Niedziela, 19 listopada 2017. Imieniny Elżbiety, Faustyny, Pawła

Za kratami spędził 25 lat. Teraz z prowadzi wykłady i chce, żeby młodzi uczyli się na jego błędach

2017-09-10 21:00:00 (ost. akt: 2017-09-10 18:52:31)

Autor zdjęcia: Pixabay.com

Pobicia, wymuszenia, handel kobietami i narkotykami to była codzienność. Za kratkami przesiedział prawie dwadzieścia pięć lat. Dzisiaj jeździ z wykładami po więzieniach, zakładach poprawczych i szkołach. Woli, żeby młodzi uczyli się na jego błędach.

— Zaczęło się w wieku jedenastu lat od kanapki ukradzionej koleżance z klasy. Dlaczego Pan to wtedy zrobił?
— Byłem głodny. To był pierwszy raz kiedy zrobiłem coś złego.

— A potem?
— Kradłem portfele, kradłem w sklepach, w autobusach. Później były włamania do mieszkań. Nawet nie wiem w którym momencie stałem się złodziejem. Tak jak człowiek uzależnia się od alkoholu, narkotyków, hazardu tak ja uzależniłem się od kradzieży.

— Dlaczego tamten jedenastolatek był tak głodny, że aż ukradł?
— Ojciec od nas odszedł. Z kilkorgiem rodzeństwa zostaliśmy z mamą, która była alkoholiczką. Mamę zwolnili z pracy. Nie mieliśmy pieniędzy na jedzenie, na ubranie, wyłączali nam prąd i wszystko co tylko mogło być wyłączone. Mama nie dawała sobie rady. Zjawiali się w naszym domu różni „wujkowie”, którzy jak wypili to znęcali się nad mamą, nad nami. Wiele razy byłem świadkiem gwałtu na mamie. Dla dziecka, które musi to oglądać, to było coś strasznego. To nie było życie. To była totalna degradacja.

— Co Pan wtedy czuł?
— Nienawiść i ból. Uważałem, że cały świat jest zły. Że wszyscy ludzie zadają innym ból i cierpienie. Myślałem, że ludzie, którzy mówią, że kochają to kłamią. Bo gdyby kochali, to nie robiliby takich złych rzeczy tak jak mój ojciec. Mówił, że nas kocha, a bił mamę i bił mnie i moje rodzeństwo. Szedł do kościoła katolickiego i wracał pijany. Przestałem wtedy wierzyć w Boga.

— Skąd kilkunastoletni chłopak wiedział jak ukraść portfel?
— Spotkałem na swojej drodze ludzi o wiele, wiele starszych od siebie. I nikt mi nie powiedział: nie rób tego, bo możesz zbłądzić. Przeciwnie. Uczyłem się jak robić te złe rzeczy, żeby nie złapali
I żebym nie musiał siedzieć w więzieniu. Było nas sześciu małolatów, a nad nami trzech recydywistów. To był młodzieżowy gang.

— Co robiliście?
— Jeździliśmy do innych miast i tam kradliśmy. Albo jechaliśmy nocą na wybrane osiedle i robiliśmy włamania. Wchodziliśmy przez okno albo przez balkon. Pamiętam sceny jak wchodziliśmy do domu, spali mąż, żona i dzieci, a my kradliśmy im pieniądze, złoto i wszystko, co miało jakąś wartość. Ludzie spali i nie wiedzieli, że po ich domu ktoś chodzi i kradnie.

— Jaka była najgorsza rzecz, którą Pan zrobił?
— Trudno powiedzieć, tyle tego było.

— Gwałty?
— To akurat nie. Były pobicia, napady, okaleczania.

— Liderzy tego gangu byli dla Pana autorytetami?
— Tak. Cieszyłem się, kiedy ktoś mnie pochwalił. Czułem, że gdzieś należę. Chciałem być lepszy niż inni. Kiedy ktoś z włamania przyniósł złoto i pieniądze to ja starałem się przynieść więcej.

— Kiedy robił Pan coś złego to sprawiało to Panu przyjemność?
— Czułem się zadowolony i spełniony. Wierzyłem, że jestem na dobrej drodze. Kiedy patrzyłem jak ludzie żyją, to myślałem sobie, ze nie chcę tak żyć.

— Jak?
— Normalnie, tak jak ludzie żyli. Dla mnie to było coś głupiego. Myślałem sobie: co to za życie chodzić do pracy? To się wzięło stąd, że ja nie znałem tego normalnego życia. Kiedy poszedłem do poprawczaka, wpajano mi, że jestem nikim i, że nic nie osiągnę. Wychowawcy mnie maltretowali. Uciekałem, robiłem próby samobójcze. I coraz bardziej zamykałem się w sobie. Przestałem reagować na jakiekolwiek bodźcie, na uczucia.

— Nie miał Pan wyrzutów sumienia, kiedy komuś robił krzywdę?
— Nie.

— Nie działał na Pana czyjś krzyk i płacz?
— Jak sam to robiłem to nie. Ale – i to było dziwne – nie lubiłem, kiedy ktoś okradał lub robił krzywdę starszym osobom. Nienawidziłem jak ktoś zdradzał drugą osobę w związku. Nie lubiłem kiedy ktoś się spóźniał. Lubiłem ludzi sumiennych, konsekwentnych, prawdomównych. To są dobre cechy, ale ja ich używałem, żeby robić złe rzeczy. Czasami myślę, że ktoś to dobrze wymyślił, że człowiek ma dobre i złe cechy. Nikt nie rodzi się od razu bandytą. Rodzi się zdrowy, normalny, z różnymi zaletami i wadami i potem od różnych sytuacji zależy czy wykorzysta swoje dobre czy złe cechy.

— Jak to jest spędzić w więzieniu dwadzieścia pięć lat?
— To jest straszne miejsce, przedsionek piekła. Najgorszemu wrogowi się tego nie życzy.

— Przecież ma się za darmo dach nad głową, jedzenie…
— W więzieniu trzeba być złym, bo jeżeli człowiek pokaże choć trochę słabości to go zjedzą. Są kary, hierarchie. Jedni drugich biją, okradają, wykorzystują seksualnie. A najgorsze rzeczy dzieją się w więzieniu dla kobiet. Kobiety są bardziej okrutne, wyrafinowane i podłe.

— Co Pan tam robił na co dzień?
— Dużo ćwiczyłem, czytałem książki, chodziłem na spacery. Wielu ludzi przychodziło do mnie po poradę. Planowałem różne rzeczy, które zrobię po wyjściu z więzienia: napady, włamania, handel. Rozporządzałem ludźmi.

— Czy był taki czas, że za tą działalnością szły dobre pieniądze?
— Pewnie, że tak, ale co to za życie jak ciągle żyje się w strachu? W każdej chwili mogła wjechać policja albo konkurencja. W każdym momencie można było zginąć. To było życie na ciągłym oriencie. Idziesz na zabawę. Jest fajnie, bo jest muzyka, są narkotyki, alkohol, kobiety, ale jest też ciągły lęk. W tamtym czasie ciągle czułem stres, ale nie wiedziałem czym to jest spowodowane.

— Jak to się stało, że zmienił Pan swoje życie o 180 stopni?
— Nawróciłem się. To się stało kiedy odsiadywałem ostatni wyrok w więzieniu dla najbardziej niebezpiecznych przestępców. Na spacer wychodziłem skuty, w pomarańczowym kombinezonie. Nie widziałem innych ludzi, współwięźniów. Nie miałem kontaktu z ludźmi. Jedzenie i książki z biblioteki podawał mi funkcjonariusz. Znowu myślałem o samobójstwie. Na spacery wychodził ze mną człowiek, który miał obserwować czy nie biorę jakiegoś przerzutu, nie kombinuję czegoś. Ten człowiek był osobą wierzącą, czytał pismo święte. Chciał opowiedzieć mi o Chrystusie. Kiedy to zrobił to przyszła mi do głowy myśl, że wyjdę na spacer i zabiję jego albo strażnika. A kiedy strażnik będzie do mnie strzelał to wtedy zginę.

— Coś jednak nie poszło po Pana myśli.
— Kiedy z tym planem wyszedłem na spacer, ten człowiek powiedział do mnie, że opowie mi ewangelię. Chodziłem dookoła, a ten poszedł do mnie i mówi: Jezus cię kocha. Wyzwałem go, ale chodziliśmy dalej. Idę i tak myślę, w którym momencie mam to zrobić. Tak, żeby strażnik wziął broń i zaczął do mnie strzelać. Wtedy ten człowiek znowu do mnie poszedł i znowu mówi: Jezus cię kocha. I wtedy ja go zacząłem bić. Strażnik zamiast mu pomóc to uciekł. Przyszła atanda (przyp. red.: w więziennej gwarze specjalna jednostka straży więziennej), ale on już leżał nieprzytomny. Jego zabrali do szpitala, mnie do celi dźwiękoszczelnej. W mojej głowie cały czas były słowa: Jezus cię kocha. Nie mogłem się ich pozbyć. Myślałem, że ten człowiek umrze. Jednak wrócił do życia, odzyskał zdrowie. Przychodzili do niego, żeby podpisał oświadczenie o sprawę sądową, ale on nie chciał. Kiedy się o tym dowiedziałem, czułem się wstrząśnięty.

— Wyszedł Pan z więzienia. Co dalej?
— Było bardzo ciężko. Wcześniej nigdy nie pracowałem, nie miałem przyjaciół, bliskiej rodziny. Musiałem się tego wszystkiego nauczyć. Nawet mówić uczyłem się od nowa. Nagrywałem się na taśmę i odsłuchiwałem czy nie słychać grypsu.

— Jak Pan sobie poradził z poukładaniem codziennego życia?
— Czułem obecność Jezusa, wspierał mnie w najtrudniejszych momentach. Dawne środowisko dawało o sobie znać. Przychodzili do mnie i mówili: Po co ci to? Nie masz nic, jesteś nikim. A jak wrócisz do mnie, będziesz miał wszystko.

— Kiedy człowiek wychodzi z więzienia musi gdzieś spać, coś jeść. Miał Pan jakieś wsparcie?
— Niektórzy ludzie myślą, że nachapałem się pieniędzy i po wyjściu z więzienia mogłem sobie żyć jak król. To jest nieprawda. Wszystko, co miałem oddałem państwu, kiedy się nawróciłem. Porządkowałem swoje sprawy, chciałem odciąć się od tamtego życia i tamtych pieniędzy.
Z więzienia wyszedłem w jednych spodniach, w jednych butach i w jednej koszuli. Miałem przy sobie sto trzydzieści złotych.

— To gdzie Pan poszedł?
— Przyjęła mnie daleka rodzina. Jak się później okazało, byli przekonani, że mam dużo pieniędzy, liczyli na zysk. A ja nie miałem co jeść, nie miałem pieniędzy. Szukałem pracy, ale nikt nie chciał mnie zatrudnić. Chodziłem do MOPS-u i do innych instytucji. Wszyscy rozkładali ręce. Wyszedłem z więzienia i chciałem zmienić swoje życie. Potrzebowałem, żeby ktoś mi pomógł, ale okazało się, że nie ma ani żadnych programów, ludzi i pieniędzy na, to, żeby mnie wesprzeć na początku. Pomógł mi Prezydenta Miasta Ostrowa Poszedłem do niego, pokazałem mu papiery, powiedziałem mu kim jestem. Rozmawialiśmy, w międzyczasie jego sekretarka przyniosła mi śniadanie. Zadzwonił do MOPS-u i polecił, żeby mi pomogli. Wtedy po raz pierwszy napisała o mnie Gazeta Ostrowska. Zorganizowali zbiórkę rzeczy dla mnie.

— Od tamtej pory minęło kilkanaście lat. Teraz jeździ Pan z wykładami wśród młodych przestępców. Czy oni w ogóle Pana słuchają?
— Wracam do tych samych miejsc wiele, wiele razy i otrzymuję mnóstwo informacji, że to o czym mówię na spotkaniach faktycznie dociera do nich. Nie chcę, żeby uczyli się na swoich błędach. Niech uczą się na moich. Po to, to robię – nie dla pieniędzy, ani po to, żeby Pani robiła ze mną ten wywiad.

— Czego najbardziej Pan żałuje?
— Tego, że mama i ojciec zmarli zanim się zmieniłem. Wierzę, że gdyby to zobaczyli to i oni by się zmienili.

Karolina Śluz
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (23) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Sylwia #2326632 | 88.199.*.* 13 wrz 2017 09:06

    Polecam odmawianie Nowenny Pompejskiej.Odmawianiej jej uczyniło mnie zdrowszą mimo choroby dzięki Nowenie mój stan zdrowia znacznie się poprawił.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. ratio #2325635 | 83.6.*.* 11 wrz 2017 21:16

    Oddałeś fanty tym , których oskubałeś? W przeciwnym razie nie jest to żadna ekspiacja!

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. "Nie sądź to #2325291 | 83.6.*.* 11 wrz 2017 13:55

      nie będziesz sądzony".Pan Bóg bardziej się cieszy z nawrócenia jednego grzesznika jak 100 sprawiedliwych. Ja codziennie właśnie się modlę za tych, którzy zbłądzili a swoją obecność w życiu zaznaczyli łzami,cierpieniem i bólem niewinnych by się nawrócili jak Piotrek. Szczęść Boże :-)))

      Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. po co sie nawracac #2325263 | 89.228.*.* 11 wrz 2017 13:12

      Taki krzysztof p. Wywija sie z gwałtu w trękusku a nasze władze maja to w dupie. Gdzie jest Ziobro?! Gdzie jest nasza władza?! Ale rozliczymy ich wszystkich przy wyborach

      Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. stszez sie #2325224 | 5.172.*.* 11 wrz 2017 12:24

      mo psow

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (23)