Wtorek, 6 grudnia 2016. Imieniny Dionizji, Leontyny, Mikołaja

Nie piszę o pierdołach, chcę wypracować markę, która będzie na zawsze

2015-11-29 13:30:12 (ost. akt: 2015-11-29 13:24:38)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Zaczynała od tworzenia piosenki poetyckiej. Niejeden raz oberwało jej się za zbyt proste teksty. Mówi, że nie chce nagrywać popowych piosenek ani śpiewać o... niczym. Chce robić swoje, bo nie lubi, kiedy jej się coś narzuca. 18 grudnia Dominika Barabas wystąpi w klubie Amnezja w Olsztynie.

— Gdy panią zobaczyłam, od razu przyszły mi na myśl dwie artystki: Sinéad O'Connor i Maria Peszek. Spotyka się pani z takimi porównaniami?
— Dosyć często. Jeśli jednak chodzi o samą barwę głosu częściej słyszę, że przypominam Ewę Bem. Pod względem teksów i konstrukcji scenicznej słyszę, że podobno blisko mi do Marii Peszek. Niektórzy widzą podobieństwo do Natalii Przybysz. Na szczęście żadne z tych porównań nie jest dla mnie krzywdzące (śmiech).

Pojawiające się w mediach popowe gwiazdki to zazwyczaj chwilowe wzloty. Po sezonie o nich zapominamy. Chcę wypracować markę, która będzie na zawsze
— Zaczynała pani, zresztą z dużymi sukcesami, w konkursach piosenki poetyckiej. To nadal bliskie pani klimaty?
— Chyba już nie do końca. Od czasu pierwszego festiwalu, który udało mi się wygrać, a było to w 2008 roku na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie dużo się zmieniło. Z zespołem, który mi towarzyszy od tamtego czasu, przeszliśmy razem sporą ewolucję. Jesteśmy niezmiennie w tym samym składzie. Teraz muzycznie podążamy w stronę alternatywy i elektroakustyki. Teksty mają być cały czas na konkretnym poziomie. Zresztą właśnie dlatego nadal cenię piosenkę literacką. Jest o czymś. Daleko jej do często prostackich populizmów wciskanych nam przez współczesne media. Piosenka poetycka, mimo że wartościowa, jest dość niszowa. Dlatego uważam, że łatwiej będzie mi z tym, co chcę robić teraz. Mamy nagraną płytę. Pojawi się w przyszłym roku. Wtedy będzie można się przekonać jak to wszystko brzmi.

— Piosenka poetycka uchodzi za gatunek trudny w odbiorze i elitarny.
— Często dostawałam razy na festiwalach, bo moje piosenki były zbyt proste, nie tak zawoalowane, jak powinny być piosenki z gatunku poetyckich. Zarzucano mi, że w tekstach jest za mało metafor. Już wtedy chciałam, żeby moje utwory były dostępne dla większej grupy osób. Żeby to była twórczość mądra, ale na tyle prosta, żeby mogła dotrzeć do każdego słuchacza.

— Wcześniej pani podobno więcej grała niż śpiewała?
— Z wykształcenia jestem skrzypaczką. Skończyłam dwa stopnie szkoły muzycznej. Studia zaczynałam na kompozycji klasycznej, jazzowej. Co roku zaczynałam naukę na różnych uczelniach, zmieniałam miejsca. Trudno było mi się dopasować do wciskania w schemat. W końcu zawiesiłam naukę i daję sobie trochę czasu na skończenie studiów. Wolę robić swoje, bo nie lubię narzucania mi czegoś. Chcę podążać w kierunku, który w danym momencie mi odpowiada. Śpiewanie wyszło trochę przypadkiem przy okazji studiów. Zawsze chciałam pisać i to było dla mnie najważniejsze. Aż do występu na pierwszym festiwalu piosenki literackiej zupełnie nie łączyłam swojej przyszłości ze śpiewanie. Zawsze uważałam, że znajdzie się ktoś, kto zaśpiewa lepiej ode mnie. Zresztą wiedziałam, że takich osób jest naprawdę dużo, więc tym bardziej nie ma sensu się w tę materię pchać. Za namową przyjaciół wybrałam się na festiwal. To pociągnęło za sobą lawinę wydarzeń wydawniczych, radiowych, zaczęłam też brać udział w kolejnych konkursach. Tak wyszło i teraz już dobrze się w tym czuję. Po tylu latach przekonałam się do siebie śpiewającej (śmiech).

— „Idiotka” to singiel z tej płyty?
— To zapowiedź. Ukazała się dość wcześnie. Później, jak to często w życiu bywa, pojawiły się różne turbulencje i wydanie materiału się opóźniło. To wskazówka, jak będzie wyglądała cała płyta. Ten utwór jest wyjątkowo mocno elektroniczny. Przeskoczyliśmy z jednej niszy w drugą: z zamkniętej, intymnej piosenki poetyckiej w mocną alternatywę elektroniczną. Cała płyta jest czymś pomiędzy. Tworząc ten utwór miałam czas, żeby usiąść i zastanowić się, czego chcę od życia, od swojej twórczości. Przemieszczałam się po świecie, poznałam wielu ciekawych ludzi. Ten kierunek przyszedł sam. Traktuję takie poszukiwania jako integralną część mojego rozwoju.

— Nie jest to z pani strony rodzaj kompromisu? „Idiotka” jest bardzo przebojowym singlem, wpada w ucho.
— Mieliśmy na początku taki pomysł, ale okazało się, że piosenka nie do końca wpisuje się w schemat piosenki popularnej. Nie wydaje mi się, żebym potrafiła robić rzeczy, które się dziś sprzedają. Oczywiście ta piosenka jest w pewnym stopniu przebojowa, ale nie na tym poziomie, co produkcje popowe puszczane w „eskach” czy „zetkach”. Wytwórnia też nie do końca obstawała za tym utworem z powodu warstwy tekstowej (śmiech). Sugerowano nam, że można byłoby coś zmienić, może darować sobie krzyż, który się tam pojawia. Usłyszałam, że żadne rozgłośnie tego nie puszczą. I tak się stało. Nadal jednak uważam, że na pewne kompromisy iść nie można.

— Odbiór też jest różny. Obok zachwyconych głosów, że oto mamy nową Kasię Nosowską, ktoś pisze pod pani piosenką komentarz: „Nie wiedziałem, że antifa ma swój zespół”. Nie straciła pani swoich fanów z czasów łagodnego śpiewania?
— Tak się stało. Na szczęście są też tacy, którzy lepiej to znieśli. Oni zostali. Zresztą zagorzali fani piosenki poetyckiej często rozumieją, że ktoś może próbować różnych kierunków. Potraktowałam to jako eksperyment. Nowe brzmienie mogło być szokiem, ale nie żałuję tej decyzji. Lubię tą piosenkę. Długo była na płycie moim faworytem. A złych komentarzy staram się nie czytać. Mam po ich lekturze spadek energii.

— Nagrała pani cover hitu rosyjskiego duetu Tatu. Dlaczego?
— Czasem coś mi wpada do głowy i po prostu to robię. Mam jeszcze kilka takich z pozoru głupawych pomysłów, które zamierzam zrealizować (śmiech). Nazywam to metodą kit w hit. Chciałam się z tym zmierzyć. Z dance'owej piosenki można zrobić całkiem niezłą balladę. Piosenka „Nas nie dogoniat” spodobała mi się w latach młodzieńczych i utkwiła w pamięci, więc postanowiłam się z nią zmierzyć. Odbiór jest dobry. I w kraju, i poza jego granicami. To mnie cieszy.

— Ma pani w swojej twórczości misję?
— Realizuję ją każdego dnia. Najbardziej szczęśliwym momentem w muzycznej drodze są chwile, gdy po koncercie podejdzie chociaż jedna osoba, która powie, że moja muzyka czy teksty pomogły jej poradzić sobie z czymś w życiu. Nie piszę, a przynajmniej staram się nie pisać o pierdołach, które są nieistotne. Takiej twórczości i tak jest za dużo, a poza tym, po co na to marnować papier? Teksty są wyrzucane z głębi mnie po dobrych i złych wydarzeniach. To tak ludzkie i przyziemne, że może pomóc każdemu. To dla mnie najważniejsze.

— Nie było pokusy, żeby nagrać płytę z takimi, jak pani mówi, pierdołami do radia?
— Była próba przebranżowienia mnie, ale jestem zdania, że to nie jest gra warta świeczki. Trzeba robić różne rzeczy w zgodzie ze sobą. Choćby po to, żeby można było patrzeć w lustro. Nie chciałabym zawieść ani ludzi, którzy mnie słuchają, ani siebie. Taką drogą zamierzam podążać i może przyniesie to kiedyś lepsze efekty. Konsekwencja jest najważniejsza. Pojawiające się w mediach popowe gwiazdki to zazwyczaj chwilowe wzloty. Po sezonie o nich zapominamy. Chcę wypracować markę, która będzie na zawsze.

— Gra z panią nierozerwalny team: Barabas. Jaka jest pani we współpracy?
— Jestem koszmarna. Czepiam się strasznie. Potłukliśmy się już z chłopakami wielokrotnie. Trzymamy się w kupie głównie dlatego, że znamy się od dawna (śmiech). Na szczęście oni wiedzą, kiedy trzeba się wycofać. Lubię być samowystarczalna, do tego w miarę dobrze się orientuję w instrumentacji. Lubię komponować muzykę i pisać teksty i nie przepadam, gdy ktoś mi w tym grzebie. Produkuję utwory wspólnie z naszym perkusistą Mateuszem Brzozowskim. Nie jest to proste. Podczas pracy dochodzi do wielu nieprzyjemnych sytuacji. Ja mam wizję i lubię, gdy jest odpowiednio realizowana. Przyjmuję dobre rady, ale przy tym jestem dyktatorem i szefową niestety chyba też (śmiech).

Rozmawiała Katarzyna Guzewicz

Autor cytatu: Dominika Barabas - wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, multiinstrumentalistka. Zadebiutowała w 2008 roku, wygrywając 44. Studencki Festiwal Piosenki w Krakowie. Potem było pierwsze miejsce na XXXV Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych Śpiewajmy Poezję w Olsztynie, Grand Prix XXX Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Piostur Gorol Song w Andrychowie, Grand Prix 26. Międzynarodowego Festiwalu Bardów OPPA w Warszawie i wiele innych. W 2009 r. ukazała się jej autorska płyta „Cień”, w 2013 r. kolejna — „Zbiór porannych bzdur”. Utwory zarówno z pierwszej, jak i drugiej płyty, gościły na listach przebojów. W 2015 roku nagrała trzecią płytę, którą zainteresowała się Agencja Muzyczna Polskiego Radia. Krążek ukaże się wiosnę 2016 r. Wokalistce towarzyszą: Piotr Pawlus — gitary, Michał Francuzik — gitara basowa, syntezator, Mateusz Brzostowski — perkusja, elektronika.

18 grudnia Dominika Barabas wystąpi w klubie Amnezja w Olsztynie.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB