższy czy nieudolni terroryści, z pewnością mogli Pilchowi zostawić towarzysza, a jeszcze lepiej — towarzyszkę tej samotności. I nie powiem — taką apokalipsę w towarzystwie pana Jerzego jestem gotowa przeżyć choćby dziś.

Rozmowy na wyłączność, niekończący się wywiad-rzeka. O wszystkim i o niczym. Wspólne czytanie prozy, która właśnie wyszła spod jego ręki, zachwyt pomieszany z konstruktywną krytyką i subtelnie przemycane sugestie do nowych przemyśleń, opisów czy wręcz tematów na nowe powieści. Mistrz i jednoosobowy Komitet Noblowski samotni na całej kuli ziemskiej, zdani wyłącznie na siebie!

"Żywego ducha" to opis samotności człowieka, który z komicznego z każdą kartą staje się coraz smutniejszy i tragiczniejszy. Mój podziw budzi prawie całkowity brak — co zrozumiałe — dialogów: pierwsza prawdziwa konwersacja pojawia się dopiero w rozdziale 12! A jednocześnie monolog, który wciąga, wsysa, staje się namacalny. To także rozrachunek pisarza z wiarą, rozmyślania o młodości, starości, życiowy bilans zysków i strat. I niesłabnąca fascynacją kobietą. Kobietą jako boskim stworzeniem, jako przeciwieństwem mężczyzny i kobietami, które licznie przewijały się przez, czy to autora, czy głównego bohatera i narratora, życie.

Gorzka jest nieco tematyka "Żywego ducha", a szczególnie — lub, że tak powiem — specjalnie jest ona gorzka dla mnie, kobiety o prawie 30 lat od Pilcha młodszej. Gdzie szukać mężczyzny w wieku tak do 40 lat, który z takim pietyzmem komplementowałby kobiecą urodę i cielesność, a z takim namaszczeniem — jej charakter, namiętności, dobroć, złość, zapał do życia i przejściowe morderstwo w oczach? Gdzie znaleźć mężczyznę, który nie tylko zauważa, ale też rozczula się nad drżeniem rąk kobiety i który scenę rozpinania biustonosza uznaje za świętą?

Ja (jeszcze) nie znalazłam. A zaręczam uroczyście, że szukałam i szukam dokładnie i wytrwale. Fakt: Jerzy Pilch swoją admiracją kobiety poprzeczkę ustawił niezwykle wysoko, ale na Boga! My, kobiety, jesteśmy tego w zupełności warte i tylko dlatego, że w stawie brak ryb — nie powinnyśmy, nie możemy i nie wolno nam zachwycać się tatarakiem...!

Szczerze powiedziawszy, recenzja miała być połączona z wywiadem, na który do pana Jerzego gotowam pojechać nie tylko do Warszawy, ale zgoła na Wyspy Galapagos! Tym razem nie wyszło, ale ponieważ nigdy nie poddaję się zbyt łatwo — bardzo proszę P.T. Czytelników "Gazety" o cierpliwość. Prędzej czy później — ten wywiad na naszych łamach się ukaże. I to ze mną Jerzy Pilch będzie rozmawiał!

Magdalena Maria Bukowiecka
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (5) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. M. #2560674 | 176.221.*.* 22 sie 2018 10:52

    Nie znam całej twórczości Jerzego Pilcha, lecz moje odczucia są równie entuzjastyczne. To bardzo dobry pisarz. Niezwykle utalentowany, po prostu daleko z przodu przed innymi. Mądry, wrażliwy i niezwykle utalentowany. Autorka napisała o nim z dużym znawstwem i ujęła najważniejsze cechy tego pisarstwa. Brawo. A krytykanci, gęby w kubeł!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. tt #2559310 | 213.73.*.* 20 sie 2018 13:55

    Może niezamierzenie, ale Pilch jest tutaj dla autorki pretekstem do pisania o samej sobie. Trochę męczące.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. wikary #2557863 | 188.146.*.* 18 sie 2018 15:13

    Gonić alkoholika i zboka.Demoralizator!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Babcia #2555981 | 188.146.*.* 15 sie 2018 13:49

    Dzisiejsze kobiety to już same nie wiedzą czego i kogo chcą

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. janusz #2555370 | 89.228.*.* 14 sie 2018 14:34

    p co kobietom wiecej takiego g....................................... .???no po co??

    ! - + odpowiedz na ten komentarz