Wtorek, 12 grudnia 2017. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Wybił się na disco polo, dzisiaj nie daje rady go słuchać. Dlaczego? Rozmowa z Marcinem Millerem z "Boys'ów"

2017-01-25 18:30:00 (ost. akt: 2017-01-25 15:41:50)
Fot. archiwum zespołu Boys

Fot. archiwum zespołu Boys

Nie może słuchać disco polo dłużej niż dwadzieścia minut. Później boli go głowa i musi posłuchać czegoś normalnego. Ale to dzięki niej sporo zarobił i dziś może spełniać swoje zachcianki. Z Marcinem Millerem, liderem zespołu Boys, rozmawiała nasza dziennikarka Ada Romanowska.

— Pamiętasz swoją pierwszą miłość?
— Jak najbardziej! Żona jest moją pierwszą kobietą. Poznałem ją jeszcze w szkole średniej. Zakochałem się i do dzisiaj jestem jej wierny. Jesteśmy ze sobą prawie trzydzieści lat, więc to kawał czasu. To była moja pierwsza miłość, która trwa do dzisiaj.

— To dla niej śpiewałeś „Jesteś szalona”?
— Niestety nie. Żona nie lubi disco polo. Nie śpiewam dla niej swoich hitów, a nawet nie idę do niej z nowymi piosenkami. Nie pytam jej o zdanie, bo skoro nie lubi takiej muzyki... Nie łączę życia prywatnego z zawodowym. To dwie różne bajki.

— Disco polo może się znudzić?
— I co ja mogę odpowiedzieć? To dzięki disco polo zdobyłem popularność, fanów i zarobiłem pieniądze. Nie mogę się teraz od tego odwrócić i powiedzieć, że mam to w d... i nie będę już śpiewał.

— Ale wydałeś solową płytę, zupełnie inną…
— Taki miałem zamysł, żeby moja płyta „Wciąż zakochany” była inna niż to, co robię z zespołem Boys. Niektórzy nie lubią mojej twórczości, hejtują mnie cały czas i zawsze będą uznawali mnie za discopolowca. Nie komentuję tego, bo co mogę powiedzieć?
Wypłynąłem na disco polo, zarobiłem niezłe pieniądze. Wydałem jednak płytę romantyczną, balladową, a przede wszystkim popową. Wykorzystałem żywe instrumenty i fajne żeńskie chóry. Chciałem, żeby ta płyta była całością, żeby piosenki łączyły się ze sobą i opowiadały historię o miłości. I powiem ci szczerze, że mogłem to zrobić, bo finanse mi na to pozwoliły.
Można powiedzieć, że ta płyta to fanaberia gwiazdora, który zrobił coś dla siebie. I tyle. A że znalazła się firma, która chciała to wydać, to wykorzystałem to. Wydawca, z którym od dwudziestu lat współpracuję, nie był moim materiałem zainteresowany. Ale nie jestem zamknięty w jednej szufladzie. Ktoś powiedział: „Marcin, wydajmy to”. Tym sposobem mam swoją płytę.

— Marcin Miller, jakiego nie znamy?
— Niektórzy uważają mnie za pracoholika. I chyba coś w tym jest, bo nie potrafię usiedzieć w miejscu. Założyłem sobie, że 2017 rok będzie wypełniony ciężką pracą. I na razie, a mamy połowę stycznia, rzeczywiście tak jest. Jednego dnia wracam z planu zdjęciowego, drugiego się pakuję i jadę do Warszawy. Kręcę talent show „Disco star”, a potem mam jeszcze inne swoje sprawy. W domu jestem po kilka godzin.
Mam bardzo dużo planów. Na dniach podpisuję kolejne umowy. Aż się boję, kiedy na to wszystko znajdę czas? Nie osiadam jednak na laurach, cały czas działam.

— Czy solowa płyta była spełnieniem marzeń?
— Tak, nie będę ukrywał. Jestem szczęściarzem, bo kocham to, co robię. Niech mówią, co chcą, ja nie słyszę.

— Ucierasz nosa hejterom?
— Praca przynosi mi satysfakcję i do tego niezłe profity. Dzięki niej jestem mocny! (śmiech) Mało jest ludzi, którzy budzą się każdego dnia z poczuciem, że przed nimi dobry dzień. Zazwyczaj wstają i wkurzeni idą do pracy. Jak pytam znajomych, co u nich, machają ręką. Od poniedziałku do piątku katorga. A ja nie narzekam. Ci, którzy hejtują, też pewnie by tak chcieli. Ludzie są zawistni z zazdrości.

— Ale hejt chyba tylko podkręca popularność?
— Być może. Nieważne, jak mówią, ale mówią? Rok 2016 mogę zaliczyć do jednego z lepszych. I nie mówię tylko o swoim życiu. Mam na myśli dzieje disco polo.
Mam wrażenie, że minione miesiące były kulminacją popularności tego gatunku. Na koncerty przychodzi masa ludzi, a już na pewno wszystkich zaskoczyły koncerty sylwestrowe. Wszystkie media do dzisiaj się rozpisują, że dzięki muzyce disco polo były ciekawsze i bardziej kolorowe. Można powiedzieć, że uratowały atmosferę. Miło to czytać.

— Muzyka disco polo jest prosta, łatwa i przyjemna. Akurat dla tych, którzy chodzą wkurzeni do pracy…
— Trochę nad tym ubolewam, że jest taka prosta, łatwa i przyjemna. Kiedyś mi się fajnie tego słuchało, a dzisiaj nie daję rady. Wszystko jest na jedno kopyto, mechaniczne i bez jaj. Dzisiejsze tak zwane gwiazdy zżynają z niemieckich bitów. Mnie to nie odpowiada. Przy disco polo wytrzymuję góra dwadzieścia minut. Potem boli mnie głowa i muszę włączyć coś innego, coś normalnego. Tego nie da się słuchać! Muszę się zresetować, żeby nie zwariować.

— Gwiazdor disco polo przeciwko sobie?
— Jestem szczery, nie będę ukrywał, że nie pasuje mi to, co dziś się dzieje. Narosło zespołów jak grzybów po deszczu, zmieniają tylko słowa, a tak naprawdę tłuką to samo. Z czego tu się cieszyć? Co tu chwalić? Jak biorę jakąś płytę, po trzech numerach wysiadam. Sięgam po lepszą muzykę.

— Jaką?
— W zasadzie lubię słuchać wszystkiego, co leci w radiu. Wychowałem się jednak na muzyce lat osiemdziesiątych i to chyba najlepiej we mnie gra. Bardzo lubię też wschodnią muzykę, czyli muzykę rosyjską. Kręci mnie też piosenka biesiadna. Ale cenię też Depeche Mode czy Duran Duran.

— Marcin Miller jako Dave Gahan? Fryzury macie podobne...
— Ale jednak inni ludzie przychodzą na nasze koncerty.

— Na twoich darmowych plenerach jest społeczna mieszanka.
— Ale wiesz, że dla takich ludzi gra mi się najlepiej? To wyzwanie dla mnie. Na takich koncertach pojawiają się różne środowiska, ale przede wszystkim rodziny z dziećmi. Można się wtedy wykazać.
Dewizą zespołu Boys jest granie dla ludzi od lat pięciu do stu pięciu. To naprawdę ciężka robota. Wierz mi, Dave Gahan ma w tej kwestii łatwiej. Nie wiem, czy dałby radę zaśpiewać dla pięciolatka.

— Ty też nie dla pięciolatków stworzyłeś markę odzieżową.
— Sam chodzę w ubraniach, które zaprojektowałem i dobrze się w nich czuję. W końcu są szyte na miarę! A skąd mi się to wzięło?
Pomysł jest prozaiczny. Przez wiele lat ubieraliśmy się w sieciówkach. Co prawda myślałem o własnej marce, ale nie mogłem z nią ruszyć. Ale w końcu musiałem, bo czułem się na scenie coraz bardziej zażenowany. Wyobraź sobie, że wychodzisz w jakimś ciuchu na scenę, a po drugiej stronie bawi się ktoś tak samo ubrany. Nie byłoby ci wstyd? Głupio?
Nie pasowało mi to, bo cierpiał na tym prestiż zespołu. Zaczęliśmy szyć dla siebie u krawców. Pomyślałem: dlaczego nie robić tego pod własną marką? Ze swoją metką? Zawsze to wartość dodana. Może nie liczmy na jakieś super zyski, ale te ciuchy nam nie zalegają. Sprzedają się.

— Zwłaszcza, że nie są drogie.
— I to też jest klucz do sukcesu.

— Może teraz czas na buty?
— Ubrania wystarczą. W tym roku startuję tylko z muzycznymi pomysłami. W tym jestem dobry, a dopóki mam siłę i chęci, będę szedł do przodu.

— I tak od 1991 roku...
— Czas leci, dużo się wydarzyło. Dzisiaj nawet mogę spełniać swoje zachcianki! (śmiech) Jednak nie powiedziałem jeszcze ostatniego zdania. Nie postawiłem jeszcze kropki…


Marcin Miller 
Lider zespołu Boys. Kompozytor i autor tekstów. Jego utwory „Wolność”, „Kochana, uwierz mi”, „Chłop z Mazur” czy „Jesteś szalona” stały się przebojami. W 1997 roku wystąpił w filmach „Kochaj i rób, co chcesz” i „Trzymajmy się planu”. Wziął udział w programie „Big Brother VIP”.
Jest jurorem talent show „Disco star”. 16 grudnia 2016 roku ukazała się jego druga solowa płyta „Wciąż zakochany”.
Ma żonę Annę i dwóch synów Alana i Adriana. Mieszka w Ełku.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (19) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Tar #2377199 | 83.24.*.* 18 lis 2017 20:10

    Czy to prawda że Osewski nagra płytę z Boysami?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. leszek #2169167 | 89.228.*.* 27 sty 2017 14:05

    Może burak i wieśniak,ale jeden z nielicznych ludzi,którzy zrobili karierę wywodząc się z tego zadupia Polski :(Więc mam wielki szacun do Marcina, Panasa no i to chyba koniec tej krótkiej listy!Brawo panowie!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Jarku #2168618 | 94.234.*.* 26 sty 2017 17:21

    Masz rację, mało tego to jeszcze te mięśniaki skaczą każdy po swojemu beka jak cholera kocie ruchy czy coś.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. jarek #2168573 | 83.24.*.* 26 sty 2017 16:40

    Niech juz spiewaja ,jesli chcą ich słucjac ale te tance mięśniaków to jest tragedia pokraczne ruchy, podrygiwanie jakby mieli po 80 lat. Słuchający nie wiedza o co chodzi nikt nie gra na instrumentach pol tony aparatury a oni pobrykuja jak zjechane osły. Wiele osob ma mdlości ogladając te niezgrabne bez zgrania ruchy wypasinych mięsniaków.Do muzyki nie mam nic kaszana ale komu sie nie podoba nie musi słuchac.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Hej #2168531 | 94.234.*.* 26 sty 2017 15:53

    Nikt mu niczego nie żałuje tylko chodzi o to, że kozaczy i lubi nabijać się z ludzi. Tylko po takim poziomie jego twórczości czego można się spodziewać.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (19)