Sobota, 21 kwietnia 2018. Imieniny Jarosława, Konrada, Selmy

Koniec wyścigu szczurów. Tylko czy na pewno?

2018-04-17 20:26:58 (ost. akt: 2018-04-17 20:14:30)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Pieniądze są ważne, ale bardziej zależy nam na rodzinie. Jesteśmy gotowi poświęcić nawet dobrą pracę, byle być z bliskimi. Zmienia się nasza mentalność i priorytety. Ale czy zawsze jesteśmy w stanie zrezygnować z lepszej wypłaty?

Wyścig szczurów? Niekoniecznie. Pieniądze i praca cały czas są dla nas ważne, ale coraz częściej rezygnujemy z walki o wyższą pensję. Bo, jak to mówią, lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Zamiast piąć się po szczeblach kariery, chętniej spędzamy czas z rodziną. I mamy chęć spędzać go komfortowo, wygodnie, ale nie z myślą o obowiązkach zawodowych.

Jednym słowem: wyścig szczurów już nie dla nas. Tylko czy na pewno? — Praca oczywiście nie powinna być najważniejsza, ale niestety faktem jest, że w pracy spędzamy bardzo dużo czasu — mówi Sylwia Nagadowska z Olsztyna. — W naszym województwie ciężko o dobrze płatną pracę, a niestety koszty życia są dość wysokie. Do tego chcemy zapewnić dzieciom wszystko to, co najlepsze. A to wcale nie jest takie proste.

Chociaż praca nie jest najważniejsza, uważamy ją za na tyle ważną, aby właśnie spędzać w niej bardzo dużo czasu lub też szukać dodatkowego zajęcia. I — paradoksalnie — wszystko to robimy dla rodziny. Ja niestety muszę wrócić do pracy we wrześniu i niespełna 14-miesięcznego synka oddać do żłobka. Inaczej finansowo byłoby nam ciężko. Strasznie mnie to boli. Ale wracam do pracy również z myślą o jego przyszłości.

— U nas, żeby normalnie żyć, musiałam, a właściwie chciałam wrócić do pracy. Mijamy się z mężem. On pracuje od rana, ja popołudniami i potem na odwrót. I tak całymi tygodniami — opowiada Anna z Olsztyna. — Nasza córcia rzadko ma nas oboje razem i często serce mi pęka, ale trzeba jakoś żyć. Czasem zdarzy się weekend razem i wtedy wspólnie szalejemy. Kocham takie chwile i doceniam to. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza.

Polak średnio zarabia na rękę 3531 zł. W naszym regionie już tak kolorowo nie jest. Dostajemy co miesiąc 2620 zł. Pracujemy długo, często na dwóch etatach, poświęcając dom i rodzinę. Zdarza się, że wyjeżdżamy za pracą za granicę, żeby związać koniec z końcem. Jesteśmy najbardziej zapracowanym narodem.
Raport OECD nie zostawia na nas suchej nitki. Pracujemy przeciętnie 1928 godzin, co daje nam siódme miejsce w rankingu 39 państw. Bo przecież kredyt trzeba spłacać, dziecko wychować, nowy samochód kupić. Powoli jednak zauważamy, że pieniądze to nie wszystko. Że za nie bliskich się nie kupi. Powoli uświadamiamy sobie, że nie musimy tracić życia na nadgodzinach za kiepskie wynagrodzenie.

Mamy inny plan. Można założyć rodzinę, korzystać z urlopów i obniżać wymiar czasu pracy. Byle mieć etat. A dzięki 500 plus nawet przestać zarabiać. Nasze potrzeby po prostu się zmieniają. Dziś symbolem sukcesu nie jest bankowiec, który ostatni wychodzi z pracy. Kiedyś nim był. W tej chwili taki specjalista, chociaż ma dobrze zaopatrzony portfel, jest symbolem nieudacznika. Najlepiej ujęła to amerykańska aktorka Lily Tomlin: „Problemem w wyścigu szczurów jest to, że nawet jeżeli wygrasz, to ciągle jesteś szczurem”.

— Przez to, że pracowałem po 15 godzin dziennie, straciłem rodzinę — opowiada Tomasz, przedstawiciel handlowy. — Na początku było fajnie. Kawaler dostał pracę w uznanej firmie. Szło mi nieźle, polubiłem to zajęcie. Wszyscy mi zazdrościli. Dobrze zarabiałem, wziąłem ślub, urodził nam się syn. Nie potrafiłem jednak odnaleźć się w nowej sytuacji. Cały czas myślałem o pracy i sprzedaży, a żona z dzieckiem „musiały poczekać”. Wyjeżdżałem na całe dnie, czasem nawet na kilka.

W pewnym momencie żona zażądała rozwodu. Dziś pracuję ponad stan, bo znowu nie mogę odnaleźć się w tej sytuacji. Ale przez nawał pracy nawet nie widuję się z dzieckiem. Może raz w miesiącu. Nawet gdy mały prosi mnie o spotkanie, wymiguję się pracą. Chyba nie potrafię inaczej. A potem mam wyrzuty sumienia. Chciałbym zmienić pracę, ale ona jest całym moim życiem. Bo dziś nie mam innego. I nie wiem, czy jestem w stanie inaczej żyć.

Raport OECD pokazuje, że mimo zapracowania zmieniamy się. Czas pracy w Polsce jest coraz krótszy. W rekordowym 2005 roku tyraliśmy aż 1994 godzin rocznie. Dzisiaj pracujemy o 66 godzin mniej. I na jaw wychodzi jeszcze jedno: że im więcej zarabiamy, tym krócej pracujemy.

Być może zmieniają się też nasze nawyki. Na rynku pracy wymieniają się pokolenia. Teraz aktywnych zawodowo jest coraz więcej osób urodzonych w latach 90., a więc już w realiach wolnego rynku i globalizacji. To tzw. milenialsi korzystający z nowinek technologicznych. Tacy pracownicy przykładają większą wagę do jakości życia, a mniejszą do pracy. Często to dzieci osób, które brały udział w wyścigu szczurów w okresie po transformacji ustrojowej, a więc dokładnie znające skutki skupiania się na karierze zawodowej ponad siły.

Dzisiaj, jeśli wierzyć statystykom, na pierwszym miejscu jest dla nas rodzina — tak twierdzi 54 proc. z nas. To z kolei dane CBOS. Praca zajmuje na tej liście czwarte miejsce (9 proc.), a powiązane z nią pieniądze i zamożność — piąte (8 proc.).
— Kiedyś pracowaliśmy bardzo dużo, więc być może już jesteśmy zmęczeni tym pościgiem. A z drugiej strony zarabiamy coraz więcej. Kiedyś potrzebowaliśmy kilku etatów. Dziś pogoń za pieniądzem jest nieadekwatna do czasu i innych kosztów, które ponosimy. Dochodzimy do przeszacowania — zauważa dr Stefan Marcinkiewicz, socjolog z UWM.

I dodaje: — Zamykamy się w naszych małych wspólnotach. To rodzina, którą cenimy. Ta bliskość ma swoje dobre strony, ale również ma wady. Bo to, że chcemy mniej pracować i spędzać więcej czas w domu, oddala nas od życia społecznego. Najchętniej wychodzilibyśmy z pracy i od razu wchodzili do domu. Dlaczego?

Rzeczywistość wokół nas jest niestabilna. Przede wszystkim ta międzynarodowa — począwszy od aneksji Krymu, skończywszy na bombardowaniu Syrii. Mamy w sobie za duże pokłady nieufności. Możemy ufać tym, którzy są najbliżej nas. Tworzymy więc sobie wspólnotę ochronną. To mimo wszystko nie jest pozytywne zjawisko.

Chronimy się przed otoczeniem. Mówimy, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Że wolimy być, niż mieć. Tylko nie budujemy kapitału, który łączyłby ludzi w organizacje i ruchy ukierunkowane na zmiany w społeczności lokalnej. Bo jak nie praca, to rodzina. Niestety nic nie ma pomiędzy.

ar
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (9) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Eryk L #2486466 | 88.156.*.* 18 kwi 2018 11:00

    Pracujesz za dużo - źle, bo cierpi na tym rodzina, nie pracujesz, to samo... wiecznie tylko te pieniądze i pieniądze - klucz do wszystkiego

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. GieTek #2486396 | 94.254.*.* 18 kwi 2018 09:07

    Jeszcze trochę i nie trzeba będzie w naszym kraju pracować. Wszystko da nam państwo. Ot, taka wyspa szczęśliwości.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. ja #2486393 | 5.172.*.* 18 kwi 2018 08:49

    ... dobry artykuł. jestem w szoku.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. juma #2486378 | 213.76.*.* 18 kwi 2018 08:27

      dostaję 500+, dostanę 300 na wyprawkę, dokładają mi do mieszkania,dostanę emeryturkę po co mamy z mężem pracować. NIECH ŻYJE PIS i jego prezes Jarosław Kaczyński

      Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. sen #2486282 | 86.154.*.* 18 kwi 2018 00:18

      Przeszedłem na "emeryturę" w wieku 45 lat. Pracuję teraz 150 godzin miesięcznie. Nikt nie zna numeru mojej komórki. Nikt poza rodziną nie wie gdzie obecnie mieszkam. Nie zarabiam jakichś szalonych pieniedzy ale jestem szczęśliwy. No i wszystkie niedziele mam handlowe ;)

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (9)