Quantcast

Piątek, 25 września 2020. Imieniny Aureli, Kamila, Kleofasa

Przyjemność, to jest kluczowe słowo opisujące czekoladę

2015-06-29 18:00:34 (ost. akt: 2015-06-29 11:22:52)
O historii czekolady można opowiadać godzinami

O historii czekolady można opowiadać godzinami

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Kiedy włożymy do ust kostkę czekolady, to okazuje się, że nie ma na świecie niczego innego, co dałoby człowiekowi tak dużo przyjemności. Dr Jacek Kurek z Zakładu Estetyki w Instytucie Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego opowiada o historii czekolady.

— Kto odkrył czekoladę?
— To odkrycie Olmeków, ludu, który trzy tysiące lat temu żył w Ameryce prekolumbijskiej nad Zatoką Meksykańską. Jako pierwsi zaczęli uprawić kakaowce. Wprawdzie Olmekowie wyginęli 400 lat przed Chrystusem, ale recepturę sporządzania czekolady przejęli od nich Majowie i Aztekowie. W XVI wieku, kiedy Europejczycy zaczęli podbijali Amerykę Południową i Środkową, natknęli się oczywiście także na czekoladę. Początkowo nie bardzo wiedzieli, co z nią zrobić.

Czekolada zawsze może stać się pretekstem do spotkania z drugim człowiekiem...
— Bo pewnie czekolady w tabliczkach Olmekowie jeszcze nie robili?
— Z ziarna kakaowca wytwarzali napój. Był to gęsty płyn, przyprawiany chili i różnymi ostrymi przyprawami. Kojarzył się tym ludom z symboliką krwi, czasami więc, kiedy składali kogoś w ofierze swoim bogom, ów wybraniec w ostatnich dniach życia dostawał do picia czekoladę. Czekoladę piły wtedy elity. Lud dostawał coś, co można nazwać wyrobem czekoladopodobnym. Podobną sytuację opisywał po wielu wiekach George Orwell w jednej ze swoich powieści, a i Polacy oświadczyli smaku wyrobów czekoladopodobnych w latach 80. ubiegłego wieku. Pierwsze spotkanie Europejczyków z czekoladą było dość zaskakujące.

— Dlaczego?
— Podczas ostatniej swojej wyprawy Kolumb, jak to miał w zwyczaju, o czym często zapominamy, napadł na jeden ze statków Indian i odkrył dziwną rzecz. Na pokładzie w równych rzędach były ułożone ziarenka jakiejś rośliny. Nie miał bladego pojęcia, co to jest, więc wyrzucił ładunek za burtę. Jak się okazało utopił fortunę, gdyż ziarna kakaowca były także walutą. To chyba jedyny przypadek w historii ludzkości, kiedy pieniądze rosły na drzewach.

— Płacono ziarenkami kakao?
— Dokładnie tak, zachowały się zapisy świadczące, że panie lekkich obyczajów swoje usługi wyceniały np. na osiem ziarenek.

— Kiedy czekolada trafiła do Europy?
— W XVI wieku. Była używana w stanie płynnym. Pojawił się problem, bowiem początkowo czekolada była przyprawiana tak, jak w Ameryce. Miała ostry, pikantny smak, a ten w chrześcijańskiej Europie kojarzył się, zwłaszcza zakonnicom, ze smakiem piekielnym, diabelskim. Podobno to one zastanawiały się, co zrobić, żeby czekolada stała się bardziej „chrześcijańska”. Zaczęły więc dodawać wanilii, śmietany i miodu. W ten sposób, powoli czekolada zrobiła się słodka. Tak bardzo słodka i pyszna, że pytano nawet papieży, czy można ją spożywać w czasie postu. Ci nie mieli nic przeciwko temu, tłumacząc, że czekolady się nie je, a pije. W XVII wieku stała się już rarytasem i razem z herbatą oraz kawą, wkraczała na europejskie salony, i to z coraz większym powodzeniem.

— Kiedy pojawiła się czekolada w kostkach?
— Dopiero w połowie XIX wieku. A to dlatego, że nie umiano oddzielić substancji zawartych w czekoladzie tak, by ją utwardzić. Natomiast rewolucja przemysłowa w Anglii, która od XVIII wieku dawała coraz większe możliwości techniczne całej Europie, to nie tylko kolej, para i węgiel, ale również maszyny, także te do mieszania czekolady i jej utwardzania, a także do wytwarzania mleka w proszku. Absolutnie przełomem było wynalezienie tego ostatniego. To dzięki mleku w proszku powstała pierwsza tabliczka czekolady, a w 1866 roku pierwsza bombonierka. W końcu producent czekolady John Cadbury wpadł na pomysł, by opakowanie odbić wizerunkiem swojej córki Jessiki z kotkami…

— I dziś mamy różną czekoladę, bo mleczną, deserową i gorzką. Która jest najzdrowsza?
— Gorzka, ponieważ ma najwięcej substancji odżywczych. Zawiera ok. 70 proc. kakao. Oczywiście dzieci wolą mleczną, ale ta jest mniej wartościowa, bowiem zawiera poniżej 50 proc. kakao. Czekolada deserowa ma go ok. 50-60 proc. Warto pamiętać, że czekolada rozpuszcza się w temperaturze ludzkiego ciała. Dlatego nie należy jej gryźć, ale włożyć do ust i czekać aż się rozpuści.

— Biała czekolada to czekolada?
— Nie, gdyż coś, co nie ma kakao, nie jest czekoladą. Choć oczywiście jest to słodycz, są to łakocie.

— A która czekolada jest najzdrowsza?
— Cóż, czekolada nie jest tak zdrowa jak czasami myślimy. Producenci starają się, żeby raz po raz medycy wydawali dobre diagnozy dla czekolady, jednak nigdy nie będzie ona medykamentem. Oczywiście zawiera wiele dobrych substancji np. magnez. To dlatego, gdy jedziemy w góry, bierzemy ze sobą tabliczkę czekolady. Jest smaczna, mieści się w kieszeni, a przy tym dodaje nam sporo energii, potrzebnej podczas wysiłku. Mitem jest jednak twierdzenie, że czekolada chroni np. od depresji. Nie ma w czekoladzie substancji chemicznych, które mogłyby w ten sposób oddziaływać na człowieka.

— To dlaczego wiele osób zajada się czekoladą, gdy są smutni?
— Przyczyna jest zgoła inna. Otóż, gdy ktoś kupi tabliczkę czekolady, czy dostanie pyszne czekoladki od znajomych, to już na opakowaniu zobaczy coś miłego, a otwierając pudełko, poczuje przyjemny zapach czekolady. Potem zacznie rozkoszować się jej smakiem i od razu czuje się lepiej. Jest mu po prostu przyjemnie. To właśnie przyjemność jest kluczowym słowem dla sukcesu czekolady. Jak mówią znawcy: nic w tak małej ilości nie dało tak wiele przyjemności jak czekolada. I to jest źródło jej siły.

— Żeby poczuć prawdziwy smak daktyla, daję go biednemu — głosi arabskie przysłowie. To może tak jest z czekoladą?
— Czekolada zawsze może stać się pretekstem do spotkania z drugim człowiekiem. Być może dla wielu z nas była właśnie pierwszą rzeczą, którą dzieliliśmy się z innymi. Znam historię rodzeństwa, któremu mama wpajała w domu zasadę, że nie można zjeść ostatniej kostki czekolady, bo ktoś inny może mieć na nią ochotę. Nawet po latach dzieci przyznawały, że czasem w opakowaniu pozostawało nawet pół kostki czekolady, ale nikt nie miał odwagi zjeść jej do końca.

— Skąd się bierze ten ustawiczny fenomen czekolady, że powstają o niej filmy, a nawet muzea czekolady?
— Trzeba na to spojrzeć z dwóch stron. Otóż, kiedy w XVII wieku kawa, herbata i czekolada stały się codziennością europejskich elit, to właśnie czekolada była droższa niż kawa. Myślę, że elitarność napoju była tu kluczowa. Gdy w końcu pojawiły się tabliczki czekolady, zwłaszcza produkowane na masową skalę, wówczas każdy mógł jej skosztować, poczuć się wyróżnionym. Jednak główne źródło sukcesu czekolady tkwi w tym, że kiedy włożymy do ust małą kostkę czekolady, to okazuje się, że nie ma na świecie niczego innego, co dałoby człowiekowi tak dużo przyjemności. Nikotyna, alkohol, narkotyki dają większego „kopa”, ale uzależniają w dużo większym stopniu i są o wiele bardziej niebezpieczne. Czekolada stała się symbolem kontrolowanego hedonizmu. Nie kojarzy się z niczym zdrożnym, chociaż bywa uważana za afrodyzjak, a zarazem możemy sobie pozwolić na ucztę smaku. W Japonii tę rolę spełnia, np. herbata. Warto dodać, że kawa i herbata także mają swoje miejsce w literaturze czy muzyce i także doczekały swoich muzeów.

