Sobota, 22 września 2018. Imieniny Maury, Milany, Tomasza

Józef Greifenberg: "Ciągle jest coś do zrobienia"

2018-05-31 20:21:00 (ost. akt: 2018-05-31 20:51:02)
Józef Greifenberg OSP Sząbruk powiat olsztyński

Józef Greifenberg OSP Sząbruk powiat olsztyński

Autor zdjęcia: archiwum GO

Nawet pospać dłużej nie ma kiedy. Józef Greifenberg jest strażakiem ochotnikiem od ponad czterdziestu lat. I chociaż zawodowo już nie pracuje, wciąż ma bardzo dużo zajęć.

Józef Greifenberg ma pięcioro wnuków. Ma też obowiązki, bo to jemu w udziale przypadło odprowadzanie dwójki z nich do przedszkola i szkoły. I przyznaje, że czasami chciałby dłużej pospać, ale nie ma kiedy.

— Jak jest pobudka, to trzeba wstawać i zaczynać kolejny dzień — śmieje się pan Józef. Skończył 67 lat i mówi, że przyzwyczaił się już do tego, że ciągle jest coś do zrobienia. Przez niemal całe dorosłe życie jest strażakiem ochotnikiem, od lat pełni funkcję prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej w Sząbruku w powiecie olsztyńskim.

— Teraz już nie wyjeżdżam do pożarów czy wypadków drogowych, bo zabraniają tego przepisy po skończeniu 65. roku życia. Ale wciąż jest dużo do zrobienia w straży i zajmuję się sprawami organizacyjnymi.

Przez lata działalności pożarniczej udowodnił, że nadaje się do tego jak mało kto. To m.in. dzięki jego staraniom miejscowi ochotnicy mieli najpierw jeden, potem drugi porządny samochód gaśniczy. A Józef Greifenberg pamięta czasy, kiedy do pożaru jeździło się ciągnikiem albo żukiem pożyczonym od rolnika.

Urodził się w Gietrzwałdzie, ale do Sząbruka przeprowadził się dla żony. Przez 43 lata pracował w gietrzwałdzkim urzędzie gminy, a za sobą ma 46 lat stażu pracy. Większość tego czasu na stanowisku sekretarza. Kiedy raz poszedł na walne zebranie ochotników z Sząbruka, już go wciągnęło w te tryby. I zostało tak do dzisiaj.

Usiąść i odpoczywać przed telewizorem? Nawet mi to do głowy nie przyszło, żebym mógł w taki sposób spędzać czas teraz, kiedy już nie pracuję zawodowo i jestem na emeryturze. Chyba nie byłoby mi dobrze przed tym telewizorem — mówi Greifenberg. — W straży ciągle coś się dzieje i wciąż jest coś ważnego do zrobienia.

I tak było zawsze. A to samochody trzeba kupić, a to remizę postawić, a to garaż ochotników wyposażyć. To jego pasja i bez działalności w straży pożarnej życie byłoby nudne.

— Pamiętam, jak kiedyś paliła się stodoła w Tomaszkowie. Pojechaliśmy wtedy ciągnikiem, żeby ją gasić. Dojechały tam także inne jednostki, a także straż zawodowa z Olsztyna. Ale to właśnie my podaliśmy pierwszy strumień wody — choć od tego czasu minęły długie lata, Józef Greifenberg do dzisiaj pęka z dumy
— W gazetach nawet nas wtedy opisali — chwali się.

Żona Gertruda dawno już pogodziła się z tym, że tak być musi. Miała pretensje do męża, że sama musiała wychowywać troje dzieci, bo jej mąż ciągle miał jakieś zadania poza domem.

— I żona miała rację, ja to wiem. Mam świadomość, że nie pomagałem jej, albo pomagałem zbyt rzadko i za mało. Niektórzy ludzie mi też mówili: Józek, ty za mało się domem zajmujesz. Tylko że z drugiej, jak inaczej działać społecznie? To polega właśnie na poświęcaniu swojego prywatnego czasu. I gdyby wszyscy myśleli tak jak ci, którzy mnie krytykowali, to w ogóle nie byłoby społeczników — tłumaczy Józef Greifenberg.

MK
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. katechetka #2511527 | 89.228.*.* 1 cze 2018 19:27

    Pan Józek jest bardzo fajny.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. M. #2511171 | 176.221.*.* 31 maj 2018 23:06

    Szkoda że nie pracuje Pan już w Gietrzwałdzie. Tam się teraz strasznie kłócą w tej gminie. Taki mądry, doświadczony, z pasją społecznikowską oraz znający lokalne stosunki człowiek, mógłby wiele pomóc na te układy i niezgody.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz