Quantcast

Piątek, 25 września 2020. Imieniny Aureli, Kamila, Kleofasa

Czasem zdarza się wesoły wagon

2015-08-26 11:07:00 (ost. akt: 2015-08-26 11:10:01)
Krystyna Załęgowska: Lubię kontakt z ludźmi, ale przede wszystkim podróże.

Krystyna Załęgowska: Lubię kontakt z ludźmi, ale przede wszystkim podróże.

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Spotykamy ich zawsze, kiedy jedziemy pociągiem. Sprawdzają bilety, dbają o nasze bezpieczeństwo. Codziennie mają do czynienia z setkami pasażerów. Z obecnymi i przyszłymi konduktorami rozmawiamy o ich miłości do pociągów.

Krystyna Załęgowska od roku pracuje jako konduktorka w Przewozach Regionalnych. Nie jest to jednak jej pierwszy kontakt z firmą, bo — jak podkreśla — na kolei pracuje już w sumie 33 lata. W tym czasie zdążyła być m.in. kasjerem biletowym i... konduktorem, kiedy zaczynała przygodę z koleją.

— Można powiedzieć, że przeszłam prawie wszystkie szczeble kolejarskiej kariery, ale serce zawsze ciągnęło mnie do konduktorstwa. Dla mnie bycie konduktorem to nie tylko praca, ale pasja — podkreśla pani Krystyna.

Choć na co dzień mieszka w Ostródzie, to punktem startowym wszystkich podróży jest Olsztyn. — Lubię kontakt z ludźmi, ale przede wszystkim podróże, więc zawód konduktora zawsze wydawał mi się idealny. Kiedy przeszłam wszystkie standardowe badania lekarskie oraz szkolenia, byłam szczęśliwa, że mogę zacząć się w tym realizować — wspomina.

Swoją pierwszą podróż jako konduktorka pani Krystyna bardzo dobrze pamięta. — Chyba dlatego, że była to jedna z moich najbardziej stresujących podróży — śmieje się. — To było kilkanaście lat temu, razem z dwoma innymi konduktorami dostaliśmy do obsługi bardzo długi pociąg. Miał aż 16 wagonów!

I podkreśla, że nie jest jedyną osobą w rodzinie, którą pasjonują koleje. — Jest jeszcze moja siostra, która na kolei pracuje od 36 lat, ostatnio na innym stanowisku niż konduktor — wyjaśnia. — Ale nie było tak, że skoro ona podjęła się tej pracy, to ja poszłam za ciosem i postanowiłam robić to samo. Po prostu głęboko w sercu czułam, że jest to idealny zawód dla mnie — dodaje. — Mam ogromną sympatię do ludzi i pasję podróży. I nawet jeśli zdarza się, że trzeci raz w ciągu jednego dnia pokonuję tę samą trasę, to i tak zawsze jest inaczej. Zawsze coś się zmienia i mnie zaskakuje, za każdym razem spotykam innych ludzi. Podoba mi się ta niepewność oraz oczekiwanie na to, co spotka mnie tym razem.

Swoją pierwszą podróż jako konduktorka pani Krystyna bardzo dobrze pamięta. — Chyba dlatego, że była to jedna z moich najbardziej stresujących podróży — śmieje się. — To było kilkanaście lat temu, razem z dwoma innymi konduktorami dostaliśmy do obsługi bardzo długi pociąg. Miał aż 16 wagonów! Było bardzo dużo pasażerów i bałam się, że nie dam rady tego ogarnąć. Ale udało się bez większych problemów — opowiada.

Bywa, że źródłem niepokojów są niecodzienne sytuacje podczas dyżuru w pociągu. Sposobem pani Krystyny na nietypowe zachowania pasażerów jest spokój, opanowanie i uśmiech. — Zdarza się, że ludzie podnoszą głos i oczywiście wtedy pojawia się lekki niepokój. Ale ja nigdy nie miałam jakichś bardzo niebezpiecznych sytuacji. Zazwyczaj wszystko dało się wyjaśnić spokojną rozmową. Ważne jest podejście do ludzi — przekonuje konduktorka. I podkreśla, że zdecydowanie częściej przytrafiają jej się bardzo pozytywne zdarzenia.

— Ludzie częstują konduktorów cukierkami, jedzeniem, zachęcają do rozmowy. To bardzo miłe — zapewnia pani Krystyna. — Bywa także zabawnie, np. na ostatnią Kortowiadę pociągiem jechała grupa studentów z Poznania, którzy stworzyli zdecydowanie „wesoły wagon”. Młodzi przebierali się co stacja w inne stroje, zaśpiewali nawet „Jedzie pociąg z daleka”, a pasażerowie się do nich przyłączyli. To było naprawdę pozytywne! — dodaje.

Z kolei Arkadiusz i Miłka Prucnalowie z Olsztyna nigdy wcześniej nie pracowali jako konduktorzy. Kiedy jednak pojawiła się oferta pracy w tym zawodzie, nie namyślali się długo. I od razu postanowili spróbować swoich sił. Miłka przeszła już badania lekarskie i czeka na szkolenie konduktorskie. Arkadiusz ma to jeszcze przed sobą. Dopiero wtedy będą mogli podjąć pracę w zawodzie.

— Nie możemy się już doczekać. Bycie konduktorem to idealne połączenia naszej miłości i pasji do podróży oraz chęci ciągłego poznawania nowych rzeczy — mówi Miłka. I podkreśla, że choć dla niej i jej męża podróże nie są niczym niezwykłym, to dotychczas raczej rzadko jeździli koleją.

— Dużo podróżujemy, jednak staramy się zawsze zmieścić w jak najmniejszych kosztach. Dlatego najczęściej w podróży można nas spotkać, jak łapiemy stopa. Początkowo do mojej przyszłej żony także przyjeżdżałem stopem z Suwałk do Olsztyna — opowiada Arkadiusz, który dotychczas pracował jako inżynier. Postanowił jednak porzucić to zajęcie i poszukać innego sposobu na życie. — Czyli takiego, z którego będę w 100 procentach zadowolony — zaznacza.

Miłka, z wykształcenia biotechnolog, nie mogła znaleźć pracy w swoim zawodzie. I choć konduktorstwo nie jest z nim w żaden sposób związane, to stwierdziła, że z pewnością będzie to zajęcie, w którym się odnajdzie.

— Bywa, że ludzie nas pytają, jaki to ma sens, bo przecież podróżując w ten sposób i tak będziemy ciągle osobno, w rozjazdach. Ale szczerze mówiąc, myślę, że i tak będziemy się widywali częściej niż dotychczas. Przeważnie bywało tak, że jak Arek wczesnym rankiem wychodził do pracy, to wracał późnym wieczorem. A tu będziemy mieli ustalone z góry, stabilne godziny — przekonuje Miłka.

— Poza tym pod koniec dnia będziemy mieli sporo wrażeń z podróży, których raczej nie dostarczyłaby nam inna praca — dodaje Arkadiusz. — Nie obawiamy się niebezpiecznych sytuacji, takich jak agresywne zachowania pasażerów. Na pewno sobie poradzimy. Poza tym to są chyba wyjątki.

Kiedy Miłka i Arkadiusz podjęli już ostateczną decyzję o pracy na kolei, wybrali się w miesięczną podróż po Japonii. Oczywiście także tam podróżowali pociągiem.
— Kultura podróżowania, no i cała kultura osobista jest tam zupełnie inna — ocenia Miłka. — Na przykład w japońskich pociągach nie zazna się przepychanek, wciskania na siłę. Japończycy ustawiają się zazwyczaj w trzech równych rzędach, po czym do pociągu wchodzą pierwsze osoby z kolejki, jak już wysiądą ci, którzy chcą to zrobić — opisuje.

— Spodobał nam się także zwyczaj japońskich konduktorów, którzy po wejściu i przy wyjściu kłaniają się pasażerom — dodaje Arek.

A jak to jest ze słynną punktualnością japońskich pociągów? — Nam jeden spóźnił się 10 minut, ale na trasie nadrobił i w miejscu docelowym był o czasie — mówi Arkadiusz. — Teraz jednak skupimy się na odkrywaniu piękna Polski jako konduktorzy. Cudze chwalicie, swego nie znacie — my będziemy mieli doskonałą okazję, żeby odwiedzić najpiękniejsze zakątki.

Ewelina Zdancewicz

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także