Wtorek, 6 grudnia 2016. Imieniny Dionizji, Leontyny, Mikołaja

Jesteśmy kosmitami. Czy jesteśmy sami we Wszechświecie?

2016-02-07 13:40:00 (ost. akt: 2016-02-07 13:35:59)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Dlaczego tak szukamy istot pozaziemskich? Kiedy człowiek postawi nogę na Marsie? Z Karolem Wójcickim, popularyzatorem astronomii, dziennikarzem naukowym, prezenterem telewizyjnym, na co dzień związanym z Centrum Nauki Kopernik, rozmawia Andrzej Mielnicki.

— Australijscy naukowcy twierdzą, że przyczyną nieodkrycia jeszcze istot pozaziemskich, jest to, że te istoty już dawno wymarły. Słysząc coś takiego, pewnie trudno patrzeć w niebo z nadzieją, że ktoś inny stamtąd patrzy na nas?
— Bardzo sceptycznie podochodzę do takich ostatecznych sformułowań. A to dlatego, że my naprawdę niewiele wiemy o Wszechświecie. Próbujemy czegoś się dowiedzieć. Niektórzy wymyślają różne teorie. I wtedy pojawiają się choćby takie, jak ta mówiąca o tym, że nie znajdujemy życia, dlatego, że ono mogło wymrzeć. Jednak jestem absolutnie przekonany, że Wszechświat jest tak olbrzymi, że jest mnóstwo miejsc, gdzie życie może się rozwijać, gdzie mogło istnieć w przeszłości i są takie miejsca, gdzie kiedyś to życie się narodzi. Myślę, że tu każdy naukowiec miałby swoją teorię. Dziś snujemy jedynie domysły, bo mało jest faktów tej materii. I pewnie długo tak jeszcze będzie do czasu, kiedy albo nie znajdziemy życia, albo je znajdziemy. Dopóki nie przeszukamy całego Wszechświata nigdy ze stuprocentową pewnością nie będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy sami.

Lecąc na Marsa ludzie będą wystawieni na działanie tego promieniowania, które jest dla nas szalenie niebezpieczne i dziś nie bardzo wiemy, jak sobie z tym poradzić
— Dlaczego szukamy życia poza Ziemią, aż tak bardzo potrzebujemy towarzystwa „zielonych ufoludków”.
— To niekoniecznie musi być kwestia towarzystwa, to poszukiwanie obcej cywilizacji, czy obcych form życia, niekoniecznie inteligentnych. Szukamy ich raczej z innego powodu, to jest zaspokojenie takiej naturalnej potrzeby ludzkości, jaką jest ciekawość. Taka ciekawość pchnęła kiedyś nas do tego, że zeszliśmy z drzewa. Ta sama ciekawość sprawiła, że odkryliśmy co jest za jedną, za drugą i dziesiątą górą. I ta sama ciekawość pchnęła Krzysztofa Kolumba przez Atlantyk, żeby zobaczyć co tam jest, czy jest ta droga do Indii, a tu proszę odkryliśmy inny, ciekawy ląd. Zaspokajanie ludzkiej ciekawości jest motorem napędzającym naszą cywilizacje.

— Niedawno NASA ogłosiła, że na Marsie jest woda w stanie ciekłym, to skoro życie na Ziemi narodziło się w wodzie, jest nadzieja, że istnienie też na Czerwonej Planecie...
— Często powtarzam dzieciom, które odwiedzają nasze planetarium, żeby idąc chodnikiem zwróciły uwagę na jedną ważną rzecz, czy w każdej kałuży pływa ryba? Cóż wydawałoby się, że tak będzie, skoro jest woda, to musi być życie. I pewnie jest, bo jakieś mikroorganizmy niewidoczne gołym okiem tam żyją, ale ryb nie ma. Jednak to porównanie doskonale oddaje ideę, że nie zawsze tam, gdzie jest woda jest też życie. W Układzie Słonecznym znamy bardzo wiele miejsc, gdzie istnieje woda również w stanie ciekłym. Wiemy, że cały lodowy księżyc Jowisza Europa jest pokryty oceanem skutym lodem o grubości około 10 kilometrów, wiemy że istnienie ocean pod powierzchnią Ganimedesa, że taka woda może być na Ceres. Wiemy, że woda w stanie lodowym jest na na pewno na Merkurym, na Księżycu i jest oczywiście na Marsie, a teraz udało ją się odkryć w stanie ciekłym. Choć to nie jest taka woda, jaką znamy z Ziemi, bo przy tym ciśnieniu i temperaturze jak jest na Marsie, woda ma zupełnie inną strukturę. Jest bardzo zasolona, gęsta. Ale to, że jest woda wcale nie oznacza, że jest również życie. Oczywiście szukamy życia, które bazuje na wodzie, bo takie znamy, najłatwiej będzie nam je zauważyć. Stąd tak znacznie wody.

— Odkrycia ciekłej wody dokonano z orbity Marsa, dzięki sondzie MRO, ale na Marsie są też ziemskie łaziki. Jeden z nich Opportunity już 12 lat bada Marsa. Jak to możliwie?
— Opportunity jest absolutnie fenomenem, gdy chodzi o loty kosmiczne. Naukowcy zwykle zakładają czas takiej misji. W przypadku Opportunity liczyli, że po trzech miesiącach łazik przysypany marsjańskim pyłem przez silne wiatry przestanie działać. I tu zaskoczenie, bo ten sam wiatr bardzo dobrze odkurza panele słoneczne łazika, które zapewniają mu energie. Tego sukcesu pewnie już nie powtórzy inny dużo nowocześniejszy łazik, który jest też na Marsie, a mianowicie Curiosity. Ten robot ma reaktor termoelektryczny i w pewnym momencie jego paliwo się wyczerpie. A przez te 12 lat Opportunity więcej zbadał niż byśmy sobie to wymarzyli. Dzięki niemu udało się nam potwierdzić istnienie kiedyś na Marsie zasolonych jezior. Dał nam dużo wiedzy o planecie, jej klimacie, a więc ciśnieniu, wiatrach, promieniowaniu, co pozwoli nam w przyszłości myśleć o załogowej misji na Marsa.

— Ale to nie są Karaiby? Temperatura na Marsie waha się od plus 20 stopni do nawet minus 140.
— Tak, ale i tak to jest najprzyjemniejsza planeta ze wszystkich. Bo na Wenus te temperatury sięgają plus 460 stopni Celsjusza przy ciśnieniu 90 razy wyższym niż na Ziemi. A na Merkurym te wahania temperatury mogą wynosić aż 600 stopni. To ten Mars, który jest suchy, zimny z niskim ciśnieniem wprawdzie nie jest idealny, ale najlepszy z tego, co mamy. To nie jest tak, że my chcemy skolonizować Marsa, my po prostu nie mamy wyboru. To musi być Mars przynajmniej na początku, jeśli myślimy o przeniesieniu życia poza Ziemię.

— Ostatnio przeczytałem, że ludzie dolecą na Marsa w 2025 roku. Ale oglądając film Ridleya Scotta „Marsjanin ”, to wydaje się , ze łatwiej tam dolecieć niż wrócić z Marsa.
— Jeszcze w latach 90-tych ubiegłego wieku, kiedy byłem nastolatkiem, Arthur Clarke mówił, że na Marsie to na pewno wylądujemy w 2015 roku. Dlatego te wszystkie przewidywania, terminy traktuję z pewnym przymrużeniem oka. Zobaczymy. Jednak najtrudniejszy będzie sam lot, bo dziś latając nawet w kosmos jesteśmy chronieni przez naszą magnetosferę przed promieniowaniem kosmicznym. Lecąc na Marsa ludzie będą wystawieni na działanie tego promieniowania, które jest dla nas szalenie niebezpieczne i dziś nie bardzo wiemy, jak sobie z tym poradzić. I obecnie nie bez powodu myśli się, żeby wysłać na Marsa ludzi dojrzałych, którzy mają dzieci, bo jest duże ryzyko, że po powrocie w wyniku promieniowania już ich nie będą mogli mieć. A taki lot zająłby od półtora do dwóch lat. Tak więc sam powrót nie jest więc jakimś wielkim problemem, bo przecież wracaliśmy już z Księżyca.

— Skoro mowa o Księżycu, to Europejska Agencja Kosmiczna planuje wybudowanie tam w 2030 miasta. Trochę to brzmi fantastycznie, a tym bardziej dla tych, którzy wciąż uważają, że lądowanie człowieka na Księżycu to była wielka mistyfikacja.
— Rzeczywiście są tacy ludzie i czasami już mi ręce opadają, gdy przychodzi odpierać argumenty na taką tezę. Na zdjęciach wykonanych przez sondy widać te miejsca lądowań, ślady kół pojazdów. A jak ktoś nie chce wierzyć, cóż. Są też tacy, którzy nie wierzą w teorię ewolucji, czy tacy którzy nie wierzą skuteczność szczepionek.

— Pan zajmuje się popularyzacją nauki, organizacją wielkich imprez astronomicznych, wielkich obserwacji nieba, jak w ubiegłym roku Perseidów, gdzie w parku odkrywców przy Centrum Nauki Kopernik zgromadziło się 12 tys ludzi. Dlaczego zachęca pan ludzi do patrzenia w gwiazdy?
— Dobre pytanie, chyba sam sobie do końca nie potrafię na nie odpowiedzieć. Myślę, że dlatego , że to mnie szalenie interesuje, uważam, że jest to fascynujące. Lubię patrzeć w niebo. Obserwować to, co tam się dzieje, choć czasami trzeba, jak myśliwy, zapolować , pojechać np. za koło podbiegunowe, by obserwować zorzę polarną. To coś fenomenalnego, nie da się tego opisać słowami, to trzeba po prostu zobaczyć. I mam w sobie taką cechę , że bardzo lubię dzielić się z innymi pozytywnymi rzeczami. I myślę, że ludzie chcą słuchać tych opowieści o gwiazdach, bo czy inaczej przyszłoby na pokaz 12 tys. osób. Jest w nas po prostu nuta do kosmosu. I fajnie, że ja mogę ich trochę do tego kosmosu przybliżyć.

— Rozumiem, że to niebo daję tę pozytywną energię. Pan jest astronom z wykształcenia czy z pasji?
— Z pasji, choć studiowałem też astronomię.

— Dzięki pana fanpage „ Z głową w gwiazdach” na Facebooku, można na żywo w internecie obserwować najciekawsze zjawiska astronomiczne. Skąd taki pomysł?
— Chodzi o to, żeby pokazać ludziom zjawiska, których nie mają szans zobaczyć, bo trzeba gdzieś pojechać, trafić z pogodą czy czasem zwyczajnie wstać wcześnie rano albo w ogóle się nie kłaść. Stąd pomysł „Z głową w gwiazdach LIVE”, w czasie którego przy pomocy specjalnej kamery, bardzo światłoczułej, pokazuję na żywo za pośrednictwem kanału na YouTube to, co najciekawszego dzieje się na niebie. Dzięki temu internauci mogli obejrzeć brzegowe zakrycie Aldebarana, zaćmienie Słońca czy Księżyca. Ta ostatnia relacja miała aż czterysta tysięcy odsłon. To jest zawsze alternatywa dla tych, którzy akurat nie mogą wyjść z dom, nie maja szans zobaczyć tych zjawisk.

— To pan trochę jak celebryta. Jak smakuje taka popularność naukowa?
— Jest miła, przydatna, pomaga , ale czasem bywa kłopotliwa, bo człowiek nie wie, gdzie cię ktoś zaczepi. Kiedyś byłem na wakacjach na Litwie. Jestem na basenie w parku wodnym, a tu pani zaczyna mnie wypytywać o gwiazdy. Ciekawe doświadczenie.

— Badania kosmosu pochłaniają setki milionów dolarów. I nic. Nie znaleźliśmy jak dotąd życia. To ktoś może powiedzieć, że to pieniądze wyrzucone w błoto, w przysłowiowy komos.
— Nie, nie. W tych badaniach kosmosu nie chodzi tylko o znalezienie życia we Wszechświecie, choć owszem są projekty finansowane przez prywatnych sponsorów, które mają tylko taki cel. Jednak nawet sobie nie zdajemy sprawy, jak wiele mamy dzięki badaniom kosmicznym.

— No tak, zapomniałem o kuchence mikrofalowej.
— Myślę , że jest tego więcej, choćby to, że teraz rozmawiamy sobie przez telefon komórkowy. Każdego dnia korzystamy z wielu technologii kosmicznych, nie zdając sobie z tego sprawy. Naukowcy zajmują się przede wszystkim badaniem kosmosu, bo jest to szalenie interesujące miejsce, niezależnie od tego, czy jest tam życie, czy nie ma. Bo to po prostu się opłaca.

— Słyszałem, że Luksemburg przymierza się do gelologii kosmicznej. Chce wydobywać cenne minerały np. platynę , iryd z asteroidów.
— Bo może się okazać, że dużo taniej będzie wysłać ekipę wydobywczą na asteroidę niż poszukiwać tych minerałów na Ziemi. Otwierają się całkiem nowe perspektywy. Kto przypuszczał kiedyś , że Ameryka odkryta przez Kolumba stanie się potęgą.

— Zwykle na filmach kosmici najeżdżają Ziemię, a ludzi biorą w jasyr. To może nie ma co się wystawiać na cel i nie pchać się w kosmos.
— Póki co jest odwrotnie, nikt nas nie kolonizuje. Nikt nie atakuje, do nas nie przylatuje. To my staramy się latać na inne planety. To my zasiedlamy powoli Marsa robotami. To być może my staniemy się zagładą dla jakiś prostych form życia, które kiedyś znajdziemy na innych planetach. Póki co to nas może obawiać się kosmos, to my jesteśmy tym zagrożeniem, kosmitami.

Rozmawiał Andrzej Mielnicki

Karol Wójcicki - popularyzator astronomii, dziennikarz naukowy, prezenter telewizyjny. Na co dzień związany z Centrum Nauki Kopernik. Prowadził programy popularnonaukowe na antenie Discovery Science i TVN Turbo.
 Twórca największego w Polsce fanpage „Z głową w gwiazdach” na Facebooku. Nauczyciel astronomii w szkole podstawowej Eureka. Organizator jednych z największych na świecie wspólnych obserwacji nocnego nieba oraz wielu innych imprez popularnonaukowych. Laureat nagrody Popularyzator Nauki 2015 przyznawanej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Polską Agencję Prasową.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB