Czwartek, 26 kwietnia 2018. Imieniny Marii, Marzeny, Ryszarda

Pożyczyli 20 tysięcy złotych, stracili gospodarstwo i dom

2017-12-09 15:31:51 (ost. akt: 2017-12-11 14:41:52)

Autor zdjęcia: Joanna Karzyńska

Mieszkasz w malutkiej wiosce w powiecie szczycieńskim. Ty, mąż, wasze trzy córki i schorowana matka. Dzielnie gospodarzycie na odziedziczonych hektarach. Dzieci rosną, uczą się, a co za tym idzie rosną też potrzeby... Spłacacie też kredyty zaciągnięte na pomoc choremu bratu. Pewnego dnia zaczyna brakować pieniędzy. Środki uzyskane z prowadzonego gospodarstwa nie wystarczają…

Dorastające córki chcą się uczyć, samochód, który uległ wypadkowi (cud, że nikomu nic poważnego się nie stało!) nadaje się tylko do kasacji, nie ma autobusu – a dziewczyny czymś wozić do szkoły trzeba. Cały czas pomagacie też finansowo bratu.

Jest bardzo ciężko... czasem masz wrażenie, że jeszcze tylko jeden dodatkowy zastrzyk gotówki wystarczy, by wyjść na prostą. Niestety, pomimo, że zaciągnięte kredyty solidnie spłacasz, komercyjne banki nie chcą już z tobą rozmawiać, więc zaczynasz szukać alternatywy gdzie indziej. — Ogłoszenie o udzielaniu pożyczek na preferencyjnych warunkach znalazłam w internecie. Czułam, że nie mam wyjścia… Zadzwoniłam do Gdańska, skąd była oferta — zaczyna opowieść pani Janina. Ustalenia chwilę trwały i po jakimś czasie małżeństwo pojechało do „zaprzyjaźnionego” z pożyczkodawcą i jego pośrednikiem notariusza do Gdańska.

— Cóż było robić, bardzo nam zależało na tych pieniądzach, na sprzedaż kawałka ziemi nie było czasu, więc wzięliśmy ze sobą odpisy z ksiąg wieczystych, które pożyczkodawcy kazali przywieźć (mieli tylko ustanowić hipotekę) i pojechaliśmy na Pomorze — opowiada kobieta. Małżeństwo potrzebowało 20 tys. zł. I tyle summa summarum w końcu dostało. Pieniądze w przeciągu trzech miesięcy trafiały do nich w przeróżnych transzach, różnymi sposobami.

— U notariusza spotkaliśmy się 6 czerwca 2013 roku, gdzie po wyjściu do ręki dostaliśmy pierwsze 5 tys. zł, potem pieniądze przez okres dwóch miesięcy szły aż trzema przelewami, każdy po kilka tysięcy zł, a ostatni tysiąc – z tych dwudziestu, przedstawiciel pożyczkobiorcy przywiózł nam bezpośrednio na przełomie sierpnia i września 2013 do domu — opowiada pani Janina.

Spłacić dług mieli niewiarygodnie szybko, bo już do końca roku. Ale nie to okazało się najgorsze. Szukali kupca na sprzedaż kawałka ziemi, by oddać wszystko, co do grosza. Nie wiedzieli, że w gabinecie notariusza zawarto nie tylko umowę pożyczki w zwykłej formie pisemnej, ale także umowę przeniesienia własności nieruchomości (ponad 20 hektarów plus dom) na zabezpieczenie.

Notariusz kazał podpisać dokumenty, których nie odczytał. Wskazał miejsce i tyle. Mówił, że wszystko jest w porządku, zgodnie z prawem. Podpisali także pełnomocnictwo do zwrotnego przeniesienia własności nieruchomości, jeśli dług zostanie terminowo spłacony. Tu pojawił się kolejny haczyk: pożyczka wynosiła 20 tys. zł, ale z dokumentów wynika, że małżeństwo spod Szczytna pożyczyło aż 100 tys. zł.

— Podsunięta przez notariusza do podpisania umowa bardzo nas zaskoczyła i na początku nie chcieliśmy niczego podpisać, ale przedstawiciel pożyczkodawcy zaczął mataczyć i przekonywać, że nie może wpisać inaczej, bo „musi wpisać większą kwotę w umowę, bo mamy kredyt hipoteczny na 30 tys. zł i matka męża ma dożywotnie nieodpłatne prawo użytkowania nieruchomości”, więc w końcu skołowani podpisaliśmy — opowiada pani Janina. – Przecież działo się to wszystko u notariusza. – dodaje.

Kobieta prosiła jednak o dodatkowy dokument poświadczający, że kwota pożyczki opiewała tylko na 20 tys. zł. Oczywiście nie doczekała się. „Na zachętę” i dla wzbudzenia zaufania powiedziano im, że jeśli do końca roku będą mieli problem ze spłatą pieniędzy, to notarialnie przesunie się termin. Małżonkowie dostali do ręki 5 tys. zł, następnie, w ciągu trzech miesięcy trzy przelewy na łączną kwotę 14 tys. zł. A pieniądze jak to pieniądze, szybko się rozeszły. Pod koniec roku małżonkowie chcieli się z pożyczkodawcą lub jego reprezentantem spotkać, aby oficjalnie przesunąć termin spłaty. Wiedzieli, że bez trudu sprzedadzą kawałek gruntu, aby oddać całą pożyczkę.

Sympatyczny głos po drugiej stronie słuchawki oświadczył, że szkoda pieniędzy na notariusza i że poczeka, aż uzbierają całą kwotę. Nie mogliśmy też sprzedać ani jednego hektara ziemi, bo okazało się, że… ziemia już do nas nie należy. Z sądu przyszły wypisy z ksiąg wieczystych, a tam figurował już ktoś inny… Dopiero w tym momencie zaczęło do małżeństwa docierać, co się stało. Dostali 20 tys. zł a stracili gospodarstwo warte kilkadziesiąt razy więcej! „Nie ulega wątpliwości, że pan Piotr został pozbawiony prawa własności nieruchomości, której wartość rażąco przewyższała kwotę udzielonej pożyczki – wartość gospodarstwa rolnego o powierzchni 20 ha wraz z domem wynosi co kilkaset tysięcy złotych, natomiast wnoszący o interwencję otrzymali pożyczkę w wysokości zaledwie 20 tys. zł….

Tymczasem w świetle zawartej umowy własność nieruchomości wartej znacznie więcej definitywnie miała przejść na pożyczkodawcę… ” — czytamy w piśmie, w którym senator Lidia Staroń zawiadamia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobrę. Bo zdezorientowani małżonkowie trafili właśnie do olsztyńskiej senator, znanej ze skutecznej obrony pokrzywdzonych. — Próbowaliśmy się jeszcze z nimi dogadać na własną rękę. Przez ostatnie dwa lata kontaktowaliśmy się z tym pośredniczącym w pożyczce mężczyzną dwa razy, chcieliśmy spłacić dług i odzyskać gospodarstwo, ale za każdym razem nam odmawiał — relacjonuje pani Janina.

Na domiar złego w międzyczasie rodzinie zawaliła się obora. Dodajmy, że formalnie nie ich obora, choć rodzina nie może tego pojąć, że coś, co należało do nich przez dziesiątki lat, teraz przez jedno feralne spotkanie w Gdańsku nie należy już do nich. — Po zawaleniu się budynku przyjechały urzędniczki z gminy. Załamani opowiedzieliśmy im swoją historię, a one powiedziały, że w Olsztynie jest taka pani senator, która być może będzie potrafiła nam pomóc. Jak staliśmy, tak niezwłocznie przyjechaliśmy do pani senator — opowiadają. Rodzinę zaskoczyła wiedza i szybkość działania pani Staroń.

— Pani senator mówiła, że tu ważny jest czas, dlatego wnosi też o zabezpieczenie gospodarstwa. Pod koniec września byliśmy u niej, a już po dwóch tygodniach od pierwszego spotkania pani senator po zapoznaniu się z naszą historią i dokumentami złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa — podkreślają.

Niedawno przyszła odpowiedź z prokuratury. Okazało się, że prokuratura w Gdańsku, do której została przekierowana sprawa – po przeanalizowaniu treści zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w odniesieniu do pożyczkodawcy, jego reprezentanta i notariusza – postanowiła włączyć przedmiotowe zawiadomienie do śledztwa, które już się przeciwko tym osobom toczy. —

Wychodzi na to, że nie my pierwsi i jedyni zostaliśmy przez tych ludzi oszukani! Pojawiła się w nas iskierka nadziei, że skoro nie jesteśmy w tym sami, że może coś się uda odkręcić, że jeszcze nie wszystko stracone... Teraz trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość i wszystko w sądzie rzetelnie wytłumaczyć. Czy pani wie jakie to straszliwe uczucie za jednym zamachem stracić wszystko? Codziennie opiekować się gospodarstwem, które przecież choć twoje, formalnie twoje nie jest? Co poranek budzić się w strachu, że może dziś jest ten dzień kiedy komornik zapuka do drzwi i każe ci się wynosić? — pyta drżącym głosem pani Janina.

Senator Lidia Staroń: Lichwiarze żerują na ludzkiej krzywdzie, manipulują i wprowadzają biednych ludzi w błąd, żeby za grosze przejąć ich majątek, często dorobek wielu pokoleń. Są perfidni, wyrachowani i przekonani o swojej bezkarności. Często pomagają im przecież funkcjonariusze publiczni! Prawo powinno chronić ludzi przez takimi „hienami”.

Dlatego oprócz pomocy rodzinie Ślubeckich i innym pokrzywdzonym proponuję zmianę przepisów m. in. Prawa o notariacie. Notariusze mieliby obowiązek nagrywania czynności notarialnych. Należy także zmienić przepisy dyscyplinarne. Już najwyższy czas, aby przed lichwiarzami chroniły też przepisy kodeksu cywilnego. Proponuję, ustalenie górnej granicy kosztów pożyczki (w tym wszystkich kosztów pozaodsetkowych). Jeżeli ktoś żądałby wyższych kosztów, podlegałby karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Proponuje się także ochronę przed ustanawianiem nadmiernych zabezpieczeń na mieniu dłużników. Nie może być bowiem też tak, że spłatę niewielkiej pożyczki dłużnik zabezpiecza przenosząc na wierzyciela własność swojej nieruchomości. Niezastosowanie się byłoby przestępstwem również zagrożonym karą. Szczególnie ważna jest także propozycja zmiany art. 304 kk.

Obecnie „lichwa” jest karalna jedynie wówczas, jeżeli doszło do wykorzystania przymusowego położenia danej osoby (wyzysk) albo jeśli działanie sprawcy wypełnia znamiona oszustwa. Często z tego powodu postępowania karne w sprawach o czyn z art. 304 kk są umarzane. Sama choćby nawet rażąca dysproporcja świadczeń nie stanowi o przestępstwie. Nowelizacja Kodeksu karnego właśnie to zmieni…

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (61) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Marcin #2401993 | 83.9.*.* 20 gru 2017 21:10

    Jeśli do tego doprowadził notariusz u banda złodziei , należy te kurwy wyłuskać i kula w łeb !

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. ale !!! #2401336 | 62.212.*.* 19 gru 2017 22:27

    długi trzeba spłacać

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. gość z mazur #2399079 | 83.17.*.* 16 gru 2017 13:17

    Jak to dobrze, że są tacy ludzie jak Pani LIDIA STAROŃ, a bydło zawsze zostanie bydłem i tego się nie da zmienić wystarczy spojrzeć w ekran telewizornii, są i ludzie bardzo w porządku i tacy co grasują na niewinnych nie znających przepisów prawnych i chcą upokorzyć innych dla nich to słowo bydło to zbyt małe określenie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. mur #2398467 | 83.9.*.* 15 gru 2017 09:34

    Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. A gospodarowaliście na swoim czy przyszliście po cudze w 45 roku???

    1. pig #2397677 | 46.175.*.* 14 gru 2017 08:27

      jeśli nieruchomość jest tylko trochę nizsza od ceny rynkowej od razu Urzad skarbowy atakuj w tych wszytskich przypadkach to układy, niemozliwe zeby nikt o tym nie wiedział. Paserstwo

      Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (61)