Czwartek, 18 października 2018. Imieniny Hanny, Klementyny, Łukasza

Krystyna Wrzosek-Raźniak o spotkaniu z Janem Pawłem II: "To był dzień, w którym słońce zaczęło świecić jaśniej"

2018-04-02 10:01:54 (ost. akt: 2018-04-02 13:58:56)
z papieżem

z papieżem

Autor zdjęcia: Arturo Mari/archiwum Krystyny Wrzosek

Miała 13 lat i duże pretensje do Pana Boga, dlaczego to właśnie ona zachorowała. Z Krystyną Wrzosek-Raźniak, która w 1991 roku była pacjentką w szpitalu dziecięcym w Olsztynie i spotkała się z Janem Pawłem II, rozmawia Beata Brokowska

— Miała pani trzynaście lat, lubiła lekkoatletykę i dyskoteki...
— Tak! Mama zaplatała mi warkocze, miałam piękne, długie włosy. Wieczorem 16 stycznia 1989 roku mama mówi nagle: ”Nie podobają mi się twoje uszy”. To była sobota, a w poniedziałek pojechała ze mną do lekarza w Mrągowie. I potem 21 stycznia do szpitala w Olsztynie. 

— Mama była pielęgniarką?
— Nie, ekspedientką. Ma przeczucia. Zawsze dzwoni do nas, do mnie i rodzeństwa, jak jej się przyśnimy. Sprawdza, czy wszystko w porządku. Kiedyś powiedziałam: „Mamo, dałaś mi jedno życie, gdy mnie urodziłaś, teraz dałaś mi drugie”. 

— Jak brzmiała diagnoza?
— Ostra białaczka. Lekarz powiedział, że jeszcze dzień, dwa i potknęłabym się, upadła, zakręciłoby mi się w głowie, bo w tak szybkim tempie traciłam czerwone ciałka krwi. Gdyby nie mama i te nieszczęsne uszy, to kto wie, jak mogłoby się to skończyć. 

— Co lekarze powiedzieli rodzicom?
— Zapytali, czy mają więcej dzieci. Powiedzieli, że muszą spodziewać się najgorszego. Moi rodzice przeżyli wiele ciężkich chwil.

— Ile czasu spędziła pani w szpitalu?
— Dwa lata. Tylko raz dostałam przepustkę na wyjście do domu. Organizm był osłabiony, lekarze bali się bakterii, każdy kontakt z przeziębioną osobą był dla mnie niebezpieczny. Jeździłam na badania do szpitali w Warszawie. Na naświetlania kobaltem do Warszawy poleciałam z mamą helikopterem. Byłam przygotowywana do przeszczepu. Wielokrotnie przetaczano mi krew. Przeszłam zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, co w moim stanie zagrażało życiu.

— Rodzice odwiedzali panią?
— Wtedy w szpitalu dziecięcym w Olsztynie odwiedziny były tylko w czwartki i niedziele. Nie tak jak teraz, gdy rodzice mogą być z dzieckiem cały czas, spać z nim i opiekować się.
Rodzice przyjeżdżali na zmianę, czasami z moją młodszą siostrą, siostra mogła być ze mną tylko chwilę. Spędzali ze mną kilka godzin i musieli niestety wracać do domu. Odwiedzał mnie również starszy brat, który wtedy studiował w Olsztynie. Czasami czułam się samotna, bo nawet w czasie świąt nie mogłam opuścić szpitala.

— Była pani nastolatką, która oglądała świat ze szpitalnego łóżka.
Miałam 13,5 roku i duże pretensje do Pana Boga, dlaczego to ja zachorowałam. Potem, już po spotkaniu z Ojcem Świętym, myślałam, że tak miało być. Spotkanie dało mi siłę przetrwania — bólu, kroplówek, lekarstw, badań. Gdybym była zdrowa, możliwe, że nie spotkałabym Ojca Świętego.


— Jest 6 czerwca 1991 roku. Kolejny rok pani leczenia w szpitalu.
— Miałam 16 lat. Pacjenci z chorobami onkologicznymi na oddziale wewnętrznym pierwszym, na którym leżałam, wiedzieli, że w szpitalu pojawi się z pielgrzymką papież. Ksiądz Michał Tunkiewicz powiedział, że możemy obserwować przez okno nabożeństwo, które było odprawiane na dziedzińcu.
Był piękny słoneczny dzień. Siedzieliśmy na swoich łóżkach. I nagle okazało się, że papież odwiedza nas w salach. Kiedyś wszystkie sale były przeszklone, więc widzieliśmy, co dzieje się obok. Nie zdawaliśmy sobie wtedy do końca sprawy z tego wydarzenia, ale stało się to ogromnym przeżyciem. Byłam bardzo podekscytowana, czułam wzruszenie. Wcześniej widziałam Ojca Świętego tylko w telewizji, a tu taka „wielka osoba” wchodzi do naszej sali.
Wejście Ojca Świętego to było coś niesamowitego. Wchodził w swoim białym ubraniu, w czapeczce na głowie tak zwyczajnie, jakby odwiedził nas ktoś bliski. Podchodził do każdego, brał za rękę. Na zdjęciu zrobionym przez Arturo Mari widać, że miałam zamknięte oczy. Papież ucałował mnie w czoło. Jak ktoś nie miał z nim styczności, to nie wie, jaka jest w tym moc. Gdy wziął mnie za rękę, ciepło przeniknęło całe moje ciało.

W naszej sali nr 5, jednej z większych na oddziale, było chyba 5 łóżek. Dużo dzieciaków wtedy chorowało. Jak Ojciec Święty wyszedł, patrzyliśmy dalej, zaglądaliśmy przez te szyby, co dzieje się w kolejnych salach. Czuliśmy, że to ważny dzień, ale do końca — tak dziś to widzę — nie rozumieliśmy tego. Gdy opuścił nasz oddział, pani ordynator i dwie panie doktor zabrały nas do świetlicy, rozmawiały z nami. Mamy wspólne zdjęcie z tego spotkania. 
Pytały, czy wiemy, kto to był. Powiedziały nam, że papież podjął decyzję, że chciałby odwiedzić najbardziej chore dzieci w szpitalu. Dziś to rozumiem i doceniam. Teraz pracuję w szkole, mam do czynienia z dziećmi i wiem, jak dużo ciepła i dobra potrzebują. Gdy po latach wracam myślami do tego spotkania, zagłębiam się w nie, widzę, jak bardzo było budujące. 

— Wyzdrowiała pani? 
— Obeszło się bez przeszczepu szpiku, ale nadal kontroluję swój stan zdrowia. Wyszłam za mąż i kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, byłam szczęśliwa, ale pojawiły się też obawy, czy wszystko potoczy się dobrze. Całą ciążę byłam pod opieką lekarzy. Moja mama mówi, że Szymek to cud. Trzeba żyć i żyję z dnia na dzień. Skończyłam studia, uczę dzieci w klasach I-III w szkole podstawowej w Warszawie. 

— Mówi pani swoim uczniom o spotkaniu? 
— Tak. „Widać Pan Bóg tak pokierował, żebym mogła was uczyć” — mówię o tym dzieciom, gdy mamy lekcję o Ojcu Świętym. Pokazywałam im zdjęcia ze spotkania. Mam nagrania, wywiady, wycinki z gazet. Jestem dumna z całego życia. Z powodu chemioterapii i naświetlań straciłam włosy, rzęsy, brwi, jakbym drugi raz stała się niemowlakiem. Włosy odrosły, może nie są już takie mocne jak kiedyś, ale dziś jest to mało ważne. Jestem dla ludzi, a oni są dla mnie i to jest piękne.

— Widziała pani papieża później?
— Bardzo chciałam, ale nie udało się. Widziałam go jedynie z daleka — na pielgrzymkach. Myślałam, że gdy będę wychodziła za mąż, poproszę Ojca Świętego w liście o błogosławieństwo. Zmarł w 2005 roku, a ja wzięłam ślub rok później.  

— I znów wróciła pani do szpitala dziecięcego w Olsztynie.
— Pielęgniarki mi mówią: „Ty tu wracasz, a przecież nie masz miłych wspomnień związanych z tym miejscem”. Wspomnienia są różne, wiele czasu spędziłam ze wspaniałym personelem medycznym, który wiele mi pomógł. Dlaczego miałabym tam nie wracać?!
Spędziłam w szpitalu dużo czasu i od dawna miałam postanowienie. Poprosiłam gości na moim ślubie, by zamiast kwiatów przynieśli maskotki, gry planszowe, zabawki. Zebraliśmy ich bardzo dużo. Pojechaliśmy z mężem na oddział i rozdawaliśmy dzieciom prezenty. Dla mnie to był ludzki odruch i miło było patrzeć, jak mali pacjenci się z tego cieszą.

— Jak potoczyło się życie pani koleżanek, kolegów ze szpitala?
— Miałam kontakt z kilkoma osobami z tamtego czasu. Niestety wiele osób miało nawrót choroby i odeszły do domu Pana. Łączyło mnie z niektórymi bardzo wiele, bo długo byliśmy ze sobą. Ale są też osoby, które żyją i założyły rodziny. Życie jest jedną wielką niewiadomą, dlatego trzeba żyć każdą chwilą.

— Pani syn, czwartoklasista, zna tę historię?
— Tak, wie, że był to ktoś wielki i sympatyczny. Zdjęcie ze spotkania z papieżem stoi w moim magicznym miejscu w domu. Każdy, kto zapyta o nie, może usłyszeć moją historię. Pewnego dnia usiadłam, przypomniałam sobie ten piękny, słoneczny, bez jednej chmurki dzień i napisałam wspomnienie o tym wydarzeniu. Zatytułowałam je „Dzień, w którym słońce zaczęło jaśniej świecić”. Zostawiłam to dla siebie, ale może kiedyś przekażę je dalej.

— Przesłała nam pani swoje zdjęcie z synem zrobione w Wadowicach. Jeździ pani śladami papieża?
— Uwielbiam podróżować, odkrywać nowe miejsca, nowe ścieżki. Każdy ślad, którym wędrował Ojciec Święty, jest dla mnie nowym odkryciem. Podobnie jak Jan Paweł II, kocham góry i w czasie wakacji spędzam tam dużo czasu. Odwiedziłam wiele miejsc na świecie, gdzie pielgrzymował Ojciec Święty, a do Wadowic często wracam, będąc na południu Polski. Cieszę się, że są takie miejsca jak Kraków, Wadowice, które mogę pokazać synowi. Może kiedyś zabiorę go dalej. 

— W poniedziałek 2 kwietnia przypada rocznica śmierci papieża.

To dla mnie szczególny dzień, zawsze wtedy idę do kościoła na mszę świętą lub na modlitwę. Dziękuję, że spotkałam Jana Pawła II na swojej drodze. Po śmierci papieża, gdy były poszukiwane świadectwa uzdrowień, moja mama zastanawiała się, czy nie napisać o mnie, ale uznała, że nie można pominąć wysiłków lekarzy. W moim uzdrowieniu jest i medycyna, i opatrzność Boża. 


— Co pani powiedział papież, gdy się nachylił nad panią w szpitalu? 
— „Nie lękaj się, Pan Bóg jest z Tobą”. Na pewno nie od razu odczytałam sens tych słów. Dopiero, gdy wyszłam ze szpitala, zrozumiałam, że im mniej strachu jest w człowieku, tym więcej wiary. 

— Święta spędzi pani w Warszawie czy w Olsztynie?
— U rodziców. Często wracam w swoje rodzinne strony, ale nie pochodzę z Olsztyna, lecz z Machar, miejscowości położonej 18 kilometrów od Mrągowa. I tam spędzę te piękne święta.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (11) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. PO. pier. ws. #2479626 | 83.9.*.* 7 kwi 2018 06:48

    A gdzie to było ? w Chorwaci ? księża katoliccy brali udział w mordach niewinnych ludzi (siekierami i młotkami rozbijano ludziom głowy ) J. P. 2 ogłosił świętymi TYCH księży ,

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. q #2476839 | 88.199.*.* 3 kwi 2018 12:22

    Wiara czyni cuda, zagrajcie w LOTTO. Będą pieniądze na remont kościołów i na nowe bryki.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Paweł #2476806 | 193.46.*.* 3 kwi 2018 11:24

    Jak poszukujesz odpowiedzi - tu ją znajdziesz: http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/prowad zenie-spotkainmenu-33/modlitwa-o-uzdrowi enie-mainmenu-60/170-zanim-poprosisz-o-u zdrowienie

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Anonymus #2476684 | 208.114.*.* 3 kwi 2018 05:53

    Odpowiadając na jadowite komentarze pamiętajmy, ze nienawisc rodzi nienawisc, sieje nienawisc i nienawiscia zaraza - dlatego jest szczegolnie ulubionym narzędziem Szatana. Jak widac co niektorych nienawisc tak zzarla, ze im tylko usxy zostaly i nawet myslec nie maja czym

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. Takitam #2476659 | 31.0.*.* 2 kwi 2018 22:54

      Nie jestem człowiekiem wielkiej wiary, ale nie wiem jak trzeba być zacietrzewiony i nieszczęśliwym żeby wypisywać takie bzdury jak ponizej. Prawdopodobnie leczy wiara i przemiana duchowa za posrednictwem w tym wypadku JP2 a nie to, że ktoś kogoś dotknął lub widział.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-8) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      Pokaż wszystkie komentarze (11)