Piątek, 30 września 2016. Imieniny Geraldy, Honoriusza, Wery

Sielska to nie autostrada: "Panie władzo, przecież jeszcze wczoraj grzaliśmy tutaj ze dwieście"

2015-09-13 11:30:00 (ost. akt: 2015-09-13 11:07:58)
Na ulicy Sielskiej w Olsztynie od 17 maja odebrano prawo jazdy 78 kierowcom. W niepisanym rankingu olsztyńskich ulic droga wylotowa na Ostródę zajmuje niechlubne pierwsze miejsce

Na ulicy Sielskiej w Olsztynie od 17 maja odebrano prawo jazdy 78 kierowcom. W niepisanym rankingu olsztyńskich ulic droga wylotowa na Ostródę zajmuje niechlubne pierwsze miejsce

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Można zażartować, że w Olsztynie w końcu doczekaliśmy się autostrady. To ulica Sielska, gdzie kierowcy prują, jakby coś takiego jak znaki drogowe w ogóle nie istniało. To tutaj „prawko” straciło najwięcej osób.

— Powiem panu, że kiedyś myślałem, że znak 50 km/h jest tutaj przegięciem, biorąc nawet poprawkę na to, że jeżdżą tu Polacy. Ale coś w tym jest. No to zobaczymy, ilu teraz zatrzymają. Mam jeszcze wolne z 15 minut... — mówi wpatrując się w zegarek na ręku Krzysztof. Mieszkający od 20 lat na osiedlu Dajtki starszy mężczyzna przypatruje się pracy policjantów z drogówki Komendy Miejskiej Policji, której towarzyszę i ja. Nawał pracy jest tutaj niemal pewny, bo od 17 maja odebrano tam prawo jazdy już 78 kierowcom.

W niepisanym rankingu olsztyńskich ulic, droga wylotowa na Ostródę zajmuje niechlubne pierwsze miejsce, przed aleją Warszawską (32 „prawka”) i ulicą Armii Krajowej (11). Od pewnego czasu można tamtędy jechać do maksymalnie 50., a na pewnym odcinku najwyżej do 60 km/h. Mało kto jednak o tym pamięta.

Łącznie od momentu wprowadzenia bardziej restrykcyjnego prawa drogowego — które surowo karze za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h — w całym Olsztynie mundurowi zatrzymali 134 prawa jazdy.

— Jedni puszczają nam całe wiązanki, inni z kolei potrafią opowiedzieć nam całe swoje życie, albo mówić o problemach w domu (jedna z zatrzymanych dziś pań argumentowała nadmierną prędkość tym, że pędziła do bardzo głodnego dziecka). Ale bywają też spokojniejsze kontrole.


Na patrol wysłano nas z Sebastianem (aspirantem) i Michałem (posterunkowym). Pierwszy z nich w policji pracuje już od 11 lat. Jego kolega to jeszcze świeżak, w drogówce jest dopiero od ubiegłego roku. Uczy się. Wcześniej pracował w banku, ale jak mówi, to nie dla niego.

Sebastianowi najbardziej utkwiła w pamięci jedna z kontroli właśnie na ulicy Sielskiej. Zatrzymał bmw, które jechało dokładnie 166 km/h.

Kierowca próbował się wykręcić tłumacząc, że dopiero co kupił auto i chciał tylko sprawdzić, co maszyna ma pod maską. Mniej ogłady miał jednak siedzący z tyłu kolega kierowcy, który z szerokim uśmiechem opowiedział policjantowi, że „to to jeszcze nic, bo wczoraj to grzali tutaj ze 200 km/h”.


— To co, teraz moja kolej? — pyta Sebastian.
Kiedy stoimy przy Sielskiej, pierwsza, już po kilku minutach, wpada młoda kobieta, kierowca toyoty. Policjant „proponuje” jej 200 zł i 6 punktów karnych.
— Ma pani możliwość odmówienia przyjęcia mandatu i...
—... a negocjacji? Nie? Nawet jeśli jestem wzorowym kierowcą? — pyta, ale od razu traci wszelką nadzieję.
Mundurowy ledwo co ponownie zdążył stanąć na środku skrzyżowania, a ustrzelił volkswagena, którym podróżuje czterech panów. „Suszarka” pokazuje 91 km/h.
— A licznik to u pana działa? — pyta aspirant.

— Działa, tylko jakoś się mu nie przypatrzyłem — odpowiada, a policjant z kompletem dokumentów idzie do radiowozu, aby wypisać 400 zł mandatu (młodszy stażem Michał mówi mi, że w życiu by nie pomyślał, że w policji jest tyle biurokracji, dopiero w szkole go uświadomili, że ugrzęźnie w papierach).
Kiedy mundurowi robią swoje, ja zagaduję kierowcę volkswagena.

— Mocno pan przycisnął... — próbuję zagaić rozmowę, ale nawet nie muszę się starać, bo panu zza kierownicy 400 zł mandatu humoru nie odebrało. Zbliża się do mnie i mówi jakby na ucho: — Powiem panu, że ja to już tutaj drugi raz tak grzałem, no. Tylko wtedy lepszym autkiem! 14 punktów już mam — wylicza jakby biła od niego duma.

Michał, chociaż w drogówce pracuje krótko, zna już triki kierowców, nad którymi wisi widmo mandatu, albo — jeszcze gorzej — utraty prawa jazdy. — Na początku, kiedy kierowcy próbują się tłumaczyć i coś wyprosić, są uprzejmi, spokojni. Ale kiedy już klamka zapadnie i widzą, że to koniec, nagle zaczynają być agresywni. Ale my nie możemy dać się sprowokować, musimy być jak roboty. No i nagle okazuje się, że wszyscy mają znajomych w policji czy prokuraturze. Nawet nie zliczę już, ile razy byłem zwalniany z pracy. To jednak nie oni mnie zatrudniali i nie oni będą mnie zwalniać — kończy zwracając uwagę, że stereotyp złego policjanta wzmocniła słynna „Drogówka” Wojciecha Smarzowskiego. Jego zdaniem, film mocno przekrzywił jednak prawdziwy obraz pracowników drogówki.

W wolnej chwili, kiedy na drodze jest względnie spokojnie, Sebastianowi przypomina się krążący po komendzie dowcip. — Stoi dwóch policjantów przy drodze i suszą. Nagle jeden pyta drugiego „stary, dlaczego nikt nie jedzie? ”. Drugi na to „bo wszystkim zabraliśmy już prawa jazdy” — opowiada, ale raz jeszcze podkreślając, że to tylko dowcip.

Kolejne zatrzymanie nie jest już tak spokojne jak w przypadku kierowcy volkswagena. Kierowca forda miał na liczniku aż 108 km/h, a to oznacza tylko jedno — zabranie prawa jazdy na trzy miesiące. — To ja zagadałem syna... Kupiłem nowe auto i chciałem, żeby chłopak zobaczył, jak się jeździ — kaja się przez policjantami ojciec siedzący obok młodego kierowcy. Młody, jak się okazuje, prawo jazdy miał od niespełna roku.

W tym samym czasie syn z założonymi rękami wpatruje się w położony na masce radiowozu fotoradar. To on go pogrążył, chociaż tak naprawdę zrobił to sam kierowca. Na wyświetlaczu dalej widnieje „108 km/h”. W pewnym momencie włączył się jednak w rozmowę. Próbował coś wskórać. — Ale tam nie było dobrego oznakowania, myślałem, że jest tam ograniczenie do 70 km/h! — przekonywał, ale policjantów nie przekonał.

Jakiś czas temu zatrzymałem tutaj na Sielskiej muzyków bardzo znanego dziś zespołu disco-polo. Od razu poznałem po wokalistce, która jest bardzo charakterystyczną kobietą. Za kierownicą siedział akurat jakiś didżej. Byli uprzejmi, powiedzieli tylko „panowie, róbcie to szybko, bo spieszymy się na następny koncert” — wspomina Sebastian.


Ale to wcale nie młodzieniec z forda był rekordzistą wieczoru na ulicy Sielskiej. Był nim bardzo śpieszący się kierowca mercedesa. Fotoradar brutalnie pokazuje — 112 km/h. Kierowca, kiedy tylko opuścił szybę, od razu przystąpił do „urabiania” patrolu. — Panowie, jestem zawodowym kierowcą, to moje źródło utrzymania... — tłumaczy się, chociaż takie tłumaczenie jeszcze bardziej go pogrąża, bo nie jest przecież w takim razie niedzielnym kierowcą.

— Ile ma pan punktów? — pyta Sebastian.
— Kurcze, no nie wiem. Dużo jakoś. Na stolicy ostatnio nałapałem — kiwa głową. On także stracił prawo jazdy. Największym problemem kierowcy — który jak się okazało na co dzień wozi pieczywo do sklepów oraz ludzi na lotnisko — jest to, kto rano rozwiezie za niego bułki? Kto?

Przed godz. 21 jest już bardzo chłodno. — A panowie nic nie jedzą, żadnej herbaty? Na filmach policjanci zajeżdżają na stacje benzynowe, kupują kawę i opychają się pączkami. Panowie nic? — pytam posterunkowego. — To nie Ameryka! Trzeba mieć raczej dobrą kobietę, która coś przyszykuje. Zwykle mam dobrą wyprawkę, chociaż może tego po mnie nie widać — żartuje Michał.

Od ukaranych kierowców najczęściej słyszą w rewanżu, że to przecież oni wypłacają policjantom pensje. — Jedni puszczają nam całe wiązanki, inni z kolei potrafią opowiedzieć nam całe swoje życie, albo mówić o problemach w domu (jedna z zatrzymanych dziś pań argumentowała nadmierną prędkość tym, że pędziła do bardzo głodnego dziecka). Ale bywają też spokojniejsze kontrole. Jakiś czas temu zatrzymałem tutaj na Sielskiej muzyków bardzo znanego dziś zespołu disco-polo. Od razu poznałem po wokalistce, która jest bardzo charakterystyczną kobietą. Za kierownicą siedział akurat jakiś didżej. Byli uprzejmi, powiedzieli tylko „panowie, róbcie to szybko, bo spieszymy się na następny koncert” — wspomina Sebastian.

Kiedy stoję tak z Krzysztofem z Dajtek wpatrując się w pędzące samochody, tuż za nami, jeden z zatrzymanych kierowców z głową wsuniętą w okno drzwi policyjnego radiowozu, próbuje jeszcze ratować swoją skórę. Krzysztof kręci tylko głową. — O, następny błaga. Ale nic nie wybłaga, bo co ci policjanci mogą? Nic. Jakby sami zaczęli kombinować, to tylko prokuratura i „ciupa”.

Rafał Bieńkowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB