Wtorek, 6 grudnia 2016. Imieniny Dionizji, Leontyny, Mikołaja

Masaj: Autostopem po Afganistanie i Pakistanie. To był szok dla policji

2016-02-07 20:00:00 (ost. akt: 2016-02-07 14:32:36)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

W Afganistanie prowadziła warsztaty dla kobiet z praw człowieka. Następnie ruszyła do Pakistanu, gdzie przeżyła różne sytuacje… Chętnie by tam jeszcze wróciła. Za trzy tygodnie wyrusza w podróż autostopem po Afryce. Z Moniką Masaj rozmawia Ewelina Zdancewicz-Pękala.

— Masz za sobą podróże po ponad 40 krajach i, w związku z tym, także sporo wywiadów. Liczyłaś kiedykolwiek, z iloma dziennikarzami już rozmawiałaś?
— Nie, podobnie jak nie liczę, w ilu dokładnie krajach byłam. W Europie można odwiedzić kilkanaście krajów w bardzo krótkim czasie. Niestety weekend w stolicy nigdy nie da nam tyle, co kilka tygodni podróży przez cały kraj. Lubię posiedzieć w jednym regionie trzy-cztery tygodnie i poznać jego kulturę, jedzenie, mieszkańców. W Afganistanie i Pakistanie spędziłam ponad pół roku i gdyby nie fakt, że musiałam wrócić na obronę pracy licencjackiej, na pewno zostałabym tam dłużej. Wciąż zostało wiele miejsc, smaków i ludzi do poznania, na pewno jeszcze tam kiedyś wrócę.

Pojechałam tam z ciekawości  i zobaczyłam coś, czego nie widzimy w mediach. Normalnych ludzi, którzy się uczą, pracują, mają rodziny i się bawią… po prostu żyją. Jednak takiego Afganistanu czy Pakistanu media nam już nie pokażą.
— Czym zajmowałaś się podczas swojego pobytu w Afganistanie i Pakistanie?
— Pierwotnym planem był wyjazd do pracy w Pakistanie. Znalazłam firmę, jednak bardzo długo czekałam na wizę i już dostałam informację z ambasady, że jednak wizy nie dostanę. Zrezygnowana zastanawiałam się co mam robić, patrząc na mapę postanowiłam odwiedzić Afganistan. Pojechałam do ambasady żeby odebrać mój paszport i wtedy się okazało, że jest pozytywna decyzja i pakistańska wiza zostanie mi przyznana. To wszystko skomplikowało moje plany. Początkowo w Afganistanie pracowałam na uniwersytecie w Kabulu. Prowadziłam tam warsztaty dla kobiet z praw człowieka i umiejętności miękkich. Było to możliwe dzięki organizacji, która zapewniła mi wolontariat. Kiedy zakończyliśmy współpracę zajęłam się już podróżowaniem po kraju i odkrywaniem kultury.

— Afganistan i Pakistan zjeździłaś stopem. I choć jest to twój standardowy sposób podróżowania, nie bałaś się tego robić w krajach powszechnie uważanych za niebezpieczne?
— Pytanie o strach pada zawsze, nawet kiedy zatrzymuje auto, aby dostać się z Rzeszowa do Wrocławia. Oczywiście, że się boję - czy to jadąc do Afganistanu, czy do Afryki. Nikt nie jest superbohaterem i jeśli ktoś mówi, że nie czuje strachu w takich sytuacjach, kłamie. Każdy się czegoś boi, ale nie chcę pozwolić, żeby ten strach mnie blokował i nie pozwolił realizować pasji czy spełniać marzeń.

— Jak lokalna ludność reagowała na białą dziewczynę machającą do nich z pobocza drogi? W końcu w tych krajach nie ma tradycji autostopu.
— Byli przede wszystkim ciekawi, kim jestem i co ja tam robię. Ta ciekawość powodowała, że się zatrzymywali i dopytywali, dlaczego jestem sama i czy coś się stało. Ale kiedy mówiłam, że chciałabym dojechać do jakiegoś miejsca za darmo, to wtedy bez problemu mnie tam podwozili. Poza tym, często ludzie mnie zaczepiali na ulicy i pytali skąd jestem, co tutaj robię i czy przypadkiem nie chciałabym zjeść z nimi obiadu.

— Oprócz pomocy lokalnej ludności miewałaś także problemy z policją, zgadza się?
— Tak, z nimi zawsze były problemy (śmiech). A to dlatego, że policja starała się mnie chronić: złapać, ściągnąć z drogi i odstawić na najbliższy przystanek czy do miasta. Mocno im przeszkadzał fakt, że jestem sama. Kobiety w tych krajach nie podróżują samotnie i to, że ja podróżuję w ten sposób, było dla nich szokiem.

— Większość ludzi kojarzy Afganistan i Pakistan z wojną, ale ty przedstawiasz te kraje przede wszystkim jako bardzo gościnne i piękne tereny.
— Studiowałam bezpieczeństwo narodowe, więc moja głowa była przepełniona informacjami o wszystkich konfliktach, wojnach. Pojechałam tam z ciekawości  i zobaczyłam coś, czego nie widzimy w mediach. Normalnych ludzi, którzy się uczą, pracują, mają rodziny i się bawią… po prostu żyją. Jednak takiego Afganistanu czy Pakistanu media nam już nie pokażą.

— Wracając do początków, jak zaczęła się twoja przygoda z podróżowaniem autostopem?
— Autostopem zaczęłam jeździć ze względów finansowych jeszcze w czasach szkolnych. Mieszkałam w internacie i co weekend wracałam do domu. Rodzice dawali mi pieniądze na bilety autobusowe, ale ja wolałam zaoszczędzić i jeździć na stopa. Po pewnym czasie autostop przerodził się w moja pasję. Na początku liceum ze znajomymi wybraliśmy się na stopa w Bieszczady, potem zaczęłam już jeździć na coraz dłuższe dystanse. Taka moja pierwsza, długa wyprawa to była przypadkowa, kilkutygodniowa podróż po Bałkanach.

— Spędzić przez przypadek kilka tygodni na Bałkanach - to brzmi ciekawie.
— Ten przypadek wziął się z tego, że miałam tydzień przerwy w zajęciach na studiach i postanowiłam pojechać na stopa do Wiednia, kilka godzin drogi od Wrocławia, gdzie studiowałam. Do Wiednia byłam w stanie dojechać w kilka godzin, pytanie czy tydzień w stolicy Austrii to nie za dużo? Popatrzyłam na mapę i znalazłam miejsce, które było na tyle blisko, żeby tam dojechać, ale jednak trochę dalej niż Wiedeń. Stanęło na Ljubljanie. Wracając z Ljubljany miałam zajechać do Wiednia, to zajęłoby mi akurat tydzień. W Słowenii stanęłam na złej wylotówce i okazało się, że ludzie, z którymi jadę jadą do Chorwacji. Pojechałam więc z nimi do Dubrovnika, i tak poleciało - stamtąd do Czarnogóry, Albanii. Macedonii, Kosowa, Serbii… Na tę ponad miesięczną, nieplanowaną podróż po Bałkanach wydałam 15 euro.

— Jak to możliwe? W końcu musiałaś coś jeść, gdzieś spać.
—  Pamiętam do dziś, że jeszcze w Polsce zrobiłam sobie kanapki, i o ich istnieniu przypomniałam sobie dopiero w… Macedonii. Dopiero tam je wyrzuciłam. W podróży cały czas ktoś mnie czymś częstował, ludzie byli tak mili, że zawsze starali się mi pomóc. Na pewno jesteś głodna, musisz się czegoś napić, jest zimno, dostaniesz herbatę - takie gesty zdarzały się co chwilę. Z początku czułam się z tym nieswojo, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że przecież ten człowiek chce mi pomóc. On nie proponuje mi tego, bo go o to proszę. Zresztą nigdy nie prosiłam o coś innego, niż podwózkę.

— Czy oprócz tych miłych gestów spotykały cię też sytuacje niebezpieczne w podróży?
— Tak. W Pakistanie ktoś próbował mnie napaść. Ale jeśli chodzi o autostop, to więcej nieprzyjemnych sytuacji z kierowcami zdarzyło mi się w Polsce, niż w innych krajach. Tam ludzie troszczyli się o mnie, a czasem wręcz bali, czy na pewno nic mi nie będzie. A w Polsce wiele razy słyszałam jakieś dziwne aluzje na temat podziękowania za podwózkę, czy zdarzało się, że czyjaś ręka lądowała na moim kolanie. Większość tych sytuacji obracałam w żart i taka reakcja zazwyczaj wystarcza. Rzadko kiedy zdarza mi się, że muszę ostro odmówić i wysiąść z auta.

— Twoi rodzice pewni nie byli zachwyceni, kiedy zaczęłaś podróżować na stopa, właśnie przez wzgląd na takie sytuacje?
— Początkowo moja mama była zszokowana tym, co robię. Nieraz dzwoniła do mnie i pytała, co tam słychać i słyszała na przykład, że właśnie wróciłam z Węgier albo że nie mogę rozmawiać, bo jadę na konferencję studencką do Czech. Potem się już do tego przyzwyczaiła. Z drugiej strony wiadomo, że zupełnie inaczej się czuje rodzic, który słyszy, że jego dziecko jedzie do Afganistanu a nie na Bałkany czy do Hiszpanii. Rodzice zawsze będą się o mnie bali nieważne ile mam lat. Ja podróżuje za swoje pieniądze, mieszkam sama i moi rodzice nie mogą mi niczego nakazać czy zakazać. Gdybym jechała za ich pieniądze, to już musiałabym się liczyć z ich zdaniem np. co do kierunku wyjazdu.

— Przez całe studia podróżowałaś. Ciężko było w tym trybie skończyć naukę?
— Na szczęście miała luźne i elastyczne studia, więc mogłam sobie pozwolić na dużo wyjazdów czy działalność w różnych organizacjach. Jadąc do Afganistanu miałam na głowie obronę licencjatu, i tak jak wspomniałam wcześniej, gdyby nie ta obrona, prawdopodobnie wciąż bym tam była. Tak więc to nie podróże przeszkadzały mi w studiach, tylko studia w podróżowaniu (śmiech).

—Wyobrażasz sobie siebie w przyszłości na stałej posadzie w korporacji?
— Niedawno pracowałam w korporacji, ale zrezygnowałam z niej, ponieważ za trzy tygodnie jadę do Afryki. Jestem otwarta na różne rozwiązania: mogę pracować w korporacji, mogę też jeździć po świecie. Mam dopiero 23 lata, a więc dużo czasu na ustalenie konkretnego planu na życie. Nie chciałabym, żeby to wyglądało tak, że kończę studia, zostaję w jednym miejscu i biorę kredyt. Zobaczę, co jeszcze mi los przyniesie. Teraz chcę jechać do Afryki i to jest mój najbliższy plan.

— Czy ten kierunek ma coś wspólnego z twoim nazwiskiem - Masaj?
— Tak, jest to jeden z powodów. W Afryce żyje plemię Masajów, chciałabym odwiedzić swoją "rodzinę" (śmiech). Inspiruje się innymi kobietami podróżniczkami takimi jak , które jeszcze 100 lat temu w kapeluszach przemierzały pustynie. Skoro one 100 lat temu mogły to zrobić, to ja w XXI wieku też jak najbardziej mogę. Plan zakłada przejechanie całego kontynentu z Kairu do Kapsztadu Autostopem. Wyprawę będzie można śledzić na moim blogu www.zepsutykompas.com

Rozmawiała Ewelina Zdancewicz-Pękala
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB