Czwartek, 29 września 2016. Imieniny Michaliny, Michała, Rafała

Moja prababcia żyje w internecie, a ja czytam jej pamiętniki

2015-10-16 12:00:00 (ost. akt: 2015-10-19 17:21:22)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Prababcia Agaty Grzegorczyk-Wosiek zmarła ponad 20 lat temu, ale żyje nadal w internecie. Stało się to dzięki "Pamiętnikowi prababki", który jej prawnuczka zamieszcza w sieci.

Agata Grzegorczyk-Wosiek, pisarka, poetka, autorka tekstów piosenek Czerwonego Tulipana z płyty „Olsztyn kocham” oraz bajek pracuje w Muzeum Warmii i Mazur. Jest też twórczynią niezwykłego internetowego projektu „Pamiętnik prababki”. Prababcia to Maria Ay z domu Zambrzycka. Urodziła się prawdopodobnie w 1899 roku, choć może to był rok 1900, albo nawet 1901, jak pisze na blogu jej prawnuczka.

— Prababcia była elementem mojego dziecięcego świata — opowiada Agata Grzegorczyk-Wosiek. — Mieszkała z nami. Gdy zmarła, miałam 19 lat. Słuchałam historii, które opowiadała, choć nie zapamiętałam wszystkiego dokładnie, ale mogę jeszcze zapytać mamę. Poszukuję też wiedzy historycznej — na przykład o Homlu z początków wieku, gdzie babcia przyszła a świat i spędziła 5 pierwszych lat swojego życia. Dla mnie zawsze była starszą panią, a teraz, kiedy zaczynam zgłębiać jej życie, stała się małą dziewczynką. Nagle stała się młodsza ode mnie! Jest to spotkanie poza czasem. Nazywam tę sytuację „spłyceniem czasu”, gdy różne życiorysy trwają jakby równolegle.

Agata Grzegorczyk-Wosiek przyznaje, że w „spłycaniu czasu” bardzo pomocne okazały się dwa zeszyty wspomnień, w których prababcia opisała rok swego życia.
Był to rok 1944, bardzo dramatyczny dla mieszkańców Kresów. Zakończyła się hitlerowska okupacja, ale nie zakończyły się ludzkie dramaty.

— Babcia mieszkała wtedy w Łucku na Wołyniu — tłumaczy pisarka. — W swym dzienniku opisała bombardowania, nocne pobyty w schronie. Mama mówiła, że babcia całe swoje życie wspominała jako jedną wielką wojnę, poprzedzielaną krótkimi okresami zawieszenia. Najpierw była I wojna światowa, potem rewolucja październikowa, potem wojna polsko-bolszewicka, potem okupacja sowiecka i niemiecka, potem rzeź wołyńska i w końcu wysiedlenie z rodzinnej ziemi. Dla niej wyjazd był utratą wszystkiego — własnego małego raju. Ja i moje dzieci mamy tutaj swój świat.

Maria Ay ukończyła akademię rolniczą w Bydgoszczy w 1922 roku. — Była wykształcona, więc może stąd wynikła jej potrzeba pisana — mówi jej prawnuczka. — W ziemiańskiej rodzinie prababci przywiązywano wielką wagę do edukacji, choć dwory kresowe nie były tak zamożne, jak nam się wydaje. Ale babcia i jej dwie siostry jeździły jednak na pensję do Warszawy, choć, gdy były młodsze o ich wykształcenie dbały „zwykle parafialne nauczycielki”, jak wspominała. Jej rodzice prenumerowali polskie gazety, do których dołączano dodatki dla dzieci. W rodzinie dbano o patriotyczne wychowanie. Ważne też było zdrowie. Prapradziad zabierał swoje dzieci nad rzekę i polewał wszystkie po kolei zimną wodą, żeby je zahartować. Sam też nacierał się wodą z rzeki Wiazynki.

Nad Wiazynką we wsi Wiazyń stał rodzinny dom prababci. Dzisiaj po dworze, który został zrównany z ziemią, nie ma ani śladu. Ale w jednym z pozostawionych zabudowań gospodarczych znajduje się muzeum Janki Kupały (1872-1942), klasyka literatury białoruskiej, który urodził się sąsiedztwie Wiazynki. To ważne miejsce dla Białorusinów.

Agata Grzegorczyk-Wosiek nie była jeszcze ani w Wiazyniu, ani w Homlu. Była natomiast w Wilnie, gdzie mieszka blisko 90-letnia siostrzenica prababci. — Ma dość dobrą pamięć i ogromną potrzebę opowiedzenia swoich własnych historii. — Spotkanie z nią było bardzo ciekawe. Jest też fizycznie podobna do prababci.
Agata zamierza dołączyć do bloga mapę okolic, gdzie rozgrywa się jej opowieść.

Co pozostało po prababci? — Mama zachowała sporo rzeczy przywiezionych z Kresów — odpowiada autorka bloga. — Do dzisiaj korzystam z jesionowej szafy po babci. Otwierając ją codziennie, przypominam sobie, że jako dziecko patrzyłam na te same półki, tyle że wtedy leżały tam rzeczy mojej prababci. Szafa była częścią wyposażenia domu, które zamówiono, gdy wychodziła za mąż. Były jeszcze dwa łóżka, stół , taborety i dwie nocne szafki. Oprócz szafy, zachował się taboret i nocna szafka. Pozostały też luźne zapiski babci. Jej maszynę do szycia marki Singer mama przekazała swojej siostrze.

Gdy zapytałam o nazwisko babci po mężu Ay, powiedziała, że jest to temat dla niej jeszcze nieodkryty.
Agata Grzegorczyk-Wosiek podkreśla, że losy jej prababci są typowe dla całego pokolenia Polaków z Kresów urodzonych na początku XX wieku, którzy musieli porzucić swoje małe ojczyzny i zacząć nowe życie w zupełnie nowym, obcym im miejscu.

— Też mam dużo własnych zapisków, które zaczęłam robić, gdy miałam 11 lat — mówi. — Projekt „Pamiętnik prababki” zaczęłam realizować na początku tego roku. Oczywiście mogłabym te zeszyty oddać do muzeum czy archiwum, ale postanowiłam zająć się nimi sama. Dostałam na ten projekt stypendium artystyczne marszałka województwa. Całość dziennika została przepisana i zeskanowana Pisanie projektu było też wciągające. Projekt „Pamiętnik prababki” wzbudził zainteresowanie znajomych autorki. — Niektórzy mówili: — Przecież ja też ma babcię! — opowiada Agata. — Może kogoś zachęcę swoim przykładem do badania losów rodziny? To jest bardzo wciągające zajęcie. Tym bardziej że internet daje niesłychane możliwości publikowania efektów naszej pracy i docierania z nimi do bardzo wielu osób. Moja prababcia żyje sobie w internecie.





Z dziennika

Łuck 

Wigilia, 24 XII 1943 roku



Wszyscy byliśmy razem, siedzieliśmy smutni i rozrzewnieni, że w tym roku tyle przeżywaliśmy strachu ze swymi dziećmi. Najpierw z Krystyną, wywozili jej rocznik w maju, ale jakoś szczęśliwie została wyreklamowaną. Potem, jak piorun z jasnego nieba, przyszło zawiadomienie dla Stasia na wywóz do pracy do Nimeczeny(?). Już tym nasz był za drutami, zdawało się sprawą jest beznadziejną, a jednak Bóg dobry wyprowadził go już z lwiej paszczy. To też w wigilię przed wieczerzą uklękliśmy wszyscy, dziękowaliśmy Bogu za opiekę i prosiliśmy, aby nadal nad nami czuwał. 


25 XII 1945 roku
Rozeszła się okropna wieść, że na Barbarszczyźnie wyrżnęli 14 Polaków, a na Hnidawii 19 było ofiar. Rezuny skorzystali z wielkiego święta i uśpienia Polaków i dokonali czynów bestialskich. Na czwarty dzień świąt odbył się uroczysty pogrzeb na Barbarszczyźnie, na którym byłam, żeby uczcić umęczonych rodaków. Na drugi dzień był pogrzeb ofiar z Hnidawii. Nowy rok się zbliżał, a rezuny obiecywali nam wszystkich wyrżnąć i z nami skończyć.


Agata Grzegorczyk-Wosiek
autorka wierszy i prozy pisanych dla dorosłych i dla dzieci, tekstów dla zespołu Czerwony Tulipan i do płyty „Cztery pory roku” nagranej przez kwartet smyczkowy Avista, książek dla dzieci: „Miasto Bajek”,„ Spacer Pana Kopernika”, „Tajemnice Zamku nad Łyną.”
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB