środa, 19 września 2018. Imieniny Januarego, Konstancji, Leopolda

Kolejki do złotej rączki są dłuższe niż do lekarza

2018-07-05 20:01:08 (ost. akt: 2018-07-05 20:00:46)
Sylwester Ostrowski - fachowiec z Olsztyna

Sylwester Ostrowski - fachowiec z Olsztyna

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Jeszcze kilka lat temu znalezienie fachowca, który przykręci, przewierci, zamontuje, nie było większym wyzwaniem. Teraz to sport ekstremalny. Na fachowca od remontów trzeba poczekać, niekiedy nawet rok. Dlaczego tak się dzieje?

Ktoś, kto nie umówił się z ekipą jesienią ubiegłego roku, ma małe szanse na ocieplenie domu tego lata. Polować na glazurnika też trzeba z kilkumiesięcznym zapasem. Fachowcy mają dziś pełne ręce roboty.

— Kupiłam mieszkanie i chciałam je wyremontować. Malowanie i kafelki w łazience. Myślałam, że nie będzie z tym problemu, ale żaden fachowiec, do którego dzwoniłam, nie miał wolnego terminu — opowiada Marlena Warlitz z Olsztyna. — W końcu znalazłam jednego, który miał wolny termin. Przyszedł, obejrzał mieszkanie, umówił się i… nie przyszedł. Remont licho strzelił. Znowu zaczęłam dzwonić, znowu szukać. Skończyło się na tym, że sama odmalowałam mieszkanie, a na remont łazienki umówiłam się na luty. Wolę poczekać niż znaleźć przypadkowego fachowca, który zrobi więcej złego niż dobrego.

— Zdecydowaliśmy się z żoną odświeżyć mieszkanie. Szukaliśmy malarza, ale okazało się, że ten polecony ma wolny termin dopiero w grudniu — dodaje Tadeusz Zaleski z Ostródy. — Na szczęście to znajomy żony. Ubłagała go i znalazł trzy dni w sierpniu. Ale tylko po znajomości.

— Teraz trzeba nosić garnitur i pracować w korpo, aby być "fajnym" i "na poziomie", a zawód budowlańca to wstyd — dodaje Joanna Zochowska z Olsztyna. — Coraz mniej ludzi chce malować, naprawiać, remontować. Szkoły zawodowe świecą pustkami, więc wiadomo, że jak roboty jest za dużo, to fachowcy wybierają sobie lepsze oferty.

— W maju chciałam założyć moskitiery w oknach. Zależało mi, żeby przed latem uchronić się przed komarami — podkreśla Magda Zmitrowicz z Olsztyna. — Na pierwszą wizytę, czyli na zmierzenie okien, czekałam miesiąc. Gdy pan przyszedł, wymierzył okna, powiedział, że za dwa tygodnie się odezwie, a mamy już lipiec. Pewnie komary się skończą, a ja dopiero dostanę ochronę okien... Dzwonię do fachowca, a on mówi, że lada dzień przyjdzie. I że w ogóle ma tyle pracy, że ogarnąć się nie może. Śmiałam się, bo szybciej umówiłam się na wizytę do endokrynologa niż na realizację tego zlecenia.

Taki stan potwierdzają też fachowcy. Sylwester Ostrowski przez dłuższy czas pracował w firmach zajmujących się remontami. W końcu postanowił się usamodzielnić. Zajmuje się hydrauliką, elektryką i remontami. — Stare pokolenie odeszło, a nowe nie nadaje się do takiej pracy — zauważa pan Sylwester. — Nikt nie chce się pobrudzić, każdy wybrał studia i dlatego mamy tak mało specjalistów. Wiele osób wyjechało za granicę. To wykorzystuje dużo osób nazywając się fachowcami, choć wcale nimi nie są. Łatwo zamieścić ogłoszenie, trudniej wywiązać się z pracy. Tacy są niesłowni, nie wystawiają faktur. Psują rynek. Ci, którzy znają się na robocie, mają zajęte terminy. Czasami trzeba czekać trzy miesiące, pół roku, a zdarza się, że nawet rok. Dużo zależy od profesji. Najbardziej zajęci się malarze, szpachlarze i glazurnicy. Elektryk szybciej wykona swoją pracę, więc ma krótsze terminy. Ale taki glazurnik nie zrobi łazienki „na już”. Potrzebuje nawet trzech tygodni. Dla przykładu hydraulik tylko trzech dni.

Wystarczy przypomnieć sobie sytuację, z jaką borykała się Francja kilka lat temu. Wtedy ratunkiem był polski hydraulik. Dziś podobne kłopoty mają też Niemcy.

Jak zauważa Work Service, u naszych zachodnich sąsiadów zapotrzebowanie na fachowców jest największe od lat. W Polsce brak majstrów też jest coraz bardziej zauważalny. Nawet widoczny ostatnio renesans szkół zawodowych może nam nie pomóc. Również demografia robi swoje. Ale przede wszystkim chodzi o pieniądze. Fachowcy za granicą ciągle mogą liczyć na cztery razy większe zarobki niż w Polsce. Według najnowszych danych GUS, już ponad 2,5-milionowa rzesza naszych rodaków pracuje za granicą. W znaczącej liczbie to są właśnie fachowcy z branży budowlanej: hydraulicy, elektrycy czy stolarze. Na zachodzie lepszej przyszłości szukają też niewykwalifikowani robotnicy, którzy do tej pory w kraju zajmowali się prostymi czynnościami remontowymi. Jak podaje Work Service, w Niemczech jest już 1,5 mln wakatów w branży remontowej.

— Maleje przyrost naturalny, a jednocześnie mamy coraz więcej miejsc pracy. Dlatego widać wyraźny niedobór, zwłaszcza w fachu, na który jest zapotrzebowanie na Zachodzie. Ci najlepsi wyjeżdżają — podkreśla prof. Janusz Heller z Wydziału Nauk Ekonomicznych UWM. — Może w końcu zaczniemy cenić ludzi pracy i będziemy im płacić za umiejętności. Nie ma innego wyjścia, tania siła robocza już się skończyła. Trzeba płacić ludziom tyle, ile chcą. Inaczej wyjadą. Powinni o tym pamiętać zwłaszcza przedsiębiorcy. Jeśli nie będą płacić godziwie, zbankrutują. I niech nie krzyczą, że nie ma ludzi, że uczelnie nie kształcą fachowców. Szkoły zawodowe nie są utrzymywane tylko przez państwo, ale również przez firmy. Michelin zwrócił na to uwagę i razem z moim wydziałem prowadzi studia dualne. Finansuje kształcenie ludzi, których potrzebuje. To są nieliczne przykłady, ale już się pojawiają. Chodzi o to, żeby uczeń z dyplomem nie uciekł za granicę. Podobnie powinno być w szkołach budowlanych czy hydraulicznych. Teraz większość firm chce mieć gotowego majstra, żeby go od razu eksploatować. Na szczęście świat w końcu normalnieje. Już związki zawodowe nie muszą występować w obronie ludzi. To niedobór spowoduje, że przedsiębiorcy będą myśleć racjonalnie. I odczują to wszyscy, nawet ci, którzy teraz szukają fachowców do remontów.

ar
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (34) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Nick #2532573 | 37.201.*.* 8 lip 2018 00:29

    Niestety remonty kosztuja. Mieszkam nad Renem za zach. granica. W zwiazku z moimi problemami zdrowotnymi chcialem zaangazowac legalnie firme ktora wyremontowala by mi lazienke ( nowe plytki, kabina natryskowa 90x120, wanna, szafka z umywalka i szafka z lustrami, kibelek. Wiecie ile zaspiewala mi ta Firma? 29 tys. Euro.Podziekowalem im za ich usluge i postanowilem zrobic to sam. Nawet jak zajmnie mi to 2 miesiace. Frajerow moga se szukac u milionerow, a i milioner tyle by nie zaplacil.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Andrew #2532447 | 89.67.*.* 7 lip 2018 16:35

    Mam tylko zawodówkę i 51 lat, ostatnio do pracy przyjął się młody chłopaczek 22 lat po technikum. To co zobaczyłem było szokiem. Musiałem go nauczyć odczytu pomiaru z suwmiarki (elektroniczną umiał, zwykłą nie, dodatkowo nie potrafił zmierzyć głębokości otworu), zobaczył nitownicę pneumatyczną; pytał co to jest . Chłopak przynajmniej wykazuje chęci, ale czego uczą ich w tych szkołach? Po co było szydzić z zawodówek?

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Rafcio #2532166 | 92.5.*.* 6 lip 2018 23:01

    Do Ambusa.Jak taki zdolny jestes to weźmiemy dwa takie same projekty domu I je wykonajmy.Od a do z.Przecież to takie proste.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Stalowe jaja #2532163 | 109.243.*.* 6 lip 2018 22:59

      Fachowców potrzeba, bo te dzisiejsze chłopy po pracy to się tylko dziarkami i selfikami na fejsie chwalą, chodzą w rurkach z jorkami na spacery albo zgodnie ze staropolską tradycją siorbią browary i hodują bebech

      Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Paweł #2531923 | 79.187.*.* 6 lip 2018 14:32

      Przyzwyczajcie się będzie gorzej ;)

      Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (34)