Niedziela, 27 maja 2018. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Mafia po olsztyńsku: Seria z pistoletu maszynowego na ul. Kanta

2018-01-18 18:59:12 (ost. akt: 2018-01-18 19:54:59)

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

W połowie lat 90. XX wieku olsztyńskim światkiem przestępczym rządzili byli bokserzy: bracia Dariusz i Krzysztof R. i Grzegorz M. „Rudy”, „Marchewa”. Żyli z kradzieży samochodów, lombardów, haraczy „za ochronę”. Czuli się bardzo pewnie.

Zobacz także: Mafia po olsztyńsku: Napady jak z gangsterskiego filmu Gangsterzy przyszli do domu S. — Policja kryminalna z Olsztyna — usłyszał gospodarz. Nie uwierzył Piotr G., mieszkaniec olsztyńskiego Zatorza, nie miał nawet dwudziestu lat, ale i tak zarobił wyroków na resztę życia. Gdyby pozostał na wolności,...
Zobacz także: Mafia po olsztyńsku: „Dziki” i TIR pełen Marlboro Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu Na ciężarówce z papierosami zarobić chciało przynajmniej kilkanaście osób. Ostatecznie kasę zagarnęli chłopcy z Pruszkowa. Oblewali to potem...
Dlatego przeżyli szok, gdy jeden z nich został zastrzelony.

Było 15 lutego 1995 roku. Dochodziła dziesiątą wieczorem, gdy Dariusz R. dostał z bliska śmiertelną serię z pistoletu maszynowego skorpion. I to przed swoim blokiem przy ul. Kanta na olsztyńskich Jarotach. Mężczyznę trafiło dwanaście kul. Ludzie, którzy zaalarmowani hukiem skoczyli do okien albo wyszli na balkon, zobaczyli tylko oddalający się szybko zachodni samochód.

— Zrobił obydwoma rękami gest, jakby mnie przywoływał, poruszył szczęką, jakby chciał coś powiedzieć, lecz po chwili ręce mu opadły i znieruchomiał — relacjonował świadek, który pierwszy wybiegł na chodnik. Kobieta (jak się okazało dentystka), która znalazła się przy postrzelonym mężczyźnie chwilę potem, próbowała go reanimować. Bezskutecznie.

Inna kobieta, mimo późnej pory akurat spacerująca w okolicy, gdzie dwadzieścia lat temu kończyło się już miasto, zeznała, że zjechawszy z Kanta w drogę gruntową samochód zakopał się w błocie. Wkrótce stanął w ogniu. Dwaj mężczyźni, którzy z niego wyskoczyli, po przebiegnięciu kilkunastu metrów zatrzymali się, jakby chcieli sprawdzić, czy płomienie objęły cały pojazd. Po chwili zniknęli w lesie. Śledztwo wykazało potem, że auto — sprowadzony z Niemiec opel — było kradzione.

Ostatnie godziny życia Dariusza R. są znane niemal co do minuty. Tego dnia około 19.30 między innymi z Alfredem K., wtedy „bankierem” przestępczego światka, brał udział w treningu w sali Budowlanych przy ulicy Grunwaldzkiej. Był przeziębiony, więc się oszczędzał. Potem pojechał na Dajtki, gdzie Alfred K. miał odebrać poloneza, stanowiącego zastaw za szybką pożyczkę udzieloną właścicielowi znajdującej się wtedy przy ulicy Kłosowej agencji towarzyskiej. Mercedesem pod swój blok na Kanta Dariusz R. podjechał już sam. Jego towarzysze zeznawali potem, że niczego nie podejrzewał, chociaż po namyśle zwrócili uwagę, że wspominał coś o kręcącym się za nim mercedesie na warszawskich numerach.

Komu naraził się Dariusz R.? Próbowała ustalić to policja, a jeszcze bardziej starał się brat zabitego Krzysztof R., który akurat siedział za jakiś rozbój. Przed olsztyńskim aresztem jego koledzy urządzili bezprecedensową samochodową demonstrację, żeby okazać mu swoją solidarność w żałobie. Jeszcze w areszcie brat zabitego dowiedział się, że wykonawcą bandyckiej egzekucji mógł być Krzysztof B. z Dobrego Miasta. Odsiadujący wyrok za zabójstwo mężczyzna akurat nie wrócił z pierwszej przepustki, jaką dostał z więzienia w Potulicach i ponoć ukrywał się w Olsztynie.

— Liczyłem, że jeśli to nie on, to będzie się chciał z nami skontaktować i wytłumaczyć — opowiadał Krzysztof R., który wtedy jeszcze składał zeznania.
Po wyjściu na wolność sam podobno jeździł po kraju (np. do Wołomina) i sprawdzał wszystkie ślady, które mogłyby go naprowadzić na trop zabójców brata. Mordercę z Dobrego Miasta spośród nich wykluczył, ponieważ Krzysztof B. rzeczywiście się odezwał i wytłumaczył. Do spotkania, z zachowaniem największej dyskrecji, miało dojść gdzieś pod Warszawą. Sprawdzała tę wersję także policja, kiedy killer z Dobrego Miasta został wreszcie przyskrzyniony. Ciekawe, że zatrzymano go w samochodzie jednego z „Orzełków”, braci bliźniaków, właścicieli agencji towarzyskiej znajdujących się po przeciwnej stronie barykady coraz bardziej dzielącej olsztyński świat przestępczy. Ale mimo narzucających się podejrzeń, zarzutu udziału w zabójstwie Dariusza R. prokurator wtedy nikomu nie postawił.

Teza, ze egzekutorem mógł być inny miejscowy bandyta Zdzisław K. ps. Bocian też pojawiła się dość szybko. Zanim jednak policja zabrała się do sprawdzania tej wersji, w niecałe dwa miesiące po zabójstwie na Kanta żona Zdzisława K. zgłosiła zaginięcie „Bociana” i ten wątek na długie lata odłożony został na półkę. Aż do 2014 roku, kiedy okazało się, że prawdopodobnie to fragmenty jego rozkawałkowanych zwłok w reklamówkach ze św. Mikołajem zostały w czerwcu 1999 roku znalezione w jeziorze Pluszne. To jedna z największych obecnie zagadek kryminalnych i poważny problem dla wymiaru sprawiedliwości.

Członki i głowę wyłowione z jeziora kilkanaście lat temu zidentyfikowano (jak dziś wiemy — błędnie) jako Tomasza S. ofiarę gangsterskich porachunków z Suwałk. Sprawa została dawno prawomocnie osądzona, a uznany za sprawcę zabójstwa Jacek Wach z Olsztyna dostał dożywocie. W 2014 roku jeden ze sprawców masakry, której ofiarą padł mieszkaniec Suwałk wskazał miejsce, gdzie naprawdę zostały pogrzebane zwłoki i sytuacja wróciła do punktu wyjścia.

Jacek Wach (dziś 63-letni), który po odsiedzeniu 15 lat z „niesłusznego” wyroku, od 2 lat znów jest na wolności, czeka na nowy proces w sprawie zdarzeń sprzed dwóch dekad, ale sprawa, do której prowadzenia został wyznaczony Sąd Okręgowy w Olsztynie, ciągle nie może się rozpocząć. Także dlatego, że nie wiadomo, jak to było z „Bocianem”. Okoliczności śmierci domniemanego wykonawcy wyroku na ulicy Kanta w lutym 1995 roku bada prokuratura w Lublinie. Może dowiemy się, czy jedno z drugim ma związek i czy to była zemsta.

Brat zabitego wówczas Dariusza R Krzysztof w rozwiązaniu tej zagadki raczej nie pomoże. Wkrótce po opisanych wydarzeniach popadł w nieoczekiwane kłopoty, bo młody dzierżawca restauracji na olsztyńskiej starówce nie chciał płacić haraczu „za ochronę”. Nie tylko się nie przestraszył, choć „nieustaleni sprawcy” dwa razy próbowali podpalić lokal i pojawiły się groźby także wobec rodziny ajenta, ale poszedł wówczas na policję i dzielnie wytrzymał wszystkie konfrontacje z bandytami. Trzeba było ich widzieć, gdy zjawili się w charakterze oskarżonych przed Sądem Rejonowym w Olsztynie — Krzysztof R. w eleganckim garniturze, Grzegorz M., z wielkim złotym łańcuchem na szyi. W sumie, oprócz ich dwóch, oskarżeni byli jeszcze trzej inni mężczyźni: Janusz L., Alfred K. „Fred” i niejaki Jacek M. z Biskupca, który w tym samym czasie, poprosił kolegów z Olsztyna o pomoc w ściągnięciu jakiegoś długu w Kętrzynie.

Proces (właściwie dwa, bo pierwszy wyrok został uchylony) zakończył się wyrokami po 5 lat 6 miesięcy dla głównych oskarżonych dopiero w 2001 roku. Grzegorz M. „Marchewa” był już wówczas ranny po zamachu na swoje życie, zaś Krzysztof R., który w trakcie sprawy dobre trzy lata spędził za kratkami, uzyskał wkrótce po wyroku zwolnienie z aresztu. Miał zakaz opuszczania kraju, mimo to prędko uciekł za granicę. Policja dwa razy (ostatnio w styczniu 2009) wytropiła go i doprowadziła do zatrzymania we Włoszech, ale ostatecznie Włosi nie zgodzili się na jego ekstradycję. U nas ciągle wisi nad nim list gończy.

Kłopoty braci R. szybko wykorzystali ich młodsi rywale. Zwłaszcza, że kiedy na olsztyński rynek masowo zaczęły płynąć narkotyki, gra szła o coraz większe pieniądze. Gra na śmierć i życie, której kolejną ofiarą padł w 1999 roku jeden z „Orzełków” Andrzej R.

O tym w kolejnym odcinku „Mafii po olsztyńsku”.
bs
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (34) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. .... #2444959 | 37.47.*.* 20 lut 2018 23:29

    Nie 15 lutego a 14 i nie 12 strzalow a 14 . Kaboom dziennikarze.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Reminiscencjusz #2421984 | 79.184.*.* 20 sty 2018 08:53

      Dziwnie się czyta o osobach które po części się znało i spotkało zupełnie w innych okolicznościach

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Kiedyś kozacy i #2421977 | 83.6.*.* 20 sty 2018 08:45

      młodzi waleczni a dziś truposzczaki lub starzy tetrycy i do tego tylko wkurwieni.Śmieci się nie gloryfikuje, śmieci się utylizuje - to taki morał wynikający z życia.

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. ja #2421834 | 199.67.*.* 19 sty 2018 21:23

      fajna seria, czekam na wiecej

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    4. Gyhg #2421334 | 94.254.*.* 19 sty 2018 11:53

      A mnie wciagaja te artykuly

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (34)