— Ktoś powiedział: „Nie wierzcie, że czekolada jest substytutem miłości. Miłość jest substytutem czekolady”. Czy piciu czekolady
towarzyszy jakiś szczególny rytuał, jak piciu herbaty przez Japończyków?

— Rytuał picia czekolady był związany z kulturą plemion Ameryki prekolumbijskiej. W Europie czekoladę do picia przygotowywało się np. w specjalnych dzbankach. Dziś w czekoladziarniach przyrządza się ją przy pomocy ekspresów, te najlepsze, włoskie, non stop mieszają czekoladę. Jest wtedy tak gęsta, że można ją jeść łyżeczką. Jednak kawiarnia, herbaciarnia czy czekoladziarnia to zwykle ładne wnętrza, miła muzyka, odpowiednia zastawa. Kumulują się więc w tym miejscu te hedonistyczne, ale w delikatnej odmianie, wartości.

— Czy wiadomo, ile jest na świecie gatunków czekolady?
— Tego to chyba nikt nie wie. Warto dodać, że są miejsca np. w Szwajcarii, Belgii czy na Sycylii, gdzie się wytwarza się czekoladę ręcznie. To cenna czekolada i oczywiście droga. Sztukę jej przygotowywania porównałbym właśnie do sztuki parzenia herbaty.

— Na co należy zwrócić uwagę kupując tabliczkę czekolady, oczywiście poza ceną?
— Myślę, że trzeba kierować się przede wszystkim zawartością kakao. Dobrze, gdyby była to czekolada dobrej marki, gwarantującej także, że przy zbiorze ziaren nie są zatrudniane np. dzieci. Pamiętajmy, że im bardziej mleczna czekolada, tym tańsza. Unikajmy również czekolad zawierających zbędne składniki np. olej palmowy. Wyrafinowane czekolady zawierają nawet 85-90 proc. kakao i nie zawsze nam smakują, ponieważ nie mają tego słodkiego smaku, który zwykle kojarzy nam z tabliczką czekolady, i do którego jesteśmy po prostu przyzwyczajeni.

— Kto robi najlepszą czekoladę?
— To jest absolutnie kwestia gustu, ale najwięcej w Europie jedzą jej Szwajcarzy. Statystyczny mieszkaniec zjada jej podobno blisko 12 kilogramów rocznie.

— Pan jest fanem czekolady?
— Umiarkowanym. Lubię czekoladę, ale jakoś nie jestem w niej zakochany. Podobnie zresztą jest z kawą i herbatą. Ale magia i słodycz czekolady są wielkie, kojarzą się nam z miłością i ciepłem.

— A co pan powie na cyjanek w czekoladce, to idealna kryjówka?
— Są podejrzenia, że niektórych truto nawet hostiami. Osobiście uważam, że lepiej nikogo nie próbować w żaden sposób otruć. Warto przy okazji dodać, że mity wokół kawy, herbaty czy czekolady istniały od początku. Jedni napoje te uważali za zdrowe, inni za mniej. Do dziś tak jest. Połowa świata sądzi np., że zielona herbata szkodzi.

— Czekolada to przyjemność, na której można sporo zarobić. W I kwartale tego roku nasz eksport czekolady i produktów kakao sięgnął 280 mln euro.
— Polska czekolada, podobnie jak wódka, była zawsze naszym dobrym, markowym znakiem. Już w latach 70. minionego wieku tak było. Oczywiście dziś z tamtych produktów często zostało tylko logo, za którym kryją się światowe koncerny. Kiedy prowadzę wykłady i pokazuję stare opakowania po czekoladach właśnie z lat 70., 80. XX wieku, to starsza publiczność reaguje ze łzami w oczach. To smak ich dzieciństwa, młodości.

Rozmawiał Andrzej Mielnicki

Dr Jacek Kurek pochodzi z Chorzowa. Ma 49 lat. Jest historykiem, kulturoznawcą, eseistą i poetą. Znawca muzyki i malarstwa, pedagog, wykładowca uniwersytecki. Od 2014 roku związany z Instytutem Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB