Wtorek, 23 stycznia 2018. Imieniny Fernandy, Jana, Rajmundy

Kobieta, która oddała dziecko do adopcji po latach skontaktowała się ze swoją córką. Dzięki naszym czytelnikom

2018-01-07 20:00:50 (ost. akt: 2018-01-07 13:18:49)

Autor zdjęcia: Joanna Karzyńska

Pamiętacie smutną historię pani Danuty, która zmuszona przez swoich rodziców oddała swoją córkę do adopcji? Od tamtej pory minęło prawie pół wieku, a ona wciąż nie może sobie wybaczyć... Komentarze naszych czytelników sprawiły, że kobieta zdecydowała się podzielić swoją traumą z najbliższymi i odnaleźć córkę.

Zobacz także: Spowiedź matki: "Oddałam córkę do adopcji" To zdjęcie to jedyna pamiątka jaką mam. Modlę się byś była szczęśliwa. Przez te 47 lat zawsze byłaś w moim sercu i myślach - Jesteś już dorosłą kobietą i masz 47 lat, a ja? Mam kochaną rodzinę ale nie jestem szczęśliwa. Wiem, że przy wigilijnym stole nie zasiądziesz...
Historia pani Danuty, którą nasi czytelnicy poznali w wydaniu z 8 grudnia, zaczęła się jak wiele podobnych: na zabawie poznała chłopaka, który skradł jej serce. Przyjechał tu za pracą aż spod Bartoszyc. Spotykali się przez kilka miesięcy, przysięgał miłość, obiecywał ślub. 18-letnia dziewczyna zaszła w ciążę, a wtedy chłopak się ulotnił. Rodzice zdecydowali stanowczo, że córka tuż po porodzie odda dziecko do tzw. adopcji ze wskazaniem.

— Nie jestem wyrodną matką, która nie chciała swojego dziecka, życiowa sytuacja zmusiła mnie do podjęcia tak trudnego wyboru. Matka powiedziała mi, że trzeba pozbyć się "problemu". Bałam się sprzeciwić i poddałam się. Mam żal do niej i do samej siebie, że nawet nie próbowałam — opowiadała nam pani Danuta. — Myślałam wtedy, że umrę.

Kiedy poznała przyszłego męża, zwierzyła mu się ze swojej traumy. Pomógł jej zobaczyć Basię i upewnić się, że jest szczęśliwa. — Wiedziałam już, że moja córka ma dobry dom. Cały czas modliłam się o jej szczęście, zdrowie i o to, żebym kiedyś mogła ja usłyszeć i przytulić — opowiadała.
Od przyjścia na świat Basi minęło 47 lat, a 42 od momentu, kiedy pani Danuta widziała po raz ostatni córkę. Myślała o Basi bardzo często, zastanawia się jak potoczyły się jej losy.

— Najtrudniej przeżyć mi kolację wigilijną... Patrzę na pusty talerz na stole, który stawia się dla zbłąkanego gościa i marzę, by kiedyś zasiadła przy nim Basia — mówiła, kiedy po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć swoją historię. — Dzieci czasem pytają, dlaczego — dzieląc się co roku z nimi opłatkiem — płaczę. Nigdy nie odważyłam się powiedzieć im, co zrobiłam i dlaczego. Na szczęście, zawsze jest przy mnie mąż Tadeusz, który mnie wspiera. W swoich modlitwach zawsze proszę Boga, by obdarzył cię szczęściem i dziękuję mu, że na naszej drodze postawił wspaniałych ludzi, jakimi są twoi rodzice.
Po opublikowaniu artykułu "Spowiedź matki: oddałam córkę do adopcji. Wciąż nie mogę sobie wybaczyć" — posypały się komentarze, z których wiele nie krytykowało wyboru naszej bohaterki.

— Kiedy przeczytałam te wszystkie komentarze, dotarło do mnie, że nie wszyscy mnie potępiają. Było też wiele ciepłych słów, a najbardziej wzruszyły mnie słowa osób, które jako dzieci oddane zostały do adopcji — mówi teraz pani Danuta. — I stało się. W wigilijny wieczór, kiedy siedzieliśmy tak z naszymi dziećmi i wnukami przy stole, opowiedziałam im historię, którą od lat trzymałam w tajemnicy przed światem. Nikt z bliskich mnie nie potępił, wszyscy ze łzami w oczach słuchali mojej opowieści, a potem mnie przytulali. Od razu zgodnie stwierdzili, że trzeba Basię odnaleźć.


Dzieci i wnuki pani Danuty natychmiast rozpoczęły poszukiwania swojej siostry i cioci. Znali nazwisko adopcyjnych rodziców, więc już po świętach odnaleźli Basię. Na Facebooku odnaleźli też jej syna i oglądając jego rodzinne zdjęcia natrafili na jedno z rodzicami.

— Kiedy wnuk pokazał mi zdjęcie mojej córki i jej syna, niewiele widziałam przez łzy — przyznaje pani Danuta. — 42 lata nie widziałam swojego dziecka.
Teraz z fotografii spoglądała na mnie piękna, dojrzała i uśmiechnięta kobieta. Nie jestem w stanie opisać radości, którą czułam. Jednak moje dzieci miały dla mnie jeszcze jedną niespodziankę, udało im się dostać numer telefonu do Basi.
Pani Danusia nie miała odwagi zadzwonić. Dwa dni w kieszeni nosiła numer telefonu do córki. Pierwszy telefon wykonał jej syn Krzysztof. I choć jemu też słowa grzęzły w gardle, zadzwonił do siostry. Długo tłumaczył, kim jest i dlaczego dzwoni. W pewnym momencie podał telefon pani Danucie i wtedy kobieta usłyszała głos swojego dziecka.

— Gdy usłyszałam cichutkie "dzień dobry" w słuchawce, serce mi zamarło. Powiedziałam do Basi: "wybacz mi, że Cię oddałam, ale zawsze pamiętałam i kochałam" i rozpłakałam się — opowiada ocierając łzy pani Danuta. — Usłyszałam od córki, że nie ma żalu do mnie, bo rodzice adopcyjni powiedzieli jej, że oddałam ją dla jej dobra.
Opowiedziała mi o swoim pięknym dzieciństwie przepełnionym miłością, o tym jak w wieku 18 lat rodzice wyznali jej, że jest adoptowana, o swojej rodzinie. Jej rodzice adopcyjni, niestety, już nie żyją i tak naprawdę jej całym światem jest mąż i dwóch synów. Mówiła, że czasem myślała czy ma jakieś rodzeństwo i czy jej matka biologiczna żyje. Przyznała, że ucieszyła się z telefonu swojego brata, jednak potrzebuje czasu, by to wszystko sobie poukładać.

Po rozmowie z panią Danutą, przyszła kolej na siostrę, która nie kryła łez. Rozmowy trwały ponad dwie godziny, ale jeszcze długo po ich zakończeniu dzieci siedziały z panią Danutą przytulone, zamyślone i szczęśliwe. Rodzeństwo ustaliło, że kiedy tylko Basia zdecyduje się na spotkanie, pojadą do niej. Teraz zamierzają się kontaktować telefonicznie. Dzwonili już do niej z noworocznymi życzeniami.

— Chciałam podziękować czytelnikom, że dali mi siłę do wyznania prawdy. To co teraz dzieje się w moim sercu to przechodzi ludzkie wyobrażenie — cieszy się kobieta. — Wyglądam przez okno i uśmiecham się. Czuję się jakby ktoś zdjął mi z kamień z serca. Nie mogę doczekać się spotkania z Basią, nie liczę, że powie do mnie "mamo" ale marzę, że w przyszłym roku siądziemy razem do wigilijnego stołu — dodaje.
jk
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (27) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ania #2414519 | 188.146.*.* 10 sty 2018 13:10

    Pani Danusiu, trzymam kciuki. Mam też nadzieję że Basia szybko zdecyduję się na spotkanie z Panią i rodzeństwem. Powodzenia.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Love #2414383 | 94.254.*.* 10 sty 2018 10:17

    I tak przez 47 lat nie była w stanie.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Lili #2414064 | 83.31.*.* 9 sty 2018 20:44

    Pani Danusiu :) Czytając w Gazecie Olsztyńskiej Pani wyznania,bardzo mocno wzruszyłam się ... Trzymałam kciuki i życzyłam Pani aby spotkała Pani córkę. Tak się stało :) Życzę Pani oraz całej Pani rodzinie wiele,wiele wspólnych,przepełnionych radością chwil :) Uśmiechu na co dzień i szczęścia. Pozdrawiam serdecznie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. kol #2413859 | 83.24.*.* 9 sty 2018 16:28

    Pani Danusiu, w Nowym Roku życzę Pani i rodzinie wszystkiego dobrego, aby wszystkie Wasze sprawy dobrze się ułożyły. Pozdrawiam

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Ja #2413327 | 37.248.*.* 8 sty 2018 22:51

    Pani Danusiu, jest Pani wspaniałą, silną kobietą, którą los okrutnie doświadczył... Podziwiam Pani odwagę i wielką, szczerą miłość do dziecka, którego nie dane było Pani wychować, które nie miało szansy obdarzyć Pani uczuciem! Życzę szczęścia Pani i Pani rodzinie, wierzę, że wszystko znajdzie swój szczęśliwy finał. To nie są sprawy łatwe, tym bardziej jestem pełna podziwu dla Pani odwagi... Jednak cierpienie noszone przez całe życie wymagało pewnie niemniejszego heroizmu! Wierzę, że Pani córka zdobędzie się na podobny heroizm i dane Wam będzie usiąść do wigilijnego stołu razem. Ma Pani cudowne dzieci, więc z pewnością jest Pani wspaniałą kobietą. Powodzenia dla całej rodziny, oczywiście dla Pani Basi i jej rodziny również! Pani Basiu, jeśli to Pani czyta, proszę dać szansę, rodzeństwu i mamie, która mimo wszystko nosiła Panią w sercu przez całe swoje życie! Wspaniałą postawą i słuszna wykazali się też rodzice adopcyjni, którzy mieli odwagę przekazać Pani prawdę! Z pewnością z ich strony, to również akt wielkiej odwagi, ale postąpili słusznie... Wielki podziw i ukłon! Wie Pani, a Tico Pani przeżyła u ich boku, nigdy się nie zmieni. Trudne u kręte bywają ludzkie ścieżki... Trzymam kciuki za wszystkich i pomyślne rozwiązanie całej sytuacji! Przed Wami jeszcze mnóstwo Wigilii i tyle do opowiedzenia.... Czekałam na wiadomość, jak się dalej ta sprawa potoczy i cieszę się, że poszło to w tym kierunku! Dużo szczęścia i dużo zdrowia wszystkim życzę!

    Ocena komentarza: warty uwagi (17) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (27)