Czwartek, 20 lipca 2017. Imieniny Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny

Nie mogłem zadzierać z ciemną stroną mocy i wkurzać Vadera

2016-12-20 19:00:00 (ost. akt: 2016-12-20 12:55:15)
Zdjęcie jest illustracją do treści

Zdjęcie jest illustracją do treści

Na podwórku nie chciał być Lukiem Skywalkerem tylko słynnym łowcą Boba Fettem. Na emigracji w Anglii zaczął zbierać kolekcjonerskie gadżety związane ze "Gwiezdnymi Wojnami". Zgromadził ponad 500 figurek, 500 komiksów. Część z nich będzie można zobaczyć w olsztyńskim Planetarium. Otwarcie dzień przed premierą "Łotr 1. Gwiezdne wojny — historie". Z Marcinem Skudlarzem rozmawia Adam Nowiński

— Nie Tolkien i "Władca Pierścieni", nie Herbert i "Diuna" tylko Lucas i "Gwiezdne Wojny"... Dlaczego taki wybór?
— Lubię "Władcę Pierścieni", lubię "Star Trecka", jednak to "Gwiezdne Wojny" są dla mnie najlepsze na świecie! Wiem, że mówiąc, że lubię "Star Trecka" popełniam fanowskie faux pas, bo my z wielbicielami tego uniwersum teoretycznie prowadzimy wojnę (śmiech). Po prostu lubię sci-fi i fantasy, ale "Gwiezdne Wojny" najbardziej.

— Poproszę więc o twój osobisty prequel — kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z "Gwiezdnymi Wojnami"?
— W roku 1986. Wtedy mój brat (Radosław Skudlarz, organizator wystawy w Olsztynie - przyp. red.) zabrał mnie do kina na "Nową Nadzieję" epizod czwarty. Nie rozumiałem żadnego słowa, bo nie nadążałem z czytaniem napisów, ale podobały mi się lasery i statki kosmiczne (śmiech).

— Ile miałeś wtedy lat?
— Sześć.

— To rzeczywiście miałeś prawo nie radzić sobie z napisami, a dubbingów na szczęście wtedy nie było.
— Dokładnie. Co ciekawe, zastanawiało mnie też wtedy dlaczego szturmowcy Imperium mają białe stroje. Biały przecież jest dobrym kolorem! Symbolizuje dobro, więc ich stroje powinny być czarne! (śmiech) Kolejne części oglądałem już w domu na kasetach wideo.

— Gdzie był ten pamiętny pierwszy seans?
— Pochodzę z Wąbrzeźna, to jest miejscowość koło Torunia i mój brat zabrał mnie tam do kina, które wtedy nazywało się "Bałtyk". Jeszcze na salach były drewniane siedzenia, niezapomniany klimat.

— A w dzieciństwie, pewnie wcielałeś się podczas podwórkowych zabaw w postacie z "Gwiezdnych Wojen"? Byłeś wtedy Hanem Solo, czy Lukiem Skywalkerem?
— Byłem raczej Boba Fettem (słynny łowca nagród - przyp. red).

— Boba Fettem? Przecież to on schwytał Hana Solo i oddał podstępnemu Jabbie!
— Tak! Był zawsze moją ulubioną postacią. Był neutralny, bardzo mało mówił, nigdy nie widzieliśmy jego twarzy, chociaż niedługo być może zobaczymy... Poza tym miał najbardziej coolerski blaster i hełm.

— Czyli figurka Boba Fetta obowiązkowo w twojej kolekcji się znalazła?
— Tak i to nie jedna!

— A co oprócz nich? Skataloguj proszę w kilku słowach, to co się w niej znajduje.
— To ponad 500 figurek, 95 proc. z nich jest z ery przeddisneyowskiej, czyli sprzed 2012 roku, kiedy to "Disney" wykupił prawa do "Gwiezdnych Wojen". To także około 1000 komiksów, ale na wystawie będzie ich około 500. Nie wysyłałem komiksów angielskich, które moim zdaniem są tandetne. Oczywiście też je kolekcjonuje, ale uważam, że najciekawsze są jednak komiksy oryginalne, czyli amerykańskie. Do 2013 roku wydawał je "Dark Horse", a od niedawna znowu "Marvel", co też wiąże się ze sprzedażą praw do filmu i marki "Disneyowi". Oprócz figurek i komiksów zobaczyć można będzie wiele innych, pokrewnych rzeczy powiązanych z "Gwiezdnymi Wojnami".

— Czy w twojej kolekcji jest jakaś nietypowa rzecz, która będzie 16 grudnia eksponatem w olsztyńskim Planetarium?
— Do ciekawych rzeczy na pewno można zaliczyć buty sportowe, znanej, światowej marki, w oryginalnym opakowaniu, które mają motyw "Gwiezdnych Wojen".

— Co w twoim zbiorze jest najcenniejsze?
— Zdecydowanie cztery figurki z 1983 roku. I z nimi wiąże się ciekawa historia. Poszedłem kiedyś na pchli targ, tutaj w Anglii to nazywa się car boot sell. Spotkałem tam sprzedawcę figurek. Podszedłem, obejrzałem jego stoisko i pytam zaciekawiony czy ma tego więcej? On mi odpowiada: "tak oczywiście, chodźmy do vana". Dziwnie to zabrzmiało, ale poszedłem z nim. I było warto. Jak otworzył drzwi zobaczyłem dziesiątki figurek, a wśród nich zafoliowane jeszcze, co dla kolekcjonera jest nie lada gratką, właśnie te cztery figurki z 1983 roku. Zapłaciłem za nie 20 funtów. Jak wróciłem do domu sprawdziłem ich wartość na aukcjach internetowych. Okazało się, że trzy z nich kosztowały około 100 funtów, a czwarta właśnie Boba Fetta ponad 500!

— To nie tylko cenna zdobyć do kolekcji, ale także niezły zarobek?
— Tu nie chodzi o zarobek, tylko o sam fakt posiadania takich figurek w kolekcji. Sama kwintesencja kolekcjonowania jest dla mnie czymś fantastycznym.

— Skąd wzięła się idea zbierania takich gadżetów w twoim życiu? Od czego się wszystko zaczęło?
— Wszystko zaczęło się w 2005 roku kiedy wyjechałem do Anglii i zobaczyłem ile tego typu rzeczy jest dostępnych na Wyspach. W Polsce owszem, były gadżety związane z "Gwiezdnymi Wojnami", ale były albo trudno dostępne, albo bardzo drogie. Tutaj gadżety są wszędzie. Wchodząc do pierwszego lepszego sklepu z komiksami mówię do siebie: wow, jestem w raju! Jeśli chodzi o pierwszy przedmiot w mojej kolekcji to był to magazyn "Gwiezdnych Wojen", który tutaj ukazuje się co tydzień z września 2005 roku.

— Pamiętam, że kiedyś w Polsce zbierało się kapsle z chipsów z motywem "Gwiezdnych Wojen"...
— Chwileczkę, zaraz ci powiem jak to się nazywało, bo mam takie i z polskiej i angielskiej edycji... Tazo, właśnie mam w ręku cały album z 50 kapslami w środku.

— Dokładnie, ja też to zbierałem!
— O proszę, super! (śmiech) Tylko w Polsce te kapsle można było znaleźć w innych chipsach niż tutaj w Anglii.

— A tak z innej beczki, czym się zajmujesz na co dzień? Chyba nie jesteś pilotem sokoła millenium?
— Jestem opiekunem w domu opieki, czyli to zupełnie nic nie związanego z "Gwiezdnymi Wojnami".

— Mówiłeś swoim znajomym o kolekcji? Co oni na to? Pomagają ci w powiększaniu kolekcji?
— Jasne! Każdy kto mnie zna i zobaczy w sklepie coś związanego z "Gwiezdnymi Wojnami" myśli o mnie, co dla mnie jest czymś wspaniałym. Bardzo często proszę osoby wyjeżdżające za granicę na wakacje, aby na pamiątkę przywiozły mi nie o magnes na lodówkę, czy kulę śniegową tylko komiks albo jakiś gadżet związany z "Gwiezdnymi Wojnami". Najlepiej, żeby był jeszcze w języku ojczystym kraju, do którego jadą. I tak mam już komiksy z Grecji, Francji, Holandii... A ostatnio dostałem nawet komiks w języku rumuńskim.

— Pokazujesz gdzieś swoją kolekcję? Czy ekspozycja w Olsztynie będzie pierwsza?
— Jeżdżę na konwenty, ale nie zabieram ze sobą kolekcji, bo byłoby to zbyt trudne logistycznie, potrzebowałbym całego vana, żeby to wszystko zabrać. A na konwenty zacząłem jeździć od zeszłego roku i byłem na dwóch. Pierwszy z nich był w Liverpoolu, na którym poznałem odtwórcę roli Dartha Vadera — Davida Prowse'a. Niestety to starszy człowiek i ma już demencję... Ale poprosiłem go o dedykację na jednej z moich figurek. Chciałem, żeby napisał słynne: "Luke, I'm your father", ale z racji jego choroby pomylił się i dostałem podpis "Bot look, I'm your father". Chciałem iść z reklamacją, ale stwierdziłem, że nie będę wkurzał słynnego Dartha Vadera i narzekał na podpis na figurce (śmiech).

— Tak, nie ma co zadzierać z ciemną stroną mocy.
— Dokładnie, to by było złe! Z kolei drugi konwent odbył się w Preston. Tam poznałem Nathalie Cox, która użyczyła swojej twarzy w grach komputerowych z serii "Star Wars: The Force Unleashed".

— Przebierasz się za jakąś postać jeżdżąc na konwenty?
— Nie, nic z takich rzeczy, chociaż mam miecz świetlny, ale nie jestem na tyle odważny, żeby z nim paradować. Bardzo podziwiam osoby, które to robią. Ich kostiumy są nie tylko fantastyczne i pełne detali, ale i kosmicznie drogie. Przebranie szturmowca Imperium to koszt nawet trzech tysięcy złotych!

— Dlaczego zdecydowałeś się jednak na pokazanie swojej kolekcji i dlaczego wybrałeś Olsztyn?
— Z prostej przyczyny: namówił mnie bart, który mieszka w Olsztynie i pracuje w planetarium, gdzie będzie można zobaczyć moją kolekcję.

— Trzeba przyznać, że data również dla fana "Gwiezdnych Wojen" jest nietuzinkowa...
— ...Tak! Otwarcie jest 16 grudnia, czyli dzień po premierze "Łotr 1. Gwiezdne wojny — historie".

— Dokładnie. Widziałeś zwiastun tego filmu? Jak wrażenia?
— Oczywiście, że tak. Jestem ciekawy co tym razem zobaczymy, aczkolwiek nic nie przebije oryginalnych, pierwszych trzech części, to znaczy części IV-VI. Bardzo podoba mi się scena z trailera, z AT-AT (roboty bojowe sił Imperium - przyp. red.), które kroczą w dżungli. Możliwe, że nie uda mi się pójść na premierę, ale w pierwszy wolny dzień na pewno wybiorę się do kina.

— Wspomniałeś o pierwszych trzech częściach, nazywanych też głównym trzonem "Gwiezdnych Wojen". Wielu fanów krytykuje Lucasa za nakręcenie prequeli, a szczególnie mocno oberwało się części I "Mrocznemu Widmu". Jak jest twoja opinia?
— W sumie taka sama, jak do niedawno nakręconego epizodu VII. Nie chcę totalnie krytykować prequeli Lucasa, jednak postać Jar-Jar Binksa była irytująca. Chociaż z perspektywy całej sagi bardzo potrzebna. Nie powiem, że mi się nie podobały, ale powtórzę: nic nie przebije oryginalnej trylogii.

— I na koniec jeszcze pytanie, które do zawsze nurtuje wszystkich zagorzałych fanów "Gwiezdnych Wojen": Kto strzelił pierwszy w "Nowej Nadzei" — Han Solo czy Guido?
— Kiedyś się nad tym zastanawiałem i obejrzałem wiele filmików, które wyjaśniały zarówno jedną wersję jak i drugą. Według mnie pierwszy strzelił Han Solo.
Jeśli można, chciałbym podziękować jeszcze raz mojemu bratu za organizację i inicjatywę wystawy oraz Olsztyńskiemu Planetarium i Obserwatorium Astronomicznemu i dyrektorowi Jackowi Szubiakowskiemu. Jeszcze tylko krótko, moja dziewczyna Sarah Jane Latta, też pewnie zobaczy wywiad ze mną, dla tego chcę ją pozdrowić po angielsku: Thank you that you understand and support my madness (dziękuje ci za zrozumienie i za wsparcie mojego szaleństwa).


Wystawę gadżetów związanych z sagą filmów "Gwiezdne Wojny" będzie można zobaczyć w olsztyńskim Planetarium od piątku, 16 grudnia, od godziny 15.30.Wstęp wolny. Wystawa składa się z ponad 500 figurek, 500 komiksów i mnóstwa innych gadżetów związanych z tymi kultowymi filmami.
Dzień przed otwarciem wystawy, 15 grudnia, premierę światową ma "Łotr 1. Gwiezdne wojny — historie". Nie jest to kolejna część sagi, a jedynie tzw. projekt poboczny, który opowiada o grupie rebeliantów zjednoczonych w śmiałej misji polegającej na kradzieży planów imperialnej Gwiazdy Śmierci. "Łotr 1" na osi czasu wpisuje się przed wydarzeniami z epizodu IV "Nowa Nadzieja", nakręconej przez Georga Lucasa. W roli głównej zobaczymy Felicity Jones, Bena Mendelsohna i Foresta Whitakera.


Marcin Skudlarz, ur. w 1980 roku w Wąbrzeźnie, z Olsztynem związany rekreacyjnie. W 2005 roku wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Od zawsze fan "Gwiezdnych Wojen".
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. jak dla mnie #2140229 | 164.126.*.* 21 gru 2016 08:39

    fani star wars mają nie równo pod sufitem.... żal

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. frodo #2139905 | 178.235.*.* 20 gru 2016 19:47

    co za pastuch to pisał? Star Trek a nie Star Treck, Tazoo a nie Tazo

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)