Poniedziałek, 23 kwietnia 2018. Imieniny Ilony, Jerzego, Wojciecha

Po trzydziestu latach pierwszy raz zobaczą swoje zdjęcia ślubne!

2017-12-26 18:30:45 (ost. akt: 2017-12-26 10:07:55)
Byli goście, był fotograf. Zdjęć jednak nikt nie odebrał

Byli goście, był fotograf. Zdjęć jednak nikt nie odebrał

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Po trzydziestu latach Danuta i Krzysztof po raz pierwszy obejrzą swoje zdjęcia ślubne. Po weselu nie mieli pieniędzy, aby je odebrać. Na szczęście ich córka, Karolina Awęcka, stanęła niemalże na głowie, żeby te zdjęcia odzyskać.

Była wtedy zima stulecia. 28 lutego 1987 roku Danuta z Krzysztofem wzięli ślub. Byli goście, był fotograf. Zdjęć jednak nikt nie odebrał.

— Rodzice wtedy nie mieli pieniędzy — tłumaczy Karolina Awęcka, córka Danuty i Krzysztofa. — Ktoś z rodziny nawet pożyczył im pieniądze, ale zawsze pojawiały się pilniejsze wydatki. Zresztą rodzicom się nie przelewało. Wesele przygotowali z własnych środków. Nie mieli też swojego mieszkania, mieszkali kątem u rodziców mamy. Było ciężko z funduszami. Pojawiły się dzieci, więc ważniejsze były inne wydatki i inne zdjęcia. Cały czas odkładali odbiór zdjęć ślubnych na później, aż minęło trzydzieści lat. Do dzisiaj jednak mają o to do siebie żal. Jednak, jak niedawno mówiła mi mama, dzisiaj już te zdjęcia są nie do zdobycia. Straciła nadzieję… Bo pewnie już fotografa nie ma, a jeśli nawet jeszcze żyje, negatywów pewnie się nie znajdzie.

Danuta z Krzysztofem mieszkają dzisiaj w Anglii. W grudniu przyjechali na pogrzeb dziadka pani Karoliny. I przy okazji tego wydarzenia wspomnienia z przeszłości wróciły. Również te dotyczące zdjęć ślubnych.

— Rodzice mają już szóstkę wnucząt. Co roku na święta dostawali gadżety z nimi związane — a to kalendarze, a to fotoksiążki — opowiada pani Karolina. — Pomyślałam, że trzeba im teraz zrobić wyjątkowy prezent. Tylko jak znaleźć tego człowieka? Z pomocą przyszła mi grupa na Facebooku „Pozytywne mamuśki Olsztyn”, do której należę. Dziewczyny zawsze pomagają sobie w przeróżnych sytuacjach. Zapytałam więc, czy może któraś coś kojarzy.
Mama pamiętała tylko, że fotograf miał zakład przy alei Zwycięstwa w Olsztynie. Jedna z dziewczyn doradziła mi, żebym odezwała się do Kai, fotografki. Nie miałam pojęcia, że to córka fotografa, który robił zdjęcia moim rodzicom. Pomyślałam: napiszę do niej, co mi szkodzi. Gdy się okazało, że trafiłam na najodpowiedniejszą do moich poszukiwań osobę, od razu spytałam, czy archiwa są jeszcze dostępne.
Ale niestety… Za dużo czasu minęło.

Pani Karolina nie traciła jednak nadziei. W domowych archiwach znalazła stykówki, czyli małe zdjęcia wielkości klatki kliszy. Wywoływane są po to, aby można było je obejrzeć i żeby móc wybrać najlepsze ujęcia. To była jedyna pamiątka ze ślubu — miniaturowe zdjęcia na karcie formatu A5. Niewiele.

— W dodatku stykówki były zniszczone. Gdy byłyśmy małe z siostrą, miałyśmy je wielokrotnie w rączkach. Na odwrocie są malunki. Też pewnie nasze — dodaje Karolina Awęcka. — Pamiętam, że kiedyś byłam ze stykówkami u jednego fotografa. Bo już wtedy miałam chęć, żeby wywołać zdjęcia rodziców. Ale ten spojrzał na to i powiedział, że nic z tego nie da się odzyskać. Odpuściłam. W końcu to fachowiec, więc się zna. W tym roku spróbowałam jeszcze raz, bo nie dawało mi to spokoju. Jak to się mówi: raz kozie śmierć.

— Gdy Karolina się do mnie odezwała, miałam wrażenie, że sprawa jest stracona — opowiada Kaja Hrynek, fotografka. — Tata nie prowadzi już archiwum, więc odzyskanie zdjęć z negatywów okazało się niemożliwe. Ale miała szczęście, że na siebie trafiłyśmy.
Dziwię się jednak, że nikt jej nie podpowiedział, że zdjęcia mógł robić mój tata. Był przecież bardzo znany w owych czasach. Do tej pory ludzie go nawet wspominają jako pana z brodą i w muszce. Imienia i nazwiska jednak nie pamiętają. Ale z przyjemnością przypomnę. Zdjęcia na ślubie Danuty i Krzysztofa robił Stanisław Szczyglewski.

