Wtorek, 30 sierpnia 2016. Imieniny Benona, Jowity, Szczęsnego

Rudi Schuberth: Sławny wilk estrady nikogo nie zagryza

2016-03-13 12:30:00 (ost. akt: 2016-03-13 18:13:07)
Daniele żyją z nami od 10 lat. A o tym, że są tu również bobry, dowiedziałem się jakieś trzy lata temu. Nie widuję ich na oczy, ponieważ są płochliwe i trzeba się na nie zaczaić.

Daniele żyją z nami od 10 lat. A o tym, że są tu również bobry, dowiedziałem się jakieś trzy lata temu. Nie widuję ich na oczy, ponieważ są płochliwe i trzeba się na nie zaczaić.

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Pracował w budowlance, miał udziały w hurtowni odzieży męskiej i firmie zajmującej się próżniowym pakowaniem żywności. Studiował budowę okrętów, ale zwyciężyła miłość do estrady. To on był Bolkiem w sławnym programie kabaretu TEY. Do telewizji jednak nie wróci. Z Rudim Schuberthem rozmawia Mateusz Przyborowski.

— Wie pan, jak dawni Germanowie tłumaczyli imię Rudolf?
— Nie mam pojęcia.

Sława rzecz ulotna, a my prowadziliśmy normalne życie, jeździliśmy samochodami, chodziliśmy pieszo. Pozostaliśmy zwykłymi ludźmi i mimo że tworzyliśmy znany kabaret, nie byliśmy narcystyczni, fantastyczni i nadzwyczajni.
— Sławny wilk.
— (śmiech)

— To chyba trafne określenie. Rudi Schuberth jest przecież sławnym wilkiem estrady.
— Sławny to pozytywne określenie, ale wilk jest raczej agresywnym zwierzęciem. A ja nikogo nie zagryzam. Ja jestem spokojny człowiek. Ale też i charakterny, więc może jednak coś z tego wilka we mnie jest?

— Nawet nie zdaje pan sobie sprawy, ile bym dał, żeby w latach 70. i 80. obejrzeć program „S tyłu sklepu” kabaretu TEY na żywo!
— Rozumiem, że jeszcze pana wtedy nie było na świecie? Pocieszę pana: nikt już tego na żywo nie zobaczy.

— Wspomina pan te dobre czasy?
— Ostatnio kilka dni temu, kiedy graliśmy koncert i zbieraliśmy pieniądze dla Bogusia Smolenia. W gronie TEY-owców, bo był m.in. Zenek Laskowik i Krzysiek Jaślar, rozmawialiśmy na różne tematy, w tym wspominaliśmy ten program. „S tyłu sklepu” był świetny, wspominam go do dzisiaj. I odbija mi się przyjemną czkawką, ponieważ ludzie to pokochali i wciąż pamiętają. Miałem przyjemność załapać się na drobiazgi w tym programie.

— Może i drobiazgi, ale za to jakie! Był pan Bolkiem, który nie potrafił wymówić er. Ileż w tych waszych skeczach było zakonspirowanych znaczeń, a przy tym zero dosłowności…
— Proszę pana, bo to były zupełnie inne czasy, a kabaret posługiwał się inną poetyką i wymagał od publiczności myślenia. Nie nazywał rzeczy wprost, ale — jak pan powiedział — konspirował w słowach. Język polski jest przecież bogaty w dwuznaczności i wtedy na scenie ciągle się nimi posługiwano. Było fajne, to była innego rodzaju zabawa niż dzisiejsze — moim zdaniem — dożynające kabarety.

— Dzisiaj wystarczy powiedzieć jedno słowo na literę „k” i wszyscy się śmieją.
— Tak jest i co mamy na to poradzić? To znak dzisiejszych czasów.

— Byliście sławni w tamtych czasach. Zenon Laskowik opowiadał, że kiedy został listonoszem, był zapraszany przez adresatów korespondencji na tak zwanego przyjacielskiego kielicha...
Przeczytałeś tylko 20% artykułu. Chcesz przeczytać całość?
Mam już konto Piano

Pozostała część artykułu dostępna jest dla abonentów Piano.
Pełen dostęp do tego i 44 innych serwisów internetowych w pakiecie Piano już od 9,90 zł tygodniowo.


Dostęp do Reportera, ciekawych wywiadów, obszernych reportaży oraz 40 innych czołowych portali w Polsce. Dołącz do czytelników ceniących dobrą informacje. Zarejestruj się w PIANO już teraz KLIKNIJ TUTAJ

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB