Poniedziałek, 20 sierpnia 2018. Imieniny Bernarda, Sabiny, Samuela

W zabawie najważniejsze są emocje

2018-04-20 13:20:00 (ost. akt: 2018-04-26 10:12:00)
Paweł Cieślak: Dzieciaki są bardzo szczere. Powiedzą, jak im się coś nie spodoba

Paweł Cieślak: Dzieciaki są bardzo szczere. Powiedzą, jak im się coś nie spodoba

Autor zdjęcia: Fot. Mirosław Jarosz, Shootit

Jego zawód oparty jest na kontakcie z innymi ludźmi. A po intensywnej pracy... szybko jest znowu gotowy do akcji. Już niedługo będziemy mogli zobaczyć go w Olsztynie.

— Ile ma pan lat?
— 32.

— Bawi się pan i jeszcze dostaje za to pieniądze?
— W pewnym sensie tak!

— Myślałam, że zacznie pan narzekać, że to ciężka praca i trudny zawód!
— Jak każdy zawód, ma on swoje plusy i minusy. Zmienność charakterystyczna dla mojej pracy nie zawsze musi być taka przyjemna. To, że się jest w ruchu, to, że poznaje się nowych ludzi, po jakimś czasie może zacząć być męczące. Ale jeśli się faktycznie lubi przygody i życie na lekkiej adrenalinie, to jest to najlepsza praca na świecie!

— Dlaczego taki zawód pan wybrał?
— Byłem kiedyś przewodniczącym Rady Samorządu Studenckiego. Organizowałem wyjazdy dla studentów pierwszego roku. Były to imprezy zakrapiane alkoholem. Nie do końca podobało mi się to, w jaki sposób to się odbywało. Nie tak chciałbym widzieć integrację. Postanowiłem to zmienić. Zacząłem zapraszać zespoły muzyczne i szukać gier lub zabaw. Chciałem, żeby było inaczej. W międzyczasie grałem amatorsko w siatkówkę. Poznałem Jakuba B. Bączka (trener mentalny i biznesowy, którego również zobaczymy na II Kongresie Przyszłości — red.). Znałem go tylko z boiska. Po jednym z treningów zapytał, co porabiam. Opowiadałem, że organizuję wyjazd do Zakopanego, że szukam zespołu góralskiego i zabaw, które mógłbym przeprowadzić dla studentów. Spytał, czy jestem animatorem. Odpowiedziałem, że nie, bo nawet nie wiem, kim jest animator. Jakub sam był wtedy animatorem i zaciekawił mnie tematem. I tak się zaczęło.

— Animator organizuje zabawę od A do Z?
— Tak! Zabawa ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie, tak jak rozprawka. Najpierw tłumaczymy grę, potem jest przebieg, a na koniec wyłonienie zwycięzcy albo finał. Bierzemy na siebie odpowiedzialność za to, jakie będą emocje podczas gry. Musimy być bardzo elastyczni i dostosowywać się do odbiorcy. Cały czas musimy być gotowi na modyfikacje.

— Musi pan poznać wcześniej odbiorców, ich oczekiwania i potrzeby?
— Tak. Zanim zajmę się wyjazdem, muszę dowiedzieć jak najwięcej o grupie, np. jaka jest płeć, wiek, czy są pary. I czy uczestnicy zabawy mieli już wcześniej animatorów i w jakiej formie. To są rzeczy podstawowe.

— Polacy potrafią się bawić?
— Bardzo dobrze się bawimy! Wystarczy dać nam do tego możliwość i to jest właśnie rola animatorów. Jesteśmy bardzo zabawowi, bardziej niż Niemcy czy Anglicy. Inne narodowości nam tego zazdroszczą. Wielokrotnie słyszałem w hotelach pytanie, kim są ci ludzie. Czy są zorganizowaną grupą. Odpowiadałem, że nie, że każdy przyjechał tu sam. Ale potrafimy się na siebie otworzyć. Narzekania od Polaków jest najmniej!

— Ale skoro Polacy potrzebują animatora, to znaczy, że sami nie potrafią sobie zorganizować czasu wolnego?
— Polacy potrafią bawić się sami, czasem brakuje tylko „zapalnika”. Tym zapalnikiem jest właśnie animator, który skraca dystans, wprowadza reguły i ramy czasowe. Samo słowo „anima” z łacińskiego znaczy „dusza”. Łatwiej jest oddać odpowiedzialność za organizację czasu animatorowi, bo to wygodne, bardziej efektywne i efektowne. Organizacja czasu wolnego to dla turysty również wysiłek, a przecież wakacje są od odpoczywania. Animator nie musi przebywać z grupą cały czas. Gdy zostanie stworzona przestrzeń do budowania relacji, rola animatora staje się drugoplanowa.
Podobnie sytuacja wygląda przy wyjazdach organizowanych przez firmy dla swoich klientów czy pracowników. Dyrektor czy prezes firmy nie może przecież prowadzić aqua aerobiku. Dzielimy się rolami — prezes będzie odpowiedzialny za pozytywny wizerunek firmy, a ja zadbam o pozytywne emocje. To właśnie wywoływanie emocji jest naszym najważniejszym celem. 

— Jak pan wspomina pierwsze zajęcia?
— Byłem zestresowany, tym, czy ludzie będą dobrze się ze mną bawili. Czy będą mnie słuchali, czy nie będzie nudno. Wiedziałem, że ode mnie wszystko zależy. Chciałem dać tym ludziom uśmiech, nowe znajomości i odrobinę szaleństwa. Cały stres uciekł zaraz po tym, jak szeroko uśmiechnąłem się do grupy, a w odpowiedzi otrzymałem czterdzieści innych uśmiechów. Nie da się wtedy nie być szczęśliwym! Uśmiech działa cuda!

— Szczególnie jak się pracuje z dziećmi, a pan się w tym specjalizuje, prawda?
— Tak, dzieciaki są bardzo szczere. Powiedzą, jak im się coś nie spodoba. Traktuję dzieci jak dorosłych. One to doceniają. Mimo że mają 6 lat, traktuję ich jak kumpli. Rozmawiam z nimi normalnie, nie używam zdrobnień, bo to jest zakazane w animacji. Moim zadaniem jest nawiązanie relacji poziomej, a nie pionowej jak w szkole. 

Przypomina mi się w tym momencie scena, kiedy odprowadzałem dużą grupę turystów na lotnisko. Miałem wtedy dużo dzieci w miniklubie. Pamiętam jak jedno dziecko złapało mnie za jedną nogę, drugie za drugą, a trzecie mocno się do mnie przytuliło. Powiedziały, że beze mnie nigdzie nie lecą. Jak to wspominam, to przechodzą mnie ciarki. Dałem im kawałek siebie, nie wchodziłem w żadną rolę. Dzieci potrafią wyrazić swoją wdzięczność. Ale jak się nudziły, to oczywiście mi to też powiedziały (śmiech). Dzieci kładą kawę na ławę.

— Jakich zabaw oczekują najmłodsi? Może były takie, których nie był pan w stanie spełniać?
— Nie chciałbym spełniać zachcianek związanych z nową technologią, typu gry czy tablety. Nie jestem od oceniania, ale uważam, że nie jest to dobre. Moje animacje oparte są na kontakcie z innymi ludźmi. Rodzice mają mało czasu na zabawę z dziećmi. Dlatego dzieci doceniają to, jak im się ten czas poświeci. Mają wtedy szeroko otwarte oczy i czekają, co się stanie dalej. Kiedyś miałem dzieciaki, które miały mieć sesję zdjęciową do reklamy samochodu. Trwał casting, a ja musiałem je zabawić. Wymyśliliśmy, ze będziemy szukać skarbu miedzy tymi samochodami. Jeśli sam poczuję się jak dziecko, to animacja jest wygrana. Czasem wydaje mi się, że jestem bardziej postrzelony niż one!

— Po pracy potrzebuje pan świętego spokoju?
— Po bardzo intensywnej pracy jest moment, kiedy chce się być samemu. Poczytać książkę, pójść do kina. Mam chwilę refleksji i czasu na pozbieranie myśli. Ale szybko jestem znów gotowy do akcji i chcę, żeby coś się działo.
Moje życie zawodowe zmieniło się od czasu, kiedy zaczynałem. Obecnie dużo szkolę, staram się wyciągnąć jak największy potencjał z każdej osoby, która chce być animatorem. Nie jeżdżę już na kilkumiesięczne kontrakty. Nadal mam możliwość realizowania swojej pasji na krótszych, tygodniowych lub kilkutygodniowych wyjazdach, które nazywamy incentive (wyjazdy motywacyjne — red.). Jestem też menedżerem animacji zagranicznej i zajmuję się zatrudnianiem osób, które pracują w zagranicznych hotelach. Wiem, jakie nowi animatorzy mogą mieć stresy, bo sam nim nadal jestem. W maju wyjeżdżam do Tajlandii i zajmuję się organizacją wyjazdu od A do Z. Od kupna biletów po organizację atrakcji jak np. jedzenie pająków. Wkładanie serducha w swoją pracę daje ogromną satysfakcję.

— W maju w Olsztynie odbędzie się Szkolenie Animatorów. Czego możemy się spodziewać?
— Połączymy naukę z emocjami. Nie ma potężniejszego narzędzia do rozwoju! Trochę teatru, pasji, tańca animacyjnego i uśmiechu. Będziemy kotwiczyć energię!

at

Ubierz się swobodnie, będziemy tańczyć: W sobotę i niedzielę 19 i 20 maja w Olsztynie odbędzie się Szkolenie Animatorów. W sobotę szkolenie odbędzie się w godz. od 9 do 17, w niedzielę od 9 do 15. W przypadku zmiany uczestnicy zostaną poinformowani przed szkoleniem drogą mailową. — Ubierz się swobodnie, będziemy tańczyć — uprzedzają organizatorzy. W programie m.in. nowoczesne tańce animacyjne, praktyczne gry i zabawy, zajęcia relaksujące, podstawy pracy z mikrofonem i wiele innych. Z kolei 27 maja w Olsztynie obędzie się animacja zabaw dziecięcych. Więcej informacji na www.animacja-stageman.pl.




Polub nas na Facebooku:

Zobacz także