Niedziela, 27 maja 2018. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Piotr Raczyński z Polyend: "Gdy robimy produkt, to nie po to, żeby był kolejnym w kolejce" [ROZMOWA]

2018-04-15 13:23:51 (ost. akt: 2018-04-15 13:28:47)
Piotr Raczyński z Polyend

Piotr Raczyński z Polyend

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Jest w Olsztynie firma, która ze swojej muzycznej pasji stworzyła biznes i ma za sobą współpracę z... Microsoftem. Ich produkty są — jak mówią — unikatowe. Jak wygląda ich praca? Z Piotrem Raczyńskim z Polyend rozmawia Paweł Jaszczanin

Rozmowa po polsku

— Jeden z czytelników napisał nam, że wyprodukowaliście coś dla... Microsoftu.
— Tak, to prawda.

— O!
— Historia jest ciekawa. Skontaktowała się ze mną pani, mówiąc przez telefon, że jest z Microsoftu, i że chciałaby zamówić kilkanaście urządzeń. Była bardzo enigmatyczna. Wyszukałem, że pracuje dla Microsoft Research, oddziału, który zajmuje się projektami, które mają pomagać osobom niepełnosprawnym. Po jakimś czasie odezwał się do nas człowiek odpowiedzialny za projekt, wyjaśniając wykorzystanie naszych urządzeń. Stworzyli system, który umożliwia granie na perkusji za pomocą gałek ocznych. Jakkolwiek nieprawdopodobnie by to nie zabrzmiało, taki system istnieje i jest wykorzystywany przez ludzi chorych na stwardnienie zanikowe boczne, tzw. ALS. Chorował na to np. dr Stephen Hawking. Sekwencję tworzy się za pomocą ruchu gałek oraz mrugnięć, a tę na perkusji odgrywają nasze urządzenia. Microsoft otrzymał za ten projekt SXSW Interactive Innovation Awards w dwóch kategoriach. Jesteśmy dumni, że choć pośrednio, ale byliśmy częścią tego projektu.

— Jesteście chyba mocno zajęci?
— Szykujemy się właśnie do targów w Berlinie. To taki europejski NAMM Show. Te berlińskie to największe targi muzycznych urządzeń elektronicznych w Europie. Ale nie będziemy jedyną firmą z Polski, która się tam pojawi. Będą jeszcze warszawiacy, twórcy syntezatorów modularnych i producenci obudów do urządzeń elektronicznych z Lublina.

— Co tworzycie? Wasze produkty można nazwać instrumentami, ale na pewno nietypowymi...
— Od wielu lat narzędzia do produkcji muzyki coraz bardziej zmierzają w stronę cyfrową. Dziś muzykę produkuje się głównie za pomocą komputera. Nawet instrumenty akustyczne są samplowane (sample to pojedyncze, zarejestrowane wcześniej dźwięki, które można wykorzystać w swoim utworze — red.) i odtwarzane w zaprogramowany przez producenta sposób. My mamy zupełnie inne podeście — wykorzystujemy moc komputera, by grać na żywym instrumencie. Pierwszym naszym urządzeniem tej kategorii jest Perc, maszyna perkusyjna, która odpowiednio zaprogramowana może odegrać na perkusji dowolny rytm. Nawet taki, który jest fizycznie niemożliwy do odegrania przez człowieka.

— Zaraz, chcecie pozbawić perkusistów pracy?
— Słyszeliśmy ten zarzut wielokrotnie (śmiech). Nic nie jest w stanie zastąpić indywidualnego stylu i niuansów profesjonalnego instrumentalisty. Poza tym maszyny perkusyjne odgrywające nagrane wcześniej próbki bębnów istnieją od lat sześćdziesiątych. Dzięki nim powstało techno. Jak widać, pojawienie się nowych technologii niekoniecznie musi wiązać się z zastąpieniem muzyków. W tym przypadku to raczej nowe możliwości ekspresji, nowatorskie podejście do kompozycji czy sposobu gry na instrumencie. Przykładów kreatywnego użycia naszego urządzenia można znaleźć w internecie całe mnóstwo. Jedni grają razem z naszą maszyną, inni tworzą zestaw perkusyjny z nietypowych przedmiotów, jeszcze inni wkładają perkusję do metalowych zbiorników. Tworzą się zupełnie nowe możliwości.

— To w zasadzie innowacja w muzyce. Nowe ścieżki.
— Tak, w tym temacie jesteśmy jedyni na świecie. Istnieje kilka podobnych prototypów stworzonych jako jednorazowy projekt. My włożyliśmy ogrom pracy, aby zrobić z tego produkt, który będzie dostępny w sklepie. Wiąże się to z całą masą aspektów projektowych, produkcyjnych, ale także marketingowych. Siłą naszego rozwiązania jest też trwałość produktu, powtarzalność i szybkość uderzeń oraz dynamika, czyli możliwość sterowania ich mocą.

— A to tylko jeden produkt...
— Wspominałem o produkowaniu muzyki za pomocą komputera. Producent tworzy muzykę w tzw. sekwencerze, wpisując do niego kroki niczym nuty na pięciolinii. Dziś komputer jest potężnym narzędziem, gdzie mamy internet, Facebooka, e-maile, antywirusa i całą masę innych narzędzi, które często mogą przeszkadzać w trakcie procesu twórczego. Do tego dochodzi interfejs. Jest to najczęściej myszka lub płaski ekran. Zastanawialiśmy się więc, dlaczego gitara czy pianino są tak inspirujące. Doszliśmy do kilku wniosków. Nie są bardzo skomplikowane i służą tylko do jednego celu, są doskonale wykonane z wykorzystaniem materiałów, takich jak drewno czy metal i są zawsze „włączone” — nie trzeba czekać, aby je uruchomić. Właśnie takich cech brakowało nam w istniejących sekwencerach. Tak powstał Seq — urządzenie, które jest swego rodzaju komputerem do komponowania muzyki, ale zarazem posiada bardzo przyjazny interfejs użytkownika, jest zrobione z anodowanego aluminium oraz drewna, ale przede wszystkim służy tylko do komponowania muzyki. Myślę, że to właśnie ten zestaw cech tworzy urządzenia, które inspirują, co zresztą potwierdzają liczne recenzje oraz komentarze użytkowników.

— Trzeci produkt jest bardziej enigmatyczny...
— Istnieje coś takiego, jak syntezatory modularne. W odróżnieniu od klasycznego syntezatora ten modularny może być stworzony niczym budowla z klocków Lego, gdzie każdy klocek to jeden moduł. Nie musimy zatem podążać za klasycznym schematem.

— Wychodzi na to, że każdy muzyk ma wówczas unikatowy syntezator.
— Na tym polega magia. Dziś każdy muzyk chce się czymś wyróżniać. Syntezator modularny może nie należy do najbardziej wygodnych, bo jest to najczęściej szafa składająca się z dziesiątek modułów połączonych ze sobą kabelkami, ale za to prawdopodobieństwo, że ktoś stworzy taki sam, jest bardzo małe. Trzecie urządzenie, które stworzyliśmy, umożliwia połączenie naszego sekwencera ze światem modułów. Przy okazji jest jeszcze mnóstwo innych jego zastosowań, ale musiałbym zabrnąć w bardzo techniczne tematy.

— Wszyscy już wiedzą, że w swojej pracy stawiacie na nowoczesne rozwiązania techniki. To wasze w pełni autorskie pomysły czy może używacie sprawdzonych rozwiązań?
— Wszystko robimy sami, właściwie od zera. Cały zespół jest w pewien sposób powiązany, zarówno z inżynierią, jak i muzyką. Jeżdżąc na targi, widzimy, że wiele z naszych jeszcze nieurzeczywistnionych pomysłów mogłoby się spełnić.

— Sprowadza się to głównie do kreatywności, ale też do tego, że chyba chcecie być trochę lepsi od innych?
— Gdy robimy produkt, to nie po to, żeby był kolejnym w kolejce, ale po to, żeby się czymś wyróżniał. Nasze wyróżniki to łatwość obsługi, jakość wykonania i dobór materiałów oraz wykorzystanie nowych technologii. Łatwość w obsłudze jest związana z procesem decyzyjnym, czyli która funkcja zostaje, a której nie zastosujemy. Tutaj bardzo często jest pokusa do tego, żeby jak najwięcej funkcji dołożyć. Nie dziwi mnie, że urządzenia konkurencyjne są tak skomplikowane. Trzeba być bardzo skupionym na to, co chce się osiągnąć. Tu często ważniejsze jest to, co odpuszczamy, niż to, co dodajemy. Na rynku jest mnóstwo bardzo skomplikowanych instrumentów, do których obsługi trzeba przestudiować grubą instrukcję. Do tego są plastikowe, bezduszne. My staramy się produkować urządzenia, które zestarzeją się wraz z właścicielem. Tak robili producenci wzmacniaczy w latach siedemdziesiątych. Ich design do dziś się nie znudził.
A jeżeli chodzi o technologie, mamy kilka autorskich rozwiązań. Choćby ta, która służy do sterowania żywych akustycznych instrumentów za pomocą komputera. Bez problemu możemy jej użyć na przykład do gry na gitarze. Wyobraźmy sobie prawą rękę gitarzysty, która ma swoje ograniczenia fizyczne. Może dzięki technologii uzyskamy nowe brzmienie, może zaczniemy grać muzykę do tej pory niemożliwą do zagrania, a może okaże się, że to nie ma sensu. Nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy.

— Wystawialiście się na NAMM Show (słynne, amerykańskie targi przemysłu muzycznego — red.). Ile razy?
— Dwa. To wielka marka, ale w zasadzie wystarczy zapłacić, żeby tam być (śmiech). Poznajemy tam mnóstwo ludzi, widzimy tam swoich klientów, spotykamy się w celach biznesowych. Co ciekawe, nie jesteśmy jednak jedyną olsztyńską firmą, która się tam wystawia.

— Jak to?
— Jest firma ATL, która ma co prawda tylko oddział w Olsztynie, ale to olsztynianie tam jeżdżą. Zajmują się tłumaczeniem instrukcji obsługi. Spotkaliśmy się tam chyba po raz pierwszy i okazało się, że... mieszkamy niedaleko siebie.

— Skoro na NAMM rozmawiacie z klientami, to pewnie podsuwają sporo pomysłów?
— Targi to fajny czas na sprawdzenie na sporej próbie bezpośrednio zainteresowanych, czy dany produkt, funkcja czy technologia ma sens. Pokazujemy urządzenia, które są w fazie prototypów, i obserwujemy zachowanie potencjalnych użytkowników. Oczywiście jest sporo zwiedzających, którzy sugerują swoje pomysły na nowe funkcje. Jeżeli podobnych sugestii jest dużo, to zastanawiamy się, czy nie powinniśmy ich uwzględnić w finalnym urządzeniu. Jednak, tak jak powiedziałem wcześniej, nie może to odbić się na prostocie obsługi, co nie każdy sugerujący rozumie.

— Na waszej stronie nie ma ani słowa po polsku. Dlaczego?
— Od samego początku sprzedajemy głównie w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy. Naszym odbiorcą jest profesjonalny muzyk lub producent. Niestety w Polsce rynek ten jest malutki, niemniej jednak pojawia się coraz większe zainteresowanie, np. ze strony polskich dystrybutorów czy sklepów. Nie jest to jednak rynek, na którym się mocno skupiamy.

— Prosta ekonomia.
— Tak. Nie traktujemy tego rynku po macoszemu i mamy nadzieję, że niebawem pojawią się pierwsi polscy artyści, którzy będą korzystali z naszych urządzeń. Z Polski mamy jednak sporo przyjacielskiej współpracy. Różni znajomi muzycy testują nasz sprzęt, produkują filmy demonstracyjne, pomagają w promocji.

— Możemy mówić o jakiejś formie endorsingu?
— Tu znów próbujemy uderzyć bardziej globalnie. Mamy spore wsparcie w kilku światowych gwiazdach, takich jak Trent Reznor z Nine Inch Nails, islandzki zespół Sigur Rós, który był jedną z głównych gwiazd Open'er Festival, podczas którego zaprosili nas kiedyś na dyskusję na temat naszych urządzeń. Świetna przygoda. Potem pojechaliśmy na Islandię, do ich studia, gdzie testowaliśmy różne rozwiązania. Bardzo przyjemne doświadczenie, zwłaszcza że cenimy ich jako muzyków. Największą gwiazdą jest jednak Aphex Twin, bóg muzyki elektronicznej. Powiedział, że nasza maszyna perkusyjna jest najlepszą rzeczą, jakiej w życiu używał. Tej maszyny używa też Trevor Lawrence Jr., muzyk sesyjny np. Herbie Hancocka, Snoop Dogga, 50 Centa, Alici Keys, Stevie'go Wondera, Eminema.

— Nad czym teraz pracujecie?
— Jesteśmy na końcu prac nad syntezatorem analogowo-cyfrowym. Chyba można powiedzieć, że to pierwszy polski produkowany seryjnie profesjonalny syntezator. Chociaż, może bardziej polsko-grecki, bo współpracujemy nad nim z grecką firmą, specjalistami w dziedzinie syntezatorów analogowych. My zajmujemy się częścią cyfrową i — jak to my — staramy się dodać coś innowacyjnego. Premiera już niebawem, bo na majowych targach w Berlinie.

— Wasza firma jest stosunkowo młoda. Wystartowaliście w 2015 roku. Czy takie firmy jak wasza mogą liczyć na pomoc na starcie? Nie mówię, że nie poradzicie sobie sami, ale jakaś pomoc by się chyba przydała?
— Młoda firma, w szczególności produkcyjna, to cały wachlarz zagadnień, jednak największą wagę posiada inwestycja finansowa. Środki głównie potrzebne są do zatrudnienia specjalistów, wytworzenia technologii i prototypów, pierwszą produkcję na większą skalę oraz marketing. Zatem najlepszym wsparciem byłaby jakakolwiek pomoc finansowa. W wielu państwach istnieją liczne ulgi podatkowe dla początkujących firm. Niestety w Polsce na nic takiego nie możemy liczyć. Owszem, istnieją różnego rodzaju programy akceleracyjne oraz inkubatory, ale nie w Olsztynie. Może dlatego w naszym rejonie jest tak mało tego typu firm.

— Ile osób liczy wasz zespół?
— Osiem, ale wciąż poszukujemy inżynierów elektroników.

— Wśród was są sami inżynierowie?
— Prawie tak. Zespół to mieszanka ludzi z pasją do inżynierii i muzyki. Sam tworzę muzykę od dziecka, ale jest też wśród nas gitarzysta, sesyjny perkusista czy producent muzyczny.

— Połączyły się więc dwa światy.
— To jest piękno muzyki. Jest wszędzie. I łączy ludzi. Nasza rozmowa jest na to kolejnym przykładem.

Firma Polyend powstała w 2015 roku. W swojej pracy nad instrumentami korzystają z autorskich pomysłów i nowoczesnej technologii. Obecnie pracują nad nowym produktem, którego premierę zaplanowano na berlińskie targi muzyczne odbywające się w maju.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Szkieletor #2484825 | 188.146.*.* 15 kwi 2018 15:09

    Wow, znam chłopaków osobiście. Poznałem ich na NAMM właśnie! Robią super robotę i mają wielką pasję ;-) Pozdrawiam z ATL ;-)

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Babcia Hela #2484824 | 88.156.*.* 15 kwi 2018 15:09

    Brawo! Takich potrzebujemy jak najwięcej w Olsztynie. Miasto powinno o o kreatywnych dbać i przede wszystkim zatrzymywać a jak się da to sprowadzać z innych miast. Najbardziej dynamicznie rozwijać się będą miejsca, skupiające najbardziej kreatywne, dynamiczne jednostki. Takie miejsca będą musiały zaoferować swoim mieszkańcom wysoki standard życia, ciekawe rozrywki, swobodę realizowania siebie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz