Wtorek, 20 lutego 2018. Imieniny Anety, Lehca, Leona

Batonik z alkoholem może zwalić z nóg, ale tylko na piętnaście minut [WIDEO]

2018-02-09 19:00:13 (ost. akt: 2018-02-10 10:58:29)
Batonik rzeczywiście może narozrabiać. Zwłaszcza, gdy przekąskę przerywa nam patrol policyjny

Batonik rzeczywiście może narozrabiać. Zwłaszcza, gdy przekąskę przerywa nam patrol policyjny

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Pić albo nie pić, oto jest pytanie. Jedni piją odpowiedzialnie, inni świadomie, a jeszcze inni nie mają pojęcia, że spożywają alkohol. Dlatego sprawdzamy, czy po zjedzeniu czekoladki można prowadzić samochód. I podpowiadamy, gdzie jeszcze, poza butelką, znajduje się alkohol.

Wiemy, że to niezdrowe. Że trzeba zawsze odchorować kilka głębszych. I nawet zarzekamy się, że nigdy więcej nie będziemy pić. Ale gdy nadarzy się okazja, sięgamy po kieliszek. Niektórzy naukowcy twierdzą nawet, że produkcji alkoholu zawdzięczamy początki naszej cywilizacji. Ludzkość ma więc kaca od tysięcy lat. Ale, powiedzmy, to ryzyko zawodowe. Przecież złe samopoczucie trzeba jakoś wytłumaczyć.

— Piję codziennie jedno piwo — mówi Jerzy Paziewski, emeryt z Olsztyna. — Dla zdrowia. Nawet lekarz mi zalecał. Mało tego, żona mi kupuje ten trunek. Nie do pomyślenia, że mam taką wspaniałą żonę. Ale rzeczywiście pozbyłem się kamieni w nerkach. Dziś jednak piję o wiele mniej niż kiedyś. Byłem młodszy, więcej miałem możliwości. I piłem dla przyjemności. Dziś sączę dla zdrowia.

— Alkohol niejedno ma imię. Niektórzy lubią pić mało, a smacznie, a inny chcą uciąć sobie przysłowiowy film — uważa Marcin Beczyński, sprzedawca z Olsztyna. — Ja akurat uwielbiam piwo bezalkoholowe. Kiedyś miałem nawet wesołą sytuację. Postanowiłem wypić sobie taki napój na ławce w parku. Tam jest zakaz spożywania alkoholu, więc mogłem pić bez problemu. Ale podszedł do mnie człowiek, który niejeden alkohol miał w ustach, i mówi: „panie, tu nie wolno pić, bo są kamery”. Polacy chyba dzisiaj mniej piją. Na weselach na przykład nie podaje się już samej wódki, ale można częstować się piwem. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Widziało się, że człowiek leży pijany i zdarzali się tacy, którzy patrzyli na niego z zazdrością… Dzisiaj pukają się w głowę, gdy widzą pijaka.

Kultura picia się zmienia, ale i oferta na półkach sklepowych też.
— Wolimy poznawać smaki. W sklepach jest pełno piw regionalnych — dodaje Marcin Beczyński. — Chociaż nadal muszą to być piwa z procentami. W Skandynawii można kupić piwa, które mają więcej ekstraktu niż alkoholu. U nas musi być odwrotnie. Mówimy: "przecież nie będę pił sikacza!" Polak lubi pić piwo nie dla smaku, ale żeby zaszumiało mu w głowie. Ale mówi się też, że alkohol szkodzi zdrowiu. Zastanawiam się, czy na pewno. Myślę, że cola albo napoje energetyczne mogą narobić dużo więcej szkody niż alkohol. Dzieci kupują to bez ograniczeń, nikt tego nie kontroluje. Kiedyś, gdy byłem mały, nie było takich wynalazków...

A skąd wziął się alkohol? Powstał przez przypadek. Przechowywane ziarno pszenicy i jęczmienia zostało zanieczyszczone dziko żyjącymi drożdżami i sfermentowało. Ale jest też inna możliwość. Najpierw odkryto proces fermentacji, a zboże zaczęto uprawiać właśnie po to, żeby mieć wystarczająco dużo ziarna do zrobienia napitku. Zatem już wtedy byliśmy na alkoholowym głodzie. Nie ma się co dziwić, początki produkcji napojów alkoholowych były czymś w rodzaju magii.

Wystarczyło przełożyć trochę sfermentowanego płynu do drugiego naczynia i napitek powstawał na nowo. Woda sama zamieniała się w wino. A w Polsce w miód pitny, bo to on na początku królował na naszych stołach. Dzisiaj też czujemy się jak zaczarowani. Ba, nawet czary wyprawiamy. Daleko szukać — ostatnio w Olsztynie dwóch młodych mężczyzn po kilku głębszych postanowili jechać pod prąd. Dla zabawy, ale skończyło się niewesoło. Wjechali w budynek. Ściana została bardzo uszkodzona, oni sami nie ucierpieli. Inny czarodziej po pijaku w Ełku położył się na tory. Przejechał nad nim pociąg. Na szczęście też nic się nie stało, ale obudzili go dopiero ratownicy. W sylwestra natomiast pijana para w Olsztynie pojechała traktorem na zakupy.

Policja wciąż zatrzymuje pijanych kierowców. W 2016 roku, a to najświeższe dane, uczestnicy ruchu pod wpływem alkoholu spowodowali 2295 wypadków, czyli 6,8 proc. ogółu. Wśród nich aż 1686 osób kierowało pojazdami mechanicznymi. To ci, którzy stanowią największe zagrożenie. Najwięcej zdarzeń odnotowano od godziny 18 do 19, a dniem tygodnia, w którym było najwięcej wypadków spowodowanych przez nietrzeźwych, była sobota. Często i gęsto każdy z nich się tłumaczy. Tu też jesteśmy mistrzami.

— Kierowcy mają różne wytłumaczenia. Często mówią, że, wypili tylko jedno piwko, drinka albo lampkę wina. Albo że nie zdążyli zejść śniadania, a wczoraj wypili trochę więcej i myśleli, że już są trzeźwi — mówi sierż. szt. Izabela Kołpakowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie. — Zdarzył się też kiedyś kierowca, który tłumaczył, że wcześniej, przez cały dzień, lakierował samochód i nawdychał się oparów rozpuszczalnika. Drugi natomiast twierdził, że zjadł ponad kilogram mandarynek.

Można zjeść też batonik czekoladowy, który zafałszuje wynik. To głośna sprawa sprzed dziesięciu lat, kiedy pewien kierowca zakąszał słodycz w czasie jazdy i gdy zatrzymała go policja, miał w wydychanym powietrzu 1,6 promila alkoholu. Aż nie chce się wierzyć, ale sama postanowiłam sprawdzić, czy czekoladki mogą pokazywać "stan upojenia", którego się nie spodziewamy. Zwłaszcza, że na rynku jest pełno słodyczy z alkoholem. Pomijając czekoladki z likierem, są jeszcze takie, które mają ukryty alkohol w składzie. To batoniki toffi, mleczne, śmietankowe, które zawierają albo spirytus, albo etanol. Wybieram takie ze spirytusem, chociaż na pierwszy rzut oka nie wygląda, żeby batonik zawierał procenty. Nie ma żadnej informacji na opakowaniu. A jednak w składzie widać jak byk: spirytus 2,3 proc.

Napisane jest małym drukiem. Zjadam więc szybko słodycz, a gdy dmucham, alkomat pokazuje 1,2 promila. Próbuję innym razem, następnego dnia, po słabszym śniadaniu — jest powyżej 4,9 promila! W takim stanie powinnam mieć problemy z chodzeniem, o prowadzeniu samochodu nie wspomnę. Ba, naukowcy wskazują, że cztery promile są zabójcze dla organizmu. Namawiam też kolegę z pracy, który z męskim spokojem zagryza słodką przekąskę. On w wydychanym powietrzu ma 2,1 promila. Batonik rzeczywiście może narozrabiać. Zwłaszcza, gdy przekąskę przerywa nam patrol policyjny. Ale jak wytłumaczyć policjantowi, że nic nie piliśmy?

— W takiej sytuacji trzeba odczekać piętnaście minut i wynik na pewno będzie zupełnie inny. Po tym czasie alkomat nie wykaże żadnych promili. Właśnie dlatego, aby mieć pewność, policjanci w czasie kontroli wykonają badanie jeszcze raz — tłumaczy Izabela Kołpakowska. — Trzeba też pamiętać, że przed badaniem alkomatem nie można jeść żadnych posiłków, na pewno pić alkoholu ani nawet palić papierosów. To wszystko może zafałszować wynik.

Jest kilka takich smakołyków, które zawierają alkohol. To na przykład kapusta kiszona, która zawiera nawet 1 proc. alkoholu. Dojrzałe banany (10 dni po zakupie) mają 0, 6 proc., kefir 0,5 proc., chleb żytni 0,3 proc., a sok jabłkowy 0,2 proc. No i te sławne batoniki, które aż proszą się, żeby brać je ze sklepowej półki. I są na wyciągnięcie dziecięcej ręki. A maluchy nie czytają przecież etykiet. Zresztą, kto je czyta? Pamiętajmy jednak, że alkohol jest niebezpieczny dla dzieci, bo ich mózg wrażliwie reaguje na jego działanie. Spożycie nawet niewielkiej ilości powoduje zaburzenia równowagi i zawroty głowy. Ponadto proces rozkładu alkoholu w wątrobie nie funkcjonuje jeszcze prawidłowo. Dlatego już 1 g alkoholu na kg ciała dziecka może okazać się śmiertelny. W przypadku malucha ważącego 10 kg odpowiada to jednemu kieliszkowi wina! Alkohol w swoim składzie mogą zawierać ciasta z kremem, marcepan, trufle, praliny, nadziewane produkty czekoladowe (jajka wielkanocne), czekolada z rodzynkami, a nawet żelki. Alkohol używany jest też przy produkcji gotowych produktów jak zupy lub sosy z puszki lub słoika. Ich smak jest ulepszany przy użyciu alkoholu.

Procenty można jeść bez świadomości, że są, ale najczęściej pije je się z pełna odpowiedzialnością. Mało kto się nad tym zastanawia, ale alkohol idzie nam w boczki. To jak bardzo tuczący jest kieliszek wina? Ma około 200 kcal, prawie tyle co jeden pączek. Najmniej kaloryczne są alkohole czyste. Najbardziej kolorowe drinki z sokiem i napojami gazowanymi. Pół litra czteroprocentowego piwa to ponad 180 kcal. Cztery piwa wypite podczas jednej imprezy to tyle samo kalorii co dwa i pół hamburgera. By je spalić, powinniśmy biegać przez 73 minuty. Kieliszek wódki (50 ml) to 110 kcal. To tyle, ile kilka kostek czekolady. Mimo wszystko sięgamy po napoje z procentami chętnie i nie myślimy o jego wadach. Zwłaszcza w piątek wieczorem, prawda?
ar


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (16) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Adaś #2440228 | 5.172.*.* 14 lut 2018 16:54

    Amatorów batoników zapraszam na DETOX w szpitalu na Wojska Polskiego. Panią red. też, będzie pani mogła opisać swoje wrażenia.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. bo pić to trzeba umić #2437681 | 89.228.*.* 10 lut 2018 14:39

    jedno piwko wieczorem to samo zdrowie

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Józef z Bisztynka #2437617 | 109.241.*.* 10 lut 2018 12:22

    Niski poziom denno karski !

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. mirek #2437607 | 95.160.*.* 10 lut 2018 12:02

    Ja po pijaku dmucham, ale swoją starą.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Batonik #2437424 | 5.172.*.* 10 lut 2018 02:35

      niewątpliwie zwalił z nóg tzw redaktora na cały dzień.

      Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      Pokaż wszystkie komentarze (16)