Quantcast

Piątek, 25 września 2020. Imieniny Aureli, Kamila, Kleofasa

Park, las, woda... Co może przyciągnąć turystów do Olsztyna?

2015-08-19 11:00:00 (ost. akt: 2015-08-19 09:58:34)
Martą Kruk: To, co tak denerwuje nas, mieszkańców miasta, np. utrudnienia komunikacyjne, dla turystów jest oznaką rozwoju Olsztyna. Może nas to zdziwić, ale wielu gości te remonty chwali.

Martą Kruk: To, co tak denerwuje nas, mieszkańców miasta, np. utrudnienia komunikacyjne, dla turystów jest oznaką rozwoju Olsztyna. Może nas to zdziwić, ale wielu gości te remonty chwali.

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Australia, Hiszpania, Izrael, Japonia... Olsztyn z roku na rok przyciąga turystów z naprawdę odległych zakątków świata. Z Martą Kruk, przewodniczką turystyczną, rozmawiamy o tym, co najbardziej podoba im się w naszym mieście.

— Odwiedza nas coraz więcej turystów. Co najbardziej przyciąga ich do Olsztyna?
— Przede wszystkim wszechobecna przyroda i nasze zabytki z olsztyńskim zamkiem na czele. Na przykład budynki wykonane z gotyckiej cegły, które dla nas są widokiem codziennym, dla turystów z Azji są prawdziwą... egzotyką. Jeśli chodzi o przyrodę, to najbardziej zachwyceni są nią turyści z tzw. wielkich miast, takich jak np. Tokio, którzy dziwią się, że choć jest to duże miasto — bądź co bądź stolica regionu — to w którą stronę by nie poszli, zawsze trafią albo na roślinność, albo las albo jakieś jezioro. To w ich oczach ogromny plus Olsztyna.

— Wspomniała pani o turystach z Azji. Często przyjeżdżają do Olsztyna goście z aż tak dalekich stron?
— Tak, nawet z takich krajów, o których byśmy nawet nie pomyśleli. O ile dla nas turyści z Niemiec czy ze wschodnich stron są typowymi gośćmi, o tyle niektórych mogłoby zdziwić, że odwiedzają nas obywatele takich krajów jak Japonia, Izrael, Wielka Brytania, Korea czy Hiszpania. Coraz częściej można tu spotkać także turystów z Australii, a to już bardzo odległy zakątek świata.

Tak jak wspomniałam, nasza codzienność, czyli to, że mamy blisko do jeziora czy gotycki zamek w centrum miasta albo że po prostu mamy wszędzie zieleń, to prawdziwa egzotyka dla wielu turystów.

— Przyjeżdżają sami czy raczej w zorganizowanych grupach?
— To zależy. Zdarzają się duże wycieczki autokarowe, ale są także osoby, które chcą poznać Olsztyn na własną rękę i tylko zachodzą do Miejskiej Informacji Turystycznej, żeby się zorientować, co warto zobaczyć. Albo po prostu przejeżdżali obok i zobaczyli, że jest to piękne miejsce i chcieli poznać je bliżej. Jeśli chodzi o to, kto dokładnie nas odwiedza i w jaki sposób się do nas dostaje, to nie ma na to reguły. Czasem po prostu znajomi konkretnej osoby byli tu wcześniej i potem ten ktoś chciał sprawdzić, co ich tak zachwyciło. Olsztyn zwiedzają także potomkowie osób, które kiedyś stąd wyjechały i jest to dla nich podróż sentymentalna, podróż w poszukiwaniu korzeni.
Trzeba także przyznać, że dobrze promujemy nasz region, choć może my sami tego nie zauważamy. Na przykład w ubiegłym tygodniu do stolicy Warmii i Mazur przyjechała Japonka, która postanowiła zobaczyć Olsztyn na własne oczy tylko dlatego, że widziała w japońskiej telewizji materiał o naszym regionie i bardzo spodobały się jej te strony. Spędziła tutaj kilka godzin i była zachwycona.

— Czy miejsce pochodzenia turystów wpływa na odbiór naszego miasta? Czy na przykład Australijczyk inaczej postrzega Olsztyn niż Japończyk?
— Zdecydowanie! Każda kultura jest inna i obcokrajowcy różnie odbiorają nasze miasto. Choć najczęściej słyszę pozytywne opinie na temat Olsztyna od mieszkańców naprawdę odległych stron świata. Tak jak wspomniałam, nasza codzienność, czyli to, że mamy blisko do jeziora czy gotycki zamek w centrum miasta albo że po prostu mamy wszędzie zieleń, to prawdziwa egzotyka dla wielu turystów. Dziwią się i są zachwyceni, że tuż obok ruchliwego centrum mają przyjemny park, w którym można w ciszy odpocząć. A nawet w miarę szybko dotrzeć nad jezioro, popływać, jeśli ktoś w ten sposób chce sobie pomóc podczas upałów.

— Ale zapewne zdarzają się także nieprzychylne komentarze? Przecież nie jest tak, że Olsztyn to idealne miasto.
— Tak, ale zdecydowanie rzadziej. Nie dotyczą one tego, że samo miejsce jest złe, ale raczej spraw technicznych, typu brak toalet publicznych. To turyści często nam wytykają. Ciekawe jest także ich podejście do obecnych remontów i organizacji miasta. Może nas to zdziwić, ale poza opiniami, że trudno się gdzieś dostać, wielu gości te remonty bardzo chwali! Podoba im się to, że Olsztyn się rozwija, że tu powstają nowe drogi, nowe muzeum, nowe parki czy plaża miejska. Tak więc to, co nas denerwuje jako mieszkańców, np. utrudnienia komunikacyjne, dla turystów są oznaką rozwoju.

— Czym najbardziej zaskoczyli panią turyści?
— Tym, że nie wiedzieli, kim był Mikołaj Kopernik. Była to grupa turystów naukowców z Etiopii. Z tego, co pamiętam, ich dziedziną była weterynaria. Byli to ludzie wykształceni, obyci, ale kiedy zaczęłam ich oprowadzać po Starym Mieście i opowiadać o Mikołaju Koperniku, zobaczyłam w ich oczach, że nie wiedzą, o kim mówię. Wtedy zapytali mnie wprost: „A kto to był?”. Rzadko się zdarza, żeby mnie zatkało przy turystach, ale to pytanie za bardzo mnie zdziwiło (śmiech). Dla nas to rzecz oczywista, że Kopernik wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię i Olsztyn jako miasto bardzo się nim chwali, ale jak widać nawet dla naukowców może być on postacią nieznaną... Ale oczywiście częściej turyści zaskakują mnie jako przewodnika bardzo pozytywnymi rzeczami. Kiedyś od gości z Australii dostałam maskotkę misia koali. Takie miłe gesty zdarzają się najczęściej, kiedy podróżuję razem z grupą po Warmii i Mazurach trochę dłużej, np. 2 -3 dni, i mamy czas na to, żeby się zintegrować i poczuć do siebie sympatię.

— A zdarzają się turyści, z którymi nie zupełnie nie można się dogadać?
— Bardziej w kwestii samego języka niż zachowania, choć nie jest tak, że każdy turysta zachowuje się idealnie. Goście, z którymi kontakt bywa utrudniony językowo, np. nie znają angielskiego, to przede wszystkim Francuzi i Węgrzy. Kiedyś do Miejskiej Informacji Turystycznej przyszli Węgrzy i nie można się było z nimi skontaktować w żadnym języku. Udało mi się dowiedzieć tylko tyle, że właśnie są z Węgier. A mówi się, że Polak i Węgier dwa bratanki. Tymczasem ich język jest jednak do żadnego innego niepodobny (śmiech). Oczywiście większość turystów doskonale sobie tu radzi, widać, że liczą się też z tym, że nie każdy zna angielski. Chyba najprościej mają goście ze Wschodu, z którymi Polacy jakoś zawsze się dogadają.

Ewelina Zdancewicz

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także