środa, 31 sierpnia 2016. Imieniny Cyrusa, Izabeli, Rajmundy

Pytania o referendum, czyli kukułcze jajo

2015-08-20 11:21:57 (ost. akt: 2015-08-20 11:16:44)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, mówi o referendalnym zawrocie głowy z dopisywaniem pytań. Mają być trzy czy więcej?

— Do referendum zostały tylko nieco ponad dwa tygodnie, a jeszcze nie ma pewności, ile będzie pytań. To trochę robi się niepoważne, żeby nie powiedzieć śmieszne.
— To robi się śmieszne, ale to już było śmieszne w momencie ogłoszenia decyzji o tym referendum przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Bo była to decyzja doraźna, mająca w mniemaniu otoczenia prezydenta Komorowskiego, ułatwić mu wygranie wyborów prezydenckich, których nie wygrał. To więc klasyczne kukułcze jajo za sto milionów złotych, które zostało podrzucone podatnikom. I dalsze losy tego referendum ze względu już na ten grzech pierworodny wynikający z kontekstu wyborczego, w którym decyzja została podjęta przez przegrywającego prezydenta, mogły być już tylko zabawne, śmieszne.

— PiS zabiega o rozszerzenie katalogu pytań referendalnych. Jeśli tak się stanie, to pytań będzie sześć, bo dojdą pytania o prywatyzację lasów państwowych, wiek emerytalny oraz sześciolatki w szkołach. Może się mylę, ale to mnożenie pytań, trochę się kłóci z ideą referendum.
 — Jedno pytanie, góra trzy pytania. To maksymalna dawka, którą jest w stanie wchłonąć przeciętny wyborca, jeśli referendum ma się udać. I w naszej powojennej historii zdarzało się , że trzeba było fałszować wynik referendum, żeby wyszło ono tak jak chciała władza. Sześć pytań to za dużo, ale myślę, że w tej działalności PiS, w tym szaleństwie jest metoda. Po pierwsze, PiS wykorzystuje to ewidentne potknięcie Komorowskiego i PO w kampanii prezydenckiej, a więc referendum, które miało mieć wymiar czysto instrumentalny. I PiS eksploatuje już skompromitowaną ideę tego referendum, by je skompromitować je jeszcze bardziej.

— Dlaczego?
— Tu nie chodzi o dodatkowe pytania, a raczej o to, żeby sama idea referendum była ideą niejasną, niezrozumiałą, a co za tym idzie, by wystarczająca grupa wyborców na to referendum nie poszła. Myślę, że taki jest właściwy cel PiS, który boi się najważniejszego pytania w tym referendum. I nie chodzi tu o JOW-y, a pytania o finansowanie partii politycznych z budżetu. PiS chce, żeby to finansowanie było utrzymane, żeby podatnik był dla partii politycznych dojną krową. PiS będzie robił wszystko, zresztą podobnie jak PSL, które apeluje wprost o anulowanie tego referendum, by rozdąć je do maksymalnych rozmiarów, by ludzi zniechęcić do głosowania.

— Ale dopisywanie pytań do referendum 6 września jest przez niektórych kontestowane. Prof. Jerzy Stępień, były prezes TK, mówi, że byłoby to niezgodne z konstytucją.
— I to jest właśnie trudne. Pytań i tak się nie dopisze, ale zrobi się tyle zamieszania w mediach, że wyborcy będą zniechęceni inicjatywą jakiegokolwiek referendum. I chyba o to chodzi PiS.

— Czy prezydent może odwołać referendum, jak chce tego PSL, jest taka procedura?
— To jeszcze w historii Polski nie miało miejsca. Ale myślę, że to byłoby łatwiejsze do przeprowadzenia niż dopisanie pytań. A to, co robi Janusz Piechociński z PSL, to jest totalna niekonsekwencja polityczna, bo PSL wspierało ideę tego referendum, ale teraz Piechociński próbuje ratować, co się da, bo przy obecnym poparciu ludowcy mogliby liczyć jeszcze na dotację z budżetu.

— Szef Solidarności Piotr Duda zaproponował, by zorganizować kolejne referendum wraz z wyborami parlamentarnymi 25 października.
— Ta koncepcja ma sens, o tyle że, wedle wszelkich prognoz i tak wystarczająca liczba wyborców nie pójdzie na wrześniowe referendum, to gdyby robić referendum w dniu wyborów, to ta wymagana większość wyborców by się uzbierała. I takie rozwiązanie byłoby tańsze budżetowo, ale to, co mówi Piotr Duda wydaje się tylko wsparciem tej kampanii kombinowania wokół referendum, którą prowadzi PiS.

— Jaka będzie więc decyzja prezydenta w sprawie referendum?
— Sądzę, że utrzyma referendum z tymi trzema pytaniami. I myślę, że prezydent powinien trzymać kciuki za to, żeby referendum nie było ważne. By móc przed wyborami parlamentarnymi głosić, że jego poprzednik zwołał niepotrzebną, kosztowaną imprezę, której on już nie mógł odwołać z różnych względów również prawnych.

Andrzej Mielnicki
zobacz informacje z ostatnich 24h

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB