Sobota, 3 grudnia 2016. Imieniny Hilarego, Franciszki, Ksawery

Gdzie pracują więźniowie z Olsztyna i ile dostają pieniędzy

2016-02-07 08:00:00 (ost. akt: 2016-02-05 12:37:26)
Marek Grzybicki: Na pracę skazanych jest duże zapotrzebowanie, a my staramy się je zaspokoić. I u nas nie jest to związane z zapowiedziami polityków, ale zjawiskiem stałym od lat

Marek Grzybicki: Na pracę skazanych jest duże zapotrzebowanie, a my staramy się je zaspokoić. I u nas nie jest to związane z zapowiedziami polityków, ale zjawiskiem stałym od lat

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada, że pracować musi więcej więźniów. O tym, jak to jest z zatrudnianiem osadzonych w naszym mieście, rozmawiamy z kpt. Markiem Grzybickim, starszym inspektorem aresztu śledczego w Olsztynie.

— Resort sprawiedliwości ogłosił, że dołoży starań, żeby zachęcać osadzonych do podejmowania pracy. Zgadza się pan z tym, że nadal zbyt mało ich pracuje?
— Codziennie z zakładu przy ul. Opolskiej wychodzi około 80-90 skazanych, żeby pracować na zewnątrz. To prawie jedna trzecia wszystkich osadzonych. Są zatrudniani odpłatnie lub nieodpłatnie jako wolontariusze. W sytuacji, gdy mowa o pracy zarobkowej, muszą uzyskać wynagrodzenie minimalne. Pracują na przykład w Indykpolu na dwie zmiany po 8 godzin. Są u nas pracodawcy, którzy mogą zatrudnić wielu skazanych, bo ludzie z ulicy nie zawsze chcą do nich przychodzić. Powodem są wymagające warunki pracy i nie dość atrakcyjna płaca. Osoby pozbawione wolności mają inne oczekiwania. U nas mają zapewnione wyżywienie, ubranie, zakwaterowanie i opiekę medyczną. Więc gdy zarobią kwotę, o której wspominaliśmy, to będą to dla nich znaczące pieniądze.

— Dysponują nimi zza krat?
— Tak, mogą wspierać swoje rodziny, płacić alimenty albo spłacać zadłużenie. Dlatego osadzeni chętnie idą do pracy. Do tego stopnia, że czasem nie jesteśmy w stanie wysłać do pracy wszystkich, którzy by tego chcieli. Pieniądze lądują na ich kontach i mogą je dowolnie wydawać. Blokujemy jednak część tych środków, bo osadzony musi mieć jakieś pieniądze po wyjściu na wolność.

— Gdzie jeszcze możemy spotkać osadzonych?
— Zatrudniano ich na nawet przy pracach tramwajowych. Byli bardzo zadowoleni, zresztą pracodawca też. W ten sposób wspomogliśmy miasto pracą naszych skazanych. Zatrudnienie osadzonych to pewna inwestycja. Wiadomo, że jeśli mają być na określoną godzinę, to będą. Jeśli ma ich być dziesięciu, to tylu będzie, będą chętni do pracy i trzeźwi. Pracodawca unika problemów, które mogą pojawić się, gdy zatrudnia się ludzi z zewnątrz: „wczorajszy” pracownik albo taki, który w ogóle się nie pojawia. Osadzeni są też zazwyczaj karni i zdyscyplinowani.

— A co się dzieje po odbyciu kary?
— Zdarza się, że nadal pozostają na swoich stanowiskach. Są już przeszkoleni, wdrożeni w wykonywanie obowiązków. To cenni pracownicy. Ze skazanymi jest tak jak ze wszystkimi innymi ludźmi. Środowisko, okoliczności, w jakich się znajdujemy, mają wpływ na to, jacy jesteśmy. Trudno uogólniać. Bywa, że pracodawca dzwoni z podziękowaniami, że dzięki nam zyskał dobrego pracownika. Ale znam też przypadki, gdy skazani po odbyciu kary nie starali się tak jak dotychczas. Czasem niestety ten rygor mobilizuje do dobrych rzeczy, a gdy go zabraknie, wszystko się zmienia.

— A czy pracodawcy chcą zatrudniać więźniów?
— Tak, a my staramy się ich skrupulatnie selekcjonować. Jeżeli już trafiają do pracy poza zakład, mamy niemal stuprocentową pewność, że społeczeństwu nic nie grozi. Gdybyśmy mieli jakiekolwiek obawy, nie wyszliby do pracy. Skazani pracują w szkołach, szpitalach, w stowarzyszeniach zajmujących się pomocą ludziom, hospicjach, w schronisku dla zwierząt. Często jest tak, że ktoś mija pracownika na terenie szkoły, który pracuje w ogrodzie albo akurat naprawia klamkę i nawet do głowy mu nie przyjdzie, że to ktoś od nas. Obawy nawet najbardziej sceptycznie nastawionych osób idą wtedy na bok. Ci skazani, którzy nie kwalifikują się do zatrudnienia na zewnątrz, mogą pracować wewnątrz, jeśli znajdzie się inwestor, który zechce stworzyć im miejsce pracy. W zakładzie w Iławie i Kamińsku możemy udostępnić miejsce i wybudować hale dla potencjalnej działalności produkcyjnych. Tak dzieje się już w zakładach w całej Polsce.

— Osadzeni pracują też jako wolontariusze. Ich pomoc bardzo sobie chwali choćby Anna Barańska, dyrektorka schroniska dla zwierząt.
— Tak i robią to chętnie. Dochodzą do nas głosy, że osadzeni z aresztu są zdyscyplinowani, pracują uczciwie, nie trzeba ich poszukiwać na terenie, na którym pracują. W odróżnieniu od niektórych osób, które muszą odpracować godziny społecznie, bo z ich pracą, jak wiadomo, bywa różnie.

— Co zyskują osadzeni oprócz pieniędzy?
— Pobyt w więzieniu jest bardzo monotonny. Oni nie widzą życia miasta, bilboardów, tramwajów. Wyjście na zewnątrz umożliwia im kontakt ze zwykłymi ludźmi, którzy traktują ich normalnie, są życzliwi. W zakładzie spotykają się ciągle z tymi samymi „pasiakami” i mundurami. To bywa ogłupiające nawet dla najsilniejszych osobowości. Praca to też uatrakcyjnienie dnia. Z reguły to szanują, dlatego są dobrymi konserwatorami, ogrodnikami...

— Ale nie wszyscy?
— Oczywiście. Naszą rolą jest monitorowanie ich zachowania w pracy. Jakiekolwiek potknięcie, oznacza natychmiastowe wycofanie z miejsca pracy. Kiedyś nasi osadzeni pracowali przy budowie bloków na jednym z olsztyńskich osiedli. Współpraca przebiegała wzorowo. Niestety ostatniego dnia, już po zakończeniu współpracy, osadzeni zostali przywiezieni do zakładu pijani. Pracodawca z wdzięczności poczęstował ich alkoholem, a oni nie odmówili. Niestety w konsekwencji wszyscy zostali przeniesieni do zakładu o większym rygorze. Człowiek nieraz ulega czemuś tylko dlatego, że jest to dostępne. W mniej drastycznych przypadkach dochodzi do tego, że mają przy sobie telefon komórkowy albo pieniądze. Za to wszystko ponoszą konsekwencje.

— Czy w ostatnich latach pracuje więcej więźniów niż kiedyś?
— Pracuję ze skazanymi w zatrudnieniu od 9 lat. Pod tym względem nic się nie zmienia, oni wychodzą do pracy tak samo chętnie jak wcześniej. Nadal na ich pracę jest duże zapotrzebowanie, a my staramy się je zaspokoić. I u nas nie jest to związane z zapowiedziami polityków z przełomu roku, ale zjawiskiem stałym od lat.

Rozmawiała Katarzyna Guzewicz
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB