Sobota, 18 listopada 2017. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Naukowcy dowiedli, że przeklinanie przynosi ulgę. A Polacy klną na potęgę

2017-07-24 19:30:50 (ost. akt: 2017-07-24 14:49:13)
Zdjęcie jest ilustracją do treści

Zdjęcie jest ilustracją do treści

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Od dziecka słyszymy nie przeklinaj, bo nie wypada, bo to jest złe. Czy zawsze? Naukowcy brytyjscy dowodzą, że przeklinanie ma swoje dobre strony. Co więcej bywa nawet dobre, zdrowe dla naszego organizmu. Czy to oznacza, że trzeba kląć?

Józek, k..., podaj cegłę — klną siarczyście robotnicy. — Panowie, czy nie moglibyście używać ładniejszych słów? — strofuje ich przechodząca obok kobieta. — Już nie będziemy — przepraszają. Po chwili kobieta słyszy: — Józiu, k..., podaj cegiełkę. To oczywiście żart, ale jakże prawdziwy, bo jak Polska długa i szeroka sypią się wiąchy, lecą wulgaryzmy.

I od tych siarczystych przekleństw aż puchną nam uszy. Czasem reagujemy, zwracamy uwagę, bo przecież rodzice wpajali nam od małego, że przeklinają tylko prymitywy i nie wolno używać brzydkich słów, bo to jest niedobre, niekulturalne.
Czy zawsze przeklinanie jest złe? Naukowcy z brytyjskiego University of Keele udowadniają, że mówienie niecenzuralnych słów jest czasem konieczne, co więcej jest nawet zdrowe. 
Do takich wniosków doszli po badaniach, w których udział wzięli ochotnicy w wieku ok. 21 lat. Mieli oni za zadanie spokojnie przeklinać podczas… pedałowania na stacjonarnych rowerkach.

Te osoby, które w czasie 30-sekundowych ćwiczeń używały niecenzuralnych słów, generowały moc o 24 W większą niż ich rówieśnicy, niekorzystający z takiego dopingu. Tak samo znacznie zwiększyła się siła chwytu dłoni o 2,1 kg (w czasie 10-sekundowych zadań).


 Oprócz zwiększenia siły i wydajności potwierdzono także zmniejszenie wrażliwości na ból. Człowiek przeklinający wyzwala w sobie większe pokłady siły, często nieświadomie używając przekleństw.

Czy to oznacza, że powinniśmy przeklinać, dźwigając coś ciężkiego, albo wdrapując się po schodach na dziesiąte piętro, bo mocne słowa przynoszą nam ulgę, jak u kobiet w czasie porodu, które w przekleństwach szukają ulgi? Co o używaniu nieparlamentarnych wyrazów myślą olsztynianie?
— Nie powinniśmy przeklinać, a już na pewno publicznie — mówi Monika Puczel. — Jednak chyba nie ma takiego człowieka, który by nie przeklinał. Mnie też zdarza się zakląć, zwykle jak jestem zdenerwowana.
Podobnie jej chłopakowi.

— Wiem, że to nie jest powód do dumy, ale przynosi ulgę, człowiek odreagowuje — mówi Krzysztof Tomczuk. — Na pewno nie powinniśmy robić tego przy ludziach i trochę to też wygląda inaczej, jak klnie facet, a inaczej jak kobieta.
— A jaka to różnica, czy kobieta gorsza? — pyta jego dziewczyna. — To jest to samo, czy facet czy kobieta. Czasem zamiast wulgaryzmu warto użyć jakiegoś zamiennika. Nam przyniesie ulgę, a innym wkoło nie będą puchnąć uszy. Tyle że niestety najczęściej to są słowa na „k” i na „ch”.
Są jednak tacy, którzy nie przeklinają.
— Nie przeklinam — mówi Ola Zawiślak. — Dama nie przeklina, to po prostu nie wypada, godzi w honor człowieka. Jak człowiek jest dobrze wychowany, to nie przeklina.

Naprawdę nie zdarza się jej zakląć?
— Nigdy — zapewnia dziewczyna.
Jednak wypowiadanie tzw. brzydkich wyrazów może mieć swoje dobre strony — przynosi ulgę, dodaje siły.
— To tylko świadczy o braku siły, jest symbolem słabości — zauważa koleżanka Oli, Klaudia Bielska. — Nie przeklinam, a na pewno nie w miejscach publicznych. To nie przystoi kobiecie.

Niektórzy nawet nie próbują dociekać, dlaczego klną, a co dopiero doszukiwać się jakiegoś usprawiedliwienia, dlaczego przeklinają. — Ja po prostu to lubię i ...— rzucił nam „mięsem” młody chłopak.
Można się obrazić, skrzywić, ale kto jest święty? Obłudą byłoby mówienie, że nam samym nic tam się nie wymsknie. Jest jednak kwestia tylko, jak często nam się to zdarza i w jakich okolicznościach sięgamy po ten „doping”, naturalny środek na stres.

— To, czy ktoś przeklina, zależy od sytuacji i od usytuowania klasowo-warstwowego, jak też od tego, czy ktoś jest w stanie nas ocenić, a więc czy jesteśmy sami — mówi dr Jacek Poniedziałek, socjolog z UWM. — Inaczej patrzymy na to, jak przeklina robotnik, a inaczej jakby miał to kląć profesor. Są sytuacje, w których przeklinanie jest jakby mniej naganne. Oczywiście byłbym za tym, żeby w ogóle nie przeklinać, ale przynajmniej starać się tego nie robić, żeby się przeciwstawiać temu, co można byłoby nazwać schamieniem obyczajów, wystrzegać się języka knajackiego , starać się być nawet lepszym niż się jest w rzeczywistości, bo to zawsze pomaga.
am
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (20) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. yt #2297468 | 89.228.*.* 29 lip 2017 13:05

    na przeciwko moich okien trwa budowa bloku i o dziwo budowlańcy bardzo mało przeklinają. Serio. Może słychać 1 przekleństwo na 2 godziny.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Stanisław Klos #2295653 | 89.228.*.* 26 lip 2017 14:28

    moim ulubionym przekleństwem jest ,,Motyla noga''

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. a jednak #2295269 | 89.228.*.* 26 lip 2017 00:00

    Jednak najlepiej pomaga wezwanie do Maryi lub Jezusa albo Aniołów.... Sprawdzone - polecam!

    Ocena komentarza: warty uwagi (11) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. elk #2294883 | 176.221.*.* 25 lip 2017 14:47

      Brytania niech spojrzy na swój jezyk

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Budowlaniec OK #2294817 | 83.24.*.* 25 lip 2017 13:39

      Janek z wielkim ch....m podaj cegłę bo murujem.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (20)