Wtorek, 12 grudnia 2017. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Zdarzają się gorsze momenty, trzeba mieć dużo siły, żeby to przetrwać. Grzegorz Skawiński o karierze [wywiad]

2017-06-14 20:01:00 (ost. akt: 2017-06-14 10:02:57)

Autor zdjęcia: archiwum zespołu

Gdy wchodzi do sklepu z gitarami, jest jak małe dziecko. Chciałby je wszystkie. W innych sytuacjach też nie czuje się dorosły. Bo wiek to stan umysłu, a nie metryka. Z Grzegorzem Skawińskim rozmawia Ada Romanowska.

— Schudłeś trzydzieści kilogramów.
— Z tą wagą to u mnie różnie bywa, czasem jak to waga — waha się. Myślę, że poza kwestiami estetycznymi ważne są kwestie zdrowotne i to głównie mnie zmusza do specjalnych diet. Muszę powiedzieć też, że gdy jestem w trasie, czasami strasznie trudno jest utrzymywać stałość i zasady. Ale dla zdrowia zawsze polecam zrównoważoną dietę, trochę ruchu i sportu.



— Grzegorz Skawiński bez okularów przeciwsłonecznych to jak Charlie Chaplin bez melonika. Dlaczego cały czas masz je na nosie?
— Tak naprawdę nie ma w tym żadnego podtekstu czy tajemnicy. To kwestia image. Choć wiele osób chciałoby pewnie zobaczyć mnie bez. W sieci jest dużo moich zdjęć bez okularów. Zawsze więc można poszukać sobie, jeśli to kogoś jakoś specjalnie interesuje. W sytuacjach publicznych zakładam ciemne okulary, we wszystkich innych nie. Do toalety na przykład chodzę bez okularów.



— A może potrzebne ci są różowe okulary?
— Dziękuję! Wcale mi nie są potrzebne! Z natury jestem optymistą. Ciągle i uparcie wierzę w ludzi, choć z pewnością trudno mnie nazwać osobą naiwną.

— Czujesz się „królem życia”?
— A skąd! Jestem Grzegorzem Skawińskim i nikim innym. Ta praca i pasja to nie jest droga usłana różami. Zdarzają się i gorsze momenty w tak zwanej karierze i trzeba mieć dużo siły, żeby to przetrwać. Ale ta sinusoida jest wpisana w życie każdego z nas. Tu nie ma wyjątków. Trzeba umieć poradzić sobie z sukcesem i z porażką. Dla wielu ludzi sukces jest siłą niszczącą, sporo osób z mojej branży sobie z nim nie poradziło.

— Twoje kawałki nucą trzy pokolenia.
— Bo działam w branży muzycznej już ponad czterdzieści lat. Siłą rzeczy ze swoją muzyką udało nam się trafić do kilku pokoleń. To jest niesamowite, jak się widzi na naszych koncertach ludzi w różnym wieku, od dzieci do osób w moim wieku i starszych. Cieszy mnie to, jak wspaniale reagują na nasze piosenki, a przecież dla każdego pokolenia co innego znaczą. 


— Grasz na juwenaliach, choćby olsztyńskiej Kortowiadzie, więc dla polskiej młodzieży. To trudna młodzież?
— Mamy wspaniałą młodzież, a przynajmniej większość to ludzie inteligentni i wrażliwi. Nie różnimy się niczym od krajów wysoko rozwiniętych. Myślę, że młodość to też stan umysłu, a niekoniecznie metryka. Ja czuję się wiecznie młody!



— Kiedyś słyszałam: młody, to i głupi…
— Moja młodość w pewnym sensie się nie skończyła, bo to stan umysłu. Nie chciałbym „dorosnąć” i mentalnie się zestarzeć. Robiłem i robię różne głupoty, choć pewnie dziś jestem bardziej odpowiedzialny i rozważny. Wiele z tych rzeczy, które robiłem, nie nadaje się do publikacji.

— W szaleństwie jest metoda.
— No tak… Zdradzę ci, że kąpałem się w jednym z mazurskich jezior nago podczas burzy. To nie było rozsądne. Pioruny waliły dookoła, a ja siedziałem w wodzie. Ale przeżyłem!

— To pewnie niejedyne wspomnienie z jezior…
— Pochodzę z Mławy, Olsztyn znam dość dobrze. Warmię i Mazury też. Często jeszcze z rodzicami jako dzieciak jeździłem nad jeziora i wspominam to z nostalgią. Potem już w czasach licealnych były wypady pod namiot, podróże autostopem. Była magia i ten nieskrępowany niczym sposób bycia. Wiele z tych chwil zostanie w mojej pamięci i w sercu.

— Masz jakieś swoje ulubione miejsce?
— Jest wiele pięknych miejsc, z którymi łączą mnie wspomnienia. Na przykład Kurki w okolicach Nidzicy. Ale więcej nie powiem.

— W milczeniu też jest metoda… Dziś zmądrzałeś?
— Cały czas jestem trochę jak dziecko. Nigdy nie mam dość kupowania kolejnych gitar, wzmacniaczy czy efektów gitarowych. To jest jak nałóg! Niestety, silniejszy ode mnie, bo cały czas kupuję — nieważne, że mam już wystarczająco dużo. W sklepie muzycznym czuję się właśnie jak dziecko w sklepie z zabawkami. Chciałbym mieć wszystkie! (śmiech)

— Wasz najnowszy album nosi tytuł „Wszystko jest jak pierwszy raz”. Czego jeszcze nie próbowałeś?
— Skoku ze spadochronem, ale nie wiem, czy się odważę. Chyba jednak mogę sobie wyobrazić swoje życie bez tego. 


— Ale bez Waldka Tkaczyk już pewnie nie. Czterdzieści lat razem… Nadal jesteście kumplami czy może jesteście już jak bracia?
— Łączy nas przyjaźń muzyczna i osobista, inaczej by się nie dało tego utrzymać. 


— Nie wierzę, że cały czas mówicie sobie „słodkiego, miłego życia”.
— Mamy swoje „ciche dni”, góry i doliny… Zresztą poza trasą raczej odpoczywamy od siebie. Ale urodziny, imieniny, święta czasami spędzamy wspólnie.



— Masz za sobą wiele rozstań: ze Sławkiem Łosowskim, z Agnieszką Chylińską czy Jankiem Plutą, waszym perkusistą, który w 2013 przegrał walkę z ciężką chorobą. Czy każde rozstanie boli tak samo?
— Myślałem kiedyś, że można było niektóre sytuacje uratować. Oczywiście poza tymi nieuniknionymi... Ale w wielu wypadkach było to myślenie życzeniowe, niektórych układów nie da się utrzymywać za wszelką cenę, nawet gdyby nasi fani bardzo tego chcieli... W zespołach zazwyczaj mamy do czynienia z indywidualnościami i bardzo silnymi osobowościami. Nie da się pogodzić wody z ogniem. Dlatego czasami rozstania są bardzo emocjonalne i bolesne.
Niestety w show biznesie wiele z tych spraw jest rozstrzyganych na forum publicznym, na portalach społecznościowych czy w kolorowej prasie. Zasadniczo staram się tego unikać i nie wdaję się w publiczne pranie brudów, brzydzę się tym. Z emanacji złą energią jeszcze nic dobrego nie urodziło się.

— Kiedyś grałeś w zespole Akcenty… Nazwa kojarzy mi się z dzisiejszym Akcentem. W czym według ciebie tkwi fenomen disco polo?
— Zespół Akcenty był grupą eksperymentalną grającą muzykę instrumentalną z pogranicza fusion i free jazzu, więc skojarzenie zupełnie nietrafione. Poza nazwą. Ale o gustach się nie dyskutuje. Nie zawracam sobie głowy dociekaniem przyczyn tego fenomenu. Zajmuję się swoją muzyką i tak jest dobrze. Niech każdy robi to, co lubi czy potrafi.



— Gdyby padła propozycja od gwiazdy disco polo na duet. Przystałbyś?
— Niekoniecznie... Choć zdaję sobie sprawę z popularności tego gatunku i generalnie nie mam nic przeciwko temu, że to komuś się podoba. Ale dla siebie nie znajduję tam nic ciekawego muzycznie i tekstowo.

Grzegorz Skawiński
Lider zespołu Kombii, gitarzysta, wokalista i autor tekstów. Pierwszą gitarę zrobił ze starej deski od łóżka, którą zżerały korniki. Grał w różnych zespołach amatorskich (m.in. ze swoim przyjacielem, szkolnym kolegą Waldkiem Tkaczykiem). Od 1976 muzyk był członkiem zespołu Akcenty, który w tym samym roku przekształcił się w Kombi. Pod koniec lat 80. rozpoczął karierę solową jako Skawiński, a w 1991 roku powołał do życia grupę Skawalker. W 1994 po przyjęciu do zespołu wokalistki Agnieszki Chylińskiej zmieniono nazwę na O.N.A. Zespół ten oficjalnie zakończył działalność w 2003 z powodu rozbieżnych wizji artystycznych.
To był czas, żeby reaktywować zespół Kombi, tym razem pod nazwą Kombii. Grupa koncertuje do dziś. Najbardziej znane kawałki to „Słodkiego, miłego życia”, „Nie ma zysku”, „Black and white”, „Królowie życia”, „Nasze rendez-vous”, "Kochać cię za późno", "Pokolenia". Najnowsza płyta Kombii to „Wszystko jest jak pierwszy raz”.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (12) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Luk #2272783 | 88.156.*.* 25 cze 2017 12:07

    Sprawny technicznie muzyk, który z pełną premedytacją gra goovno :(

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. MŁAWIANIN #2266335 | 83.28.*.* 15 cze 2017 10:51

    Grzesiu, wielka szkoda że poza słowami że pochodzisz z MŁawy, nie ma nic więcej postaram CI się przypomiec wątki Twej muzycznej kariery i jej początki i pierwsze kroki jakie wspólnie z WALDKIEM stawialiście ze swą muzyką i graniem na wieczorkach tanecznych/biletowanych/ dla mławskiej młodzieży co sobota w KLUBIE MŁAWSKIEJ FABRYKI OBUWIA MYŚLĘ ŻE DOBRZE O TYM PAMIĘTASZ, a nie wspominasz o tym bo z pewnością się tamtego grania wstydzisz, bo nijak nie pasuje to do dzisiejszego waszego repertuaru, ale i wtedy byliście IDOLEM TAMTEJ MŁAWSKIEJ MŁODZIEŻY, na każdym wieczorku był komplet, i pelna sala bawilo się zawsze około 200 osób, ale tamta młodzież dziś już stala się dziadkami, ale są tacy którzy dobrze to pamiętają a zwłaszcza WŁODEK który dla was i waszej muzyki ztamtego czasu te wieczorki organizował nie powinieneś się tej aktywności z tamtych lat wstydzić a przynajmiej pamiętać o ludziach, którzy w tamtych czasach bardzo was wspierali i walczyli, dla was abyście mieli zawsze nowy szprzęt nagłaśniający, i to były początki waszej dalszej kariery muzycznej, o której winniście pamiętać POZDROWIENIA DLA CIEBIE GRZESIU I WALDKA, I PAMIĘTAJCIE ZAWSZE O MŁAWIE I LUDZIACH KTÓRZY ZAWSZE WAS WSPIERALI!!!!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. oleg42 #2266283 | 88.156.*.* 15 cze 2017 09:57

    zezowaty debil

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. dlaczego każdy gej #2266255 | 188.146.*.* 15 cze 2017 08:58

      kojarzy mi się z kupą męskiego gówna?

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-8) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Grzesiek kiedy sie przyznasz? #2266231 | 88.156.*.* 15 cze 2017 08:28

      Tak jak Piasek i inni... Nie ma co ukrywać

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (12)