Z korzyścią dla obu klubów

2017-01-11 12:00:00(ost. akt: 2017-01-11 18:07:32)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Chciałbym, żebyśmy mieli wspólną koncepcję rozwoju piłki ręcznej w Olsztynie, wspólną koncepcję organizowania imprez i przede wszystkim wspierania młodych zawodników — mówi Konstanty Targoński, prezes Szczypiorniaka Olsztyn.
— Na początek cytat z oficjalnej strony internetowej Warmii Traveland Olsztyn: „W kontekście absencji tak wielu zawodników dużym plusem jest zawiązanie jeszcze bliższej współpracy z zespołem Szczypiorniaka Olsztyn, którego zawodnicy biorą udział w części zajęć pierwszoligowca”.
— Wiadomo, że Warmia ma duże problemy kadrowe, więc zaproponowaliśmy jej wspólne treningi. Wcześniej także rozmawialiśmy na ten temat, ale nigdy nie było odzewu ze strony Warmii. W końcu jednak wspólne zajęcia są realizowane. Na pewno odbywa się to z korzyścią dla obu klubów.
— Myśli pan, że gdyby nie problemy Warmii, to do tych wspólnych treningów by nie doszło?
— Na pewno by ich nie było. Już na początku obecnego sezonu proponowaliśmy wspólne treningi, obóz, mecze kontrolne. Zawsze otrzymywaliśmy odpowiedź, że Warmia jest na innym etapie przygotowań. Szkoda, bo treningi zaczynaliśmy praktycznie w tym samym okresie. Teraz sytuacja jednak wymusiła zmianę, no i dobrze, że tak się dzieje. Chciałbym, żeby obecna współpraca miała przełożenie także w dłuższym okresie czasu.
— Jak by pan ją widział?
— Moja koncepcja jest taka, żeby nasz drugoligowy zespół był pod skrzydłami Warmii. To gotowa drużyna, nie trzeba jej tworzyć. Zawodnicy w niej grający byliby bezpośrednim zapleczem pierwszoligowca. Mieliby szansę zagrać w Warmii, co oczywiście zależałoby od ich umiejętności. Warmia bez żadnych kosztów mogłaby tych zawodników dołączać do pierwszego zespołu, a gracze, którzy na przykład wracaliby po kontuzjach, mogliby się ogrywać w II lidze.
— I co na to w Warmii?
— Pewnie dostrzegają plusy takiego rozwiązania, ale klub tłumaczy się brakiem pieniędzy na prowadzenie drugiego zespołu. Pieniędzy na drużyny młodzieżowe też nie mają. Nie jest to więc kompletny klub. Obecnie wymogi niemal w każdej dyscyplinie są takie, że trzeba posiadać zaplecze zespołów młodzieżowych.
— Pieniądze, a raczej ich brak, to poważna przeszkoda. Widzi pan jakieś rozwiązanie kwestii organizacyjno-finansowych?
— Nie chcemy na tej współpracy osiągnąć jakichś korzyści. Nam zależy na piłce ręcznej w Olsztynie. Gdybyśmy oddali do Warmii drugoligowy zespół, nie moglibyśmy już występować do miasta o dotację na tę drużynę. Wtedy te pieniądze mogłyby trafić do Warmii. Musiałaby tylko gospodarować nimi w taki sposób, żeby tę drużynę utrzymać. Nam się to udawało.
Proponowałbym też, żeby wszyscy zawodnicy po skończeniu wieku juniora automatycznie przechodzili do drugoligowej drużyny. W ten sposób utrzymany byłby dopływ świeżej krwi i zabezpieczone byłoby zaplecze utalentowanych graczy. Dzisiaj gra w Warmii już ponad 50 procent wychowanków Szczypiorniaka. Uważam, że na poziomie I ligi mogłoby to być nawet do 90 procent. Wychowanek na pewno będzie grał z większym zaangażowaniem, poza tym będzie tańszy, bo nie trzeba mu zapewnić mieszkania.
— Dla młodych zawodników to też byłby sygnał, iż systematyczną pracą mogą zapewnić sobie miejsce w pierwszoligowej drużynie, a być może nawet wyżej, gdyby Warmia stanęła na nogi i powróciła do Superligi.
— Gdyby w przyszłości Warmia zdobyła odpowiednie finanse i powróciła do Superligi, to na pewno musiałaby wzmocnić się zawodnikami z zewnątrz, ale w jej składzie mógłby przecież być także duży procent zawodników z naszego regionu. Każdy z naszych młodych szczypiornistów miałby szansę zaistnieć w tym zespole. Tak dzieje się w innych dużych klubach, w Płocku czy Kielcach. Tam zaplecze młodzieżowe jest bardzo duże.
— Szczypiorniak i Warmia mają podpisaną jakąkolwiek umowę o współpracy?
— Taka umowa była podpisana i będzie przedłużona, aczkolwiek nie jest realizowana. Tak naprawdę żadnej współpracy nie ma. Chciałbym, żeby w końcu przestała to być umowa na papierze. Chciałbym, żebyśmy mieli wspólną koncepcję rozwoju piłki ręcznej w Olsztynie, wspólną koncepcję organizowania imprez i przede wszystkim wspierania młodych zawodników w dalszym rozwoju.
Cały czas chcę o tym rozmawiać. Nie uciekam od tematu. Nie chcemy być drugim klubem piłki ręcznej w Olsztynie, klubem konkurencyjnym. Miasta nie stać obecnie na dwa kluby. Dążymy do tego, żeby nasza dyscyplina zjednoczyła się i żeby wszyscy pracowali na drużynę, która będzie w najwyższej lidze. Dobrze byłoby jednak dać Warmii sygnał, żeby nie myślała tylko o jednej drużynie, lecz przyszłościowo.
— Widzi pan w obecnej drużynie Szczypiorniaka zawodników, którzy dziś poradziliby sobie na pierwszoligowych boiskach?
— W sierpniu oddaliśmy do Warmii za darmo Piotra Dzido, który gra w niej z powodzeniem. W styczniu przekazaliśmy skrzydłowego Łukasza Kozakiewicza, bo na tej pozycji dwóch zawodników Warmii jest kontuzjowanych. Rok temu sprawdzany był bramkarz Jakub Pikura, który także pokazywał się z dobrej strony, teraz chcą Wojciecha Golksa na środek rozegrania. To pokazuje, że są zawodnicy, którzy może nie będą jeszcze wzmocnieniem, ale uzupełniliby skład, powoli wprowadzali się do drużyny i nabierali doświadczenia. Dzięki temu też trener miałby większe pole manewru i podczas treningów, i podczas meczów.
— Szczypiorniak, jeśli chodzi o drużyny dziecięce i młodzieżowe, rozwija się w kierunku, który sobie założyliście?
— W tym sezonie zgłosiliśmy do rozgrywek siedem grup młodzieżowych oraz zespół II ligi. Przez wiele lat pracowaliśmy nad ustabilizowaniem rekrutacji i systemu szkolenia. Udało nam się to zrobić na poziomie gimnazjum, choć w związku z reformą edukacji będziemy musieli wprowadzić zmiany. Obecnie wszystko jest poukładane, popularyzujemy piłkę ręczną poprzez organizację imprez ogólnopolskich oraz dobrą pracę w szkołach podstawowych. W klasach sportowych na poziomie gimnazjów w każdej klasie jest ponad 20 chłopaków. Mamy Ośrodek Szkolenia w Piłce Ręcznej, jeden z trzech w naszym województwie. Chłopcy mają dzięki temu dodatkowe godziny treningów, opiekę fizjoterapeutów. Mamy bardzo dużo utalentowanych zawodników. Kwestią jest tylko, żebyśmy dali im otwarte drzwi do kontynuowania kariery w Olsztynie.
kwk

Źródło: Gazeta Olsztyńska