Sobota, 23 września 2017. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Sąd sądem, a spółdzielnia swoje

2017-04-07 12:00:00 (ost. akt: 2017-04-07 22:14:20)

Dwa razy sąd powiedział, że spółdzielni nic się nie należy. Jednak ta dalej domaga się od lokatorów dopłat za ogrzewanie. Zapowiada się kolejna batalia sądowa, a sprawę bada prokuratura.

Iwona Piatczyc i Bogusław Pakuła sześć lat temu zamieszkali w Purdzie. Pan Bogusław kupił mieszkanie, zainwestowali w remont i urządzili tak, jak sobie wymarzyli.

Budynek, w którym mieszkają, tak jak sąsiednie trzy, należał wcześniej do SKR, ale w momencie, gdy upadł stary system, upadła też miejscowa SKR. W to miejsce powstała Spółdzielnia Mieszkaniowa Purda, która przejęła administrowanie czterema budynkami. Z czasem lokatorzy wykupili swoje lokale, stając się ich właścicielami. Ostatni lokal w grudniu
2012 roku nabyła zresztą sama spółdzielnia. I z tą chwilą powstała wspólnota mieszkaniowa, a spółdzielnia utraciła status zarządcy. Jednak właściciele lokali nie wybrali zarządu, nie zawarli też nowej umowy z SM Purda na dalsze zarządzanie nieruchomością.

Radość pani Iwony i pana Bogusława z własnego kąta nie trwała długo. Po kilku miesiącach dostali półroczne rozliczenie za centralne ogrzewanie. Mimo że zaliczkowo zapłacili prawie 3 tys. zł, kwota niedopłaty zmroziła ich. Opiewała na ponad 1800 złotych!

— Byliśmy nowi, więc poszłam do sąsiadów zapytać, czy to normalne,żeby aż tyle płacić za ogrzewanie— mówi pani Iwona. — Powiedzieli, że tak tu jest.

Nie zapłacili wszystkiego, bo — jak mówi pani Iwona — nieraz kaloryfery były zimne. W tym momencie skończył się spokój, a zaczęły sprawy sądowe. Gospodyni wyciąga z szuflady opasłą teczkę dokumentów. Wszystko posegregowane. Latami. Spółdzielnia, która dalej zarządzała nieruchomością, choć – jak się okazało później – robiła to bez żadnej podstawy prawnej, oddała sprawę do sądu, domagając się od pani Iwony i jej towarzysza zapłaty już… 8749, 31 zł. Z tytułu, jak utrzymywała spółdzielnia, sprawowania przez nią zarządu nieruchomością, w tym pokrycia zaległych opłat za centralne ogrzewanie.

W listopadzie 2015 roku Sąd Rejonowy w Olsztynie oddalił powództwo, uznając roszczenia spółdzielni za nieudowodnione, bowiem ta nie wykazała faktycznego zakresu wykonanych świadczeń oraz ich kosztów w
części przypadającej na mieszkanie zajmowane przez panią Iwonę i pana Bogusława.

Spółdzielnia odwołała się od wyroku, ale Sąd Okręgowy w Olsztynie w maju 2016 roku odrzucił apelację. Tym samym wyrok stał się prawomocny. Mimo to spółdzielnia jeszcze raz wystąpiła do sądu domagając się od Pani Iwony i Pana Bogusława, tym razem… 5712, 90 zł za kolejny okres podobnie jak poprzednio z tytułu… zaległości w opłatach. I znowu spółdzielnia przegrała! Sąd stwierdził, oddalając kolejne powództwo spółdzielni, że nie wykazała ona, jakie faktyczne usługi, w jakim zakresie i jakiej wartości świadczyła na rzecz pozwanych, a obciążanie ich kwotą ponad tą, którą już uiścili, jest nieuzasadnione.

— Chcemy płacić, ale za to, co faktycznie dostajemy — mówi pani Iwona. — Nie wiemy, na jakiej podstawie jesteśmy rozliczani. Jeszcze do niedawna nie było licznika, który pozwalałby określić ilość zużytego paliwa do ogrzewania bloku. Naprawdę nie wiemy, skąd biorą się te gigantyczne kwoty…

Sprawa byłaby o wiele prostsza, gdyby w mieszkaniach były liczniki ciepła. Nie ma ich, bo w 2010 roku tak zdecydowała rada nadzorcza SM Purda i teraz lokatorzy za ciepło płacą proporcjonalnie do metrażu swoich mieszkań.
Dopiero po kilku latach, 3 listopada ubiegłego roku właściciele mieszkań powierzyli zarząd nieruchomością… SM Purda. Jednocześnie została podjęta uchwała zobowiązująca panią Iwonę i jej towarzysza do zapłaty… ponad 18 tys. zł.

W tej kwocie znalazło się prawie 9 tys. zł, … o które już raz spółdzielnia przegrała batalię w sądzie!

— Teraz sprawa pójdzie do sądu, a powódką nie będzie spółdzielnia, a wspólnota — mówi Kazimierz Chwedczuk, prezes SM Purda. — Chcę ściągnąć od nich tyle pieniędzy, ile płacimy my, bo ja akurat też mieszkam w tym bloku. Jedenaście rodzin płaci.

— Ciepło jest drogie — przyznaje prezes SM. — Ale ja nie mam wpływu na cenę oleju opałowego.

— Zaskarżyliśmy tę uchwałę do sądu — mówi pani Iwona. — Nie mieszkamy tu za darmo, miesięcznie wychodzi nam prawie 650 zł samych opłat.
Pokrzywdzeni mieszkańcy poprosili o wsparcie senator Lidię Staroń. To właśnie dzięki jej pomocy wygrali wszystkie sprawy w sądzie.

— Spółdzielnia, a właściwie jej prezes przegrał w obu instancjach. Sąd stwierdził, że te pieniądze się spółdzielni nie należą! Cóż z tego. To teraz specjalnie stworzono uchwałę, jeszcze raz żądając od nich pieniędzy – ponad 18 tys. zł. — Czy inni mieszkańcy potulnie regulowali rzekome niedopłaty? Nie wiemy. Natomiast pan Bogusław się sprzeciwił. Nic dziwnego, za kwoty, których zażądał prezes za cały sezon grzewczy, można ogrzać duży dom! Czy to nie nękanie Bogu ducha winnych ludzi? Przecież przez lata muszą walczyć w sądzie tracąc czas, zdrowie i pieniądze… W dodatku gaże prawników i koszty bezpodstawnie wytaczanych i przegrywanych procesów pokryją spółdzielcy. Dlatego takiemu działaniu trzeba położyć kres — stwierdza senator Staroń, która powiadomiła Prokuraturę Okręgową w Olsztynie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, wnosząc o wszczęcie postępowania przygotowawczego w tej sprawie.

Postępowanie jest w toku — powiedział nam Krzysztof Stodolny, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. W kwietniu rozstrzygnie się, czy sprawa zostanie umorzona, czy też prokuratura przedstawi komuś zarzuty.

Andrzej Mielnicki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także