Piątek, 30 września 2016. Imieniny Geraldy, Honoriusza, Wery

Nadciąga "Przebudzenie Mocy". Najwierniejsi fani odliczają już minuty

2015-12-16 05:19:26 (ost. akt: 2015-12-16 15:25:16)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Fani „Gwiezdnych wojen” już odliczają godziny do premiery najnowszej części kultowej sagi kosmicznej. A ta już w najbliższy piątek. Kina szykują się na inwazję widzów, którzy przez dziesięć lat stęsknili się za swoimi bohaterami.

Mikołaj w tym roku do niektórych przyjdzie nieco wcześniej, bo w ten piątek. — Już nie mogę się doczekać, aż mam gęsią skórkę — śmieje się Karol Sosnówka z Olsztyna, fan „Gwiezdnych wojen”, fantastki i gier fabularnych. Ale też nie ma co się dziwić tym emocjom, bo dziesięć lat czekał na ten prezent. Tyle bowiem minęło od wejścia do kin ostatniej części „Gwiezdnych wojen”. 

— Moja przygoda z „Gwiezdnymi wojnami” zaczęła się w 1997 roku. Miałem dziesięć lat, kiedy w kinie Kopernik zobaczyłem „Powrót Jedi” — mówi Karol Sosnówka.

Teraz na ekrany wchodzi najnowsza część kosmicznej sagi „Przebudzenie mocy” . Tym razem reżyserem filmu jest nie ten, kto stworzył sagę, czyli George Lucas, ale J.J. Abrams, który z kolei tchnął nowe życie w inną kosmiczną sagę „Star Trek”.

Zainteresowanie kolejną częścią „Gwiezdnych wojen” filmem jest ogromne. — W piątek będzie 18 seansów w pięciu salach — mówi Mirabella Mądrzak z kina Helios w Olsztynie. 
 


Karol Sosnówka kupił bilet już pod koniec października. — Moja przygoda z „Gwiezdnymi wojnami” zaczęła się w 1997 roku. Miałem dziesięć lat, kiedy w kinie Kopernik zobaczyłem „Powrót Jedi” — mówi olsztyniak.

— To ponadczasowa saga, łączy pokolenia. Ludzie potrzebowali czegoś takiego. Bo „Gwiezdne wojny” to coś więcej niż tylko film. Żyją życiem swoich fanów, takich jak właśnie Karol Sosnówka, który ma w szafie strój rycerza Jedi, a w planach ma wcielenie się także w szturmowca Imperium. A to już kosztuje, bo strój kosmicznego żołnierza musi być wierną kopią filmowego.
— Ze wszystkimi detalami, włącznie z blasterem — podkreśla pan Karol. — Koszt stroju szturmowca to ok. 4 tys. zł.


Detale są ważne, nie umkną uwadze innym fanom filmu. Tak było, kiedy Barack Obama popisywał się swoimi umiejętnościami władania mieczem świetlnym. Fani „Gwiezdnych wojen” od razu zauważyli, że wybrał miecz z niebieskim laserem, takim jakie mają rycerze Jedi, czyli ci, którzy są po dobrej stronie mocy.

Na czym polega fenomen „Gwiezdnych wojen”, że ludzie paradują w strojach z filmu po ulicach, a nawet powstał Kościół Jedi? Szacuje się, że na świecie jest ok. pół miliona wyznawców jedizmu, ludzi którzy wierzą w istnienie Mocy.
— To tylko pokazuje pewną głębię tej opowieści — uważa prof. Marek Sokołowski, socjolog kultury z UWM. — Opowieści pełnej symboli, archetypów odwołujących się do odwiecznych tęsknot i mitów ludzkości o szczęściu, miłości, szukaniu własnej drogi życiowej. To wszystko w jest w kolejnych częściach „Gwiezdnych wojen”. Kiedyś czytałem wywiad z Lucasem, w którym powiedział, że saga to też jest spełnienie jego dziecięcych marzeń.


— Ludzie potrzebują mitologii, bajek — podkreśla dr hab. Krzysztof Szatrawski, pisarz i krytyk literacki z UWM. — Współczesna kultura masowa, która w pewnym momencie poszła w kierunku raczej narracji poświęconej miłości, komedii romantycznej, nie wyczerpuje tych potrzeb. A mamy potrzebę przeżywania sacrum, czegoś tajemniczego, co jest zagrożeniem, co jest nadzieją na szczęśliwe spełnienie, na głębszy sens naszego życia.

— Wartości, które pokazują „Gwiezdne wojny”, są wartościami jak najbardziej cennymi — podkreśla dr Szatrawski. — Przecież pokazują, że warto być dobrym, sprawiedliwym, uczciwym, że to ta jasna strona w końcu wygrywa, że zło jest wynikiem braku dobra, a nie jakimś bytem w czystej postaci.

Jednak filmów, gdzie dobro walczy ze złem, są na pęczki, dlaczego więc akurat „Gwiezdne wojny” odniosły tak ogromy sukces, także finansowy? Saga zarobiła ponad 4,3 mld dolarów, z tego najbardziej kasowym był odcinek „Mroczne widmo”, którego premiera odbyła w 1999 roku. Ta część przyniosła ponad miliard dolarów zysku.

Dlaczego Lucasowi się udało? — Gdyby każdy artysta miał na to patent, wiedział, gdzie jest klucz do tej szkatuły z napisem „sukces”, to wszyscy oni byliby już milionerami — zauważa prof. Sokołowski. — To trochę tak jak ugotować dobry bigos. Każdy wie, że potrzebna jest kapusta, mięso. Ale jeden warzy coś, co nie nadaje się do jedzenia, a inny robi rzecz genialną. Tak jest z filmem. Trzeba wiedzieć, jak to wszystko doprawić.
Andrzej Mielnicki

Akcja najnowszej części sagi toczy się około 30 lat po wydarzeniach z części „Powrót Jedi”, która miała premierę w 1983 roku. Tamten odcinek cyklu kończył się śmiercią Dartha Vadera, który porzucił ciemną stronę mocy i stanął w obronie swego syna Luka przed imperatorem. 

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB