Poniedziałek, 17 czerwca 2019. Imieniny Laury, Leszka, Marcjana

Groniec dla GO: "gdyby nie muzyka, to pewnie byłabym nauczycielką zołzą"

2015-09-27 12:00:04 (ost. akt: 2015-09-27 10:16:29)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne Katarzyny Groniec

Do nowej interpretacji piosenek Agnieszki Osieckiej zmusiła ją konieczność. Nie odebrała im jednak ich poetyckiego piękna. Jej najnowsza płyta, "Zoo", stała się zupełnie nową odsłoną tego, co już było znane. Z Katarzyną Groniec rozmawia Ewelina Zdancewicz.

— Tytuł pani najnowszej płyty, "Zoo", nawiązuje do mentalnych klatek, w których żyją ludzie. Pani Katarzyno, dużo takich klatek jest dookoła pani?
— Każdy ma jakąś klatkę, chętniej nazywaną "swoim własnym światem”. Jakieś ograniczenia, przyzwyczajenia. Ciało…. Żyjemy obok siebie uważnie się sobie przyglądając, ale często widzimy wyłącznie fasadę. Ślizgamy się po powierzchni.

— Pani jako artystka i piosenkarka co chwila poddawana jest ocenie. To duża społeczna presja. Jak pani sobie z tym radzi?
— Raz lepiej, raz gorzej. Bywają momenty, w których jestem odporna na krytykę i powiewa mi to, co ludzie sobie o mnie pomyślą. Jednak wystarczy słabszy dzień i nagle znowu mocno przeżywam złe słowa. Poza tym irytują mnie powierzchowne oceny.

— To znaczy?
— Szufladkowanie i bezrefleksyjne powtarzanie tej samej notki przyczepionej do nazwiska . Często zauważam, że dużo ocen mojej twórczości to zwyczajne "kopiuj, wklej". Bywa, że autorzy takich recenzji nie starają sobie wyrobić własnego zdania, tylko powielają opinie innych. Mało osób faktycznie wysila się, aby wnikliwie przetrawić czyjąś twórczość.

— Jeszcze w kwestii oceny, czy czyta pani komentarze na swój temat?
— Czytam. Niektóre mnie śmieszą, niektóre bolą. Dlatego najlepiej się je czyta w towarzystwie osób życzliwych i z poczuciem humoru, bo wtedy można się z nich wyłącznie śmiać. Samotne czytanie grozi głęboką depresją. Ale sama też nie jestem święta. Jedyna różnica – nie odczuwam potrzeby dzielenia się moją oceną z ocenianym obiektem.

— Lubi pani siebie? Jako artystkę, kobietę?
— Pomijając dni, w których siebie nie lubię to się lubię.

— Mowa była o szufladkowaniu. W jaką niszę czuje się pani najczęściej wciskana?
— Piosenka poetycka to szufladka, w której bywam najczęściej. Oczywiście nie mam nic przeciwko piosence poetyckiej, ani krainie łagodności. Trochę mnie ewentualnie niepokoi bliskość piosenki turystycznej, no ale bardzo możliwe, że minie jeszcze kilka lat i przyzwyczaję się również do tego.

— Wróćmy do płyty "Zoo". Co skłoniło panią do tak nietypowej interpretacji utworów Agnieszki Osieckiej?
— Konieczność. Tak dużo osób zaśpiewało Osiecką wspaniale, bardzo dobrze i dobrze, że musiałam znaleźć swoje własne brzmienie tych piosenek, nie tracąc przy tym ich poetyckiego piękna.

— "Zoo" to już 9 płyta w pani dorobku. Jak bardzo zmieniła się pani od początku swojej kariery?
— Ogromnie! Nagrywając swoją pierwszą płytę "Mężczyźni" byłam kompletnie zielona, mimo tego,że miałam już za sobą niemal dekadę pracy w teatrze muzycznym. Ale tam decydował za mnie ktoś inny, więc moment kiedy to ja sama miałam zacząć podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje bardzo mnie przerósł. Byłam wdzięczna Grzegorzowi Ciechowskiemu, który wyprodukował tę płytę ,że w zasadzie wziął na siebie niemal cały ciężar odpowiedzialności za jej brzmienie.

— Czy kiedy zaczynała pani swoja przygodę muzyką, spodziewała się pani, że będzie pani zarabiać w ten sposób na życie?
— Kiedy już zaczęłam, inne drogi przestały dla mnie istnieć. Scena wciąga. Z własnej woli byłoby mi trudno wyrzec się jej. To dawało i wciąż daje mi tyle satysfakcji, przyjemności i przeżyć niespotykanych w codziennym życiu, że po prostu szkoda byłoby to wszystko rzucić.

— Ale gdyby nie muzyka...?
— Pewnie uczyłabym polskiego w szkole. Byłabym taką zołzą, która pyta dzieci, co autor miał na myśli. Swoją przygodę z muzyką zaczęłam bardzo wcześnie, bo jako niespełna 18-letnia dziewczyna. Wcześniej nie wiedziałam jeszcze, w którym kierunku pójdę. W pierwszej klasie liceum myślałam, że wybiorę polonistykę i tak jak główny bohater w "Dniu Świra" będę studiować w szkole poetów. Ale nagle pojawiła się wyjątkowa szansa zagrania głównej roli w "Metrze", co pociągnęło za sobą kolejne szanse.

— Czy pani poetycka wrażliwość nigdy nie była dla pani przeszkodą w realizacji marzeń?
— Moja poetycka wrażliwość? Nie sądzę, żebym dysponowała czymś aż tak delikatnym. Moja wrażliwość jest równoważona dobrze rozwiniętą oceną rzeczywistości. Spotykamy się wpół drogi.

— Podobno pani rodzice nie byli zachwyceni takim wyborem drogi życiowej.
— Żadni rozsądni rodzice nie są tym zachwyceni, szczególnie tacy, którzy z kierunkami artystycznymi nie mają wiele wspólnego. Z punktu widzenia większości rodziców dziecko powinno się wykształcić i przede wszystkim mieć jakiś pewny zawód. Takie coś jak śpiewanie to można sobie uprawiać po godzinach.

— Ale w końcu się z tym pogodzili?
— Na szczęście bardzo szybko.

Ewelina Zdancewicz

Katarzyna Groniec po raz pierwszy dała się poznać szerokiej publiczności jako Anka w musicalu Metro w 1991 roku. Sześć lat później dobyła Grand Prix na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie w 1998 roku wystąpiła ze swoim własnym recitalem. W tym samym roku na Festiwalu Młodych Talentów w Poznaniu zdobyła główna nagrodę, następnie wystąpiła w musicalu - Metro, gdzie zagrała rolę Anki. Od tego czasu kilka lat współpracowała z teatrem Buffo w Warszawie. Wystąpiła tam m. in. w spektaklach: Do grającej szafy grosik wrzuć, Brel, Grosik 2, Obok nas i Tyle miłości. Po rozstaniu z Buffo występowała gościnnie na scenach różnych teatrów. Grała m.in. w musicalach: Piotruś Pan, Trzy razy Piaf, Mandarynki i pomarańcze, Bagdad Cafe, Nie ma solidarności bez miłości.

Na początku września 2000 ukazała się jej debiutancka płyta Mężczyźni, której producentem był Grzegorz Ciechowski. Jej kolejnym albumem była płyta Poste restante. W 2002 roku wydała swoją drugą płytę, Poste restante. Jej kolejnymi albumami były: Emigrantka (2004), Przypadki, Moja kolekcja (2007), Na żywo (2008), Listy Julii (2009), Pin-up Princess (2011), Wiszące ogrody (2014) i najnowszy — Zoo (2015).
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB