Wtorek, 27 września 2016. Imieniny Damiana, Mirabeli, Wincentego

Mój dziadek miał 19 lat, gdy ruszył walczyć z bolszewikami

2015-08-15 08:00:00 (ost. akt: 2015-08-14 14:45:06)
Jan Muchliński na rynku Nowego MIasta Lubawskiego, latem 1932 roku podczas uroczystości patriotycznych. Wówczas był zastępcą dowódcy organizacji Krakusów

Jan Muchliński na rynku Nowego MIasta Lubawskiego, latem 1932 roku podczas uroczystości patriotycznych. Wówczas był zastępcą dowódcy organizacji Krakusów

Autor zdjęcia: arch. rodzinne

Jan Muchliński, rocznik 1901, z Nowego Miasta Lubawskiego brał udział w walkach polsko-bolszewickich. Opowiadają nam o tym jego syn i wnuk. W sobotę 15 sierpnia obchodzimy 95. rocznicę bitwy warszawskiej, która zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę.

Po wybuchu II wojny założył w Nowym Mieście komórkę tajnej organizacji podziemnej Rota. W wyniku zdrady kolejno aresztowano członków organizacji, a w tym Muchlińskiego. — Jako 6-letni chłopak pamiętam dzień aresztowania ojca. Był poranek. Do mieszkania weszli niemieccy tajniacy z nakazem aresztowania.
Zdjęcie znajduje się w rodzinnym albumie Romana Amroziaka. Na fotografii widać jego dziadka Jana Muchlińskiego podczas uroczystości patriotycznej na rynku w Nowym Mieście Lubawskim. Jest upalne lato 1932 roku. Wachmistrz zawodowy, zastępca dowódcy Krakusów, stoi w mundurze, blisko swojego konia. W tle — mieszkańcy Nowego Miasta, czekają na uroczystość. — Zdjęcie było przekazywane z rąk do rąk w naszej rodzinie — mówi Roman Amroziak. Jest rencistą, mieszka w Toruniu. — Dostałem je od wuja Zbigniewa Muchlińskiego. To jedyne zdjęcie, na którym dziadek jest w mundurze. To moja relikwia. Miał tam 31 lat. Nikt się nie spodziewał, że zostało mu tylko 10 lat życia.

Choć Roman nigdy nie poznał swojego dziadka, bo Jan zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym, to zawsze dzięki przekazom rodzinnym, czuł jego patriotyzm. Dzięki opowiadaniom matki Janiny i wuja Zbigniewa, którzy choć słabo pamiętali ojca, poznał jego losy.

Poznajcie tę historię...


Choć przez wiele lat w oficjalnej historii Polski nie istniała data 1920 roku, Amroziak wiedział wszystko na temat walk z bolszewikami. Przecież jego dziadek walczył na froncie wschodnim wojny polsko-bolszewickiej. Podobnie, jak jego przodek, nigdy nie ukrywał sympatii do marszałka Józefa Piłsudskiego. Zaangażował się nawet w prace nad budową pomnika marszałka w Toruniu. Monument powstał 15 lat temu.

Jan Muchliński urodził się na ziemi kaszubskiej w 1901 roku, lecz życie rodzinne związał z Nowym Miastem Lubawskim. Po ukończeniu niemieckiej szkoły powszechnej, z polecenia ojca, zajął się gospodarstwem rolnym. Potem losy rzuciły chłopaka do firmy Schwarzkopf w Berlinie, gdzie pracował w biurze w fabryce budowy maszyn. Berliński epizod przerwała rewolucja w Niemczech w 1918 roku. Wrócił do rodzinnej wsi na Pomorzu jesienią 1918 roku i pomagał ojcu w prowadzeniu gospodarstwa rolnego. 17-latek nie wiedział, czy zostać na ojcowiźnie, czy wyruszyć do tworzącej się w Poznaniu jednostki kawalerii.

— W listopadzie 1919 roku dziadek Jan opuścił rodzinną miejscowość i pojechał do Poznania. Tam, na podstawie rozkazu dowódcy wojska wielkopolskiego, generała Dowbora-Muśnickiego, rozpoczęto organizowanie pułku ułanów, przeznaczonego dla ziemi pomorskiej — mówi Roman Amroziak.

Jan wstąpił do wojska wielkopolskiego z przydziałem do I szwadronu 4 pułku Ułanów Nadwiślańskich. — Wiem, że na początku miał bardzo intensywne szkolenie. Zadania stawiane ułanom były takie same, jakie wytyczano szwoleżerom i strzelcom konnym, po prostu poruszali się konno, a walczyli pieszo — opowiada Roman Amroziak.
W połowie stycznia 1920 roku I szwadron Ułanów Nadwiślańskich z Janem Muchlińskim przybył koleją do Torunia, skąd po kilku tygodniach pobytu wraz z utworzonym z ochotników II szwadronem, został przetransportowany na stałe do Grudziądza. Tam zmieniono oficjalnie nazwę pułku na 18. Pułk Ułanów Pomorskich. Wkrótce wyruszyć miał na wojnę z bolszewikami.

W osobistych zapiskach Jan Muchliński odnotował, że 28 maja 1920 roku, wraz z 18. pułkiem, wyruszył na front litewsko-białoruski, gdzie brał udział we wszelkich bitwach. Jego pułk pod dowództwem rotmistrza Ossowskiego, transportem kolejowym z Grudziądza przez Wilno, został skierowany na teren działań operacyjnych frontu północno-wschodniego w okolice Dyneburga. Dywizjon 18. pułku miał bocznymi drogami dopaść wycofujące się oddziały sowieckie. W czerwcu po przedarciu się na tyły bolszewików dywizjon walczył pod Nowymi Krukami. Wówczas Sowieci ponieśli poważne straty. Niestety I szwadron dywizjonu też poniósł duże straty, tracąc większość koni. 18. Pułk Ułanów Pomorskich dostał kolejne zadanie: patrolowanie brzegów Dźwiny. Po walkach pułk ułanów, w którym służył Muchliński, po wycofaniu się z frontu, by uniknąć niewoli, dotarł nad Bałtyk do Rygi, Lipawy i Kłajpedy, skąd drogą morską ewakuował się do Polski.

18 sierpnia statki stanęły na redzie w Gdańsku i nie mogąc zejść na ląd, dywizjon wyładował się na polskim brzegu w rybackiej wówczas wiosce Gdyni. Do połowy września 1920 roku pułk reorganizował się w Toruniu, po czym został przewieziony koleją do stacji Hajnówka i Narewka. Po wyładowaniu pułk z Janem Muchlińskim przeszedł przez całą Puszczę Białowieską. Od tego momentu rozpoczęła się faza tzw. Bitwy Niemeńskiej. Pułk, w którym służył Jan Muchliński, został przydzielony do grupy operacyjnej generała Władysława Junga. W bohaterski sposób przyczynił się do zwycięskich potyczek z wycofującą się Armią Czerwoną, po jej klęsce sierpniowej pod Warszawą. Poza zwycięstwami pod Nowym Dworem, Krzesłami, wsią Klepacze, oddział przeprowadził też znaną szarżę pod Skrobowem. Za akcję pod Skrobowem, a także wcześniejsze, 18. Pułk Ułanów Pomorskich otrzymał pochwałę w rozkazie gen. Junga. „…18 Pułk Ułanów wniósł zamieszanie w szeregi 27. dywizji sowieckiej i ułatwił sytuację XXIX Brygadzie Piechoty płk. Wrzalińskiego znajdującej się w ciężkim boju z przeciwnikiem. W imieniu służby wyrażam uznanie i dziękuję wszystkim oficerom i ułanom 18 pułku…” — napisano w rozkazie. W styczniu 1921 roku szwadrony 18 pułku przewieziono koleją do Borodziejów, gdzie pułk wszedł w skład V Brygady Jazdy. Szwadrony strzegły granicy nad Niemnem.

— Jest to czas bardzo znamienny dla Jana Muchlińskiego. W dniu 3 maja 1921 roku, z rozkazu dowódcy V Brygady Jazdy, za bohaterski udział w bitwach z bolszewikami nadany mu został Krzyż Walecznych — opowiada wnuk.

Do dziś zachowała się opinia o Janie Muchlińskim, którą wystawił podporucznik Bańkowski: „staranny, sumienny, bardzo obowiązkowy w służbie i poza służbą, zachowanie doskonałe, inteligentny, wielkie poczucie patriotyzmu, twardych zasad moralnych”.

W połowie sierpnia 1924 roku wachmistrz zawodowy Jan Paweł Muchliński poprosił o zwolnienie ze służby czynnej do rezerwy. Syn Jana Pawła Muchlińskiego — Zbigniew, dziś 81-letni mieszkaniec Torunia, wspomina ojca jako człowieka sumiennego, pracowitego, kochającego rodzinę.

— W wieku 27 lat ojciec przeniósł się z Pucka, gdzie pracował w Sądzie Grodzkim, do Nowego Miasta. Początkowo zajmował stanowisko adiunkta kancelarii. Właśnie w Nowym Mieście poznał żonę Łucję. Pobrali się 6 listopada 1929 roku. Wertując rodzinne zdjęcia z tego czasu widać, że rodzice brali udział w życiu towarzyskim. Jednak żołnierz kawalerzysta i miłośnik koni szukał okazji, by kontynuować swoje pasje — wspomina syn Zbigniew.

Wraz z przyjaciółmi w Nowym Mieście założył Przysposobienie Wojskowe Konne Krakusi i został zastępcą dowódcy. Organizacja o charakterze paramilitarnym krzewiła wśród poborowych zamiłowanie do koni, uczyła służby ochrony dróg, linii kolejowych i pocztowych na wypadek konfliktu zbrojnego. Jan Muchliński nie ukrywał swojej sympatii do marszałka Józefa Piłsudskiego. Ponadto należał do Organizacji Wojskowej Pomorza i Kujaw, Związku Obrony Kresów Wschodnich i Polskiego Związku Zachodniego.

Po wybuchu II wojny założył w Nowym Mieście komórkę tajnej organizacji podziemnej Rota. W wyniku zdrady kolejno aresztowano członków organizacji, a w tym Muchlińskiego. — Jako 6-letni chłopak pamiętam dzień aresztowania ojca. Był poranek. Do mieszkania weszli niemieccy tajniacy z nakazem aresztowania. Ojciec w pożegnalnym geście przytulił moją głowę. Na piaszczystej drodze pozostały tylko ślady opon. Próbowałem z chłopakami dogonić samochód, którego już nie było — wspomina Zbigniew Muchliński.

Jan Muchliński został zamęczony w obozie Mauthausen-Gusen 30 czerwca 1942 roku, a jego symboliczny grób znajduje się na nowomiejskim cmentarzu parafialnym.

Pan Roman, gdy przyjeżdża na grób swojej matki do Nowego Miasta, zawsze składa kwiaty pod tablicą na symbolicznej mogile swojego dziadka. — Z opowiadań i zapisów dokumentów wiem, że był wspaniałym człowiekiem. Bardzo podziwiam go za to, w jaki sposób walczył o odradzającą się ojczyznę — mówi Roman Amroziak

Stanisław R. Ulatowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB