Niedziela, 22 lipca 2018. Imieniny Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca

Dlaczego Polacy kochają narzekać?

2018-07-07 18:30:00 (ost. akt: 2018-07-07 15:30:59)

Autor zdjęcia: sxc.hu

Narzekamy na polityków, na zarobki, na pogodę, na jedzenie, na polityków. W ten sposób nawiązujemy społeczne więzi, ale jednocześnie tracimy czas, bo nie cieszymy się małym radościami.

Lotnisko w Salonikach. Wracamy z wakacji nad Morzem Egejskim. Jesteśmy opaleni, napakowani słońcem i obrazami z Akropolu i Meteorów. Pozornie. — Śniadania były okropne — słyszę kobietę stojącą obok w kolejce do odprawy. — Albo parówki, albo jajka. Za mało warzyw. Hotel beznadziejny. Z plaży słychać było muzykę, a w nocy podjeżdżające samochody i motory. A plaża?.... Kobieta zawiesza głos i patrzy na mnie w oczekiwaniu, że dołączę do narzekania. Nic z tego! Udaję, że coś sprawdzam w walizce, a potem zmieniam miejsce w kolejce. Ja też narzekam, ale tym razem nie mam ochoty. Z Grecji wywożę same dobre wspomnienia. 


Prof. Marek Sokołowski, socjolog i filmoznawca z UWM, potwierdza, że narzekanie jest cechą naszą narodową. Kiedy z nim rozmawiałam, bawił właśnie w Kołobrzegu na VII Festiwalu Filmowym Suspence. Czy jest pan zadowolony? W końcu morze, słońce, prawie wakacje? — Z festiwalowego repertuaru jestem niezadowolony — odpowiada Sokołowski. — Suspence wskazuje, że prezentowane filmy to thrillery, ale nieszczególnie mi się podobają. 
Prof. Sokołowski jako socjolog zwraca uwagę na to, co mówią ludzie. I co? Narzekają? — Tak — nie ukrywa. — Narzekają, że woda w morzu jest zimna. Narzekają, ze lody są za słodkie. Narzekają, że jest za ciepło. 
— Czy słyszał pan, by ktoś powiedział: — Ach, jak tu pięknie! Przecież plaża w Kołobrzegu jest naprawdę wspaniała.
— Nie. Ja sam powiedziałem to do siebie patrząc o godz. 22 na zachód słońca — wyznaje. 


Co ciekawe, mimo że narzekamy, to według ubiegłorocznych badań GUS aż 80 proc. Polaków jest zadowolonych ze swego życia. Najwięcej zadowolonych jest wśród młodych (wykształconych z dużych miast) — aż 89 proc. Polacy są zadowoleni z relacji z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Lubią miejsce, w którym mieszkają. Dwie trzecie z nas uważa, że to, co robią w życiu, ma sens. Ale tylko jena trzecia jest zadowolona ze swoich zarobków i ogólnie stanu posiadania. Nadal 25 proc. z nas jest zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym. Ale sytuacja zmieniła się na lepsze. W 2005 roku takich ludzi było aż 45 proc. Jest więc o wiele lepiej, ale czy to znaczy, że narzekamy mniej? Raczej nie.


Prof. Bogdan Wojciszke, wybitny psycholog w wywiadzie udzielonym "Przeglądowi" w 2002 roku (a więc w czasach odległych i naprawdę trudnego etapu transformacji) tłumaczył to następująco: — Nasze badania pokazują, że w Polsce po prostu głupio brzmi, jak mówi się dobrze o pewnych sprawach, takich jak zarobki, służba zdrowia czy politycy — mówił. — Choć efekt ten wydaje się paradoksalny, w Polsce mówienie negatywnie budzi sympatię. 
Jego zdaniem narzekanie służy kilku funkcjom, a jedna z najważniejszych to nawiązywanie i podtrzymywanie więzi społecznych. — Można wespół ponarzekać i pocieszyć — Pesymista zachowuje się w odczuciu społecznym „tak jak normalni ludzie” — dodał. — Mówienie źle o świecie jest zaproszeniem do kontaktów (i to by się zgadzało — E.M).


Profesor podkreślił, ze narzekanie jest typowe dla całej środkowej Europy. Ale ludzie, którzy narzekają mają bardziej negatywną wizję świata społecznego i marnują swoje kontakty społeczne na swoistą „liturgię ględzenia”.


Dr Wojciech Szalkiewicz, specjalista od marketingu politycznego uważa, że narzekanie mamy w genach. Opowiadam mu o swoim powrocie z Grecji. — Ale przecież teraz nie jeździmy na wakacje z 10 dolarami w kieszeni, nie musimy jeść konserw z Polski i spać w namiocie koło parkingu! — dodaję. 
— Stara tradycja narzekania obowiązuje — mówi Szalkiewicz. — Bo zawsze było źle — a to zabory, a to wojna, a to niedobory. Nawet jeżeli wygramy w totolotka, to zawsze jest za mało. Natomiast jeżeli chodzi o wyjazd do Grecji, to wytłumaczył zachowanie tej kobiety następująco. Kiedy go planujemy, staramy się obniżyć koszty. Chcemy, żeby było ładnie, atrakcyjnie, przyjemnie, ale tanio. Ale wiadomo, że cena jest związana z jakością. Jeżeli oszczędzamy, to musimy wziąć pod uwagę, że jakość kupowanej przez na usługi nie będzie najwyższa. I zaczynają się schody. Za niewielkie pieniądze wymagamy spełnienia naszych marzeń. A to kosztuje kolejne 500 czy 1000 złotych. 


Szalkiewicz dodaje, że wielu Polaków zagranicą zachowuje się tak, jakby przyjechali „z pałacu”. Kręcą nosem na miejscowe warunki życia, kuchnię. — Zachowują się jak nuworysze — wyjaśnia. — Mamy trochę pieniędzy, ale mamy ogromne wymagania. Stąd niezadowolenie. I nie umiemy cieszyć się chwilą.

Zdaniem Szalkiewicza, Polacy są bardzo wyczuleni na status materialny i wierzą, że na to pieniądze dadzą im szczęście. — Narzekamy, że mamy ich za mało, bo gdybyśmy mieli więcej, w końcu spełnilibyśmy swoje marzenia — opowiada. — A one szczęścia nie dają. Jest odwrotnie. To szczęście daje pieniądze. 
Dr Szalkiewicz przytacza badania brytyjskich naukowców. Wynika z nich, że da się wycenić wartość satysfakcji z posiadania przyjaciela. — To 70 tys. tysięcy funtów. — wylicza. — Rodzina, szczęśliwa miłość to setki tysięcy funtów. Osoba, która ma zaspokojone potrzeby emocjonalne, czuje się jak bogacz. Polacy są przekonani, że bez pieniędzy się nie da prowadzić szczęśliwego życia. Z drugiej strony, choć zarabiamy coraz więcej, nie jesteśmy najbogatszym społeczeństwem. Ale lubimy się porównywać z tym najbogatszymi sąsiadami. 

Szalkiewicz przypomina powiedzenie, że kiedy w końcu i ty się wzbogacisz, będziesz miał innych sąsiadów. Wśród nich na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie miał więcej. I znowu będziesz narzekać.


Polacy tradycyjnie narzekają na politykę i polityków. Jednak nie angażujemy się szczególnie w politykę — ani lokalną, ani regionalną ani ogólnopolską. Nie chodzimy na wybory, nie kandydujemy do rad osiedlowych czy miejskich, nie działamy w stowarzyszeniach na rzecz zmiany. — Mamy duże wymagania, ale zaangażowanie społeczne jest niewielkie — tłumaczy dr Szalkiewicz. — Jeżeli już głosujemy w wyborach, to wybieramy takich, a nie innych polityków. A jeżeli nie chodzimy na wybory, to też dokonujemy wyboru. To wszystko skutkuje selekcją negatywną. Do władzy dochodzą nie ci, którzy powinni, ale ci, którzy bardzo chcą.
Co zatem robić? — Nie narzekać tylko się angażować, cieszyć się chwilą i drobnymi radościami, nie zbawiać całego świata i nie cierpieć za miliony — radzi Szalkiewicz.

Ewa Mazgal 


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (22) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. a hu. z takim życiem #2534862 | 65.49.*.* 12 lip 2018 09:22

    nie ma gdzie co ukrasc wszedzie kamerki

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. lov #2533347 | 213.76.*.* 10 lip 2018 00:16

    A ja jestem szczęśliwy, dzisiaj spotkałem ładną sąsiadkę, czereśnie mi obrodziły, świeci słońce - żyję :)))

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. Narzekam #2533339 | 31.0.*.* 9 lip 2018 23:25

      Narzekałem i będę narzekać, bo wszyscy narzekają, że narzekają wszyscy.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. To już #2533127 | 188.146.*.* 9 lip 2018 12:40

      niemiecki portal poinformował gnuśnych Polaków że Polacy lubią narzekać. Polacy przyjęli to do wiadomości. Niemcy i każdy inny naród oczywiście narzekają znacznie mniej. Proponuję artykuł "dlaczego Polacy kradną". Bo wiadomo że inni a szczególnie Niemcy to już nie. Skąd się taka durnota bierze?

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. pax #2533060 | 213.184.*.* 9 lip 2018 10:25

      a z czego być tak naprawdę zadowolony,kolejne rządy robią nas w konia.Obiecując niższe podatki , służba zdrowia w powijakach,zarobki ni jak się mają do konsumpcji , ceny z kosmosu paliwo,produkty żywnościowe droższe jak w unii.Możemy się chyba cieszyć z tego że jeszcze zyjemy

      ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      Pokaż wszystkie komentarze (22)