Nie uda się jednak tak szybko przygotować zdjęć. Ale nie na święta mają być gotowe. Do rąk Danuty i Krzysztofa mają trafić 14 lutego. Wtedy Karolina pojedzie do rodziców w odwiedziny. To nie tylko Walentynki, ale przedsmak szczególnego wydarzenia.

— To będzie idealny moment — zdradza Karolina Awęcka. — 28 lutego rodzice będą przecież obchodzić trzydziestą rocznicę ślubu.

— Nie spałabym po nocach, gdybym musiała zrobić zdjęcia na Boże Narodzenie. Ale na pewno stanęłabym na wysokości zadania. Tym bardziej, że historia jest niesamowita — dodaje Kaja Hrynek. — Na szczęście odsapnęłam, gdy okazało się, że mamy jeszcze czas. Bo jest z tym trochę zabawy. Współczesna technologia daje takie możliwości. Dzisiejsze skanery mają dobre rozdzielczości. Być może kiedyś fotograf wzruszył ramionami, bo nie miał takich narzędzi. Dziś jest łatwiej, ale to niestety wymaga czasu. Skanowanie jednego zdjęcia ze stykówki może trwać nawet kilkadziesiąt minut. Do tego trzeba doliczyć jeszcze retusz zdjęcia. Stykówka jest przecież zniszczona i wszystkie niuanse się zeskanują. Da się jednak zrobić zdjęcia w wielkości 30x40 cm. Nie będą idealne, bo wiele do powiedzenia ma materiał wyjściowy. Jednak gdy wydrukujemy je na papierze przypominającym płótno, będzie można ukryć pewne niedoskonałości. Mam nadzieję, że uda się zrobić osiemnaście zdjęć. Kto wie, może nawet wyjdzie z tego jakiś album…

Szykuje się więc pamiątka z prawdziwego zdarzenia. Uda się cofnąć czas, bo zdjęcia w końcu trafią w ręce nowożeńców sprzed trzydziestu lat. A zaangażowanie pani Karoliny na pewno doda tej historii dodatkowych emocji.


— Zdjęcia to przepiękne pamiątki — podkreśla Kaja Hrynek. — Mamy dużo zdjęć na komputerze, nie każdy jednak potrafi przysiąść i powybierać najlepsze ujęcia. Wrzuca się wszystkie, a potem nie chce się ich nawet przeglądać. Kiedyś, gdy robiło się zdjęcia na kliszy, oszczędzało się kadry. Fotograf zastanawiał się trzy razy zanim nacisnął spust migawki. Materiał kosztował, jedna klisza umożliwiała zrobienie 36 zdjęć. To mało w porównaniu z dzisiejszymi możliwościami. Ale czy zdjęcia oglądane na monitorze mogą sprawić tyle frajdy? Dzisiaj odbitki to groszowa sprawa. Ale gdy ogląda się fotografie na papierze, dotyka się ich i pokazuje innym ludziom, to są prawdziwe emocje. Dopiero wtedy zdjęcia mają prawdziwą wartość. Dlatego jestem ciekawa reakcji rodziców Karoliny. Wspomnienia na pewno wrócą…

— Podejrzewam, że bez łez się nie obejdzie — dopowiada pani Karolina. — Wszystko na razie trzymam w tajemnicy. Mam nadzieję, że rodzice nie dotrą do tego artykułu. I trzymam kciuki, że znajomi, którzy to przeczytają, też im nie doniosą. To ma być przecież niespodzianka!
ar
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (26) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. elll #2411781 | 83.9.*.* 7 sty 2018 12:31

    Oj ,juz taką biedę mieli????

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. kora #2406520 | 88.156.*.* 29 gru 2017 23:58

    zawisc glupich ludzi nie ma dna popieram coreczke piekny prezent a do debilow ze zdjecia sa wazniejsze od dzieci

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Jaśniepan #2405248 | 88.156.*.* 28 gru 2017 00:28

    Promujecie oszustów ? Czym tu się przechwalać ? Odezwali się po trzydziestu latach, ponieważ sprawa się przedawniła !

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. allensteiner #2405164 | 88.156.*.* 27 gru 2017 19:53

    "Stykówki" to prawdopodobnie zdjęcia w formacie 6 x 9 cm, odbijane z filmu, który mieścił zaledwie 8 klatek.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. wstyd jest #2405145 | 89.228.*.* 27 gru 2017 19:08

    czym sie chwalic, ze czlowiek zostal zrobiony w trabe, dziadostwo

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (26)